Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,20

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 220
Średnia: 7,8
σ=1,32

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kami Nomi zo Shiru Sekai: Megami Hen

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • World God Only Knows: Goddesses Arc
  • 神のみぞ知るセカイ 女神篇
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shounen; Postaci: Anioły/demony, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem, Magia
zrzutka

Wreszcie uzasadnienie dla mordowania się z tym cholerstwem przez tyle czasu, a zarazem dowód na to, że obecność fabuły zawsze pomaga.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Nareszcie nadeszła ta chwila! Ta chwila której wszyscy wyczekiwaliśmy! Wiekopomny moment w historii Kami Nomi zo Shiru Sekai, kiedy wreszcie zobaczymy to, na co przygotowywały nas dwie poprzednie serie i OAV­‑ka Tenri Hen (która, swoją drogą, jest bardzo ważna dla zrozumienia tego, co dzieje się na ekranie). Keima szybko dowiaduje się od Diany, że pozostałe boginki również znajdują się gdzieś na Ziemi i trzeba je odnaleźć. Powagi całej sprawie dodaje fakt, że dziewczyna, w której ukrywa się jedna z sióstr Diany, zostaje ciężko raniona przez wysłanników organizacji Vintage i tylko z pomocą reszty boginek można ją ocalić. Gotowi na trzymającą w napięciu intrygę? Na sztorm emocji i genialne, acz niekonwencjonalne posunięcia Boga Podbojów? Bo ja w sumie niekoniecznie…

Dlaczego tak mówię? Cóż, powodów jest kilka. Po pierwsze, seria rozpoczyna od potężnej wtopy, jaką jest streszczanie pominiętego materiału z mangi, który jest niezbędny do popchnięcia fabuły do przodu. Z jednej strony mogę to zrozumieć – jeśli się nad tym zastanowić, pokazanie całej oryginalnej historii oznaczałoby konieczność nakręcenia co najmniej jednego sezonu w stylu dwóch poprzednich, czyli pozbawionego jakiegokolwiek wątku przewodniego, co ostatecznie wyczerpałoby cierpliwość dużej części widzów. Z drugiej jednak strony muszę wziąć pod uwagę tych widzów, którzy mangi nie czytali i nie mają zielonego pojęcia, kim jest część bohaterek, a poza tym, tak niedbałe wprowadzenie (czy raczej wystawienie środkowego palca i odesłanie do materiału źródłowego) bardzo źle świadczy o studiu. Jak natomiast wygląda sama fabuła? Powiedziałbym że znośnie, z jedną naprawdę dobrze zrealizowaną sceną i świetnym finałem, ale poza tym szału nie ma. Owszem, nie znajdziemy tutaj dziur widocznych już z daleka, a wszelkie niedopowiedzenia zostają wyjaśnione prędzej czy później, jednak nie tu tkwi problem. Szkopuł w tym, że chociaż jasno zapowiedziano nam, jak wysoka jest stawka, to niemal w żadnym momencie nie czujemy presji czy zagrożenia. Na pewno sporo ma z tym wspólnego komediowy charakter serii, który po prostu niezbyt dobrze komponuje się z bardziej dramatycznymi momentami, ale widać wyraźnie, że autorzy (z autorką na czele) po prostu nie umieją bądź nie chcą pchnąć fabuły w kierunku dramatu. Czy to źle? Poniekąd tak, choć z drugiej strony polubiliśmy tę serię za to, co serwowała do tej pory, czyli momentami naprawdę uroczą komedię romantyczną.

Czas jednak skończyć z krytykowaniem i pochwalić Kami Nomi zo Shiru Sekai: Megami Hen. Po pierwsze, nawet jeśli seria utrzymuje dość pogodny ton, to niemal wszyscy bohaterowie rozumieją powagę sytuacji i zamiast jak większość typowych samców i samic alfa z anime, usiąść w kąciku i płakać, bo a to komuś się umiera, a to coś nie wychodzi, od razu biorą się do działania i za pomocą (nie do wiary!) logicznej i trzymającej się kupy dedukcji ustalają dalszy plan działania. Co więcej, całość bardzo ubarwiają prywatne rozterki postaci, które pogłębiają ich charaktery i prowadzą do komicznych sytuacji bądź rzucają nowe światło na dziejące się wydarzenia. Bardzo ważny w kontekście wszystkich trzech serii jest też wspomniany wątek przewodni, bowiem nagle stało się jasne, dlaczego Keima przez cały czas uganiał się za tyloma dziewczynami. Inna sprawa, że jest to marne pocieszenie dla tych, którzy zanudzili się na śmierć gdzieś w okolicach końcówki pierwszego sezonu. Jak już wspomniałem, na wyjątkowe gratulacje zasłużyli sobie twórcy za jedną ze scen podczas szkolnego festynu, gdzie doskonale pokazano moment załamania i rozpaczy (inna sprawa, że efekt częściowo słabnie poprzez następujące dalej sceny komediowe), oraz fenomenalny finał, który został dopracowany niemal do perfekcji (przynajmniej jeśli chodzi o rozwiązanie wątku jednej z dziewczyn), choć wyraźnie widać, że autorom zwyczajnie skończył się czas i musieli popędzić z zakończeniem by wcisnąć na koniec całkiem wyraźne mrugnięcie okiem do widzów. Innymi słowy fabuła jest niezła, a momentami bardzo dobra, ale nie mogę przemilczeć faktu, że z omówionych wyżej powodów część widzów została pozostawiona samym sobie w kwestii szukania odpowiedzi na pytanie, skąd wzięły się niektóre z postaci.

W tym momencie czuję się zobowiązany uprzedzić, drodzy czytelnicy, że opisując i oceniając część postaci w pewnym stopniu zdradzę przebieg fabuły. Robię to wyłącznie ze względu na tych z was, którzy nie mają ochoty bądź czasu sięgać po mangę, a mimo to chcieliby wiedzieć, co się dzieje na ekranie. Korowód postaci otwiera oczywiście sam bóg podbojów, Keima Katsuragi, który przeszedł zdecydowaną przemianę od czasu, gdy go poznaliśmy. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że w jego zachowaniu nie zaszły żadne zmiany, jednak anime wyraźnie sygnalizuje, że Keima nie jest zrobiony z kamienia, a cały ten bajzel z ganianiem za boginiami i wcześniejsze zdobywanie serc dziewiczych mocno i negatywnie wpłynęły na jego psychikę. Czyni go to dużo bardziej ludzkim i zdecydowanie ułatwia wczucie się w jego postać. Z wielkim zainteresowaniem obserwowałem te zmiany, jako że nieczęsto dane mi jest zobaczyć wiarygodny rozwój postaci (co sporo mówi o tym, jakie serie oglądam…) i choć prawdziwe efekty pokazują dopiero późniejsze rozdziały mangi, to już tutaj doskonale widoczne są symptomy wypalenia.

Niestety, o ile mogę pozytywnie wypowiadać się o Keimie, o tyle partnerujące mu bohaterki (z jednym wyjątkiem) są dość sztampowe. Owszem, postaci takie jak Yui (którą nasz bohater uratował poprzez zamianę ciał i pozwolenie, by to ona przejęła inicjatywę w ich związku) czy Chihiro (która zachowuje się jak normalna dziewczyna, a nie niespaczona kontaktami z płcią przeciwną i światem ogólnie lilia, którą można tylko trzymać pod kloszem) dają nadzieję, że anime nie do końca zeszło na psy, jednak patrząc na to, jak irytująco sztampowa jest cała reszta (z Tenri i Tsukiyo na czele), wielokrotnie zastanawiałem się, jak tak słabo zarysowane bohaterki mają wyglądać na tle silnych osobowości. Odpowiedź brzmi: nijak. Na szczęście większość mało ciekawych postaci zostaje zepchnięta na dalszy plan i nie musimy się zbytnio o to martwić. Problem staje się naprawdę widoczny dopiero gdy na scenę wkracza Tenri, która nadal jest skrajnie nieśmiałą i zamknięta w sobie dziewczyną. Niestety, bardziej szczegółowe omówienie naprawdę interesujących elementów rozwoju postaci wymagałoby zdradzenia ważnych wydarzeń z późniejszej części serii, ograniczę się więc do ogólnikowego stwierdzenia, że na dwa ostatnie odcinki absolutnie warto czekać, a realizacja scen w nich zawartych jest naprawdę pierwszorzędna – emocje, ukryte w najdrobniejszych gestach, są wyraźnie widoczne i służą jako ostateczny gwóźdź do trumny całej reszty żeńskiej obsady (jeśli ktoś oglądał anime i uważa, że jestem stronniczy, moja odpowiedź na to brzmi: długo wam to zajęło).

Pod względem technicznym trzecia seria Kami Nomi zo Shiru Sekai zdecydowanie nie ma czym imponować. W porównaniu do poprzedniczki (i niestety podobnie jak w OAV) budżet uległ zmniejszeniu, co przełożyło się na rzeczy takie jak bardziej wyblakłe kolory, jeszcze bardziej toporna animacja czy rozmycie detali, które poprzednio umożliwiały nawet przeczytanie tekstu na okładkach gier. W sumie jednak poziom grafiki nie jest jednoznacznie zły. Emocje na twarzach bohaterów są doskonale widoczne (zwłaszcza w bardziej istotnych scenach), a ostatni odcinek pochłonął chyba większość pieniędzy przeznaczonych na produkcję, pokazując płynną animację i o wiele żywsze kolory – czułem się tak, jakbym znowu oglądał drugą serię, która technicznym wykonaniem do tej pory bije na głowę niejedną komedię romantyczną. Udźwiękowienie również stoi na niewysokim, dość leniwym poziomie, jako że większość utworów wydaje mi się dziwnie znajoma i nie jestem daleki od stwierdzenia, że po prostu wykorzystano część ścieżki dźwiękowej z poprzednich serii. Nawet opening (który moim zdaniem jest najsłabszy ze wszystkich do tej pory) i endingi nie ratują sytuacji. Jedynym naprawdę jasnym punktem jest gra aktorska, stojąca jak zwykle na wysokim poziomie – czuć, że w postaci wkładane jest serce, co sprawia, że dużo łatwiej jest zrozumieć ich uczucia, a także zwyczajnie przejmować się ich losem.

Kami Nomi zo Shiru Sekai: Megami Hen jest serią w miarę udaną, wreszcie posiadającą fabułę (choć nie najwyższych lotów i niestanowiącą głównej atrakcji), a także bardzo sympatycznych bohaterów, pomiędzy którymi na serio zaczyna iskrzyć. Czy warto? Tak, jeśli jeszcze obchodzi was los Keimy i spółki, nie, jeśli cholera trafiła was w okolicach drugiego sezonu. Cała reszta potencjalnych widzów nie zrozumie nic bez kontekstu, więc nie polecałbym tej części jako próbki tego, czym tak naprawdę jest Kami Nomi zo Shiru Sekai – dużo lepiej zacząć od sezonu drugiego, będącego czystej wody komedią romantyczną z odrobiną poważniejszych wątków od czasu do czasu.

Altramertes, 5 października 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Manglobe
Autor: Tamiki Wakaki
Projekt: Akio Watanabe, Toshie Kawamura
Reżyser: Satoshi Oosedo
Scenariusz: Hideyuki Kurata
Muzyka: Hayato Matsuo