Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 150
Średnia: 6,81
σ=1,78

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Aoharu x Kikanjuu

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Aoharu x Machine Gun
  • 青春×機関銃
Gatunki: Komedia
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Dziewczyna brana za chłopaka, dwóch młodych panów, garść rozgrywek sportowych oraz szczypta dramatyzmu i… ups, ktoś zamiast szczypty dodał kilka garści ostatniego składnika. Czy ostateczny produkt okaże się mimo to nadal strawny?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Poznajcie Hotaru Tachibanę – młodą osobę o niezwykle silnej potrzebie wymierzania sprawiedliwości. Pomimo drobnej postury z uporem maniaka rusza na ratunek uciśnionym. Okazuje się też, że chociaż fizycznie jest chucherkiem, bez większego wysiłku potrafi sprawić lańsko niegrzecznym rówieśnikom, by potem pławić się w poczuciu spełnionej misji. Co więcej, choć Tachibana to dziewczyna, często jest brana za chłopca z powodu szczupłej sylwetki oraz noszenia męskich wdzianek. Jej poczucie prawości, obejmujące również zakaz gadania o zbereźnych rzeczach (takich jak cycki) plus to, że prędzej działa niż myśli, prowadzą do konfrontacji z chłopakiem mieszkającym obok – Masamune Matsuoką, który, zachwycony jej siłą i zwinnością (czytaj: rozwaleniem w furii drzwi), daje jej propozycję nie do odrzucenia. Tak się składa, że poszukuje jeszcze jednego członka do swojej drużyny ASG, Toy Gun Gun. Tachibana początkowo przystaje na to pod przymusem, lecz z czasem coraz bardziej wciąga się w ten sport. Razem z trzecim członkiem, Tooru Yukimurą, starają się pokonywać kolejne przeszkody jako drużyna.

Na pierwszy rzut oka trudno orzec, o czym jest to anime, a pierwsze wrażenie na pewno jest mylące. Można by pomyśleć, że mamy do czynienia z serią poświęconą ASG – otóż nie. Sport zostaje wprawdzie wpleciony w fabułę, doczekujemy się nawet udziału w turniejach, ale zdecydowanie to nie one grają tu pierwsze skrzypce. Nawet jeśli ten wątek stanowi pewien powiew świeżości, potraktowano go po macoszemu. Sporo osób okrzyknęło to anime bliźniakiem Ouran High School Host Club – mamy główną bohaterkę braną za chłopaka, mamy blond pracownika klubu hostów oraz jego kolegę, którzy nic a nic nie domyślają się płci Hotaru. Mamy wreszcie analogiczną sytuację, w której główna bohaterka popada w długi i musi zgodzić się na propozycję nowego znajomego. Ale na tym podobieństwa się kończą.

Otóż, drodzy czytelnicy, to anime jest dalej zupełnie odmienne – jest napędzane czystym dramatyzmem (z okazyjną dawką humoru) i to na dodatek w takich ilościach, że często daje to efekt odwrotny do zamierzonego. Od samego początku wyraźnie zaznacza się kilka wątków: niezwykle silna motywacja Tachibany do gnębienia wszelkich przejawów niesprawiedliwości i szeroko pojętego zła, seria nieporozumień i przeskakiwania do błędnych konkluzji, masa sytuacji, których można by uniknąć, gdyby bohaterowie wykazali chęć szczerej rozmowy, a to wszystko polane sowicie sosem traum z przeszłości. Dla niektórych taka mieszanka na pewno okaże się niestrawna, dla innych może być wabikiem. Ostatnim składnikiem tej mieszanki jest to, że chłopcy pozostają w błogiej nieświadomości, iż Tachibana tak naprawdę jest dziewczyną – niby taki niepozorny fakt, ale szybko urasta on do rangi problemu poważniejszego niż można by przypuszczać. Nawiasem mówiąc, był to jeden z tych elementów, które trzymały mnie przy ekranie – czekałam na reakcje panów, gdy wreszcie się dowiedzą, że to, co traktowali jak kolegę, to tak naprawdę koleżanka. By nie psuć zabawy, podsumuję jedynie zdawkowo, iż sposób rozwiązania tego wątku wzbudził we mnie czystą wściekłość.

Niemniej uważam, że Aoharu x Kikanjuu nie jest złym anime. Ogólny zamysł jest ciekawy, mamy też główną bohaterkę będącą przeciwieństwem cichej szarej myszki – najpierw działa, potem myśli, co sprzyja popychaniu akcji do przodu (choć często w dosyć głupi sposób). By w pełni cieszyć się seansem, trzeba jedynie zrezygnować z szukania sensu czy logiki i nastawić się na prostą rozrywkę na ekranie. Zalecam przygotować się na zalew dramatyzmu, który miejscami zamiast ułatwiać wczucie się w sytuację bohaterów, powoduje wybuch niekontrolowanego śmiechu (bądź walenie głową w biurko). W wygodnych dla reżyserów miejscach zostały wrzucone retrospekcje i czasami zamiast spinać historię w całość, zaburzają ciąg fabularny. Przegadane walki to norma, wszak ciekawa konwersacja jest ważniejsza niż możliwość natychmiastowego pokonania przeciwnika. Co więcej, Hotaru ewidentnie nie ma doświadczenia w używaniu broni, lecz nadrabia instynktem dzikiego zwierzątka, latając po ekranie niczym krwiożercza wiewiórka. Na szczęście, choć ma to znaczenie w kluczowych momentach, nie przekłada się na serię niezasłużonych wygranych.

Jako że anime opowiada o perypetiach drużyny Toy Gun Gun, bohaterowie i ich przeżycia są tutaj na pierwszym planie. Plusem Hotaru jest to, że nie jest bierna i nie wpada tak łatwo w sidła przystojnych panów, lecz z drugiej strony niesamowicie denerwuje jej maniera mówienia w trzeciej osobie („Tachibana wam pokaże!” i tak dalej…), przypominanie publice co sekundę, że jest dziewczyną oraz motywowanie wszystkiego swoim skrzywionym poczuciem sprawiedliwości, które przekłada na odbiór całego świata. Matsuoka to typowy przystojniak, który zgrywa bohatera i kobieciarza, a tak naprawdę przygniata go horrendalny bagaż bezsensownych traum. Trzecim członkiem drużyny jest grający na pozycji snajpera Yukimura – cichy, ponury i trochę odrażający typ, który wciska Hotaru swoje pornole, bo przecież każdy facet je lubi. By Tachibana miała motywację do udziału w rozgrywkach, po drugiej stronie dostajemy „tego złego” i jego drużynę – na co dzień sympatycznego doktora z dziecięcej przychodni, który zamienia się w sadystycznego psychola, gdy tylko da mu się broń do ręki. Nie należy się spodziewać głębi relacji pomiędzy przedstawionymi postaciami, lecz zostały one przybliżone na tyle, by jako tako się kupy trzymały. Panów jest tu dostatek, więc tu i ówdzie, specjalnie dla damskiej widowni, wrzucane są wstawki z przystawianiem się panów do siebie – jednakże w formie bonusu, a nie wątku przewodniego.

Słów kilka o rozgrywkach sportowych w tym anime – wyraźnie są one tylko tłem fabularnym i autor nawet nie starał się, by były wiarygodne. Można by też pomyśleć, że gry zespołowe wymagają opracowania strategii, elastycznego dopasowania się do sytuacji, cierpliwego realizowania planu, zasadzek – nic z tego. Tutaj albo ktoś jest na tyle silny, że niespecjalnie chce się mu schować za drzewo, albo biega na oślep, często krzycząc przy tym, i generalnie wszelkie działania na ekranie prezentują podobny poziom braku jakiejkolwiek koordynacji. W trakcie rozgrywek jest czas na pogawędki, a fakt, iż ma się kogoś na muszce, nie oznacza, że się pociągnie za spust – przed oddaniem strzału konieczna jest przemowa. ASG ma zasady, ale w zasadzie nikt nie pilnuje, czy są one przestrzegane, nawet jeśli jest to turniej wysokiej rangi. Tak więc kto spodziewał się realizmu, srodze się zawiedzie.

Graficznie seria prezentuje się bardzo dobrze – projekty postaci nie są zbyt oryginalne, ale dobrze oddają ich charakter. Dzięki ładnie dobranej palecie barw udało się również podkreślić nastrój w poszczególnych odcinkach – w jednych kolory są ciepłe i pastelowe, a w innych przechodzą w zimniejsze odcienie. Ruch kamery zgrabnie podkreśla dramatyzm scen, a zmienne tempo dobrze wydobywa dynamizm walk. Tła są bogate i nie ma się tutaj wrażenia pustki. Również miejsca rozgrywek są porządnie zaprojektowane – różnorodne, ciekawe, pokazywane o różnych porach dnia. Animacja ruchu miejscami kuleje, ale w przeważającej części dynamika walk została dobrze oddana. Nie jest to poziom wybitny, wgniatający w fotel, ale wystarczający, by trzymać w napięciu. Co do muzyki, to przyznam, że w ogóle nie zapadła mi w pamięć. Ani nie przeszkadzała w odbiorze, ani nie wyróżniała się sama w sobie. Opening i ending zostały zaśpiewane przez aktorów podkładających głosy głównym bohaterom, co mogło dodać im uroku, ale jednocześnie przełożyło się na ich nijakość. Właśnie, muszę pochwalić tych aktorów – świetnie pasowali do postaci, którym głosu użyczyli.

W ostatecznym rozrachunku Aoharu x Kikanjuu wypada przeciętnie – zapowiadało się całkiem ciekawie, by potem zjechać w dół z poziomem, w moim odczuciu jednak pozostało intrygujące. Nie można też powiedzieć, by to anime było nudne – ale bywało wyjątkowo irytujące i to na pewno może psuć przyjemność oglądania. Zawiera ciekawe pomysły, szkoda tylko, że z ich realizacją nie jest już tak dobrze. No i te zakończenie… Trudno mi powiedzieć, komu mogłabym je polecić. Na pewno znajdzie grono odbiorców, którym się spodoba, ale ostrzegam przed podchodzeniem do niego z większymi oczekiwaniami. Mnie się całkiem podobało, chociaż wątpię, bym je zapamiętała na dłużej.

Nanami, 1 grudnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Naoe
Projekt: Junko Yamanaka, Tomokazu Sugimura, Toshimitsu Kobayashi
Reżyser: Hideaki Nakano
Scenariusz: Kenji Konuta
Muzyka: Asami Tachibana

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Aoharu x Kikanjuu - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl