Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 208
Średnia: 7,77
σ=1,27

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ore Monogatari!!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • My Love Story!!
  • 俺物語!!
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Nie tylko piękni mogą kochać – czyli nietypowy amant i jego typowa historia pierwszej miłości.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Bohaterowie shoujo są ładni. A nawet jeśli nie są… to są – wystarczy zmienić nieco fryzurę, ewentualnie zakochać się, by oczy nabrały połysku, a lica rumieńców i nagle nieoszlifowane diamenty zmieniają się w cudnej urody brylanty. Wbrew tej oczywistej prawdzie postanowili postąpić twórcy Ore Monogatari!!, szkolnego romansu, który już na pierwszy rzut oka różni się od wielu tytułów z tej samej półki gatunkowej, a to za sprawą głównego bohatera – wyjątkowo i do przesady nieładnego Takeo Goudy, licealisty o aparycji goryla. Poszukiwania odpowiedzi na pytanie o to, czy brzydal może zagrać rolę amanta w klasycznym shoujo miały szansę zaowocować nietypową i pełną niespodzianek historią, którą każdy fan gatunku na długo zapamiętałby jako prawdziwą rewolucję. Czy jednak wykorzystano tę szansę…?

Takeo, przerośnięty, muskularny młodzieniec o twarzy przywodzącej na myśl najgorszy typ złoczyńcy, ma szczerozłote serce. Jego charakter opisać można jedynie w superlatywach – rycerski, sprawiedliwy, wrażliwy, troskliwy, pełen niewymuszonej dobroci i serdeczności. Jedyny problem polega na tym, że niecodzienny i dla większości dziewcząt wyjątkowo nieatrakcyjny wygląd uniemożliwia mu znalezienie prawdziwej miłości. Sprawę dodatkowo zdaje się komplikować osoba Makoto Sunakawy, najlepszego przyjaciela Takeo, który dzięki nieprzeciętnej urodzie nieświadomie i bez odrobiny choćby chęci ze swojej strony podbija serca wszystkich koleżanek, również tych, w których zakochuje się nasz poczciwy olbrzym. Przyjaźń tej nietypowej pary jest jednak w stanie przetrwać wszelkie zawirowania miłosne – zwłaszcza że perfekcyjny bishounen, pieszczotliwie zwany Suną, odrzuca wyznania wszystkich dziewcząt, za którymi goni Takeo. Po długich i nieudanych poszukiwaniach tej jedynej nadchodzi jednak przełom – tuż przed rozpoczęciem szkoły średniej Takeo poznaje Rinko Yamato, słodziutką i śliczną jak obrazek pannę w opałach, której udziela pomocy w niespodziewanej potrzebie. Chłopak z miejsca zakochuje się w delikatnym dziewczęciu, a i ono zdaje się być pod wrażeniem barczystego olbrzyma… Oczywiście nie obejdzie się bez pewnych komplikacji – w tym i tej stworzonej przez samego Takeo, który początkowo żywi głębokie przekonanie, że Yamato szuka z nim kontaktu wyłącznie w celu zbliżenia się do Suny. Szczęśliwie, zamiast ciągnąć tę komedię pomyłek przez połowę serii, twórcy dość szybko rozprawiają się z nieporozumieniami i pozwalają zaznać głównym bohaterom rozkoszy pierwszej niewinnej miłości.

A o tym, jak bardzo jest ona niewinna, przyjdzie nam przekonywać się przez około dwadzieścia odcinków i – przyznam szczerze – tak odrealnionego, cukierkowego i naiwnego podejścia do uczucia między nastolatkami nie widziałam w anime już dawno. Choć Rinko i Takeo dość szybko przechodzą do etapu „oficjalnej pary”, to rozwój ich związku jest agonalnie powolny, a wokół każdego kolejnego kroku (chociażby trzymania się za ręce) narasta niewyobrażalna ilość emocji, obaw i rozważań. Oczywiście ma to swój urok i jako sympatyczka shoujo rozumiem i akceptuję potrzebę zanurzania się w tej bajkowej i infantylnej atmosferze, niemniej podczas oglądania Ore Monogatari!! moja cierpliwość kilkakrotnie została wystawiona na niełatwe próby. Jeśli więc przymierzacie się do seansu tego tytułu, koniecznie miejcie na uwadze, że aby czerpać z niego należytą przyjemność, niezbędne jest odrzucenie wszelkich porównań i odniesień do rzeczywistości.

Bajkowość Ore Monogatari!! na relacji głównych bohaterów się nie kończy, bowiem oni sami, w szczególności zaś Takeo, są tworami z najbardziej idealistycznych bajek. Takeo nie posiada w sobie cienia złych emocji ani cech charakteru – jest czysty i niewinny jak anielskie skrzydła, co tworzy zabawny i ciekawy kontrast z jego powierzchownością. Postać zbudowana na takim właśnie kontraście z łatwością budzi sympatię widzów i zjednuje ich serca we wspólnym pragnieniu szczęścia dla głównego bohatera. Oczywiście ewidentne przerysowanie poziomu jego dobroci i szlachetności może momentami drażnić – należy jednak wziąć pod uwagę, że bohater jest w tej postawie wyjątkowo spójny i konsekwentny od pierwszego aż do ostatniego odcinka. Osadzenie tego typu postaci w tak opowiedzianej historii ma w pewnym sensie efekt terapeutyczny – seria w bardzo ciepły i wdzięczny sposób uczy, że dobro, które dajesz światu, prędzej czy później zostaje odwzajemnione. W świecie przedstawionym nie ma miejsca na krzywdę i smutek – w szczególności zaś nie może ich zaznać Takeo, który mimo przeszłych niepowodzeń zostaje przez los wynagrodzony i rozpoczynając kolejny etap swego młodego życia, stopniowo poznaje wszelkie jego radości, z odwzajemnioną miłością na czele. Wątpliwości i niepewności, jeśli się pojawiają, to na krótko – łzy, jeśli już napływają do oczu, to tylko na chwilę, po to by szybko wysuszyły je promienie słońca. Ile ta idealistyczna wizja ma wspólnego z rzeczywistością, wie pewnie każde dziecko powyżej ósmego roku życia, powtórzę jednak raz jeszcze – odwołania do świata realnego należy na czas seansu Ore Monogatari!! zamknąć w ciemnej piwnicy na solidną kłódkę i na wszelki wypadek zabezpieczyć grubym łańcuchem.

W całej tej błyszczącej i różowej bańce z marzeń, którą tworzy świat przedstawiony, elementem niezbędnym, bo nadającym choćby pozory równowagi, jest postać Suny. Jest on głosem zdrowego rozsądku i źródłem trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość, których to jakości całkowicie pozbawieni są Takeo i Rinko. Służy nie tylko jako katalizator wielu nadmiernie rozdmuchanych emocjonalnie sytuacji między głównymi bohaterami, ale jest też czymś w rodzaju pomostu dla widza, któremu z pewnym trudem może przychodzić bezkrytyczne zanurzenie się w realiach idyllicznej atmosfery tej opowieści. Zdrowy rozsądek Makoto, podobnie jak opanowanie i zdystansowanie, czynią z niego postać intrygującą, poniekąd niepasującą do tej bajkowej historii. Dzięki temu jednak, że poza wspomnianymi przymiotami, chłopak zdolny jest do absolutnie bezinteresownej przyjaźni, wobec najbliższych jest bezwarunkowo oddany i posiada bardzo silny kręgosłup moralny, pozostaje on spójnym elementem całości, który nie burzy harmonijnej koncepcji świata przedstawionego.

Pozostałym bohaterom oczywiście daleko do krystalicznej czystości charakterów i intencji Takeo i Rinko, niemniej historia opowiadana jest tak, że nawet jeśli ktoś pojawia się w roli potencjalnego burzyciela szczęścia zakochanej pary, to w obliczu ich miłości szybko porzuca niecne zamiary, jednocześnie zyskując szansę na poprawę swego zachowania i rozwinięcie własnej osobowości w szlachetniejszym kierunku. Czy z powodu narzucenia takiego schematu kolejne postaci stają się boleśnie przewidywalne? Tak. Czy niweczy to przyjemność z oglądania? Niekoniecznie.

Podobnie jak na swoistą prostolinijność bohaterów, trzeba się też zgodzić na banalność fabuły, niekiedy wręcz celowo schematycznej. Scenarzyści często (może nawet należałoby powiedzieć „nieustannie”) sięgają po skrajnie wyświechtane motywy, co wpisane jest wręcz w definicję gatunku. Nie mogłam jednak pozbyć się wrażenia, że w pewnych sytuacjach świadomie bawią się oni w wyolbrzymianie zaistniałych sytuacji, by tym silniej podkreślić odrealnienie całej historii. Niemal w każdym odcinku jesteśmy świadkami heroicznych wyczynów Takeo – ratowanie życia i zdrowia znajomych, rodziny, ukochanej, czy przypadkowo napotykanych obcych osób i zwierząt, jest dla głównego bohatera czymś tak codziennym i naturalnym, jak dla większości z nas poranna wyprawa do piekarni po świeże pieczywo. W obliczu zagrożeń, z którymi mierzyć się musi Takeo, jawi się on jako niezniszczalny heros na miarę Supermana. Wzmaga to nie tylko efekt komediowy, ale stanowi też kolejny sposób na przekazanie nam przez twórców bardzo wyraźnego komunikatu: „Pamiętajcie, że to tylko bajka, przy której macie się po prostu dobrze bawić”.

Przechodząc do krótkiego omówienia warunków technicznych serii, musimy pamiętać, że liczy ona dwadzieścia cztery odcinki, a produkcje tego formatu często charakteryzują się wprost proporcjonalnym do upływu odcinków spadkiem jakości wykonania. Niestety Ore Monogatari!! nie wyłamuje się z tego trendu i o ile rozpoczyna na wysokim jak dla serii obyczajowej poziomie graficznym, o tyle z czasem wyraźnie daje się odczuć jego obniżenie. Projekty postaci same w sobie są bardzo estetyczne. I mówię to z pełnym rozmysłem, mając na uwadze obiektywną szpetność głównego bohatera. Już od pierwszego odcinka da się zauważyć, że o ile Takeo jest faktycznie brzydki, o tyle rysowany jest z dużą dbałością o szczegóły i wyposażony zostaje w niezwykle ekspresyjną mimikę, indywidualizującą jego postać na tle tych, których zwykliśmy w świecie animacji kojarzyć jako przerośniętych, brzydkich goryli. Mimo tych pozytywnych odczuć nie byłam jednak w stanie pozbyć się wrażenia, że w wielu momentach graficy przesadnie zapędzili się z groteskowością jego wyglądu, w szczególności zaś z potężną figurą. Samo w sobie nie byłoby to może tak rażące, gdyby nie zestawienie z postacią Rinko. Patrzenie na tę parę wywoływało u mnie niekiedy dreszcze – i nie mam na myśli tych powodowanych przyjemną ekscytacją. Rinko sięgająca Takeo do pasa. Rinko, której cała dłoń jest w stanie objąć zaledwie palec wskazujący Takeo. Rinko, która w pasie jest węższa niż Takeo w nadgarstku. Tak absurdalny kontrast fizyczny postaci nie wywołuje szczególnie romantycznych skojarzeń dotyczących ich funkcjonowania jako pary, dlatego jestem zdania, że graficy mogli nieco powściągnąć swoją wybujałą fantazję. Pomijając Takeo, projekty reszty postaci utrzymane są w estetyce typowej dla shoujo, na czele z klasycznymi reprezentacjami bishoujo i bishounena – odpowiednio Rinko i Suny. W zbliżeniach wszyscy bohaterowie rysowani są starannie i z typowymi dla siebie cechami wyglądu. Sprawa komplikuje się przy ujęciach z oddalenia… A może lepiej byłoby powiedzieć, że sprawa się upraszcza, jako że w tego typu scenach widać niekiedy wyjątkowo niestaranny rysunek postaci, które zatracają jakąkolwiek szczegółowość czy urodę. Pozostałe elementy grafiki są bardzo typowe dla gatunku – ładne, choć nieszczególnie bogate w detale tła i dekoracje, żywa i jasna paleta kolorów, przewaga statycznej, ale stosunkowo naturalnej animacji i oczywiście masa błysków, bąbelków, płatków kwiatów, rozmytych, akwarelkowych plansz – czyli wszystkich tych elementów, których jedynym celem (może oprócz oszczędności budżetu) jest podkreślenie sielankowo­‑romantycznej atmosfery serii.

Ze swoich ról bardzo dobrze wywiązali się aktorzy głosowi. W pierwszej kolejności należy oczywiście wspomnieć o odtwórcy roli Takeo – Takuya Eguchi w ostatnich sezonach najlepiej kojarzony jest chyba z postacią Hachimana z Yahari Ore no Seishun Love Comedy wa Machigatteiru, choć w tamtym tytule prezentuje zupełnie inne cechy swojego głosu niż w przypadku Ore Monogatari!!. Wspomniałam już o ekspresyjności mimiki Takeo – zapewne wypadałaby ona słabo, gdyby nie towarzyszył jej równie bogaty w emocje głos bohatera. Gdy patrzę na zdjęcia młodego mężczyzny o raczej wątłej budowie ciała, z trudem przychodzi mi uwierzyć, że wcielił się on w postać ociekającego testosteronem olbrzyma – za taką kreację należą mu się wyrazy uznania. Mniejszą, aczkolwiek nadal bardzo miłą niespodziankę stanowi rola Nobunagi Shimazakiego – aktor ten wypada, moim zdaniem, rewelacyjnie w kreacjach zdystansowanych i spokojnych bohaterów pokroju Sunakawy. Najbardziej dyskusyjna wydawać się może rola Megumi Han jako Rinko – to typowy głos słodkiej i delikatnej dziewczynki, który może mieć tendencje do rażenia uszu wrażliwszych widzów, na plus policzyć należy jednak, że pomaga on w stworzeniu przekonującej kreacji bohaterki, będącej właśnie takim słodkim i delikatnym stworzeniem i nie sposób oczekiwać od niej czegoś innego.

Przyznam, że oglądając Ore Monogatari!! przechodziłam przez różne fazy odbioru tej serii. Początkowo liczyłam na wspomnianą we wstępie rewolucję – tytuł, który odświeży gatunek i udowodni, że nie każdy główny bohater romansu szkolnego musi być odbity od tej samej, niezmiennie ładnej kalki. Z czasem jednak okazało się, że zmiana wyglądu amanta nie wiąże się ze zmianą koncepcji jako takiej. Gdyby Rinko zakochała się w Takeo mimo jego wyglądu, a z uwagi na wzniosłe przymioty charakteru, wówczas, owszem, byłoby to niestandardowe podejście do motywu pierwszej szkolnej miłości. W którymś momencie dowiadujemy się jednak, że gorące uczucie rozkwitło w sercu dziewczyny nie pomimo wyglądu Takeo, a właśnie z uwagi na tenże – a zatem różnica między Rinko a innymi bohaterkami shoujo polega wyłącznie na guście i upodobaniach w kwestii przedstawicieli płci męskiej, zaś takie spojrzenie na sprawę powiela schemat, w którym heroina zakochuje się w idealnie pięknym chłopaku. Różnica ogranicza się do tego, co dana bohaterka postrzega jako „ideał piękna”. Szybko więc zorientowałam się, że mimo pozornie oryginalnego startu, Ore Monogatari!! zamierza trzymać się kanonów gatunku i to w sposób bezwstydnie przerysowany. W tym momencie zostałam zmuszona do zmiany swoich oczekiwań względem serii – i prawdopodobnie tylko dzięki temu byłam w stanie cieszyć się dalszym seansem. Ore Monogatari!! to historia bez drugiego dna – słodki, ciepły i bajecznie idealny sposób na umilenie sobie wieczoru w oderwaniu od wszystkiego, co realne. Jeśli jesteście w stanie zaakceptować tę historię w takim kształcie, prawdopodobnie wywoła ona niejeden uśmiech na Waszej twarzy – choć nie liczcie na głębsze przeżycia i doznania emocjonalne. W końcu to tylko bajka…

Lin, 8 grudnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Aruko, Kazune Kawahara
Projekt: Kunihiko Hamada
Reżyser: Morio Asaka
Scenariusz: Natsuko Takahashi
Muzyka: S.E.N.S. Project

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Ore Monogatari!! - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl