Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 194
Średnia: 6,87
σ=1,7

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Cudowny Park Amagi

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Amagi Brilliant Park
  • 甘城ブリリアントパーク
Gatunki: Komedia, Romans
zrzutka

Opowieść o ratowaniu zapuszczonego wesołego miasteczka, które jest czymś więcej niż się z pozoru wydaje…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Zapomnijmy na chwilę o wszystkich tych nastoletnich męskich ofermach, zamieszkujących inne serie anime w charakterze ich głównych bohaterów. Seiya Kanie ma niezwykle wysokie (i nie całkiem bezpodstawne) mniemanie zarówno o swoim wyglądzie, jak i intelekcie (choć charakter pozostawia ciut do życzenia). Dlatego nie powinno go specjalnie zdziwić, gdy piękna nowa koleżanka ze szkoły zaprasza go na randkę do wesołego miasteczka. Jak się jednak okazuje, nie idzie o to, że zrobił na niej aż tak piorunujące wydarzenie – o nie, Isuzu Sento chce go prosić o pomoc w niezwykle ważnej sprawie. Czy nasz bohater może odmówić… Z przystawioną do głowy strzelbą?

Miejsce ich „randki” okazuje się nieprzypadkowe. Amagi Brilliant Park lata świetności ma dawno za sobą: obecnie ma do zaoferowania rozlatujące się obiekty, zapuszczony teren oraz personel składający się w równej proporcji z bumelantów i nieudaczników. Niebawem kończy się także umowa na dzierżawę gruntu, na którym znajduje się wesołe miasteczko, zaś warunkiem jej przedłużenia jest przyciągnięcie w ciągu roku 500 000 gości – jak łatwo zgadnąć, nic nie wskazuje na to, by miało się to udać. Jednak ewentualna plajta nie oznacza tylko pospolitego bezrobocia dla dotychczasowych pracowników parku – to dla nich, niemal dosłownie, kwestia życia i śmierci. Jak się okazuje, większość personelu stanowią byli mieszkańcy magicznej krainy, dla których ludzka radość i podziw są niezbędne do istnienia. Niestety kierująca całym parkiem księżniczka Latifah, choć pełna dobroci i słodyczy, nie radzi sobie najlepiej ze sprawami organizacyjnymi i promocją, a wspierającej ją Isuzu brakuje nieco umiejętności w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi. I tak oto Seiya Kanie jako tymczasowy menedżer ma dokonać niemożliwego: zmotywować załogę, podreperować finanse, a przede wszystkim przyciągnąć brakujące 250 000 gości – a wszystko w 83 dni.

Tym razem Kyoto Animation wybrało do ekranizacji light novel autorstwa Shoujiego Gatou, czyli twórcy Full Metal Panic!, co pozwalało mieć nadzieję jeśli nie na wybuchową akcję (mimo wszystko to inny gatunek), to przynajmniej na udaną komedię. Tymczasem dostaliśmy serię zwyczajnie nierówną – dobre pomysły i udane sceny są poprzeplatane przeciętnymi epizodami i nieśmiesznymi gagami, zupełnie jakby autorowi lub scenarzystom zabrakło inwencji, by odpowiednio rozwinąć zarysowane na początku wątki. Właśnie to jest główną słabością fabularną serii: przed Seiyą zostaje postawiony konkretny problem, razem z nieodległym terminem, a tymczasem większość odcinków jest z tym wątkiem związana niezwykle luźno. Bohater zabiera się do roboty niezwykle systematycznie (nawet jeśli nie do końca chętnie), ale ta systematyczność błyskawicznie znika na rzecz dość przypadkowych działań, przyczyniających się do realizacji założonego celu w wyjątkowo okrężny sposób. Prawdę mówiąc, w tej sytuacji lepiej byłoby chyba zrezygnować i z wiszącego terminu, i z prób udramatyzowania fabuły: ratowanie parku przed widmem bankructwa wystarczyłoby w zupełności, a widz nie irytowałby się tym, że bohaterowie zachowują się, jakby kompletnie nie rozumieli wiszącego nad nimi zagrożenia.

Seiya to ten typ bohatera, który w życiu byłby całkowicie nieznośny, ale w anime jest nieodparcie uroczy: pełen arogancji i poczucia wyższości, ale niepozbawiony uczuć, dzięki czemu nie wydaje się całkowitym bucem. Doskonałym zabiegiem było umieszczenie obok niego równie silnej – i równie niedoskonałej pod różnymi względami – postaci kobiecej, jaką jest śmiertelnie poważna i zasadnicza Isuzu. Sceny pozwalające któremukolwiek z nich (a najlepiej obojgu) się wykazać należą do najbardziej udanych w serii i są głównym powodem, dla którego nie przerwałam seansu po pierwszych odcinkach. Zdecydowanie szkoda, że zamiast rozwijać spokojnie ten wątek, zdecydowano się na coś w rodzaju trójkąta, którego trzecim rogiem jest Latifah, typowe dziewczę do ratowania, mdłe i nieciekawe. Do samego końca czekałam, czy nie pokaże jakiegoś „pazura”, ale nie doczekałam się. W dodatku powiązany z nią wątek, pojawiający się pod koniec serii, wydaje się okropnie sztuczny i wyciągnięty z kapelusza, jakby komuś się nagle przypomniało, że trzeba dodatkowo (niewiadomo po co) podbić stawkę.

Obszerne grono bohaterów drugoplanowych i epizodycznych może budzić mieszane uczucia. Ja odnosiłam nieoparte wrażenie, że te najbardziej udane zostały potraktowane mocno po macoszemu (jak na przykład kwartet dziewcząt z Elementario, służących głównie jako wymówka do fanserwisu), za to w kółko eksploatowano postaci z gatunku „na jeden gag”. Owszem, obdarzenie uroczych zwierzątek­‑maskotek charakterami cynicznych facetów w średnim wieku może być zabawne, ale efekt kontrastu szybko się nudzi, szczególnie gdy spora część żartów i scen z nimi w rolach głównych balansuje na granicy dobrego smaku. Niezwykle liczna obsada jest tu uzasadniona fabularnie, ale mnie z czasem zaczęła irytować, gdy okazało się, że perypetie kogoś, kogo dopiero poznałam i umiarkowanie mnie interesuje, nieodwracalnie zabierają czas ekranowy znacznie ciekawszym bohaterom pierwszoplanowym.

W akapicie o oprawie wizualnej należałoby napisać „Kyoto Animation” i zamknąć temat, bo co tu jeszcze można powiedzieć? Jest poprawnie, ale bez błysku. Oddzielna pochwała należy się za niezwykle dopracowaną mimikę, która w wielu scenach ratuje wątłe gagi, wprowadzając dodatkowy komizm. Natomiast ujęcia zbiorowe są bardzo często nieruchome, a czasem odnosiłam wrażenie, że nawet sceny pokazujące całe postaci mogłyby być lepiej rysowane. W kwestii projektów postaci poddałam się już dawno: niezależnie od wszystkich dowodów nie potrafię pozbyć się wrażenia, że bohaterowie wszystkich nowszych serii Kyoto Animation wyglądają jak stworzeni przez dokładnie ten sam zespół i w razie potrzeby mogliby się zamieniać miejscami z kolegami z innych serii, nie powodując żadnych zgrzytów wizualnych.

Ścieżka dźwiękowa jest za to wyjątkowo udana, czego można się było spodziewać, biorąc pod uwagę, że kompozytorem jest tutaj Shinkichi Mitsumune, który tworzył muzykę do takich serii jak Shoujo Kakumei Utena czy Rozen Maiden. Obok delikatnych, opartych na klasycznych instrumentach melodii usłyszymy tutaj trochę nastrojowej elektroniki, ale także utwory niemal jazzowe, doskonale podkreślające bardziej dynamiczne czy komediowe sceny. Trochę bardziej mieszane uczucia miałam wobec Extra Magic Hour w czołówce – z jednej strony jest znacznie ciekawsza niż większość j­‑popu w openingach anime, ale z drugiej jakoś nie mogłam się do niej przekonać. Przy napisach końcowych zdecydowano się na bezpieczny wybór – kompletnie nijakie Elementario de Aimashou! śpiewane przez seiyuu dziewcząt z Elementario, któremu towarzyszy pokaz ładnych i artystycznych, choć odrobinę fanserwiśnych obrazków. Spośród licznego grona seiyuu większość ma role bardzo charakterystyczne i wymagające grania na jedną nutę. Duże pole do popisu dostał jednak wcielający się w głównego bohatera Kouki Uchiyama, znany z takich ról jak Soul w Soul Eater, Natsuki w Tsuritama czy Raku w Nisekoi. Jego stosunkowo niski, lekko „chropowaty” głos po prostu idealnie pasował do aroganckiego Seiyi, wlewając jeszcze więcej życia w tę i tak udaną postać. Doskonale spisała się także stosunkowo mało doświadczona Ai Kakuma (m.in. Ruuko w selector infected WIXOSS, Hato w Genshiken Nidaime) w roli Isuzu, wymagającej przekazywania emocji w niezwykle stonowany i dyskretny sposób. Natomiast równie mało doświadczona Yukiyo Fujii (tytułowa bohaterka Sakasama no Patema, Tetra w Log Horizon) jako Latifah jest po prostu słodziutka i koniec. Na swój sposób interesującą rolę ma jeszcze Ayako Kawasumi (Lafiel w Seikai no Senki, tytułowa bohaterka Nodame Cantabile, Saber w Fate stay/night), która gra tutaj lorda Moffle, główną maskotkę Amagi Brilliant Park, dziwnie przypominającą pewien bardzo dobrze znany z Full Metal Panic! kostium…

Amagi Brilliant Park wyszło od bardzo dobrego pomysłu, który szybko utopiło w nierównych epizodycznych historyjkach. Chociaż – o dziwo – postawiony na początku problem znajduje swoją konkluzję, nie da się nie zauważyć, że mamy do czynienia z adaptacją dzieła niezakończonego. Niestety to, co najciekawsze – wszystkie wątki dotyczące ważniejszych postaci, ze szczególnym uwzględnieniem Seiyi i Isuzu – zostaje ledwie zarysowane i odłożone do znacznie późniejszego wykorzystania. Seria może się sprawdzać właściwie tylko jako komedia, więc jej ocena będzie zależeć od indywidualnej wytrzymałości na prezentowane tu gagi i częstotliwość ich powtarzania.

Avellana, 15 lutego 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kyoto Animation
Autor: Shouji Gatou
Projekt: Miku Kadowaki, Yuka Nakajima
Reżyser: Yasuhiro Takemoto
Scenariusz: Fumihiko Shimo
Muzyka: Shinkichi Mitsumune

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Amagi Brilliant Park - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl