Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 85
Średnia: 6,01
σ=1,96

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Okusama ga Seitokaichou!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 12×8 min
Tytuły alternatywne:
  • My Wife is the Student Council President
  • おくさまが生徒会長!
Gatunki: Komedia
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Realizm
zrzutka

Do znudzenia wałkowany temat zaaranżowanego małżeństwa tym razem w wersji komediowo­‑erotycznej – mogło być lepiej, ale mimo wszystko nie wyszło aż tak źle.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Hayato Izumi kandyduje w wyborach do samorządu szkolnego na stanowisko przewodniczącego i przegrywa z kretesem. Nie ma bowiem zbyt wielkich szans w starciu z Ui Wakaną – chodzącym ideałem o bardzo liberalnych poglądach w kwestii kontaktów międzyludzkich – szczególnie tych intymnych. Przegrana w wyborach oczywiście zadaje cios ambicjom chłopaka, ale po męsku przyjmuje on ją na klatę i postanawia wspierać zwyciężczynię w jej pracy – nie bez znaczenia jest też fakt, że sam zostaje wiceprzewodniczącym. Okazuje się jednak, że tych dwoje będzie od teraz łączyło coś więcej niż tylko samorząd szkolny – wieczorem Ui odwiedza chłopaka w jego domu z welonem na głowie, objuczona tobołkami i oświadcza, że od teraz będzie jego kochającą żoną. Ich rodzice byli bowiem dobrymi znajomymi i doszli do wniosku, że fajnie by było zeswatać dzieci, kiedy te miały po trzy latka – a co tam.

Mamy więc wątek przewodni z zaaranżowanym małżeństwem – wałkowany już milion razy z lepszym lub gorszym skutkiem. Tym razem całość ubrana została w szaty lekkiej komedii erotycznej skupiającej się (w założeniu) na „docieraniu się” młodej pary. Dostajemy też dwanaście ośmiominutowych odcinków dość luźno powiązanych ze sobą kilkoma wątkami. Taka forma opowiadanej historii nie pozostawia wielkiego pola do popisu, ale dałoby się z niej wyciągnąć więcej niż to zrobiono w przypadku Okusama ga Seitokaichou! – zacznę więc od skarg i zażaleń. Prawie cały humor oparty jest na gagach erotycznych – szkoda tylko, że w niektórych przypadkach przyczyny są naciągane jak guma w majtkach, byle tylko można było wcisnąć do fabuły jakąś pikantną scenę. Dodatkowo twórcy postanowili podlizać się wielbicielom haremówek, włączając do obsady tyle lecących na głównego bohatera dziewczyn, ile dało się upchnąć w darowanym czasie antenowym – serii wyszłoby na dobre, gdyby pominięto połowę z nich i zostawiono i tak już lekko naciągany trójkąt romantyczny (co do jego romantyzmu to też nie jestem do końca przekonany). Przez to „fabuła” jest poszarpana do granic możliwości, a do większości postaci nie zdążymy nabrać nawet grama sympatii. Widać po prostu brak ogólnego pomysłu i ratowanie się w stylu „a wciśniemy tę tu, a tę tutaj, tej damy jeden odcinek, a tej pół, i jakoś uda się zapełnić te osiemdziesiąt minut czasu antenowego”. Szkoda, bo przy tak krótkich odcinkach wystarczyłoby się skupić tylko na parze głównych bohaterów i też byłoby ok.

Oni zresztą też niespecjalnie ratują sytuacje – Hayato jest ciapowaty, niby chce, niby nie chce, czasami sobie przypomni, że jest facetem, a czasami zapomni – niby mu się nie podoba, że rodzice zignorowali jego uczucia, ale z dziewczyną pod jednym dachem mieszka. To postać naciągnięta do granic możliwości, po to, aby po dodaniu dwa do dwóch wszystko się ładnie w scenariuszu zgadzało. Ale żeby nie było, że tylko narzekam: widziałem wielu o wiele gorszych bohaterów – ten przynajmniej jest zorganizowany, potrafi zadbać o dom, coś ugotować i się nie zabić przy okazji, czego nie można powiedzieć o jego żonie z przydziału. Czego by jej nie dać do ręki, to sobie zrobi tym krzywdę – a to prawie utnie dłoń, a to obleje się wrzątkiem – swoją drogą kolejna naciągana sytuacja – co najlepiej zrobić, gdy dziewczyna oparzy się wrzątkiem? No jak to co – odsłonić jej piersi i się zaczerwienić jak burak. Na szczęście mimo wszystko para głównych bohaterów pozostaje sympatyczna, a niektóre ich reakcje i relacje są autentycznie zabawne. Dlatego oni całkowicie by tu wystarczyli, ale ktoś postanowił wrzucić do wora tsundere z wielkim biustem (w moim mniemaniu o wiele ładniejszą od Ui – tak wychwalanej za swoją urodę). Ta znowu krzyczy, czerwieni się i generalnie robi rzeczy, które powinna robić tsundere. Na tym już naprawdę można by zakończyć, ale dostajemy jeszcze: mamę głównej bohaterki, siostrę tsundere, jej koleżankę z komitetu dyscyplinarnego i dwie dziewczyny z samorządu – z czego trzy z pięciu wyżej wymienionych zobaczymy w niedwuznacznych sytuacjach z Izumim, a jedna będzie się kleić do cyca Ui. Jak na tak krótkie odcinki to naprawdę spora gromadka i niestety twórcy każdemu starali się poświęcić jakiś wątek, przez co niektóre wyszły bardzo na siłę i sztucznie.

Teraz trochę plusów dla odmiany – strona wizualna serii stoi naprawdę na dobrym poziomie. Dobrze widać to w przypadku postaci, ale i tła nie są najgorsze, choć czasami zdarzają się wyjątki od tej reguły. Dość fajnie wyszło też udźwiękowienie – szczególnie głosy bohaterów, z Ui na czele (dobór jej seyiuu to naprawdę strzał w dziesiątkę). Opening i ending nie powodują krwawienia z uszu, ale też niczym szczególnym się nie wyróżniają. Także strona techniczna serii wypada dobrze i za to należy się twórcom pochwała.

Widownię podzieli natomiast fanserwis – o ile na plus zaliczyć należy brak cenzury, ładne i w większości poprawne anatomicznie postacie (może poza latającym wszędzie biustem Rin), to już oparcie w zasadzie całego humoru na erotyce nie wyszło tak dobrze. Nie przeczę, że niektóre pomysły mi się podobały i pewnie znajdzie się jeszcze kilka osób, którym również taka konwencja będzie odpowiadać – przykładowo motyw pewnego hobby głównego bohatera był bardzo udany, a gagi oparte na tym założeniu wychodziły autentycznie zabawnie i rozbrajająco.

Nie chcę się więcej rozpisywać, bo jednak mowa o serii liczącej w całości około osiemdziesięciu minut – odcinki są na tyle krótkie, że nawet jeśli ktoś uzna, że mu się nie podobało, to w zasadzie straci tyle samo czasu, co na obejrzenie trzech odcinków standardowej długości. Po skończonym seansie żałuję jednak kilku rzeczy, choć seria w sumie była sympatyczna i będę ją dobrze wspominał. Brakowało mi większej ilości chemii między bohaterami, żałuję, że twórcy na siłę upchnęli taką ilość postaci, każdej starając się dać jakiś skrawek czasu antenowego (moim zdaniem niepotrzebnie), kłuło mnie w oczy parę na siłę wciśniętych scen, aby tylko dopiąć fabułę na ostatni guzik. Najbardziej szkoda mi było zakończenia, które wmontowano w ostatni odcinek i zrobiono na szybko, bo ktoś sobie przypomniał, że to przecież już koniec i więcej nie będzie – tym bardziej że nie do końca zamyka wątki (czego oczekiwałem). Mimo tych wszystkich wad nie żałuję poświęconego tej serii czasu i uważam, że całość jest sympatyczna i warta jeśli nie obejrzenia w całości, to chociaż rzucenia okiem, żeby wyrobić sobie własne zdanie na jej temat.

KamilW, 20 września 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Seven
Autor: Yumi Nakata
Projekt: Hiroyuki Furukawa
Reżyser: Hiroyuki Furukawa
Muzyka: Fuuga Hatori

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Okusama ga Seitokaichou! - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl