Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,80

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 190
Średnia: 7,76
σ=1,62

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fate/stay night: Unlimited Blade Works [2015]

zrzutka

Ciężki jest los bohatera.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jak wielką dawkę honoru, prawości i poczucia obowiązku można wcisnąć w jedną postać? Cóż, o ile nazywa się Shirou Emiya, praktycznie nieograniczoną. Amator uwikłany w wojnę o Graala uparcie trzyma się swoich przekonań nawet wówczas, gdy wszyscy wokół dążą do tego, by udowodnić mu naiwność i krótkowzroczność. O ile pierwsza część serialu z 2014 roku jeszcze udawała, że w każdym wydarzeniu i wypowiedzianym przez bohaterów zdaniu nie chodzi o Shirou, tak kontynuacja nie ma już żadnych skrupułów. Dla wielu będzie to dość ponura wiadomość, gdyż w rankingach postaci nigdy nie plasował się wysoko, a ponieważ wciąż pozostaje tym samym upartym, szlachetnym „osłem”, trudno oczekiwać zmiany zdania na jego temat nawet u wyrozumiałego odbiorcy.

Chwała Fate/stay night: Unlimited Blade Works, że nie gloryfikuje protagonisty, a jedynie rzeczowo wyjaśnia jego punkt widzenia. Nawet postrzegając go jako błędny, nie odnosi się wrażenia moralizowania i usprawiedliwiania bohatera. Jeśli jego zatwardziałe, nieżyciowe poglądy sprowadzą na niego nieszczęście, to trudno, jest już na tyle samodzielny i odpowiedzialny, by pewne decyzje podejmować na własne ryzyko. Z pewną dozą rozbawienia obserwowałem, jak Rin, Saber i cała armia innych postaci drugoplanowych (uwzględniając nawet czarne charaktery) próbują przemówić mu do rozumu na różne sposoby, a ten wciąż robi swoje i nie zraża się niepowodzeniami. Świadczy to o sile charakteru, może i męczącej, ale niezaprzeczalnej.

Coraz większa rola rudzielca w wydarzeniach spowodowała odsunięcie reszty walczących o Graala na dalszy plan. O ile Rin i Saber w mniej znaczących rolach wypadają lepiej, gdyż ich czyny pozwalają pokonywać piętrzące się przed grupą przeciwności losu, tak już antagoniści działają w sposób całkowicie nieskoordynowany i mało wydajny. Ich plany mają gigantyczne luki, które Shirou i spółka wykorzystują bezlitośnie i zbyt łatwo. Napięcia w tym za grosz. Żeby chociaż złowieszcze plany miały jakikolwiek sens i poparte były rozsądną argumentacją. Nijak doszukiwać się konstruktywnej rozmowy na miarę dialogu monarchów z Fate/Zero, a najżałośniejszy stan prezentuje w domyśle najtrudniejszy i najbardziej przebiegły z przeciwników, Gilgamesz. Mimo młodzieńczego wyglądu jego postawa przypomina raczej smęcenie zmęczonego nowoczesnością emeryta – „Za moich czasów było lepiej, ludzie już nie są tacy jak kiedyś”. A przecież jeszcze w poprzednim sezonie chwaliłem niemilców za skuteczność i rozwagę, jednak z chwilą, gdy w początkowych odcinkach nowej serii Caster dała się w banalny sposób okpić, czar prysł i było już tylko gorzej. Shirou triumfujący jako najbardziej przekonująca i ciekawa postać to w perspektywie pierwszej animowanej adaptacji, jeszcze ze stajni studia DEEN, ironiczny chichot historii.

Porzućmy zatem nagle kulejące portrety psychologiczne, pozostając przy samej fabule. Zaskakujący może być ostatni odcinek, stanowiący rozbudowany epilog, choć ufotable już parę razy eksperymentowało z podobną formą, czy to w odcinkach specjalnych, czy też po prostu umiejscawiając punkt kulminacyjny niemalże na początku odcinka. Nie jest to rozwiązanie niezbędne, ale pozostawia otwartą furtkę do kontynuacji, tym bardziej że mamy do czynienia zaledwie z jedną ścieżką z gry. Mam tylko nadzieję, że twórcy nie wpadną na pomysł, by każdą z owych ścieżek rozszczepiać potem na kolejnych kilka alternatywnych permutacji głównego wątku, inaczej sens szybko się rozmyje, a argumenty zaczną się powtarzać. W umiarkowanej dawce perspektywa domknięcia fabularnej „pętli” cyklu kilkoma kolejnymi serialami jest już kusząca.

Ze względu na „gadające głowy” trudno traktować Fate/stay night: Unlimited Blade Works, jako prostą, nieskomplikowaną rozrywkę, bo przy zaniżonej uwadze lub przewijaniu nudniejszych fragmentów momentalnie gubi się wątek i przestaje rozumieć, dlaczego jeden z drugim się piorą, ale dla miłośników magicznych pojedynków wciąż znajdzie się sporo rarytasów. Skromną (jak na standardy tej serii) potyczkę Archera i Lancera z początku pierwszego sezonu wciąż uważam za najlepszą walkę tej adaptacji, ale finałowemu starciu również nie odbieram widowiskowości. To wszystko oczywiście pod warunkiem, że przymkniemy oko na nastolatka zostającego w kilka dni mistrzem szermierki zdolnym stawiać czoła antycznym herosom. Brakowało tylko paska doświadczenia nad głową protagonisty, by sytuację podpiąć pod piękny przykład łapania poziomów rodem z gry komputerowej. Nie jest to fortunna idea nawet jeśli doszukiwać się wątłego fabularnego uzasadnienia, którego niestety zdradzić nie mogę, by nie powiedzieć zbyt wiele.

Oglądając nakręcony w 2015 roku serial, odnosiłem wrażenie, że dla autorów czas się pod pewnymi względami zatrzymał parę lat temu. Ufotable wciąż potrafi zachwycać barwami, dynamiką walk, niesamowitym oświetlaniem i efektami specjalnymi, ale na polu rysunku postaci posuwa się w iście ślimaczym tempie. Z ciekawości przypomniałem sobie pierwszy film Kara no Kyoukai jeszcze z 2007 roku, by dojść do wniosku, że pomijając kilka zmarszczek więcej, twarze postaci niewiele się wzbogaciły przez minione lata, nawet jeśli wziąć poprawkę na różnicę między telewizyjnym serialem a pełnometrażową produkcją. Coraz bardziej szczegółowe tła i lepiej animowane potyczki nie zdołają zamaskować faktu, że styl powoli, ale wyraźnie staje się nużący. Oparty na visual novel Fate/stay night nie jest idealnym momentem na eksperymentowanie, ale zegar tyka, a konkurencja nie śpi.

Muzycznie drugi sezon zwyczajnie podtrzymał klasę pierwszego, punktując u niżej podpisanego lepszym openingiem i utworem wieńczącym epilog, ale jednocześnie tracąc poprzez brak tak zagranych scen, jak pierwsze przywołanie Archera, które na długo zapadło mi w pamięć. Seiyuu zrobili swoje. Odebrali wypłatę i nie sposób im zarzucić braku profesjonalizmu, ale jedynie Nobutoshi Canna jako Lancer rzeczywiście wydawał się chcieć wykrzesać z odgrywanej przez siebie postaci więcej charakteru, niż było to od niego wymagane przez reżysera.

Ocena serii przerwanych w połowie tylko dlatego, że tak jest twórcom i telewizji wygodniej, nigdy nie jest rzeczą łatwą, a jeśli w dodatku oba sezony są niemal identyczne, recenzentowi pozostaje albo babranie się w zbędnych szczegółach, albo rola analizatora, starającego się wyłapać wszystko, co poprzednim razem mu umknęło. Fate/stay night: Unlimited Blade Works dobił nieźle zapowiadających się bohaterów drugoplanowych, więc przynajmniej sprezentował okazję, by o czymś wartym odnotowania wspomnieć. Wciąż wolałbym bardziej wytężać się przy pisaniu, na rzecz lepszej rozrywki dla Was i dla siebie, ale nie można mieć wszystkiego. Kogo interesuje pełen wgląd w fabułę cyklu, ten narzekać nie powinien, podobnie jak wszyscy, którzy z satysfakcją oglądali poprzednie produkcje ufotable. Ja miałem nadzieję na coś świeższego, ale w uniwersum Fate już raczej tego nie znajdę.

Tassadar, 28 lipca 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Ufotable
Autor: Kinoko Nasu, Type-Moon
Projekt: Atsushi Ikariya, Hisayuki Tabata, Takashi Takeuchi, Tomonori Sudou
Reżyser: Takahiro Miura
Muzyka: Hideyuki Fukasawa

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Fate/stay night: Unlimited Blade Works - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl