Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 18 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,94

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 601
Średnia: 7,96
σ=1,31

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Yahari Ore no Seishun Love Come wa Machigatteiru

zrzutka

Czas spędzony w liceum – najpiękniejszy okres życia czy jedno wielkie kłamstwo?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Hachiman Hikigaya, główny bohater omawianej serii, już na samym początku raczy nas swoimi nietypowymi jak na anime poglądami na temat licealnego życia. Otóż uważa on, że to, co większość ludzi nazywa „wiosną życia”, jest wielkim kłamstwem i iluzją, a ci, którzy wychwalają uroki młodości, oszukują samych siebie, by znaleźć pocieszenie w tym okrutnym świecie. Swój wywód kończy stwierdzeniem, że osobniki takie powinny zostać wytępione. Jak się okazuje, chłopak całe swoje przemówienie przelał na papier w ramach pracy domowej. Łatwo zgadnąć, że nauczycielka nie doceniła szczerości ani oryginalnych poglądów Hachimana i postanowiła spacyfikować trudnego ucznia – za karę przymusowo zostaje on włączony do klubu, którego zadaniem jest pomoc w rozwiązywaniu problemów uczniów. W ten sposób bohater poznaje Yukino Yukinoshitę, założycielkę i do niedawna jedyną członkinię klubu. Niedługo później dołącza do nich Yui Yuigahama, która początkowo przyszła prosić o radę, ale spodobała jej się idea klubu, jak również możliwość zbliżenia się do Hikigayi – najwyraźniej nie do końca jej obojętnego.

Tak zaczyna się jeszcze jedna komedia szkolna, której fabuła oscyluje wokół działalności nietypowego klubu. Kolejne anime żerujące na popularności Haruhi Suzumiyi? A skąd. Bohaterowie nie przypominają zupełnie postaci z wymienionej serii. Cała koncepcja Yahari… opiera się na tym, że zarówno Hachiman, jak i Yukino to odludki. Nie są jednak zamkniętymi w sobie osobami cierpiącymi na skutek niesprawiedliwego zepchnięcia na margines społeczności szkolnej: oni, z różnych powodów, z własnej woli odsuwają się od innych. Nie sprawia to jednak, że lepiej dogadują się ze sobą – przeciwnie, Hachiman czuje się w towarzystwie Yukino niekomfortowo z powodu jej formalnego, zdystansowanego podejścia do otoczenia, natomiast ona nie wydaje się darzyć go sympatią. Zapewne całymi dniami siedzieliby w pokoju klubowym, nie odzywając się do siebie, każde z nosem w książce, gdyby nie Yui – dziewczę wesołe, przyjazne i urocze, cieszące się sympatią otoczenia i mające wielu znajomych. Stawia sobie ona za punkt honoru uspołecznienie tamtych dwojga, napotyka jednak na zdecydowany opór. Jej działania z czasem zaczynają przynosić rezultaty, nie są to jednak znaczące sukcesy, a już na pewno nic nie jest w stanie zmienić nastawienia Hikigayi. Chłopakowi zwyczajnie wygodniej jest mieć taki stosunek do życia: swoje porażki usprawiedliwiać głupotą większości ludzi lub niesprawiedliwością świata, a do wszelkich inicjatyw podchodzić z ironią i cynizmem, z góry je skreślając.

Siła tej serii leży w bohaterach, ich psychologii i interakcjach, dlatego w tej recenzji to im poświęcę najwięcej uwagi. Powyższa charakterystyka Hachimana nie brzmi może zachęcająco, ale jest to bohater jak najbardziej udany. Choć na to nie wygląda, jest bardzo bystry i swoimi komentarzami ubarwia serię, przy czym są one zazwyczaj mało optymistyczne, chociaż niestety zaskakująco trafne. Trudno się nie zgodzić z jego spostrzeżeniami na temat społeczeństwa i zachowania ludzi w grupie. To, że jest typem samotnika, zostaje dobrze umotywowane: nie tylko wspomnianym konformizmem, ale również tym, w jaki sposób postrzega życie w większej zbiorowości. Nie zgadza się ze sposobem funkcjonowania społeczeństwa i swoim zachowaniem to manifestuje. Nie znaczy to jednak, że ma trudności z relacjami międzyludzkimi: może brakuje mu trochę obycia, ale nie pozwala, by silniejsze osobowości robiły z nim, co chcą, tak samo jak nie ma problemów w kontaktach z płcią przeciwną. Z pewnością daleko mu do większości bohaterów szkolnych serii. Działalność klubowa wymusza na Hikigayi pewne odstępstwa od dotychczasowej postawy, niewielki ma jednak wpływ na jego nieco skrzywiony obraz rzeczywistości, który, ku uciesze widza, pozostaje niezmienny – od początku do końca raczeni jesteśmy jego ironicznymi komentarzami. Doskonałą partnerką dla takiego bohatera, dorównującą mu bystrością umysłu i ciętym językiem, jest Yukino. W jej przypadku osamotnienie jest skutkiem dystansu, jaki odruchowo przyjmuje wobec wszystkich. Ludzie mówią o niej z szacunkiem, wynikającym zarówno z jej urody oraz inteligencji, jak i faktu, że pochodzi z zamożnej, szanowanej rodziny, jednak ona sama nie wydaje się tęsknić za kontaktami z innymi. Filozofia życiowa Yukino zakłada, iż obowiązkiem osób szczególnie obdarzonych przez los inteligencją i dobrobytem (innym słowy, jej własnym) jest pomoc tym, którym mniej się poszczęściło i to najlepiej w taki sposób, żeby wynieśli z tego naukę (krótko mówiąc, zadaniem klubu nie jest wyręczanie innych, a pomoc). Nie do końca wyjaśnione zostało, skąd bierze się u niej taka postawa – najpewniej ma to coś wspólnego z sytuacją rodzinną dziewczyny, a przynajmniej w serii wielokrotnie padały takie sugestie, jednak nie starczyło czasu, by pociągnąć ten wątek. Niełatwo jest mi opisać Yukino – bardzo wiele rzeczy składa się na jej wiarygodność. Poszczególne sytuacje, rozmowy, zachowania – drobiazgi tak naprawdę – tworzą postać spójną, ciekawą i trochę tajemniczą, bo na jej temat dostajemy bardzo niewiele informacji. Z jednej strony pozostaje duży niedosyt, z drugiej: świadczy to o umiejętnościach twórców, skoro bez mówienia wielu rzeczy potrafią zbudować tak przekonujący obraz bohaterki. Co ważne, jest ona prowadzona konsekwentnie i nie próbowano na koniec serii nagle zmieniać jej stosunku nawet do przyjaciół z klubu: jasno zostało pokazane, że potrzebuje czasu, by obdarzyć kogoś zaufaniem i zbudować trwałą relację. Oczywiście Yukino nie pozostaje przez cały czas zimna i, ku uciesze fanów, miewa nieco bardziej urocze momenty, ale mieszczą się one w ramach jej charakteru, a nie są dorabiane na siłę.

Yukino prowadzi z Hikigayą liczne rozmowy w ironicznym tonie, które będą dostarczać widzowi sporo radości. Dziewczyna niewątpliwie potrafi się odgryźć i to w wyszukany, pozornie kulturalny sposób, co stanowi miłą odmianę na tle podobnych serii (których bohaterki stać na niewiele więcej, jak wykrzykiwanie „baka!”). Stanowi to główne źródło humoru tej serii, które nigdy się nie nudzi, bo treść rozmów się nie powtarza. Yukino jest jedyną osobą, która potrafi celną uwagą zbić Hachimana z tropu, ale działa to też w drugą stronę. Gdyby zostawić tych dwoje samym sobie, zapewne na tym zatrzymałby się rozwój ich relacji lub prędzej czy później pokłóciliby się na dobre – Hikigayę i Yukino prócz samotności łączy bezkompromisowość, co przy takiej różnicy poglądów mogłoby się skończyć nieciekawie. Tutaj właśnie wkracza Yui, najnormalniejsza spośród głównych bohaterów. Wnosi ona do pokoju klubowego lekką atmosferę, rozładowuje spięcia, no i nie bez znaczenia są jej próby uspołeczniania pozostałej dwójki. Chociaż z reguły nie lubię tego typu bohaterek, tutaj muszę przyznać, że jest ona niezbędnym elementem serii, bez którego nie dałoby się osiągnąć tak dobrego efektu. Poza tym Yui jest postacią rozegraną bardzo dobrze i wcale nie irytuje, jak początkowo przypuszczałam. Poświęcono jej najmniej uwagi spośród głównej trójki, jej zwyczajność może się wydać trochę nudna, chociaż na przestrzeni odcinków widać pewną zmianę w jej postawie – problemem Yui jest uległość i dopasowywanie się do grupy, a nowi znajomi pokazują jej, że nie zawsze jest to konieczne. Odcinki, w których większość czasu poświęcono właśnie jej, również oglądałam z przyjemnością, choć nieco mniejszą niż te z udziałem Yukino.

Ważną zaletą Yahari Ore no Seishun Love Come wa Machigatteiru jest to, że postacie zmieniają się w trakcie trwania serii. Widać, że bohaterowie się do siebie zbliżają, chociaż jest to proces przebiegający powoli. Yukino wyraźnie zależy na przyjaciołach, nawet jeśli dla niej są to wciąż znajomości niepewne i kruche, natomiast Hikigaya nie zmienia może od razu poglądów, ale swoje nastawienie do niektórych osób jak najbardziej – nawet jeśli nie będzie chciał się do tego przyznać. Yui potrafi dotrzeć do przyjaciół z klubu, widać też, że to ona spaja całą trójkę. Duże wrażenie zrobiło na mnie przedstawienie relacji bohaterów, nastroju panującego w pokoju klubowym, spięć między postaciami. Najlepiej widoczne jest to pod koniec serii, kiedy z pewnych przyczyn Hachiman jest zły na Yukino, chociaż nie dochodzi między nimi do otwartej kłótni. Dawno nie widziałam takiego napięcia między bohaterami, atmosfera nagle się zagęściła, a napięcie udzieliło się również mnie. Pod względem emocji i interakcji postaci genialnie rozegrany został także wątek związany z przygotowaniami do szkolnego festynu – brzmi banalnie, bo żeby zrozumieć, trzeba to zobaczyć.

Rozpisuję się na temat bohaterów, a co z fabułą samą w sobie? Dostajemy klasyczne dla szkolnych anime wątki: wyjazd na letni obóz, „prawie randki” bohaterów, szkolny festyn czy dzień sportu – wszystko uzupełniane rozwiązywaniem przez klub problemów uczniów. Różnica w stosunku do innych serii szkolnych polega na tym, że bohaterowie (czy może raczej twórcy) podeszli do problemów z głową, świadomi trudności niektórych z nich. Jak już wspomniałam, Yukino stosuje zasadę, według której zadaniem klubu jest pomoc w kłopotach, ale nie wyręczanie we wszystkim głównego zainteresowanego, co może być trudniejsze, niż się wydaje, ale przynosi o wiele lepsze efekty. Łatwo zauważyć, że często problemy uczniów w jakiś sposób związane są z funkcjonowaniem w społeczności – jak na przykład wątek dziewczynki ignorowanej przez całą klasę (jest to zjawisko bardzo powszechne w Japonii – tzw. ijime), swoją drogą jeden z moich ulubionych epizodów w serii. W tym miejscu okazję do wykazania się ma również Hachiman, który wiele wie na temat ludzkich zachowań w grupie. Podoba mi się też, że bohaterom nie wszystko przychodzi łatwo i nieraz muszą się postarać, by znaleźć wyjście z sytuacji. Prawdę mówiąc, niewiele więcej można o fabule napisać, bo sprowadza się do codzienności bohaterów i często jest pretekstem do pokazania rozwoju ich osobowości czy relacji, co dobrze widać zwłaszcza w ostatnich odcinkach. Przeszłość Yukino zapewne znajduje rozwinięcie w light novel, na podstawie której nakręcono anime, jednak twórcy, wiedząc, jak niewiele odcinków mają do dyspozycji, zupełnie zrezygnowali z jej przedstawienia. Wątku romantycznego właściwie tu nie ma – widać od razu, że Hikigaya nie jest Yui obojętny, ale tak naprawdę wiele z tego nie wynika. Sugerowana jest również możliwość jego związku z Yukino, ale są to tylko sugestie – za wcześnie na coś takiego na tym etapie ich znajomości, biorąc pod uwagę problemy dziewczyny z nawiązywaniem bliskich relacji.

Yahari Ore no Seishun Love Come wa Machigatteiru nie jest jednak teatrem trojga aktorów. Pojawia się tu całe mnóstwo innych, również udanych postaci. Poznajemy więc Shizukę Hiratsukę, nauczycielkę, która wcieliła Hachimana do klubu wolontariuszy, a ponieważ jest jego opiekunką, powraca później wielokrotnie. Niewątpliwie jest to osobowość silna, z uczniami się nie patyczkuje, stanowi dla nich jednak w pewnym stopniu oparcie i widać, że zależy jej, by wyprowadzić swoich podopiecznych na prostą. Jakoś tak się utarło od pewnego czasu w anime, że skoro nauczycielka – to musi być niezamężna, o czym uczniowie nie omieszkają jej przypominać. Pojawia się również nieodzowna młodsza siostra głównego bohatera – sympatyczna gimnazjalistka, wytykająca bratu wady i starająca się wspierać Yui w próbach podbicia serca Hachimana. Yukino z kolei ma starszą siostrę, Haruno, której z jakiegoś powodu nie darzy sympatią, chociaż jednocześnie stara się jej dorównać. Haruno to typ kokietki uwielbiającej żartować z siostry i jej znajomych, rzadko poważnej, chociaż niegłupiej. Zauważyłam, że chociaż wiele anime opowiada o licealistach, rzadko kiedy mamy okazję obserwować uczniów klasy, do której uczęszczają główni bohaterowie, ponieważ akcja albo skupia się na ich życiu po lekcjach, albo na członkach kół zainteresowań. Tutaj jest trochę inaczej – poznajemy grupkę osób z klasy Hachimana przewijających się przy różnych okazjach. Jest kilka typowych postaci, takich jak popularny wśród znajomych Hayato czy dbająca o wygląd Yumiko. Najwięcej radości dostarczała mi jednak Hina Ebina – niepozorna okularnica. Szybko się okazuje, że dziewczyna jest zapaloną fanką boys’ love i absolutnie się z tym nie kryje. To niby taki szczegół, ale uważam Ebinę za jeden z bardziej udanych elementów komediowych serii – potrafiła wyskoczyć ze swoimi fantazjami w najmniej spodziewanym momencie i naprawdę bawiła. Bohaterem nawiązującym do fandomu yaoi w nieco inny sposób jest Saika Totsuka, którego nie bez powodu nieznajomi mylą z dziewczyną. Chłopak jest ucieleśnieniem stereotypowego uke i oczywiście występuje wyłącznie jako element komediowy – całkiem udany, zwłaszcza w połączeniu z Ebiną. Z istotniejszych postaci to właściwie wszyscy. Jak widać, bohaterowie są zróżnicowani i wszyscy dopasowani zostali do komediowego raczej klimatu serii. Nie będą może tak rozbudowani, jak Hachiman, Yukino i Yui, ale też nie płascy, irytujący ani nie sprawiają wrażenie zbędnych.

Natomiast grafika jest po prostu przeciętna. Bardzo ładnie prezentują się projekty postaci – zwłaszcza bohaterek – które przyciągnęły moją uwagę już na etapie zapowiedzi serii. Są zróżnicowane i problemów z odróżnieniem od siebie poszczególnych osób nie będzie, chociaż ich wygląd robiony jest z jednego szablonu, czasem różnią się tylko kształtem oczu. Szkoda, że przez większość czasu bohaterowie ubrani są w mundurki, pod tym względem twórcy poszli na łatwiznę. Zadbano o mimikę – może nie przesadną, ale jednak bohaterowie nie mają cały czas tego samego wyrazu twarzy: Hikigaya dysponuje naprawdę bogatym zestawem min wyrażających niechęć, pogardę czy rezygnację, zaś Yukino jest mistrzynią zimnych spojrzeń. Niestety, te projekty postaci ładnie prezentują się na plakatach, w openingu czy na zbliżeniach, w samej serii najczęściej ulegają jednak uproszczeniom. Nietrudno zauważyć także błędy w proporcjach czy przemieszczanie się części twarzy – w stopniu nieznacznym, ale częste. Ogólnie rzecz biorąc widać, że starano się oszczędzać, gdzie tylko się dało. Bardzo często podczas rozmów bohaterowie stoją tyłem albo widzimy ujęcia na przykład na ich nogi, czy też są to sceny pokazywane z oddalenia. Postaci w tle stoją nieruchomo, wielokrotnie pokazywane są też nieruchome plansze z dźwiękiem w tle, mające sugerować, że coś się na ekranie dzieje. Animacja nie przedstawia się rewelacyjnie – bywa płynna, ale chwilami jest niestaranna, a najczęściej przeciętna. Zastosowano dość żywą, choć nieprzesadnie jaskrawą paletę barw, zadbano też o odpowiednie przedstawienie światłocieni. Tła są wykonane dobrze, bez niespodzianek, chociaż akcja przez większość czasu dzieje się w szkole, więc pole do popisu było niewielkie.

Ścieżka dźwiękowa podczas oglądania anime nie przyciąga uwagi, ponieważ dobrze wtapia się w tło, podkreślając wydźwięk niektórych sytuacji. Jest żywa i zróżnicowana, składa się z krótkich kompozycji z udziałem pianina, skrzypiec czy innych instrumentów klasycznych, ale także gitary elektrycznej oraz perkusji. Całkiem nieźle nadaje się także do słuchania niezależnie od anime. Piosenka otwierająca każdy odcinek to Yukitoki w wykonaniu Nagi Yanagi – bardzo ładny utwór pasujący do obyczajowego charakteru serii. Endingiem jest równie udane Hello Alone, który usłyszymy w aż trzech aranżacjach – pojawiająca się w większości odcinków wersja śpiewana jest przez seiyuu Yukino i Yui, ale zależnie od tematu odcinka towarzyszą jej różne grafiki. Odcinek piąty kończy „wersja Yui” stylizowana na balladę, zaś ostatni to znów duet tych samych aktorek, tyle że z bardziej rockowym podkładem. Aktorzy głosowi grający w Yahari… niewiele mają na swoim koncie istotnych ról, ale wykonali naprawdę kawał dobrej roboty – również dzięki nim postacie żyły na ekranie i były wiarygodne.

Tytuł tego anime mówi nam: „Komedia romantyczna mojej młodości jest kiepska, tak jak się spodziewałem” – z przyjemnością przekonałam się jednak, że wbrew temu pesymistycznemu stwierdzeniu, seria kiepska absolutnie nie jest. Mało kto spodziewał się chyba, że Yahari… okaże się tak dobre. Świetnie sprawdza się jako komedia, i to taka z humorem bardziej wyszukanym niż zwykle dostajemy w anime. Kto będzie chciał, wiele odczyta z wielokrotnie poruszanych wątków problemów społecznych występujących przecież nie tylko w Japonii – patrzenie na świat oczami głównego bohatera bywa interesujące. Przede wszystkim zaś polecam tę serię osobom, które ponad fabułę cenią dobrze skonstruowane, inteligentne, ale i sympatyczne postacie: powinny być one bardzo zadowolone z seansu. Ta seria udowadnia, że cały czas można nakręcić ciekawe, świeże i zabawne szkolne anime.

Yumi, 10 sierpnia 2013

Recenzje alternatywne

  • Jokobo - 30 września 2014
    Ocena: 7/10

    Czy istnieją jeszcze anime o klubach, które nie toną w morzu schematów? Czy jest jeszcze przyszłość dla takich serii? Pewnie myślicie, że nie, co? A co, jeśli powiem wam, że temu anime to się udało? Sprawdźcie sami! więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Wataru Watari
Projekt: Ponkan 8, Satomi Higuchi, Yuu Shindou
Reżyser: Ai Yoshimura
Scenariusz: Shoutarou Suga
Muzyka: Kakeru Ishihama, Monaca