Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 4/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,17

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 148
Średnia: 7,29
σ=1,59

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Jormungand: Perfect Order

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ヨルムンガンド PERFECT ORDER
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Postaci: Przestępcy; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Afryka, Azja, Europa; Czas: Współczesność
zrzutka

Druga seria (czy może raczej: druga połowa) opowieści o handlarzach bronią. Jest lepiej, ale nadal średnio.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Nazwanie Jormungand: The Perfect Order „drugim sezonem” jest pewnym nadużyciem. Drugiej serii nie dzieli bowiem od pierwszej prawie nic: ani czas, ani użyta do ich realizacji technologia graficzna, ani też przepaść fabularna. Przeciwnie: anime podejmuje prawie natychmiast wątki przerwane przez swoją poprzedniczkę. Zestaw postaci także nie różni się zbytnio, może poza przeciwnikami. Tak więc wniosek, że obie serie należałoby traktować bardziej jak jedną całość, rozciętą na dwie połowy, a nie oddzielne twory, nasuwa się sam.

Jak łatwo więc zgadnąć, przychodzi nam ponownie śledzić losy Koko i jej bandy zabijaków. Tym razem fabuła jest bardziej przemyślana. W sposobie, w jaki bohaterowie szerzą zniszczenie i traumę pourazową w losowych miejscach świata, okazuje się więc ukrywać jakaś logika i cel wyższy niż zarabianie pieniędzy, co twórcy wcześniej skrzętnie przed nami ukrywali. Intryga nabiera rumieńców i miast zanudzać widza, zaczyna skłaniać go do dobrowolnego trawienia akcji.

Nie jest to jedyny plus nowych odcinków. Poprawę odnotowuje też reżyseria i montaż, jeśli oczywiście w wypadku filmów animowanych można mówić o montażu. Widać to w szczególności w przypadku scen walki. O ile w poprzedniej części nie grzeszyły one widowiskowością (w przeciwieństwie do schematyzmu, nudy, odrealnienia, naiwności i braku pomysłu na ich realizację), tak w nowej odsłonie nabrały dynamizmu i realności. Ciągle nie jest to wprawdzie szczyt możliwości serialu sensacyjnego, jednak twórcy nie serwują nam już tak żenujących scen, jak np. niesławny pościg samochodowy połączony z wzajemnym ostrzeliwaniem się ze stacjonarnej broni maszynowej z odległości połowy metra. Niestety problemu tego uniknięto w najprostszy możliwy sposób: zwyczajnie zmniejszając ilość akcji i dodając gadania.

Czy naprawdę jednak opłaca się nam poświęcić czas na oglądanie kilkunastu raczej nudnych odcinków „pierwszego sezonu” tylko po to, żeby doczekać się poprawy w kolejnych? I czy ta poprawa nie powinna nastąpić wcześniej?

Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że odpowiadające za Jormungand studio White Fox posiada raczej niewielkie (ledwie cztery serie), choć (może poza Tears to Tiara) obiecujące portfolio wysoko ocenianych anime (Steins;Gate, Katanagatari). Można więc przyjąć tezę, że podczas realizowania wcześniejszych odcinków zabrakło im doświadczenia, jeśli chodzi o specyfikę filmów sensacyjnych. W odróżnieniu bowiem od typowych anime akcji, nastawionych głównie na supermoce, gdzie liczy się przede wszystkim wizja, sensacja rządzi się własnym zestawem praw. Liczy się w niej głównie styl, efektowność, szybkość i właśnie sensacyjność. Niedoświadczony zespół, po raz pierwszy tworzący w tej konwencji, ma prawo tego nie wiedzieć lub, co równie prawdopodobne: nie umieć wcielić w życie.

Pytanie brzmi jednak, czy widza powinno to coś obchodzić?

Moim zdaniem nie. Widz ma prawo wybrać taką serię, która będzie dobra, natomiast pierwszy sezon Jormungand był najwyżej średni. Sezon drugi owszem, jest lepszy, jednak wydaje mi się, że średniej jakości część pierwsza dla wielu widzów może stanowić poważną barierę. Co więcej: lepsza jakość scen akcji nie wynika z nagłego skoku umiejętności grafików czy też podsumowania „wiecie państwo, poprzednim razem popełnialiśmy błędy, ale teraz wiemy już, jak ich uniknąć, więc choroba, zacznijmy to robić!”. Zwyczajnie nawalanki jest teraz mniej, więcej za to gadania i moralizowania w stylu „zabijanie jest złe, bo ludzie od tego umierają”.

Jeśli zaś chodzi o fabułę, a w szczególności „plan Koko”, to jest on dziełem nie tyle człowieka szalonego, co raczej dziedzicznego kretyna. Zatrzymanie wojen przez zastopowanie technologii? I to nie całej? Dobre sobie. Do wojen wcale nie trzeba jakiejś szczególnie zaawansowanej techniki. Większość wzorów amunicji nie zmieniła się zbytnio od I wojny światowej. Tak naprawdę jedyna znacząca różnica to wynalezienie naboju pośredniego, gdyż to, co wcześniej pchano do karabinów, okazało się zwyczajnie za mocne i nie było potrzeby, żeby ludzi zabijać aż tak bardzo. Pistolety? Tu też standardem jest szablon ustalony przez Browing High Power. Jedyna różnica polega na tym, że teraz robi się je z plastiku. Broń maszynowa? Trzydzieści dwie armie, w tym z połowa natowskich, używa nazistowskiego MG­‑42 z plastikową kolbą. Nawet wojskowa elektronika tak naprawdę specjalnie wymyślna nie jest. To nie są konsole do gier. Nie mają wyświetlać najlepszej grafiki, ale dziać nawet wtedy, jak ostrzela je wroga artyleria i zbombarduje lotnictwo lub jacyś wariaci odpalą system walki elektronicznej.

Ale chrzanić realizm.

Powiedzmy, że „plan Koko” napędza magia i wola autorów, dzięki czemu udaje jej się sprawić, że nawet muszkiety działać przestają. Dalej wojen to nie zatrzyma. Bo jaki problem wziąć pięć tysięcy dzieciaków z maczetami i zrobić ludobójstwo jak w Kongo, Liberii czy Rwandzie? Tak naprawdę tego typu broń (bo powiedzmy sobie szczerze: Jormungand jest bronią, tak samo, jak bronią są np. radary) daje większe pole do popisu ludziom, którzy wojnę chcą wywołać i przeprowadzić ją krwawo. Zmniejsza też szanse na udaną interwencję w którymkolwiek z zapalnych regionów świata.

Tak więc, jeśli Koko chciała wojny ograniczyć, to trochę jej to nie wyszło.

Jednak czego się spodziewać po serii, o której najlepsze, co można powiedzieć, to to, że jest niezłym jak na anime filmem sensacyjnym?

Zegarmistrz, 27 stycznia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: White Fox
Autor: Keitarou Takahashi
Projekt: Kazuhisa Nakamura
Reżyser: Keitarou Motonaga
Scenariusz: Yousuke Kuroda
Muzyka: Taku Iwasaki