Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 9/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 126
Średnia: 6,76
σ=2,04

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gugure! Kokkuri-san

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 繰繰れ! コックリさん
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci, Youkai; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Jak żyć i nie wyłysieć, gdy świat jest przeciwko tobie? Znajdź na to odpowiedź, Kokkuri­‑san!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

W ponurej godzinie zmierzchu, w chylącym się ku upadkowi, starym japońskim domu, mała dziewczynka, Kohina, bawi się w przywoływanie demona. Jak powszechnie (w Japonii) wiadomo, za pomocą kartki papieru i monety można wezwać youkai o imieniu Kokkuri, który odpowie na nurtujące wzywającego pytanie. Ot, niegroźna zabawa dla spragnionej okultystycznych doznań młodzieży, odpowiednik znanej w zachodnim świecie tablicy ouija. Czy na pewno jednak? Wieść niesie, że wzywać demona Kokkuri można, ale nigdy w pojedynkę. Nasza bohaterka jest jednak sama, czy nie wie, co jej grozi? Może jest jej wszystko jedno? Ale cóż to? Moneta podskakuje, coś się zbliża! Okno rozsuwa się powoli i lisi demon zagląda do wnętrza, by dopaść bezbronną ofiarę.

W tym miejscu historia, która rozpoczyna się jak całkiem zgrabna opowiastka z dreszczykiem, wywija salto, obwieszczając światu, że na powagę nie ma co liczyć, aczkolwiek element grozy zostaje z widzem do końca. Jakby nie patrzeć, przywoływanie demonów jest przecież igraniem z ogniem. Sprowadzenie sobie na głowę bandy nadprzyrodzonych istot o przewrotnej naturze nie może skończyć się dobrze. Stare japońskie wierzenia mówią, że lisie, jenocie czy psie demony, podobnie jak i inne tałatajstwo zrodzone z ludzkiej nocy, to stworzenia dążące do zdominowania człowieka, kontrolowania go i, umyślnie lub nie, ostatecznego zniszczenia zakończonego tańcem na grobie ofiary. Kohina nie odczuwa jednak żadnego strachu przed panem lisem, lis natomiast zaczyna pałać do bohaterki iście matczynym uczuciem. Staje się natrętnym i nieprzyjmującym sprzeciwów opiekunem, stawiającym sobie za cel wyprowadzić bohaterkę na ścieżkę zdrowej diety, a przy okazji chroniącym ją przed zakusami licha i użerającym się z nowymi lokatorami domu. Do naszej dwójki szybko dołącza Inugami, psie bóstwo darzące Kohinę bardzo niezdrową miłością, oraz, zgodnie ze starą prawdą, że nieszczęścia lubią chodzić parami, tanuki o imieniu Shigaraki, pijak i hazardzista. Ci dwaj, każdy na własny rachunek, stanowią nemezis Kokkuriego, z uporem godnym lepszej sprawy uprzykrzając mu życie.

Anime jest ekranizacją yonkomy, trudno więc oczekiwać spójnej i głębokiej fabuły. To przede wszystkim komedia, a prezentowany humor jest slapstickowy i zazwyczaj czarny. Absurd goni absurd. To ten typ humoru, którego sztandarowym przykładem będzie Gintama. W Gugure! Kokkuri­‑san nie jest on tak ekstremalny, ale momentami jest bardzo blisko. Przed seansem warto się zastanowić, czy rozbawi nas przygwożdżenie bohatera nożem do ściany albo dość niewybredne podteksty seksualne. Luźno powiązane ze sobą epizody pozbawione są wyraźnego połączenia przyczyno­‑skutkowego, z wyjątkiem tych kluczowych momentów, w których przedstawione zostają nowe postaci. Każdy z odcinków łączy kilka scenek rodzajowych, czasami zbudowanych wokół jednego gagu, czasami nieco dłuższych. Bohaterowie odwiedzają więc szkołę Kohiny, wyruszają na wycieczkę do gorących źródeł, rozwiązują zagadkę czyjegoś zaginięcia lub walczą z nagłym łysieniem. Zdarzały się momenty, kiedy odczuwałam prawdziwe wzruszenie, ale prędzej czy później (raczej prędzej) twórcy sprowadzali mnie do poziomu rzuconym celnie między oczy żartem. Nie ukrywam, że ten sposób prowadzenia fabuły bardzo mi odpowiada, chociaż chwilami odczuwałam, że twórcy ostro jadą po bandzie. Na szczęście nie na tyle jednak, by naprawdę mnie zniesmaczyć. Przez większość czasu rechotałam do monitora, bawiąc się naprawdę świetnie. Nawet, jeśli wesołości towarzyszył często dreszczyk pewnego dyskomfortu, niedowierzania i nieustanna konieczność zbierania szczęki z kolan.

Bohaterowie to zbieranina dziwadeł i odmieńców wszelkiej maści, którzy gdziekolwiek poza komedią nadawaliby się do odeskortowania przez policję (nota bene, taka scena ma miejsce w pierwszym odcinku). Banda ta rozstrzyga dzielące ich animozje za pomocą noża, patelni, szpadla i tym podobnych, ewentualnie szantażuje się nawzajem próbą samobójczą. Sama Kohina w gruncie rzeczy jest bardzo smutną dziewczynką. Samotna, z rodzicami przebywającymi niewiadomo gdzie, i bez przyjaciół, pogrąża się w apatii, brak przywiązania do świata usprawiedliwiając faktem, że jest lalką, a lalki nie mają uczuć. Trudno jednak o tym pamiętać, gdyż przez większość czasu oglądamy ją pod postacią super­‑deformed. To, słabość do śmieciowego jedzenia przybierająca formę bliską uzależnieniu, oraz dość nietypowa jak na uczennicę podstawówki filozofia życiowa sprawiają, że wydaje się mniej ludzka niż jej demoniczni towarzysze. To bardziej stara­‑maleńka, trochę złośliwa i nie w ciemię bita dziewuszka, zawsze gotowa do wbicia szpili i wychodząca na swoje niezależnie od sytuacji. Rzadkie momenty, w których pokazana jest w swojej prawdziwej postaci, i przywiązanie do Kokkuriego wydawały się w jakiś przedziwny sposób wyjątkowe i wprawiały mnie w rozczulenie.

Kokkuri natomiast to, jak można zresztą usłyszeć w openingu, mężczyzna idealny, lub, jak kto woli, najlepsza z żon. Gotuje, pierze, sprząta i na dodatek jest piękny jak z żurnala, modelowy przykład osobnika z gatunku „mamo, kup mi”. Prawda jest taka, że lis, mimo pięknej buzi, to znerwicowany starszy pan pragnący zachować młody wygląd, nieustannie zamartwiający się dosłownie wszystkim i wiecznie cierpiący na ból żołądka wywołany stresem. To dobra dusza, ale jednocześnie główny obiekt drwin i dowcipów pozostałych bohaterów oraz zazwyczaj bardzo okrutnych żartów losu. Inugami i Shigaraki wydają się początkowo postaciami wyłącznie komediowymi, jednak z biegiem czasu oni również pokazują, że nie są jednowymiarowi. Psi demon Inugami to zmiennokształtny yandere o skłonnościach sadomasochistycznych i dysponujący pokaźnym arsenałem broni palnej. Wizualnie najbardziej elegancki i atrakcyjny, jest też chyba najbardziej przerażający. Zważywszy jednak na konwencję serii, jestem w stanie wybaczyć i obśmiać wszystkie jego podejrzane manewry względem głównej bohaterki oraz mordercze instynkty wobec całej reszty świata. Od czasu do czasu pokazuje, że jego zachowanie ma pewne głębsze powody, chociaż na dłuższą metę trudno mu współczuć. Podobnie ma się sprawa z Shigarakim, zapijaczonym tanuki, starym oszustem i hazardzistą recydywistą, który przy pierwszym spotkaniu był ucieleśnieniem słowa „antypatyczny”, jednak z biegiem czasu polubiłam nawet jego.

Inne istotniejsze postaci, a mianowicie Wcale­‑Nie­‑Kosmita­‑Skąd! Yamamoto­‑kun, Jimeko­‑chan, która podniosła szkolne prześladowanie do rangi sztuki, oraz moja ulubienica, kochająca lalki kocia bogini Tama, pojawiają się epizodycznie, by namącić i ciutkę ponaprzykrzać się głównej ekipie. Wszyscy razem stanowią dość upiorne, pokraczne towarzystwo, w groteskowy sposób dające się jednak lubić.

Oprawa audiowizualna serii stoi na zadziwiająco wysokim poziomie. Z pewnością nie da się jej określić mianem ósmego cudu świata, ale animacja jest poprawna. Uwagę zwracają również naprawdę bardzo ładne, dopracowane tła. Bohaterowie wyglądają dobrze w każdej postaci, Wielbiciele ładnych chłopców i dziewczynek w różnym wieku znajdą coś dla siebie, podobnie jak fani puchatych zwierzątek, ponieważ bohaterowie nieustannie zmieniają wygląd, kształt, a czasami nawet płeć. Wszelkie zaburzenia proporcji to zabieg celowy i wykonany po mistrzowsku. Jak na serię, której większą część stanowią gagi, jest to więcej niż potrzeba, by mnie zadowolić. Zwłaszcza że sceny poważniejsze, lub te, które miały za zadanie wzbudzić wzruszenie, naprawdę umiały przykuć oko.

Muzyka również jest bardzo przyjemna, wpada w ucho i zostaje w głowie. Ending, podstawowy powód, dla którego zaczęłam oglądać to anime, to nostalgiczna, bardzo urocza piosenka. Opening natomiast to żywiołowy utwór z zabawnym tekstem, skłaniający do tanecznych podrygów. Na uwagę zasługują również utwory instrumentalne, które można usłyszeć w tle – są zróżnicowane i wspaniale spełniają swoje zadanie, pięknie ilustrując konkretne sceny i podkreślając ich dynamikę. Nie wolno nie wspomnieć również o grze seiyuu, która jest wyśmienita, ale po tak znanych nazwiskach w obsadzie nie spodziewałam się niczego innego. Z pewnością pierwsze skrzypce gra tu Daisuke Ono jako Kokkuri, ale moim osobistym faworytem jest Takahiro Sakurai wcielający się w męską wersję Inugamiego, mówiący bardzo wyszukanym keigo.

Wystawiona ocena ilustruje mój absolutny brak obiektywizmu, ślepy na domniemane wady tej produkcji, chociaż oglądałam serię dwa razy, pilnie ich wypatrując. Przed wystawieniem pełnej dziesiątki powstrzymały mnie tylko resztki fałszywej przyzwoitości. Jedyne, co mogę zapisać w rubryczce „zarzuty”, to podejrzenie, że humor nie każdemu się spodoba, ja jednak bawiłam się wyśmienicie, dlatego z czystym sumieniem polecam zapoznanie się z przygodami lisiego demona i jego małej podopiecznej.

tamakara, 4 kwietnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Midori Endou
Projekt: Miwa Ooshima
Reżyser: Yoshimasa Hiraike
Scenariusz: Yoshimasa Hiraike
Muzyka: Hajime Hyakkoku

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Gugure! Kokkuri-san - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl