Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 2
Średnia: 8,5
σ=1,5

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tassadar)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Space Adventure Cobra

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1982
Czas trwania: 31×24 min
Tytuły alternatywne:
  • スペースアドベンチャー コブラ
zrzutka

Kosmiczny pirat Cobra wznawia działalność zawodową po latach ukrywania się przed bezwzględną organizacją. Wszechświat jest pełen niezbadanych planet, skarbów oraz pięknych kobiet, a bohater mogący uchodzić za potomka Bonda nie może dopuścić, by ktoś inny zdobył je pierwszy.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Natalie

Recenzja / Opis

Nieskomplikowana rozrywka potrafi być bardzo satysfakcjonująca. Wiadomo nie od dzisiaj, że sprawnie podana mieszanina komedii oraz pełnej napięcia sensacji to, przynajmniej w teorii, jeden z najprostszych przepisów na sukces, zwłaszcza jeśli zostaje okraszona technicznymi nowinkami i może się poszczycić charyzmatycznym bohaterem. Oczywiście przez lata gusta widowni i panujące w branży trendy cały czas się zmieniają, ale zasada pozostaje ta sama. Space Adventure Cobra doskonale wpisuje się w znany schemat, będąc kwintesencją wszystkiego, co przez długi czas stanowiło główny nurt rozrywkowego kina szpiegowskiego i science­‑fiction, a przy tym nie lada gratką dla miłośników kosmicznych wojaży.

Formuła serialu jest wyjątkowo prosta. Przystojny i wygadany pirat Cobra powraca do czynnego zawodu i od razu wplątuje się w mroczne knowania dawnych wrogów, na czele z wszechmocną i zepsutą do szpiku kości organizacją planującą podbicie wszechświata bez względu na koszty. Bohater co rusz wchodzi w drogę Gildii (bo tak nazywa się to złowrogie ugrupowanie), czy to z uwagi na niewyrównane porachunki, czy też zwyczajnie znajdując się w złym miejscu o niewłaściwym czasie. Za każdym razem w spektakularnym stylu przywraca ład i porządek, co przebiega według powtarzalnego i sprawdzonego planu, na który składają się po kolei: infiltracja szeregów wroga, zauroczenie pięknej kobiety, strzelaniny, pościgi, a na końcu wymyślny sabotaż, kończący się widowiskową eksplozją. Poszczególne zadania różnią się co prawda szczegółami, ale scenariusz każdego z nich jest jak widać zbliżony. Aby nie było za nudno, miejsca przeprowadzania dywersyjnych akcji są odpowiednio urozmaicane, tak więc poza obowiązkowymi bazami geniuszy zła zwiedzimy wraz z głównym bohaterem podwodne głębiny, pustynne piramidy, przeznaczony tylko dla kobiet zimowy kurort, a nawet stadion bejsbolowy, i to z perspektywy zawodnika. To w dużej mierze za sprawą różnorodnych lokacji zainteresowanie serią nie maleje zbyt szybko mimo epizodycznego scenariusza. Pytanie, gdzie też los rzuci Cobrę następnym razem, i jakie to zadanie będzie musiał wykonać, całkiem skutecznie zachęca do sięgnięcia po kolejne odcinki.

Dzięki pomysłowości autora mangi, na której oparto anime, nie tylko scenografia stanowi silną stronę Cobry. Wyraźnie rzuca się w oczy specyficzna stylistyka świata anime, przypominająca mieszankę Star Treka i komiksów z superbohaterami. Wszyscy chodzą w obcisłych lateksowych strojach, mieniących się kolorami tęczy i podkreślających nienaganną muskulaturę lub podstawowe atrybuty kobiecości. Członkowie Gildii równie dobrze mogliby stanowić plejadę postaci rodem z uniwersum Marvela – Crystal Boy o ciele ze złota i przezroczystego tworzywa czy fioletowy Salamander w samurajskiej zbroi to tylko niektóre z wielu ciekawszych przykładów. Jest w tym sporo zabawnej z obecnego punktu widzenia naiwności, która jednak w żaden sposób nie przeszkadza, a tylko dodaje tytułowi klimatu charakterystycznego dla starego science­‑fiction.

Takie smaczki jak choćby to, że bohater, którego statek rozwija prędkości kilkakrotnie większe od światła, do golenia wciąż używa starej maszynki na żyletki, sprawiają, że serial jest bardziej swojski niż poważniejsi przedstawiciele gatunku. Istnieją jednak granice, których nie należy beztrosko przekraczać, zaś twórcom Space Adventure Cobra czasami zdarza się zaszaleć aż do przesady. W efekcie otrzymujemy takie dziwy, jak zawracanie promienia lasera przy pomocy ciepła (!) albo upadek z blisko dwukilometrowej wysokości na taflę wody, po którym kosmicznemu piratowi nie pojawia się na skórze nawet zaczerwienienie. Gdyby jeszcze serial był karykaturalny w swej formule, można by to wybaczyć. Niestety nie jest i lojalnie uprzedzam, że nieraz przyjdzie zgrzytać zębami ze zgrozy, zaś statystyczny posiadacz umysłu ścisłego osiwieje najprawdopodobniej już po jednym odcinku.

Zostawmy jednak w spokoju rozważania natury naukowej, które ostatecznie można jakoś przeboleć, i skupmy się na sprawach bardziej istotnych. Żaden tytuł o walce agentów i im podobnych z siłami zła nie obejdzie się bez charyzmatycznego bohatera. Cobra jest przedstawicielem starej gwardii kinematografii, na którą w anime składają się takie tuzy, jak Lupin III i Ryo Saeba. Twardzi mężczyźni, niepoprawni żartownisie i kobieciarze, a do tego przesympatyczni ludzie, których mimo wykonywanej profesji nie sposób nie polubić. Żaden nie zawaha się odebrać życia w imię sprawy, ale też nigdy nie posunąłby się do czynów bezwzględnych. Spośród tej trójki zaprezentowany tutaj blondyn w czerwonym lateksie jest najbardziej bezkompromisowy i zimnokrwisty, nie wahając się praktycznie wcale przed wysłaniem swych oponentów na łono Abrahama. Ma jednocześnie wyjątkowo wysublimowane poczucie humoru i nieograniczony zasób ciętych komentarzy, zwłaszcza chwalących kobiece wdzięki. Do tego pali ekskluzywne cygara, ceni dobre drinki i stosuje kilka gadżetów godnych agenta 007. W zasadzie aż dziw, że chcąc ukryć swą tożsamość, posługuje się imieniem Joe, a nie James…

Iście bondowska jest także rola płci pięknej, na którą na każdym kroku natyka się dzielny pirat. Pokłady miłości do kobiet są u Cobry niezmierzone i nie jest on w stanie ograniczyć się w swych podbojach, zainteresowaniem obdarzając wszystkie kobiety w zasięgu wzroku. Piękne dziewoje pełnią klasyczną rolę dam w opresji tudzież przedstawicielek równie ryzykownych co Cobra zawodów, bez wyjątku traktując zaloty amanta przychylnie i z radosnym przyzwoleniem. Co ciekawe, obowiązuje przy tym niepisana zasada, że nawet światowej sławy naukowiec to najwyżej trzydziestoletnia kobieta ubierająca się, jakby wróciła prosto z kalifornijskiej plaży (także kiedy akcja dzieje się w bazie polarnej). Nawet partnerka Cobry, android Lady, ma namiętny głos i ciało, które choć stalowe, utrzymane jest w idealnych proporcjach. Delikatny męski szowinizm jest widoczny przez cały czas, ale nie w ilościach mogących razić. To raczej wynik stereotypowego podziału ról, który w kinie, zwłaszcza w tym okresie, był wyraźnie widoczny.

Jak na lata, w których powstawał, serial odznacza się zadziwiająco dobrą jakością rysunku i animacji, która nawet dziś może się podobać i nie budzi negatywnych odczuć. Kadry są wyraźne, staranne i w miarę urozmaicone. Całość prezentuje się, jakby powstała przynajmniej dziesięć lat później niż w rzeczywistości. Dobre wrażenie potęgują żywe kolory. Jedynie na pokładach statków kosmicznych i tajnych baz, gdzie dominują różne odcienie szarości, jest dość nudno i monotonnie. Bardzo ciekawie zaprojektowano postacie, według niepopularnego już schematu nakazującego bohaterom pozytywnym być przystojnymi i pięknymi niczym modele, zaś czarnym charakterom nadającego różne odpychające cechy wyglądu. Od tej reguły istnieją drobne wyjątki (dobroduszni mięśniacy i zwodnicze piękności), ale zasadniczo na pierwszy rzut oka widać, kto jest po danej stronie barykady. Ścieżka dźwiękowa również utrzymana została w standardowym dla epoki stylu, co niestety oznacza, że poszczególne utwory, jakkolwiek udane, są też krótkie i powtarzają się do znudzenia, co najwyżej w różnych aranżacjach. Sytuację ratują jazzowe klimaty słyszalne zwłaszcza w świetnym endingu i openingu. Kto widział (i słyszał) kilka filmów szpiegowskich z lat 70. i 80., ten z miejsca poczuje się jak w domu.

Zauważalne jest też, z jaką lubością scenarzyści uśmiercają bohaterów wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy, i to zazwyczaj tych, którzy teoretycznie mieli wszelkie podstawy do przeżycia. Trupy ogólnie padają gęsto, choć w sposób bezkrwawy. Utrudnia to ustalanie granicy wiekowej widzów produkcji, bo pomimo braku czerwonego płynu, sceny śmierci bywają dość brutalne.

Zastanowiwszy się krytycznie nad tytułem, dochodzę do wniosku, że na Space Adventure Cobra warto poświęcić swój czas, zwłaszcza jeśli się jest miłośnikiem kina akcji. To anime dopracowane, przyjemne w odbiorze i mające jednego z bardziej charyzmatycznych bohaterów, jacy przewinęli się przez kadry japońskiej animacji. Wymaga co prawda wyrozumiałości dla niektórych uproszczeń, i to niekoniecznie wynikających z daty powstania, a raczej beztroski autorów wobec swego projektu. W XXI wieku Cobra wrócił do łask animatorów i po premierze dwóch całkiem przyzwoitych, choć już nie tak klimatycznych serii OVA, w roku 2010 ukazała się kolejna seria telewizyjna. Pierwsze anime wciąż pozostaje jednak najlepszą częścią cyklu, starzejąc się powoli i z godnością.

Pierwotna wersja tej recenzji została opublikowana w serwisie Azunime

Tassadar, 15 czerwca 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Buichi Terasawa
Reżyser: Osamu Dezaki, Yoshio Takeuchi
Scenariusz: Haruya Yamazaki, Kenji Terada
Muzyka: Kentarou Haneda