Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Medalikon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,12

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 336
Średnia: 6,68
σ=2,07

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Shuffle!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2005
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • シャッフル!
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Postaci: Bóstwa, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Gra (bishoujo); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem
zrzutka

Bardzo klasyczna haremówka z dość nietypowymi rozwiązaniami fabularnymi. Pozycja obowiązkowa dla fanów gatunku.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Haremówki to naprawdę pokręcony gatunek. Z jednej strony są bardzo popularne, z drugiej – co i rusz spada na nie fala krytyki. Że schematyczne i głupiutkie, że z nudnymi bohaterami, że wiecznie o tym samym, czy wreszcie – że za dużo. Tak pokrótce przedstawiają się główne zarzuty kierowane pod ich adresem. I nie powiem, bym się z nimi nie zgadzała, zresztą do niedawna nie tknęłabym niczego, przy czym widniałby tag „harem”. Jednakże zanim stwierdzicie, że jestem nieodpowiednią osobą do recenzowania anime tego typu, pozwolę sobie zauważyć, że użyłam czasu przeszłego. Tak się bowiem składa, że z ciekawości zaczęłam trochę szperać wśród serii z tego gatunku, próbując sprawdzić, co też właściwie mogą mi takie tytuły zaoferować. Okazało się, że nie takie haremy straszne, jak je malują, a przynajmniej, że da się spośród całej rzeszy nudnych schematów wyłowić kilka ciekawszych propozycji. I wśród nich Shuffle! zajmuje poczesne miejsce.

Akcja anime zaczyna się standardowo, żeby nie powiedzieć – sztampowo. Na początku poznajemy głównego bohatera, Rina Tsuchimiego – kolejnego zwyczajnego licealistę, którego największą zaletą jest miły charakter. Mieszka on razem z przyjaciółką z dzieciństwa, przykładną „panią domu” Kaede Fuyou. Razem jadają, razem chodzą do szkoły, razem spędzają wolny czas – ot, prowadzą normalne, ustatkowane życie, którego tym razem nie zakłócają żadne walki wielkich robotów czy potrzeba ratowania świata. Wszystko zmienia się pewnego pięknego dnia, gdy w ich szkole pojawiają się Król Bogów wraz z Królem Demonów i oznajmiają zdezorientowanemu Rinowi, że został wybrany jako potencjalny kandydat na męża ich córek. Chłopak będzie oczywiście musiał wybrać, czy woli ponętną księżniczkę rodu Bogów, Się, czy uroczą królewnę z rasy Demonów, Nerine.

Hm… czyżbym zapomniała wspomnieć, że w świecie, w którym żyją nasi bohaterowie, obok ludzi Ziemię zamieszkują także rasy Bogów i Demonów? Cóż, tak właściwie nie jest to ważne, bowiem poza pewnymi szczegółami nie ma to wpływu na przebieg fabuły. Istotne jest natomiast to, że zarówno Sia, jak i Nerine są w Rinie zakochane od dziecka. Tak, dobrze myślicie – dlatego, że był dla nich miły. Nie da się też ukryć, że Kaede również czuje do niego coś więcej niż zwykłą przyjaźń. W kręgu potencjalnych kandydatek do serca protagonisty znajduje się jeszcze jego koleżanka ze szkoły, energiczna Asa Shigure. Otoczony stadkiem pięknych dziewcząt, nasz bohater będzie zmuszony zdecydować, której odda swe serce. I co ciekawe – pod koniec serii faktycznie to zrobi.

Niewątpliwie największą zaletą tego tytułu jest właśnie wybór bohaterki. Po pierwsze dlatego, że w ogóle się dokonuje. Ileż to haremów już wyszło, w których protagonista ma wokół siebie wianuszek zakochanych w nim dziewczyn, ale ostatecznie nic z tego nie wynika! Shuffle! kroczy zupełnie inną ścieżką, decydując się na jednoznaczne zakończenie, w którym Rin ujawnia swoje uczucia do… jednej z bohaterek. Oczywiście nie mogę zdradzić, która z nich zostanie szczęśliwą wybranką, byłby to bowiem karygodny spoiler, muszę natomiast wspomnieć, że postawiono tutaj na raczej nieszablonowe rozwiązanie. Jeśli połowa serii z tego gatunku to „harem bez wyboru”, w drugiej połowie mamy tytuły, w których ów wybór jest jasno zaakcentowany od samego początku. Z góry wiadomo, która bohaterka cieszy się największymi względami bohatera, zresztą najczęściej wpisuje się ona w jeden z kilku schematów przeznaczonych dla takich postaci (prym wiodą tutaj tsundere oraz ciepłe kluchy tudzież infantylne słodkie idiotki). Pozostają wszakże jeszcze pojedyncze przypadki haremówek potrafiących widza zaskoczyć i Shuffle! dokładnie do takich należy. Nie będę zresztą ukrywać, że to właśnie z tego powodu zdecydowałam się w ogóle po nie sięgnąć i okazało się, że faktycznie było warto.

Nie tylko jednak dzięki owemu zakończeniu anime zdobyło aż taką popularność. Innym powodem jest swoisty zwrot akcji, dokonujący się mniej więcej w połowie serii, po którym fabuła nabiera zupełnie innego wydźwięku, uderzając w bardziej dramatyczne tony. Czy w dalszej części faktycznie jest lepiej? Nie chcę tu jednoznacznie pisać tak czy nie, bo to nie o to chodzi. Jak widać chociażby po komentarzach, odbiór jest naprawdę różny – dla jednych ów punkt zwrotny świadczy o wyjątkowej oryginalności tego tytułu, dla innych – stanowi jego gwóźdź do trumny. Dla mnie późniejsze wydarzenia są nieco naciągane i zdecydowanie taki typ dramatu do mnie nie dociera, bo za bardzo wydaje mi się wpychany na siłę. Jednakże po seansie Shigatsu wa Kimi no Uso zupełnie inaczej spoglądam na takie chwyty i jestem pewna, że wśród czytelników owego tekstu znajdzie się spore grono osób, którym właśnie taki styl będzie odpowiadać. Jeśli miałabym jakoś wyodrębnić prawdopodobną grupę widzów, którym taki zabieg może przypaść do gustu, powiedziałabym, że będą to fani anime pokroju Clannad, Angel Beats! czy Myself;Yourself. Każda z bohaterek ma własną „smutną historię”, w stosownym momencie odpowiednio rozwijaną poprzez intensyfikację jej problemów. Nadmiar tragizmu jest w tym przypadku na porządku dziennym, ale jeśli komuś takie zabiegi nie przeszkadzają, powinien być usatysfakcjonowany (i jest szansa, że faktycznie się wzruszy).

Skoro jesteśmy już przy dramatycznych wątkach dotyczących każdej z dziewcząt, warto byłoby przyjrzeć się samym postaciom. Pisząc w skrócie, dostajemy przebogatą paletę kobiecych schematów, czyli inaczej rzecz ujmując – dla każdego znajdzie się coś miłego. Mamy więc między innymi yamato nadeshiko, tsundere, dandere, a nawet yandere. Wszystkie one są wykreowane w ciekawy, nawet jeśli mało oryginalny sposób. Inna sprawa, że widać tutaj pewną świeżość w stosowaniu takich schematów, czy też raczej pomysł na ich wykorzystanie. Nie czułam się, jakbym oglądała po raz kolejny puste marionetki, zbudowane wokół jednej cechy i niewychodzące poza ten szablon ani na krok. Nie żebym zaraz miała je jakoś specjalnie zachwalać, ale nieźle śledziło mi się ich poczynania. Dużą zaletą jest także to, iż każda dostała swoje „pięć minut”, w związku z czym każdą mogliśmy poznać nieco bliżej. Z wyczuciem też rotowano ich występy na ekranie – nawet kiedy przychodził czas na przybliżenie wątku jednej z nich, pozostałych nie odsuwano całkiem na dalszy plan.

Nie jestem pewna, czy warto poświęcać w tym miejscu osobny akapit na głównego bohatera, w końcu nie sądzę, by ktokolwiek oglądał to anime właśnie dla niego. Niemniej wypadałoby coś o nim napisać. Niestety, Rin to kolejny przypadek bezpłciowego protagonisty. Jego „urok osobisty” opiera się na tym, że chłopak jest niezwykle miły i uczynny. Z powodu swojego dobrego serca nie potrafi zostawić nieszczęśliwej panienki w potrzebie – absolutnie musi takowej pomóc, wesprzeć ją, pocieszyć… no wszystko to, co robią standardowi „władcy haremu” w anime. Nie, żebym liczyła na coś innego, ale trochę szkoda, że przedstawiono go w aż tak płytki sposób. Umówmy się wszakże – Rin naprawdę nikogo nie obchodzi. Na dodatek można z niego było zrobić postać o wiele gorszą, na przykład życiowego nieudacznika, ciapę, albo zboczeńca. A mając do wyboru taki zestaw, wolę już oglądać poczynania jakiegoś przeciętniaka, bo on przynajmniej mało rzuca się w oczy i nie ma większych szans na zirytowanie czymkolwiek.

Do listy zalet wypada mi natomiast dopisać oprawę graficzną. Przede wszystkim projekty postaci są naprawdę śliczne. Co prawda tylko kobiecych, bo płeć brzydka oscyluje w granicach przeciętności (Rin bądź jego kolega z klasy, Itsuki), zbaczając też w rejony totalnej brzydoty (większość męskiej części uczniów). Choć taki wygląd postaci drugoplanowych był zabiegiem stricte komediowym, nieszczególnie przypadł mi do gustu, bowiem wyglądali oni naprawdę odrażająco. Za to dziewczyny… no cud, miód, malina! Ich projekty są dopracowane i zróżnicowane tak, że nie sposób pomylić ze sobą dwóch bohaterek. Cieszy także, że zaopatrzono je w bogatą garderobę. Co prawda miejsce akcji, czyli szkoła, zawęża nieco pole do popisu, ale w scenach pozaszkolnych mamy okazję popodziwiać nasze panie w różnych ubraniach. I każdy zestaw jest oczywiście bardzo kobiecy. Jeśli do tego wszystkiego dodać jeszcze przyzwoity poziom animacji, wychodzi na to, że pod względem wizualnym mamy do czynienia z naprawdę porządnie zrobioną serią.

Gorzej przedstawia się ścieżka dźwiękowa. Muzyka w tle jest nijaka, chociaż przynajmniej nie przeszkadza, w miarę dobrze komponując się z obrazem. Nikt się tu nie wysilił, mimo iż z łatwością dałoby się dobrać o wiele lepszy podkład i kilka scen mogłoby na tym znacząco zyskać. Zakochałam się za to w openingu, który najzwyczajniej w świecie łatwo wpada w ucho.

Shuffle! to dość kontrowersyjna seria, która może być odbierana skrajnie różnie i naprawdę trudno dostrzec w tym jakiekolwiek prawidłowości. Na pewno dla fanów haremówek powinna być to pozycja obowiązkowa, można ją bowiem spokojnie zaliczyć do klasyki gatunku. Ważniejszym pytaniem jest, czy osoby nieprzepadające za gatunkiem mają tu czego szukać? Odpowiedź jest niejednoznaczna, bo i tak, i nie. To z pewnością nie jest seria, która przypadnie do gustu każdemu, wiele rzeczy jest tu naciąganych, dramatyzm zostaje wyolbrzymiony i może razić sztucznością, zaś komedia nie jest najmądrzejsza. Z drugiej strony warto to obejrzeć, by zapoznać się z pojawiającymi się schematami, które obecnie należą już do kanonu w animowanych komediach romantycznych. Widać w nich świeżość i to nawet pomimo tego, że od czasu emisji serialu dostaliśmy mnóstwo podobnych tytułów, wykorzystujących ten sam szablon. Przy okazji anime nie podąża utartymi ścieżkami, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że już milion razy widzieliśmy dokładnie to samo. Problemem będzie jedynie to, że nie da się tu zastosować zasady trzech odcinków, bowiem to, co się najbardziej chwali bądź krytykuje, pojawia się dopiero później.

Kysz, 11 kwietnia 2017

Recenzje alternatywne

  • GHOST - 21 kwietnia 2006
    Ocena: 4/10

    Cukierkowa opowieść o „miłości” na podstawie gry komputerowej pod tym samym tytułem. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: asread
Autor: NAVEL
Projekt: Aoi Nishimata, Hidetsugu Hirayama, Hiro Suzuhira
Reżyser: Naoto Hosoda
Scenariusz: Masashi Suzuki
Muzyka: Kazuhiko Sawaguchi, Minoru Murao