Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 16
Średnia: 6,31
σ=2,08

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Legend of Basara

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1998
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Basara
Tytuły powiązane:
Gatunki: Fantasy, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Księżniczki/książęta; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość (postapokaliptyczna); Inne: Magia
zrzutka

Barwna opowieść fantasy z wątkiem romantycznym. Przykład na to, jak z mangi dla dziewcząt można zrobić anime dla nikogo.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Wiele setek lat upłynęło od chwili, gdy znana nam cywilizacja runęła w gruzy. Japonia jest obecnie podzielona pomiędzy czterech synów imperatora, sprawujących na swoich ziemiach władzę absolutną. Wydaje się, że potędze ich armii nikt nie jest w stanie się oprzeć… Ale oto w maleńkiej pustynnej wiosce Byakko przychodzą na świat bliźnięta. Miejscowy mędrzec i prorok przepowiada, że oto narodziło się dziecko, które zmieni przyszłość Japonii i wyzwoli jej mieszkańców spod jarzma okrutnych władców.

Tatara rośnie świadomy misji, która go czeka. Jego siostra Sarasa czuje się początkowo niepotrzebna, ale i ona wierzy w posłanie swojego brata. Przyjdzie jednak straszny dzień, w którym Sarasa będzie musiała przyjąć imię i tożsamość Tatary, by mogła ziścić się przepowiednia. Przetrwanie w państwie Czerwonego Króla, który za wszelką cenę chce zdobyć głowę niebezpiecznego buntownika, jest już wystarczająco trudne, jak w ogóle można myśleć o walce z nim? Pełna zapału, ale niedoświadczona dziewczyna popełnia błędy, które drogo kosztują ją i jej bliskich. I jakby tego było mało, Sarasa poznaje przystojnego młodzieńca, Shuriego. Ich przypadkowe spotkania sprawiają, że rodzi się między nimi jakaś więź. Ale Sarasa nie wie, że ma do czynienia z samym Czerwonym Królem – a Shuri nie wie, że ta dziewczyna jest przywódcą buntowników, nieuchwytnym Tatarą…

Legend of Basara zaczyna się jak rasowa i naprawdę dobra powieść fantasy. Na nakreślonym z rozmachem tle rozgrywa się historia, w której krzyżują się losy ludzkie z wielką polityką, w której wiele zależy nie tylko od wyniku bitew, ale i pałacowych spisków, w której nie ma ludzi jednoznacznie dobrych i złych. Niestety błyskawicznie można się przekonać, że anime oparte zostało nie na solidnej powieści, lecz na mandze. Co gorsza, mandze shoujo, czyli skierowanej przede wszystkim do dziewcząt. Co z tego wynika?

Przede wszystkim to, że tak naprawdę chodzi głównie o to, żeby bohaterowie byli ślicznie i nieszczęśliwie zakochani. Całe otaczające ich polityczno­‑militarne zamieszanie jest straszliwie wręcz chaotyczne i w zasadzie nie służy niczemu specjalnemu. Fabuła jest dziurawa i niekonsekwentna, a wątek romantyczny naciągany aż trzeszczy. Miłość okazuje się ślepa, głucha i ciężko upośledzona umysłowo. Shuri jest uroczo nieświadomy, że zwierzenia Sarasy o tym, że musi pomścić śmierć rodziny, mogą mieć pewien związek z faktem, że właśnie spacyfikował w okolicy kilka wiosek; Sarasa nie wpada na pomysł, że młody arystokrata mógł przybyć na ten teren jedynie z armią wroga… Na pewno nie pomaga to, że ekranizacja została zarzucona już po połowie sezonu, czyli po trzynastu odcinkach – skomplikowana historia dopiero zaczyna się rozwijać; niestety to, co widziałam, nie pozwala mi stwierdzić, że dalej byłoby lepiej.

Świat, w którym rozgrywa się akcja, jest swoistą mieszanką Japonii z Bliskim Wschodem. Sporo tu elementów folkloru japońskiego, ale większość stylizacji wywodzi się wprost z realiów arabskich baśni tysiąca i jednej nocy. Wart zauważenia jest fakt, że przynajmniej w części, która została zekranizowana, nie ma wprost pokazanych mocy nadprzyrodzonych czy też magii. Muszę jednak zaznaczyć, że wykorzystywanie po raz n­‑ty motywu czterech zwierząt­‑strażników stron świata (Byakko, Seiryuu, Suzaku i Genbu), tym razem w roli nazw czterech mieczy, które ma odszukać bohaterka – jest chwytem, łagodnie mówiąc, ogranym.

Głównym pomysłem autorki na postaci było to, że mają jak najładniej wyglądać – stąd na ekranie oglądamy całe stado bishounenów (często pozostających ze sobą w bliżej niesprecyzowanych, acz bliskich relacjach) oraz kilka cukierkowych piękności. Wypełnienie ich charakterami okazało się jednak zadaniem zbyt trudnym…

Sarasa od początku do końca nie ma nawet cienia pomysłu na to, jak ma się zabrać za oswobodzenie kraju i – co lepsze – jak ten kraj ma potem wyglądać (nie ma nawet programu typu: „chcę, żeby wszyscy żyli w miłości i pokoju”). Z rozmaitych wrażych zasadzek wychodzi naprzemiennie dzięki (rzadkim) przebłyskom inteligencji, poświęceniu przyjaciół lub wręcz interwencji sił natury. Jej towarzysze postanawiają do niej dołączyć i bronić jej nawet za cenę życia zazwyczaj pod wpływem nieokreślonych impulsów i nie mając ani odrobinę lepszych pomysłów na walkę niż ona sama. Z kolei Shuri cierpi chyba na ciężkie rozdwojenie jaźni. Rozumiem oczywiście, że w tego typu świecie pacyfikacje wiosek mogą uchodzić za standardowe metody rozwiązywania konfliktów i zapobiegania buntom, niemniej jegomość, który w jednej scenie troszczy się o nawodnienie pustyni, a w innej nakazuje zabić dziecko tylko za to, że weszło w drogę jego orszakowi, wypada nieco nieprzekonująco.

Oprawa graficzna wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Niewątpliwie najwięcej uwagi poświęcono projektom postaci męskich (przy czym złośliwi będą w tę „męskość” powątpiewać) – mamy tu przegląd wszelkich możliwych typów wiotkich przystojniaków. Kobiety wyglądają bardziej niepozornie (może po prostu dlatego, że nie są w stanie błyszczeć na tle tego, co powinno być płcią brzydką, a jest piękniejszą) i właściwie żadna z nich nie zdobędzie zapewne uwagi fanów. Zwierzęta są nieźle zaprojektowane, koń Sarasy przypomina konia, co wcale nie jest w anime oczywiste. Natomiast wyraźnie odpuszczono sobie pejzaże, które są w większości niedbale namazane kilkoma kolorowymi plamami – zabieg, który mógłby ujść w mandze, w anime sprawia wrażenie niedopatrzenia. Muzyka odbiega od zwyczajowego j­‑popu, ale przynajmniej mnie bardzo się nie podobała – szczególnie piosenki otwierające i zamykające odcinek.

Być może gdyby seria miała szansę się rozwinąć, jej ocena byłaby wyższa – manga ma całkiem niezłe recenzje. Niemniej tutaj wątek miłosny jest dopiero zaczęty, obnażając rozpaczliwy brak pomysłu na fabułę. Jeśli więc ktoś szuka pełnej historii romantycznej – niech sięgnie po mangę. Jeśli natomiast ktoś chciałby obejrzeć dobre anime fantasy, niech poszuka Twelve Kingdoms albo Heroic Legend of Arslan.

Avellana, 22 listopada 2005

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: KSS
Autor: Yumi Tamura
Projekt: Aki Tsunaki, Keizou Shimizu, Megumi Kadonosono
Reżyser: Nobuhiro Takamoto
Scenariusz: Takao Koyama
Muzyka: Fumitaka Anzai, Toshiyuki Oomori