Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 5/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 27
Średnia: 8,11
σ=1,42

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Maison Ikkoku

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1986
Czas trwania: 96×24 min
Tytuły alternatywne:
  • めぞん一刻
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Jak sympatyczny niedorajda zdoła zwrócić na siebie uwagę ukochanej kobiety? Klasyka komedii romantycznej autorstwa Rumiko Takahashi.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Każda porządna opowieść romantyczna zaczyna się od chwili, w której On spotyka Ją…

W tym przypadku on – Yuusaku Godai, jest roninem – nie, nie odartym z honoru samurajem, tylko absolwentem szkoły średniej, który oblał egzaminy na studia i uczy się, czekając na następną szansę. Rodzina wspomaga go finansowo, ale oczywiście w gotówkę nie opływa, tym bardziej, że jego zaradność życiowa, jest, łagodnie mówiąc, nie najwyższa. Wynajmuje pokój w Ikkoku­‑kan, domu, który lata świetności ma już za sobą. Myśli jednak o przeprowadzce, bo znacznie gorszą plagą od urywających się parapetów i przeciekającego dachu jest trójka sąsiadów, imprezujących hałaśliwie w jego pokoju i wykorzystujących każdą okazję, by mu w jakiś sposób dokuczyć. Pewnego dnia całkiem już poważnie pakuje swoje rzeczy…

I wtedy do Ikkoku­‑kan wkracza Ona. Kyoko Otonashi, nowy zarządca (żeby nie powiedzieć – dozorca) budynku. Co śliczna i młoda dziewczyna robi w takim miejscu, dlaczego wybrała taki sposób zarabiania na życie? Godai bez namysłu rezygnuje z planów wyprowadzki i właściwie nie ma wątpliwości, że spotkał swoją Jedyną. Jest jednak w dostatecznym stopniu realistą, żeby wiedzieć, że nawet zdane egzaminy na (trzeciorzędną) uczelnię nie zapewnią mu serca ukochanej. I na pewno życia nie ułatwi mu to, że Kyoko jest młodziutką wdową, która chce pozostać wierna swojemu mężowi i nawet nie myśli o nowym związku.

Całe anime opowiada właściwie tylko historię ich znajomości, rzadko skręcając w krótkie wątki poboczne. Oczywiście z biegiem czasu koło Godaia pojawi się także zainteresowana nim rówieśnica Kozue, a znacznie później – także licealistka Yagami. Znacznie poważniejszym zagrożeniem dla przyszłego związku pary bohaterów jest superprzystojny trener tenisa, Shun Mitaka, który postanawia zdobyć miłość Kyoko. Ma on wszystko to, czego brakuje Godaiowi, więc może nie przejmować się niezgułowatym rywalem… Nie może jednak dać sobie rady z małą fobią, która dość skutecznie ogranicza jego awanse względem pięknej wdowy. Jaką? Nie zdradzajmy tu zbyt wielu szczegółów…

Wychodząca od 1980 manga Rumiko Takahashi w połowie lat 80. doczekała się adaptacji w postaci długiej serii telewizyjnej. Anime stało się praktycznie protoplastą popularnego dzisiaj gatunku komedii romantycznej i mimo upływu lat może całkiem nieźle konkurować z nowszymi produkcjami. Zawarty w nim humor trzyma poziom, nie zniżając się do żartów niesmacznych czy wulgarnych, bohaterowie mają ciekawe i bogate osobowości, a fabuła nie potrzebuje do działania magii, mechów, pokojówek, interwencji sił niebieskich, majtek co drugą scenę ani innych „ubarwiaczy”. To naprawdę rzadki przypadek serii pozbawionej elementów nadprzyrodzonych i obracającej się we w miarę solidnych realiach życia. Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników gatunku, którzy po prostu powinni znać pozycję, z której inne czerpały często garściami.

Czy jednak każdy będzie nią zachwycony? Wielu widzów na pewno odstraszy przestarzała kreska. Szczególnie pierwszy sezon jest pod tym względem zniechęcający – w dalszej części zmienia się rysownik, a postacie otrzymują mniej odpychający (za to chwilami odmłodzony) wygląd. Kręcącym nosem na stare projekty proponowałabym jednak zwrócić uwagę na dopracowaną gestykulację i mimikę bohaterów, o której w nowszych seriach często się zapomina. Te ruchy rąk, zmarszczenia brwi, niesamowicie „ożywiają” postaci, sprawiając, że wydają się ludźmi, a nie tylko grającymi dla widza ruchomymi lalkami. Animacja nie jest niczym efektownym, warto jednak zauważyć, że chociażby w scenach na ulicy nie ma mowy o „martwym tłumie”. Jeśli w tle są ludzie, muszą się poruszać. Starannie oddano też rozmaite przedmioty, będące elementami życia codziennego. Oprawa muzyczna jest ładna, ale nienadzwyczajna. Żadna z licznych piosenek otwierających i kończących odcinki nie zainteresowała mnie w najmniejszym stopniu. Z kolei tło muzyczne opiera się głównie na fortepianie, ale jednak za wiele motywów jest młóconych w kółko przez wszystkie odcinki – a jak wiadomo, wszystko może się przejeść.

Fabuła niestety jest obarczona grzechem pierworodnym serii tasiemcowych – musi być ciągnięta, dopóki anime jest popularne. Biorąc pod uwagę, że Kyoko i Godai są pełnoletni i stanu wolnego, wzajemne wyznanie uczuć w zasadzie kończy dotychczasową formułę, a zatem nie może nastąpić za wcześnie. Stąd dreptanie w kółko, na zasadzie jeden kroczek do przodu – dwa w tył, stąd też piętrzenie przeszkód, zbiegów okoliczności i nieporozumień, które odsuwają od siebie bohaterów. Przyznaję, że w którymś momencie zaczęłam nabierać poczucia, że całość jest ciągnięta trochę na siłę. Na pewno dobrze by zrobiło tej historii rozbudowanie wątków pobocznych, które mogłyby skupić na trochę osłabioną uwagę widza.

Z otwartej formuły wynika też płynność czasu. Pory roku zmieniają się dość przypadkowo (pewnego razu dosłownie z odcinka na odcinek przeszliśmy od wczesnej wiosny do późnej jesieni), od czasu do czasu występują jakieś charakterystyczne święta, a sporą część odcinków można by bez szkody dla całości pozamieniać miejscami. Fabuła obejmuje sześć albo siedem lat i dopiero pod koniec (prawdopodobnie dlatego, że autorka decyduje się zmierzać do finału) odzyskuje jakiś rytm i powiązanie z czasem. Powoduje to czasem zabawne wpadki – synek sąsiadki Godaia na początku serii ma na oko 10­‑11 lat, pod koniec – najwyżej 8 (dzięki zmienionemu projektowi postaci), a w ostatnim odcinku cudownie dorasta, stając się nagle nastolatkiem. Można powiedzieć, że to drobiazg, ale rozplanowanie całości w czasie (niechby ten czas i 10 lat obejmował) pozwoliłoby na pokazanie stopniowego dojrzewania Godaia i jego wchodzenia w dorosłe życie – czyli czegoś, co bardzo ładnie przedstawiła całkiem nowa seria, Honey & Clover. Muszę tu jednak przyznać, że te problemy mogą dotyczyć tylko anime – w stosunku do mangi jego scenariusz został miejscami znacznie zmieniony.

Nie powinno nikogo dziwić, że u Rumiko Takahashi postaci są udane i zróżnicowane, ale i na nich formuła serii odcisnęła swoje piętno. Miło popatrzeć na Kyoko, która nie jest idealną boginką, zesłaną przez wyższe siły, aby opromienić życie głównego bohatera. Ma mnóstwo zalet: jest urocza i ciepła, a przy tym praktyczna i zaradna, doskonale radzi sobie ze swoimi obowiązkami. Jednocześnie bywa nieludzko wręcz uparta, porywcza, a czasem także zazdrosna. Godai prezentuje bardziej standardowy dla anime typ nieudacznika, z tym, że w zasadzie większość jego problemów wynika z nadmiernej naiwności i niezdolności odmawiania jakimkolwiek prośbom. On też najbardziej cierpi na długości serii. Owszem, ma on niepodważalne zalety, z których najważniejszą jest chyba jego dobre serce, ciepło i cierpliwość, jakie umie okazać innym. Niestety w tym samym czasie jego skrajny brak asertywności sprawia, że jest on idealną ofiarą dla wszystkich, którzy umieją wykorzystać jego „frajerstwo”. Wiadomo, że niepozbierany niezguła w końcu zacznie widzów skrajnie denerwować, ale wiadomo też, że kiedy tylko Godai weźmie się w garść i zacznie radzić sobie z życiem, wyzna miłość Kyoko, a wtedy… Happy end i koniec wypłat dla ekipy. W efekcie od czasu do czasu Godai wychodzi na prostą i zyskuje kilka punktów doświadczenia życiowego (poprawiając przy tym notowania u widzów), by za chwilę znaleźć się w punkcie startu.

Z postaci drugoplanowych można było na pewno wycisnąć znacznie więcej. Stanowiące główne źródło komizmu trio imprezowiczów – fertyczna kelnerka Akemi, tajemniczy naciągacz Yotsuya i gospodyni domowa Ichinose – miało jedną zasadniczą wadę: nie śmieszyło mnie. Mimo najlepszej woli nie byłam w stanie bawić się dobrze, oglądając, jak ta trójka bezustannie oszukuje, upokarza i okrada głównego bohatera. Yotsuya antypatyczny pozostał do końca, Akemi (której poświęcono jeden czy dwa odcinki) nieszczególnie mnie zainteresowała, a najciekawsza z nich okazała się pani Ichinose, która (jeśli nie upijała się i nie tańczyła z wachlarzami) potrafiła jako jedyna trochę przejąć się problemami Kyoko (i z rzadka Godaia) i czasem udzielić jakiejś sensownej rady. O pozostałych bohaterach pobocznych nie mogę wiele napisać, nie zdradzając istotnych związanych z nimi wątków. Powiem więc tylko, że o ile Mitaka był bardzo udaną postacią (także komediową), a Kozue­‑chan nie można było nie lubić, o tyle koncept Yagami był już mocno naciągany.

Dla amatorów anime ciekawy na pewno będzie obraz życia Japonii – oczywiście Japonii z lat 80. Nie chodzi mi tylko o znane wszystkim święta i zwyczaje. Warto zauważyć, jak wielu bohaterów (nawet Godai na początku serii) pali papierosy. Ciekawa jest też ogromna tolerancja dla pijaków – pomijam tu lokatorów Ikkoku­‑kan, których alkoholowe ekscesy mają wymiar komediowy, ale np. ojciec Yagami, szanowany menadżer wysokiego szczebla, upija się prawie co wieczór w domu i przy większości okazji towarzyskich, a jego żona traktuje to jako rzecz zupełnie normalną. Widać też, jak silny wpływ na życie dorosłych i samodzielnych dzieci mają rodzice i jak zakorzeniona jest tradycja omiai – aranżowanych, formalnych spotkań między parą młodych ludzi.

Jak już pisałam, amatorzy komedii romantycznych (szczególnie tacy, którzy żałują, że ich ulubione serie za szybko się kończą) mogą i powinni sięgnąć po ten tytuł, jeśli tylko nie odstraszy ich data produkcji. Tę serię po prostu wypada im znać. Reszta świata może spróbować kilku odcinków – jeśli nie spodobają się, mogą sobie darować ciąg dalszy. Dla wielbicieli twórczości pani Takahashi małe ostrzeżenie – to nie Inuyasha, gdzie przygodowe fantasy wzbogacone zostało wątkiem romantycznym, to spokojna, pozbawiona żywszej akcji opowieść obyczajowa bez cienia elementów nadprzyrodzonych. A to dla jednych widzów będzie jej największą zaletą, dla innych – najpoważniejszą wadą.

Avellana, 21 stycznia 2006

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Rumiko Takahashi
Projekt: Akemi Takada, Yuuji Moriyama
Reżyser: Kazuo Yamazaki, Naoyuki Yoshinaga, Takashi Annou
Scenariusz: Hideo Takayashiki, Kazunori Itou, Tokio Tsuchiya
Muzyka: Kenji Kawai, Takao Sugiyama