Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 14 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,14

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 578
Średnia: 8,27
σ=1,26

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Death Parade

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • デス・パレード
Tytuły powiązane:
zrzutka

Bilard, kręgle czy karty – jaką grę wybierasz? Pamiętaj tylko, że stawką jest twoje życie! Paradę śmierci czas zacząć, drinki gratis.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Oto Quindecim, tajemniczy bar, którego goście nie wiedzą, kim są, ani jak do niego trafili. Jakby tego było mało, elegancki barman, Decim, zamiast zaproponować drinka i wyjaśnić zaistniałą sytuację, poniekąd zmusza zdezorientowanych gości do zagrania w grę, w której stawką jest ich życie. Postawieni pod ścianą klienci, pozbawieni możliwości opuszczenia lokalu, w końcu decydują się na pojedynek, lecz jego wynik i związane z nim konsekwencje zaważą na całym ich życiu… po śmierci.

Milczący Decim nie jest psychopatycznym mordercą, upychającym zwłoki klientów w wytwornie urządzonym barze, a arbitrem, decydującym o tym, gdzie trafi dusza po śmierci. Pozbawieni większości wspomnień goście podczas gry powoli przypominają sobie wydarzenia, które miały miejsce przed ich śmiercią, bądź do niej doprowadziły. Jednak wynik „sądu ostatecznego” bywa równie przypadkowy, jak wynik toczonej przez zmarłych rozgrywki. Liczba osób umierających na świecie w ciągu minuty jest olbrzymia, system oceniania musi więc być efektywny, ale trudno o sprawiedliwość i dokładność, kiedy jakąś czynność wykonuje się mechanicznie. Jakby tego było mało, arbitrzy otrzymują „niepełne dane” klientów, czyli zaledwie skompilowany wycinek ich wspomnień, dający wstępny obraz danej osoby, ale z pewnością niemówiący wszystkiego o jej życiu i charakterze. Teoretycznie w ocenie ma pomóc gra, ale czy tak jest na pewno? Na to i wiele innych pytań próbuje odpowiedzieć anime.

Już pierwszy odcinek Death Parade wzbudził spore kontrowersje, właśnie ze względu na zaprezentowany model oceniania. Chociaż początkowo decyzja Decima wydaje się słuszna, każdy kolejny zauważony szczegół sprawia, że zaczynamy mieć wątpliwości. Nie mają ich i mieć nie mogą arbitrzy, ale gdy do głównego bohatera dołącza sympatyczna asystentka, również on zaczyna zastanawiać się nad sensem pojedynków. Czy aby na pewno wybrana dusza zasłużyła na reinkarnację, a może powinna trafić do otchłani i już nigdy ponownie się nie narodzić? Podczas seansu nie raz, i nie dwa będziecie zadawać sobie to pytanie, acz warto mieć świadomość, że seria oferuje znacznie więcej niż tylko dramatyczne walki nieświadomych niczego duszyczek. Zresztą z tym dramatyzmem też różnie bywa. Death Parade to anime­‑kameleon, które zmienia „barwy” z odcinka na odcinek – Yuzuru Tachikawa zgrabnie lawiruje między dramatem, komedią, a nawet thrillerem. Nie zawsze gra oznacza morze wylanych łez, wściekłość czy desperację, niektóre rozgrywki zaskakują optymizmem, wylewającym się zewsząd ciepłem i urokiem. Chociaż widz zdaje sobie sprawę, co czeka bohaterów po zakończeniu meczu, nie czuje smutku i żalu, ale szczerzy się do ekranu, bombardowany pozytywnymi emocjami.

To jednak nie jedyna zaleta serialu, który wyewoluował z pojedynczej OVA, stworzonej przez Yuzuru Tachikawę na potrzeby projektu Anime Mirai. Produkcja okazała się kompozycyjnym cacuszkiem z szalenie przemyślanym i interesującym scenariuszem. Kiedy wydaje się, że oto twórcy ugrzęźli w fabularnym schemacie, udowadniają, że wcale tak nie jest i nie mają zamiaru przez dwanaście odcinków serwować tego samego dania. Zauważasz dziury w rozumowaniu bohaterów, brakuje Ci odpowiedzi na podstawowe pytania – spokojnie, możesz mieć pewność, że zaraz wszystko się wyjaśni. Obejrzałeś zapowiedź kolejnego odcinka i wystraszyłeś się następnej sierotki trafiającej do baru – a co, jeśli to tylko sprytna podpucha? Serio, kiedy tylko dopadały mnie jakieś wątpliwości lub zaczynał irytować powtarzający się motyw, twórcy jak na zawołanie zmieniali koncepcję i sprawiali, że przedstawienie ponownie nabierało rumieńców. To naprawdę cudowne uczucie, kiedy dociera do ciebie, że osoba odpowiedzialna za scenariusz doskonale wie, co robi, i zaplanowała wszystko od początku do końca!

Gdybym miała wskazać najsłabszy moment, byłby to pierwszy odcinek, poświęcony pewnemu młodemu małżeństwu, nieco zbyt łzawy i niebezpiecznie przypominający południowoamerykańską telenowelę. Ale każda kolejna historia udowadnia, że to tylko „wypadek przy pracy”, chociaż też nie do końca, gdyż to właśnie ten epizod okazał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych, jeżeli chodzi o wydany przez Decima werdykt. Zresztą motyw „osądu” pozostaje sporny praktycznie do samego finału, nie zawsze nasze odczucia znajdą odbicie w decyzji arbitra, acz większość zaprezentowanych historii jest niezwykle trudno jednoznacznie zinterpretować. Jednak jak już wspomniałam, Death Parade oferuje znacznie więcej niż tylko śmiertelne rozgrywki, ostatecznie w czołówce widzimy liczne stadko ekscentrycznych pracowników baru. Naturalnie i dla nich zarezerwowano sporo czasu antenowego, dzięki czemu dowiadujemy się, na jakich zasadach funkcjonuje cały ten pośmiertny interes, dlaczego arbitrzy są praktycznie pozbawieni emocji i w sumie po co cały ten cyrk z ocenianiem na podstawie losowo wybranej gry. Za świat (a właściwie zaświaty) przedstawiony też należy się Yuzuru Tachikawie szacunek – podziemne „centrum rozrywkowe” jest zaskakująco dalekie od ideału i bardziej przypomina bezduszną korporację z milionem działów i przedstawicielstw niż miejsce stworzone przez bogów na potrzeby ludzkich dusz.

Lecz to nie zmarli goście decydują o jakości serii, a właśnie pracownicy baru. Relacje Decima z jego tajemniczą asystentką są wyjątkowo urocze i wyłamują się ze schematu – dzięki żywiołowej dziewczynie, obdarzonej silnym poczuciem sprawiedliwości i w przeciwieństwie do barmana często działającej pod wpływem emocji, bohater powoli się zmienia. Zaczyna zwracać baczniejszą uwagę na wspomnienia gości i niejednokrotnie podaje w wątpliwość sens rozgrywek. Mówiąc w skrócie, przestaje podejmować decyzje mechanicznie, bez głębszego zastanowienia. Poza tym wiecznie ponury i milczący Decim oraz jego pełna energii współpracowniczka są źródłem wielu zabawnych sytuacji, acz niezwykłość ich więzi można w pełni docenić dopiero w finale. Zresztą, jeżeli chodzi o humor, to nie Decim dzierży palmę pierwszeństwa, a jego kolega, Ginti (to ten dobrze zbudowany pan z rudymi włosami), chociaż trudno uznać go za osobę wesołą. Ale bogowie, jak ten facet cudownie przeprowadza osąd… Serio, anime dostaje ode mnie ocenę oczko wyżej tylko za odcinek z grą w Twistera, to po prostu trzeba zobaczyć! Oprócz tej trójki częstym gościem w barze jest szefowa panów, nieco despotyczna, ale diablo inteligentna Nona. Tak naprawdę nie sposób wymienić wszystkich ciekawych bohaterów, przewijających się przez ekran, ta recenzja stałaby się wtedy okropnie długa, ale widać, że i pod tym względem seria została dopracowana.

Jeżeli po tych hektolitrach recenzenckiego lukru ktoś nadal ma wątpliwości, czy warto obejrzeć Death Parade, dorzucę jeszcze posypkę czekoladową w postaci oprawy audiowizualnej. Studia Madhouse nikomu przedstawiać nie trzeba, a omawiane anime jest dowodem na kompetencję i nieprzeciętne umiejętności ludzi, którzy w nim pracują. Seria jest dopieszczona, wycyzelowana i po prostu śliczna. Nie mamy do czynienia z produkcją dynamiczną, co nie znaczy, że nie ma na czym zawiesić oka – wszystko, od projektów postaci po tła, dosłownie krzyczy do widza, że „mieliśmy mnóstwo kasy i nie zawahaliśmy się jej użyć!”. Postaci są bardzo różnorodne i narysowane z pietyzmem, twórcy nie mają problemu z anatomią czy oddaniem wieku – w serialu znajdziemy nastolatków, ludzi starych i w średnim wieku, i naprawdę nie trzeba zaglądać im w akt urodzenia, żeby wiedzieć, ile mniej więcej mają lat. Kolejna sprawa to doskonała mimika i mowa ciała, szalenie istotne rzeczy, kiedy trzeba pokazać wachlarz emocji podczas gry. Kolorystyka jest stonowana i wyszukana, chociaż paleta użytych barw jest szeroka. Ale największe wrażenie robi wnętrze Quindecim – łączące wiele stylów, ale jednocześnie jednorodne i dalekie od tandetnego. Jakimś cudem połączenie teatru, klasycznego baru oraz japońskiego ogrodu, w którym wiszą wielkie, ciężkie kryształowe żyrandole, nie wygląda jak sen szalonego dekoratora wnętrz. Obstawiam, że duża w tym zasługa osób odpowiedzialnych za efekty luministyczne, bo te są pierwszorzędne, tworzą niepowtarzalny nastrój i dodają „realizmu” całemu założeniu.

Równie efektownie wypada ścieżka dźwiękowa, z najbardziej szałową czołówką sezonu zimowego 2014/15 na czele, czyli piosenką Flyers zespołu BRADIO połączoną z wyjątkowo zwariowaną animacją. Death Parade to jedna z nielicznych serii, podczas seansu której ani razu nie przewinęłam openingu – sposób przedstawienia bohaterów jest mistrzowski, a utwór zdecydowanie uzależnia! To znakomita mieszanka fajnego, charakterystycznego wokalu, energicznej melodii i dobrego rytmu, wzbogacona zabawnym i pomysłowym teledyskiem, który nieco kontrastuje z tematyką anime, ale skutecznie zachęca do seansu. Kompozycje instrumentalne użyte w serialu nie są już tak dynamiczne i przebojowe, choć trudno odmówić im klasy. Ponownie postawiono na różnorodność, dlatego usłyszymy między innymi melancholijny, spokojny fortepian, dodającą energii gitarę elektryczną czy budujące napięcie, niepokojące utwory elektroniczne. Muzyka nie jest jedynie tłem, dobrano ją z rozmysłem, by jak najlepiej ilustrowała wydarzenia i jednocześnie wraz z obrazem tworzyła nową jakość. Chyba najsłabiej wypada ending, ale proszę mnie źle nie zrozumieć, Last Theater NoisyCell to dobra piosenka, świetnie zaśpiewana, bardzo „klimatyczna”, tyle że odrobinę blednie w porównaniu z resztą ścieżki dźwiękowej.

Pierwszy odcinek trochę mnie rozczarował, kolejne rozbudziły nadzieję na coś wyjątkowego i udanego, i na szczęście twórcy mnie nie zawiedli. Death Parade okazało się animowanym jajkiem z niespodzianką, które nie dość, że smaczne, to jeszcze zawsze zawierało fajną figurkę, a nie jakiś tandetny gadżet. Przemyślany scenariusz, nietuzinkowi bohaterowie i sprawne żonglowanie nastrojem okazały się kluczem do sukcesu. To anime udowodniło, że da się nakręcić krótką, sensowną, spójną i wciągającą serię bez posiłkowania się light novel czy mangą. Chociaż tematyka jest poważna i „głęboka”, nie zaryzykuję stwierdzenia, że ktoś chciał coś ważnego przekazać widzom – Death Parade to czystej wody rozrywka, podana z pomysłem, bawiąca się konwencją i robiąca to znakomicie.

moshi_moshi, 25 kwietnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Yuzuru Tachikawa
Projekt: Shin'ichi Kurita
Reżyser: Yuzuru Tachikawa
Scenariusz: Yuzuru Tachikawa
Muzyka: Yuuki Hayashi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Death Parade - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl