Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 177
Średnia: 7,33
σ=1,59

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Cthulhoo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

D-Frag!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ディーふらぐ!
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia
Widownia: Seinen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem, Realizm
zrzutka

Opowieść o chłopaku aspirującym do roli największego bandziora w całej szkole oraz o grupce znacznie bardziej od niego niebezpiecznych dziewczyn.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Gang Kenjiego Kazamy budzi grozę. Tak wielką, że każdy zna wszystkich jego członków… no, może poza liderem (mimo że jego nazwisko jest jednym z członów nazwy tego przerażającego tria). Chłopakowi wydaje się zatem, że wspięcie się na szczyt hierarchii szkolnego półświatka to tylko kwestia czasu. Niestety, jego wizja dominacji szybko zderza się z brutalną rzeczywistością, gdy pewnego dnia jego gang ratuje z opresji grupę dziewczyn należących do Klubu Tworzenia Gier. I, jak myślicie, w jaki sposób dziewczyny okazują wdzięczność swoim wybawcom? Za pomocą paralizatorów, podtopień oraz zakładania worków na głowę. Co gorsza, upatrują sobie Kenjiego jako kandydata do wstąpienia w ich szeregi, przez co jego szkolne życie już nie będzie takie jak dawniej.

Mimo że tematyka klubowa z jakiegoś dziwnego powodu kojarzy mi się od razu z piciem herbaty i zajadaniem się ciastkami, wszystkie znaki na niebie, ziemi i wodzie wskazywały na to, iż D­‑Frag! nie okaże się kolejną komedyjką o niczym. Już sam plakat promocyjny zwiastował szaloną i pełną energii serię, a zwiastun tylko to potwierdzał. Dlatego też żywiłem spore nadzieje w stosunku do tego tytułu i się na nim nie zawiodłem.

Jestem fanem komedii anime, a wśród nich najbardziej cenię sobie te, które oferują abstrakcyjne poczucie humoru, a na ekranie cały czas coś się dzieje. Właśnie z taką produkcją mamy do czynienia. Przez te dwanaście odcinków ani razu nie poczułem znużenia czy też zniecierpliwienia. Wręcz przeciwnie. Byłem zasypywany zazwyczaj udanymi gagami oraz absurdalnymi scenami, a scenarzyści rzadko kiedy zwalniali tempa. Warto również dodać, iż żarty nie spadały poniżej pewnego poziomu i potrafiły mnie naprawdę rozśmieszyć (a nie tylko wywołać lekki uśmiech, co mogę powiedzieć o sporej ilości komedii anime), a sama seria pozbawiona jest fanserwisu czy też podtekstów seksualnych. Wprawdzie część gagów tyczy się wdzięków jednej z bohaterek, lecz nie można tutaj mówić o żenujących zagrywkach rodem z serii ecchi, więc osoby nieprzepadające za takim typem humoru mogą być spokojne, że nie znajdą go w D­‑Frag!. Wspomnę również, że dość istotnym elementem humoru serii jest podejście ekipy bohaterów do tematu gier i umiejętność takiej interpretacji zasad, żeby niewinna zabawa przeradzała się w zaciekłą rywalizację. W tym miejscu odniosę się do opisanych w pierwszym akapicie metod stosowanych przez dziewczęta, gdyż znajdują one swoje uzasadnienie. Bohaterki mają, niczym pokemony, swoje typy (jak można się łatwo domyślić, podtopienie to atak typu wodnego, a porażenie paralizatorem – elektrycznego) i konsekwentnie na nich bazują podczas kolejnych starć, co tylko dostarcza kolejnych scen komediowych. Równie ważnym składnikiem humoru jest nadmierna ekspresja postaci, zwłaszcza głównego bohatera, który w wielu sytuacjach reagował krzykiem.

Z komediami niestety często tak bywa, że po pewnym czasie autorowi zaczyna brakować dobrych pomysłów i po paru naprawdę udanych odcinkach anime systematycznie obniża loty. Na szczęście ta przypadłość nie dotknęła tego tytułu. Co więcej, z kolejnymi odcinkami seria coraz bardziej zyskiwała w moich oczach i po jej zakończeniu miałem ciągle ochotę na kolejną porcję perypetii Klubu Tworzenia Gier. Na szczęście już została zapowiedziana OVA, w dodatku istnieje zawsze szansa na kolejny sezon, o ile oczywiście płyty będą się dobrze sprzedawać.

Należy również wspomnieć, że Kenji jest wprawdzie otoczony dziewczynami, ale zakwalifikowanie D­‑Frag! jako haremówki byłoby krzywdzące dla tej serii. Wprawdzie pojawia się gdzieś tam w tle zalążek wątku romantycznego, a w zachowaniu paru dziewczyn można doszukiwać się poszlak świadczących o zainteresowaniu głównym bohaterem, jednak nie stanowi to głównego wątku, a sam Kenji nie jest obiektem westchnień pozostałych klubowiczek. W moim odczuciu to zdecydowana zaleta tego tytułu, gdyż motyw polegający na tym, iż każda z istotniejszych dla fabuły bohaterek musi prędzej czy później zakochać się w głównym bohaterze, trochę mi się przejadł. Dlatego też cieszę się, gdy od czasu do czasu trafi się jakaś odmiana od tego wyeksploatowanego schematu.

W przypadku komedii fabuła nie ma decydującego wpływu na ocenę końcową, gdyż zazwyczaj stanowi, o ile w ogóle można jej się doszukać, jedynie pretekst do kolejnych żartów i zabawnych scen. Nie zaskoczę chyba nikogo, mówiąc, że tak jest i w tym przypadku. Kolejne historyjki, które mieszczą się w góra dwóch odcinkach, nie porażają ani pomysłowością, ani też oryginalnością, a pisanie o głównym wątku nie ma najmniejszego sensu (chyba że uznamy za niego codzienne perypetie naszego klubu). Nie fabułą ma jednak ta seria zaciekawić widza, lecz humorem i kolejnymi starciami, a cała reszta stanowi tylko dobry pretekst do tego. Niemniej warto podkreślić, że scenariusz nie zaniedbał związków przyczynowo skutkowych ani też chronologii, a kolejne historie bywają mniej lub bardziej powiązane z wcześniejszymi wydarzeniami. Nie będę jednak wdawał się w szczegóły, gdyż wymagałoby to zdradzenia zbyt wielu informacji, a nie mam zamiaru nikomu psuć zabawy z oglądania.

Postaci stanowią kolejną mocną stronę tego tytułu – zarówno pierwszoplanowe, jak i te mniej istotne dla fabuły. Muszę pochwalić autora, iż bardzo zgrabnie wprowadzał do serii kolejnych bohaterów, których przewinęło się całkiem sporo, a każde pojawienie się na ekranie nowej, często groteskowej (zwłaszcza w przypadku przedstawicieli płci męskiej) i/lub przerysowanej, osoby stanowiło nowy powiew świeżości. Dodatkowo nikt nie starał się uczynić dziewczyn aż nazbyt słodkimi, a jeśli już, to tylko w celach czysto komediowych. Niestety, tak duża liczba bohaterów oraz dość ograniczony czas antenowy sprawiły, że wątki niektórych postaci nie zostały na tyle rozwinięte, na ile by zasługiwały. I to chyba było dla mnie największą wadą tej serii.

A jak się prezentują członkowie Klubu Tworzenia Gier? Sam główny bohater wypada naprawdę przyzwoicie. Duża w tym zasługa kontrastu między tym, na kogo pozuje, a tym, jaki jest naprawdę, co nieraz było obiektem żartów, gdyż jego zachowanie aż nazbyt kontrastowało z rolą szkolnego bandziora (chłopak jest po prostu zbyt porządny), w dodatku ma on wyjątkowy dar wpadania w tarapaty, co czasem ustawia go w roli damy w opałach. Nie jest to jednak ciepła klucha bez charakteru i jeśli trzeba, potrafi zachować się, jak na prawdziwego faceta przystało. Również ekscentryczna przewodnicząca klubu, Roka, zaskarbiła sobie moją sympatię, a jej pomysły dostarczyły mi sporej dawki śmiechu. Warto również dodać, iż dziewczyna posiada także mroczniejszą stronę. Trochę gorzej wypadła brutalna i sadystyczna Chitose, chociaż miała parę lepszych momentów. Było jednak tego trochę za mało, żeby zyskać moją sympatię i w moim rankingu postaci nie stoi ona wysoko. O leniwej i „przymulonej” opiekunce klubu, nauczycielce Minami, nie będę się specjalnie rozpisywał, bo dość szybko została odsunięta na dalszy plan i nie miała większego wpływu na fabułę. Na koniec zostawiłem sobie wiecznie uśmiechniętą i pełną pozytywnej energii Sakurę, gdyż mam żal do twórców za to, że tak sympatyczna postać została przez nich zaniedbana i nie raczyli jej w ogóle przybliżyć widzowi. Niemniej jestem w stanie im to wybaczyć, o ile zawartość dodatkowego odcinka (a tytuł sugeruje, że będzie on skupiał się właśnie na tej postaci) będzie dla mnie satysfakcjonująca.

Nie wspomniałem jeszcze ani słowem na temat Takao, która należy wprawdzie do innego klubu (chociaż o… bardzo zbliżonej nazwie), ale zasługuje na zaliczenie do grona postaci pierwszoplanowych. Jest to dobrze wykreowana i wzbudzająca sympatię widza bohaterka z cechami tsundere (i to w dodatku nienadużywającej przemocy, co jest kolejnym plusem). Z dalszoplanowych postaci na wyróżnienie zasługuje natomiast urocza Funabori, będąca aż do przesady perfekcyjną kandydatką na żonę, której niestraszna żadna praca domowa, a wszystko, czego miała okazję dotknąć, nabiera olbrzymiej wartości. Pojawia się jeszcze parę interesujących postaci pobocznych, ale nie będę was zamęczał opisami ich wszystkich, więc jeżeli chcecie je poznać, będziecie musieli sięgnąć po anime.

Od strony graficznej, jak to zwykle w przypadku takich produkcji bywa, anime prezentuje się bardzo poprawnie i nic poza tym. Trudno jednak oczekiwać czegoś więcej od serii komediowej, w której co prawda trochę się dzieje, ale akcja nie wymaga też niewiadomo jakiej animacji. Niemniej nie zauważyłem też żadnych większych wpadek. Dominują ciepłe barwy, a sama seria jest bardzo kolorowa, co zresztą pasuje do komediowych klimatów. Projekty postaci są dosyć proste i pozbawione nadmiaru szczegółów, niemniej prezentują całkiem dobry poziom i mogą się podobać (chyba że akurat trafi się jakiś bardziej groteskowy przedstawiciel płci męskiej, których trochę się tutaj pojawia…). Natomiast ścieżka dźwiękowa, jak to bardzo często bywa, stanowi najmniej interesujący element serii, o którym nie da się nic sensownego napisać poza wspomnieniem, że po prostu była, lecz nie zwracała na siebie uwagi widza. Podobała mi się za to żywiołowa i energiczna czołówka Stalemate! wykonana przez Iosys jk Girls, a padające na początku piosenki słowa „Love to fight” naprawdę bardzo dobrze odzwierciedlają charakter serii. Ending również nie był zły i słuchało się go z przyjemnością, jednakże utwór Minna no Namae o Irete Kudasai, zaśpiewany przez Kanę Hanazawę, Shizukę Itou i Aki Toyosaki, pokładające głosy pod Rokę, Takao i Funabori, nie był już tak udany. A skoro jesteśmy przy seiyuu, to ich praca stała na bardzo wysokim poziomie, jakiego można oczekiwać po tak znanych nazwiskach. W dodatku, poza wyżej wymienioną trójką możemy tu również usłyszeć głosy Chiwy Saitou, Katsuyukiego Konishiego, Mikako Takahashi czy Juna Fukuyamy.

D­‑Frag! zawiera dość specyficzny rodzaj humoru, który nie każdemu musi przypaść do gustu. Niemniej uważam, iż to jedna z najlepszych komedii anime, jakie miałem okazję ostatnio oglądać. Dlatego też warto dać temu tytułowi szansę, gdyż jest w stanie dostarczyć sporej dawki śmiechu i dobrej zabawy, a samych bohaterów naprawdę da się polubić. Jeżeli macie ochotę na szaloną komedię pełną abstrakcyjnych żartów, to D­‑Frag! ma dużą szansę przypaść wam do gustu. Ja polecam ten tytuł z czystym sumieniem.

Cthulhoo, 13 kwietnia 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Tomoya Haruno
Projekt: Kentarou Matsumoto
Reżyser: Seiki Sugawara
Scenariusz: Makoto Uezu
Muzyka: Akito Matsuda