Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 4/10 grafika: 4/10
fabuła: 1/10 muzyka: 1/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

3/10
Głosów: 5
Średnia: 3,4
σ=0,49

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Diablo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Katsugeki Shoujo Tanteidan

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1986
Czas trwania: 30 min
Tytuły alternatywne:
  • Girl Detective Club
  • 活劇少女探偵団
Gatunki: Komedia, Sensacja
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Katsugeki Shoujo Tanteidan. Czyżby jedna z najgłupszych fabuł świata anime?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Bywają tytuły w dowolnym gatunku, czy to literackim, czy filmowym, czy jakimkolwiek innym, zwyczajnie i bezdennie głupie. Czasem tak głupie, że żałość bierze i coś brzydkiego z jasnego nieba trafia, ale też tak głupie, że aż fajne i osoba sięgająca po daną pozycję dostaje radosnej głupawki. A jak wygląda sprawa z Katsugeki Shoujo Tanteidan? Ano ten tytuł siadł, niczym Jagna w chwili domniemanej utraty dziewictwa, okrakiem na płocie między tymi dwiema skrajnościami, i może być źródłem radosnej głupawki, ale… tylko przy pierwszym podejściu. Bo potem to już człowiek ma ochotę zrobić bohaterkom krzywdę.

Chcecie pewnie, drodzy czytelnicy, spytać o fabułę tej, tfu, perełki japońskiej animacji z lat 80.? W zasadzie to jakaś tu nawet jest. Ba, upchnięto nawet wątki przyjaźni, zemsty, panowania nad światem, miłości przekraczającej więzi siostrzane, yuri i cholera wie, czego jeszcze. Ale co z tego, skoro to wszystko jest tylko pretekstem do serii coraz to bardziej durnych wydarzeń? Otóż na początku obserwujemy trzy nastolatki, które, jak się niedługo dowiadujemy, wyskoczyły na „mały gigant” z żeńskiej szkoły z internatem. Jednak długo nie zabawiają i wracają do szkoły, wyprowadzając przy okazji w pole szkolną ochronę, na którą składają się najwyraźniej orły intelektu z IQ godnym Mensy. Ale to wszystko byłoby zbyt proste i po chwili jesteśmy świadkami porwania najstarszej z dziewcząt, Midori. A co robią jej dwie przyjaciółki, Shizuka i Yuriko, gdy odkrywają jej zniknięcie? Oczywiście ruszają na ratunek. Siejąc przy tym takie zniszczenie w mieście, że Godzilla i wszystkie potwory, z którymi przyszło jej walczyć, mogą się tylko wstydliwie zarumienić i całować je w stopy. Skutkiem ubocznym tej całej „rozpierduchy” będzie to, że dziewczęta udaremnią pewien spisek.

No ale cóż, całość trwa zaledwie około trzydziestu minut, tak więc dotknięci Palcem Bożym kreatorzy tego cuda nie zdołali rozbudować zbytnio szkieletu psychologicznego naszych heroin. Midori występuje tu najkrócej, ale można powiedzieć, że to herod baba z bogatej rodziny, z wielkim zapałem do broni palnej. Podobno snajperka. Shizuka i Yuriko to typ słodkich idiotek i naprawdę trudno wskazać, która jest głupsza („Rozwaliłam właśnie dwa wieżowce, najwyraźniej pełne ludzi? Ojej, przepraszam!”). Najwyraźniej w czasie seansu wymieniają się rolami tej bardziej durnej. Główny zły to typowy facet cierpiący na przerost ambicji i w końcu nie wiadomo, czy chodzi mu o zdobycie władzy nad światem, czy może zbudowanie sobie nowej szkoły? Jego pomagierki to zbieranina najwyraźniej niezdolnych do refleksji kobiet i uczennic robiących tylko to, co im się każe. No bo ja nie wiem, ale gdybym miał szesnaście lat i kazano mi zabić koleżanki ze szkoły, to bym chyba jednak spytał, dlaczego, a nie łapał za topór czy inny karabin i z uśmiechem na ustach leciał spełnić polecenie. A może po prostu nie doceniam siły autorytetu?

A grafika, animacja i muzyka? No cóż, ludzie, mamy rok 1986, cudów to się tu nie spodziewajcie. Witamy w krainie naftaliny, kędy kurz zaległy leży, bywa, że postacie ruszają się jak 8­‑bitowe piksele, a muzyczka piszczy gdzieś w tle i wkurza widza. Kreska jest ręcznie rysowana i ma nawet pewien urok, tła straszą biedą a, hehehehe, efekty specjalne mogą sprawić, że poniektórzy popłaczą się ze śmiechu. Choć taki pojazd głównych bohaterek może się nawet spodobać i wygląda dość oryginalnie. Ale o muzyce to wolę się nawet łaskawie nie wypowiadać…

Podsumowanie? No cóż, tak jak napisałem na początku, tytuł ten to w najlepszym razie jednostrzałowiec. Można spróbować podejść i przetrzymać pierwsze dziesięć minut. Jeśli potem zacznie się podobać, to można seans dokończyć i przygotować się na płynącą z ekranu totalną głupawkę, która może nasilać się przy oglądaniu grupowym bądź wspomaganiu napojami procentowymi. Nie zmienia to jednak faktu, że o tytule tym zapomni się w jakieś piętnaście minut po jego obejrzeniu, a ponowne po niego sięgnięcie grozi zszarganiem nerwów i wzbogaceniem słownika bluzgów.

Diablo, 6 grudnia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Isami Eguchi
Projekt: Masako Gotou
Reżyser: Masaharu Okuwaki
Scenariusz: Yuuho Hanazono
Muzyka: Hiroaki Sei