Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 76
Średnia: 5,67
σ=2,25

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Walkure Romanze

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ワルキューレロマンツェ
Tytuły powiązane:
Gatunki: Sztuki walki
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Gra (bishoujo); Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem
zrzutka

Konia, królestwo za konia! Choć pewnie i cała stadnina nie starczyłaby na zapewnienie tej serii przyzwoitej historii…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Z adaptacjami haremowych eroge rzecz jest zwykle prosta. Bierzemy po jednym wątku z każdej ścieżki fabularnej, dorzucamy do tego jakąś połowę i finał ze ścieżki głównej bohaterki, po czym jedziemy z tym koksem. Od lat ten schemat możemy obserwować w kolejnych tego rodzaju produkcjach, różniących się zwykle jedynie kolorami włosów oraz mundurków bohaterek. Da się inaczej? Walkure Romanze pokazuje, że owszem. Inna sprawa, iż „inaczej” nie znaczy tu „lepiej”.

Tym razem szkoła, do której uczęszczają bohaterowie, różni się od innych tym, że część jej uczniów kształci się w sztuce rycerskiej. Nie mamy tu jednak do czynienia z akademią wojskową – ot, po prostu jakiś procent uczennic (niby jest powiedziane, że mogą w tym uczestniczyć faceci, ale jakoś tego nie widać) bawi się w jazdę konną i turniejowe potyczki, by co rok zmierzyć się w wielkim turnieju. Wówczas przydaje się także posiadanie begleitera, czyli pomocnika zajmującego się obmyślaniem strategii i szkoleniem wojowniczki.

I tu pojawia się nasz główny bohater – Takahiro Mizuno. Miał on zadatki na świetnego rycerza, ale niestety podczas jednego z poprzednich turniejów został podobno poważnie kontuzjowany, co wykluczyło go z tej zabawy, przynajmniej w roli jeźdźca. Jego wiedza i doświadczenie czynią zeń jednak obiekt zainteresowania pań traktujących nadchodzący turniej bardzo poważnie. Nie tylko zresztą ich. Jest bowiem w szkole także Mio Kisaki – dziewczyna, której niezdarność jest wprost proporcjonalna do rozmiarów miseczki stanika. Nie bawi się ona w rycerza, jednak pewnego razu w wyniku nieporozumienia zostaje wyzwana na pojedynek, by zaś nie było poruty, Takahiro godzi się ją do tego przygotować.

No dobra, wiadomo już z grubsza, co i jak. Cała seria będzie się koncentrować na próbach przekonania głównego bohatera przez kolejne panie, iż to właśnie im powinien pomagać podczas turnieju. Przyjrzyjmy się zatem haremowi. O Mio już wspomniałem, więcej o niej trudno napisać, bo w zasadzie wystarczyłoby wspomnieć, że jest typową główną bohaterką, a wszystko byłoby jasne. Noel Marres Ascot z kolei pochodzi z bogatej i starej rodziny, ma spory talent i mocną motywację, a także pewną traumę z przeszłości. Akane Ryuuzouji to Japonka (akcja dzieje się bowiem w Europie), która może się pochwalić niezłą znajomością teorii, jednak brak jej praktyki. Lisa Eostre to obowiązkowa lolitka oraz, jak to zwykle bywa, cudowne dziecko. I wreszcie przewodnicząca Celia Cumani Aintree, najładniejsza chyba z całej gromadki, zwyciężczyni poprzednich turniejów i niezaprzeczalna liderka rankingów.

Jak dotąd brzmi to zapewne boleśnie wręcz typowo. Niestety, teraz dopiero tak naprawdę zaczną się schody. Po pierwsze, w tytule mamy słowo „romans”, zaś rzecz bazuje na grze mocno nań stawiającej. Tymczasem w anime romansu w zasadzie nie ma. Takahiro najwięcej zainteresowania przejawia końmi (zoofil jakiś?), którymi się opiekuje, a bohaterki niespecjalnie go obchodzą. Traktuje je jak koleżanki, za nic mając ich niekiedy mocno natarczywe awanse. Jedyny wątek miłosny, jaki faktycznie możemy obserwować przez większą część serii, to westchnienia Akane pod adresem Celii, niestety pozostające na drugim, a nawet trzecim planie wydarzeń (a szkoda…). Jeśli ktoś jest zainteresowany serią z wątkami miłosnymi, to w Walkure Romanze nie ma czego szukać.

Niestety, także sama konstrukcja fabularna tego anime jest po prostu słaba. Dostajemy wprowadzenie fabularne (30% całości), zapychacze (40% całości) i finał (kolejne 30%). Przez większość serii nie dzieje się nic, bohaterki próbują, z marnym zresztą skutkiem, wdzięczyć się do Takahiro, on zajmuje się końmi, a czasem przy okazji pomoże rozwiązać jakiś problem. Każda z dziewczyn dostaje swój odcinek, który jakoś tam poszerza jej wizerunek, ale na dobrą sprawę aż do finałowego turnieju nie dzieje się tu nic ciekawego. Te braki w fabule zapycha się, niczym kitem, nie najgorszym fanserwisem i kiepskim humorem.

W rezultacie seria sprawia wrażenie przydługiej reklamówki gry. Brak sensownego finału, brak wyjaśnienia pewnych rzeczy (jak choćby pojawiającego się w reminiscencjach głównego bohatera faceta), szczątki historii – wszystko to fragmenty wątków z gry, powyjmowane losowo i ułożone tak, by zachęcić widza do kupna oryginału i zapoznania się z tym, jak naprawdę miała wyglądać fabuła. Ciekawostką jest udział Akane, która nie występowała w zasadniczej grze, a pojawiła się dopiero w dodatku do niej. Jej obecność dodaje historii nieco dynamizmu, a zauroczenie Celią jest chyba jednym z najciekawszych motywów, choć też proszącym się o rozwinięcie.

Wspomniałem o fanserwisie – jest on wykorzystany przyzwoicie, nie ma go aż tak dużo, by drażnił przez swój natrętny charakter, a bohaterki, które zwykle są w tych celach wykorzystywane, do brzydkich nie należą, co trzeba oddać uczciwie twórcom projektów postaci. Co także godne odnotowania, najrzadziej pojawia się w tej roli lolitkowata Lisa. Na dobrą sprawę golizny tu mało, na tle wielu innych produkcji nie ma też szczególnie dużo ujęć ecchi, które czasami wykorzystywane są w roli humorystycznej.

Wyróżniają się natomiast projekty lokalizacji. Szkoda, że tak niewiele wydarzeń rozgrywa się w scenerii miejskiej, gdyż prezentuje się ona naprawdę nieźle. Bawią za to zbroje noszone przez bohaterki, może i ładne, ale tak uroczo absurdalne, że nic, tylko się uśmiać. Muzyka nie zapada w pamięć, a o piosenkach zapomniałem niemal natychmiast po ich usłyszeniu.

No dobra, ale tak właściwie dla kogo to? Ni to romans, ni komedia, a nawet nie bardzo w sumie ecchi. Jak mówił Gomułka: „Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra”. Walkure Romanze nie jest ani serią ciekawą, ani przyzwoicie zrobioną, a na dodatek właściwie przez cały czas przypomina, iż pozostaje wyłącznie ubogim krewnym gry.

Grisznak, 22 grudnia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: 8bit
Autor: Ricotta
Projekt: Ken'ichirou Katsura
Reżyser: Yuusuke Yamamoto
Scenariusz: Kazuyuki Fudeyasu
Muzyka: Ryousuke Nakanishi