Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 5/10
fabuła: 5/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 245
Średnia: 7,99
σ=1,86

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fairy Tail [2014]

zrzutka

Odświeżona kontynuacja perypetii najbardziej zwariowanych magów, jakich nosiła ziemia.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Gdy po raz ostatni widzowie pierwszej serii Fairy Tail widzieli swoich bohaterów, dopiero co ukończyli oni magiczne igrzyska z rezultatem, jakiego chyba każdy się od początku spodziewał. W końcu, jak inaczej mogły się potoczyć zawody z udziałem niesfornych, ale potężnych czarodziejów złączonych nierozerwalnymi więzami przyjaźni? Po owym spektakularnym sukcesie i powrocie najsilniejszej gildii Fiore na należne jej miejsce, ekipa odpowiedzialna za adaptację mangi Hiro Mashimy postanowiła wziąć sobie wolne. Brakowało materiału źródłowego, o czym wspominałem w recenzji Fairy Tail Zero, a perspektywa tworzenia autorskich zapychaczy nie wydawała się twórcom kusząca. W efekcie fani musieli pogodzić się z rocznym odpoczynkiem od swojej ulubionej serii. W to, że zostanie wkrótce wznowiona, nikt poważnie nie wątpił.

Dwanaście miesięcy to sporo czasu, potrzebnego nie tylko po to, aby dać mangace czas na rozwinięcie fabuły, ale także do zastanowienia się nad najważniejszymi wadami pierwszej serii. Ekipa nie zasypiała gruszek w popiele i pracowicie wykorzystała dany jej czas. Pierwszą, widoczną na pierwszy rzut oka zmianą jest zmodyfikowana oprawa audiowizualna, bliższa stylistyce pierwowzoru. Twarze bohaterów są bardziej pociągłe, a sylwetki szczuplejsze. Przede wszystkim jednak postacie kobiece wyglądają teraz tak, jak założył pierwotnie Mashima. Niezmieniony pozostał jedynie trend notorycznego powiększania atrybutów kobiecości, który najwidoczniej uznano za kluczowy dla przyciągnięcia odbiorców płci męskiej. Efekty komputerowe znacząco się poprawiły. Gdy tylko przypominam sobie koślawe ogniste zionięcie Natsu z pierwszego odcinka pierwszej serii, doceniam postęp dokonany na przestrzeni lat. Cyfrowe wstawki są wciąż robione na szybko gdzieś na końcu świata, ale już tak bardzo nie straszą i momentami nawet ocierają się o widowiskowość. Spośród spraw bardziej kosmetycznych zmodyfikowana została również paleta barw. Zamiast jaskrawych, pstrokatych odcieni zastosowano ich bardziej stonowane odpowiedniki, co przysłużyło się poważniejszym scenom, których przybywa w miarę postępów fabuły. Nie oznacza to, że Fairy Tail z lekkiej i przyjemnej opowieści zmienia się w stuprocentowo poważne anime. To wciąż ta sama zwariowana przygoda, w której można uczestniczyć bez specjalnego zaangażowania komórek mózgowych.

Choć nieskomplikowany, scenariusz systematycznie brnie do przodu, a niniejsza seria anime ujawnia więcej istotnych informacji niż wszystkie sto siedemdziesiąt pięć wcześniejszych odcinków razem wziętych. Przede wszystkim, po długim oczekiwaniu, widz dowiaduje się wreszcie, gdzie przez te wszystkie lata podziewały się smoki. To wszak pytanie, które wielu (łącznie z autorem…) zadawało sobie już od pierwszego odcinka. Rozwiązanie nie należy do specjalnie odkrywczych, śmiem nawet twierdzić, że Mashima specjalnie się nie wysilił, ale zaspokaja ciekawość. Wydarzenia w znacznej mierze obracają się właśnie wokół wielkich skrzydlatych gadów. Dawne dzieje z ich udziałem odkrywczością nie grzeszą, to po prostu historia wojny smoków i ludzi, ale rozbudowana na tyle, żeby nie zanudzić schematami. W dalszej części fabuły pojawia się powtórnie mag Zeref, spajający dwa najważniejsze motywy serii – smoków i czarnej magii. Ostatecznie wydarzenia urywają się w idealnym momencie, dając odbiorcy czas na przetrawienie faktów i snucie własnych domysłów przed nadchodzącą niezaprzeczalnie kolejną kontynuacją.

Mimo postępów dokonanych w kwestii scenariusza i przeplatania się poszczególnych wątków pewne prawidła serii pozostają niezmienione. Magowie tytułowej gildii w dalszym ciągu nie przebierają w środkach i ochoczo demolują całe miasta w swej krucjacie przeciwko siłom ciemności. Tłuką się między sobą z równym zapałem, głusi na czyjekolwiek napomnienia, i kolekcjonują nowych wrogów niczym zapalony filatelista znaczki pocztowe. Poszczególni członkowie organizacji również nie zmienili się za bardzo. Lucy wciąż jest głównie ratowana z tarapatów i jak na protagonistkę jest wybitnie nieudolna (co tłumaczy częściowo fakt, że anime, w odróżnieniu od mangi, na pierwszoplanową postać kreuje raczej Natsu). Wspomniany Salamander również niewiele się zmienił i wciąż naiwnie oraz emocjonalnie podchodzi do każdej błahostki. A jednak przy całej swej prostocie bohaterowie Fairy Tail są w dalszym ciągu ujmującą zbieraniną, na którą spoglądam bardziej niczym na karykaturę popularnych stereotypów, niż na pełnokrwistych bohaterów biorących udział w poważnej historii o przyjaźni i przygodzie. Takie podejście ułatwia cieszenie się serialem, który w innych okolicznościach zapewne porzuciłbym jako zbyt dziecinny. Wielu innym tytułom, z One Piece na czele, nie udało się przekonać mnie do siebie mimo podobnych założeń. Perypetie czarodziei z Fiore ujęły mnie bezkompromisowością. Jeśli dodać do tego fakt, że twórcy animowanej adaptacji okrzepli i osiągnęli lepszą równowagę między błaznowaniem a powagą, dostaje się rozrywkę w sam raz na długie, nudne wieczory.

Powyższe pochwały nie negują ewidentnych niedostatków, których już nijak nie sposób wybronić, powołując się na celowe nieskomplikowanie i przystępność. Deus ex machina ma się dobrze, a w ostatnim wątku fabularnym tuż przed zakończeniem sezonu jest już tak nieznośnym wyborem autora, że aż przykro patrzeć na taki przejaw lenistwa. Nie ma tarapatów, z których nie pomogą wybrnąć wsparcie przyjaciela i nieoczekiwani sojusznicy, a jednocześnie nie ma takich wrogów, którzy nie trzymaliby w zanadrzu kilku kolejnych „niepokonanych” sługusów i „zabójczych” pułapek. Wszelkie przeciwności losu jedynie odwlekają świętowanie o jeszcze kilka odcinków. Jedynie raz, dla Lucy, wydarzenia przybierają niekorzystny obrót, ale nie wątpię, że Mashima wybrnie i z tego problemu w typowy dla siebie sposób.

Nieskończony przyrost mocy bohaterów, odwieczną bolączkę shounenów, próbowano rozwiązać poprzez wprowadzenie innego typu umiejętności mogących rywalizować z magią. Klątwy, bo to o nich mowa, są de facto identyczne w działaniu i nie stanowią żadnego urozmaicenia. Przyjęto po prostu, że skoro nazywają się inaczej i są o wiele rzadsze, to muszą być potężniejsze, i kropka. Również o posługiwaniu się przez postacie intelektem niemal w ogóle nie ma mowy (choć ze względu na biednego Natsu może to i lepiej…), a stopień skomplikowania każdej intrygi jest iście dziecinny. Nie pomagają openingi, radośnie ujawniające kluczowe informacje, dlatego jeśli ktoś nie zapoznał się wcześniej z mangą, dla własnego dobra proponuję całkowicie je pomijać. Nie straci się wiele, to w większości muzyczne i choreograficzne przeciętniaki, a można zyskać namiastkę emocji i zaskoczenia.

Ścieżka dźwiękowa jest akurat tym elementem, który doskonale przetrwał próbę czasu. Charakterystyczne celtyckie melodie wymieszane z cięższym brzmieniem towarzyszą akcji z niezmienną werwą. Kilka wpadających w ucho motywów przewodnich przyjemnie nawiązuje do dawnych utworów, ale pojawia się też mnóstwo nowych. Biorąc pod uwagę, jak bardzo monotonne potrafi być udźwiękowianie seriali o podobnej liczbie odcinków, z nieukrywanym podziwem patrzę na dokonania Yasuharu Takanashiego, któremu wciąż chce się komponować, i który mimo utrzymywania pewnych niezmienionych schematów, wciąż potrafi zaskoczyć.

Nie sądzę, żebym musiał długo przekonywać fanów Fairy Tail do kontynuowania przygody z lubianym przez siebie anime. Dla nich niniejsza recenzja to i tak tylko formalność. Bardziej zobowiązany czuję się wobec widzów nieprzekonanych, u których gang trzęsityłków, epizodyczne wątki i ślamazarność późniejszych odcinków wywołały w końcówce pierwszej serii negatywne emocje i którzy wątpili, czy kontynuacja będzie warta ich uwagi. Z satysfakcją oznajmiam wszem i wobec, że obawy były bezpodstawne. Anime z 2014 roku nawiązuje do chlubnych początków, podczas których działo się dużo i intensywnie. Dlatego kolejną przerwę uznaję za dobry omen przed wznowieniem emisji. Jeśli krótkie wakacje są właśnie tym, czego potrzebują twórcy shounenów, by na spokojnie przemyśleć swoje błędy i wyciągnąć odpowiednie wnioski bez tracenia sił i środków na tworzenie zapychaczy, to jak dla mnie takie ferie powinny być standardem. Jest wiele kultowych pozycji, takich jak choćby Detektyw Conan i One Piece, których autorzy powinni już dawno wybrać się na regeneracyjny urlop.

Tassadar, 11 czerwca 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures, Bridge
Autor: Hiro Mashima
Projekt: Shinji Takeuchi
Reżyser: Shinji Ishihira
Scenariusz: Masashi Sogo
Muzyka: Yasuharu Takanashi