Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 14 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,86

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 273
Średnia: 7,28
σ=1,65

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tablis)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Rokka no Yuusha

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Rokka: Braves of the Six Flowers
  • 六花の勇者
Tytuły powiązane:
zrzutka

W jednej trzeciej dynamiczna opowieść przygodowa osadzona w świecie azteckiego fantasy. W dwóch trzecich statyczna zagadka kryminalna, pełna międzyludzkich konfliktów i konfrontacji.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Szóstka herosów, wybrańców Bogini Losu, to charaktery różne jak dzień i noc. Pragmatycznemu i bezwzględnemu zawodowemu zabójcy przychodzi porozumieć się z pełną idealizmu i optymizmu księżniczką, buńczucznemu i popędliwemu wojownikowi z opanowaną i rygorystyczną kapłanką. Mimo swojej odmienności mają oni tworzyć jedność, niczym kwiat o sześciu płatkach, będący symbolem ich misji, zmierzającej do pokonania budzącego się z uśpienia Władcy Demonów. Jednak zamiast harmonii pojawia się dysonans – herosów zamiast sześciu jest siedmiu, jeden więc musi być fałszywy. To właśnie o tym dysonansie opowiada Rokka no Yuusha.

Brak ładu objawia się nie tylko w sytuacji bohaterów, ale też, mniej intencjonalnie, w strukturze samej opowieści. Rokka no Yuusha jest serialem rozdartym, wręcz schizofrenicznym. Przez swoją niekonsekwencję marnuje potencjał wielkości, choć to, co udaje mu się uratować, ciągle ma istotną wartość.

Pierwsze cztery odcinki Rokki są zwiastunem anime najwyższej klasy, dynamicznego, pełnego życia, a zarazem osadzonego w złożonym i przemyślanym świecie. Same obrazy zachwycają – podróż zabójcy potworów Adleta i księżniczki Nashetanii do krainy demonów jest pretekstem do pokazania bogatego świata inspirowanego państwem Azteków. To oryginalny i nieopatrzony wybór, pozwalający wciągnąć widza w pięknie rozrysowany i barwny kraj dżungli, starożytnych ruin i świątyń, egzotycznych rytuałów i strojów. Od początku można odnieść wrażenie, że to głównie anturaż – wybór w większości stylistyczny, niemający wpływu na przebieg akcji i zachowanie bohaterów. Tak istotnie jest, a sześciu herosów to ludzie posługujący się kategoriami myślowymi XXI wieku; podobnie pozbawiony obcych i potencjalnie niezrozumiałych pojęć jest cały świat przedstawiony. Z rzeczywistej kultury ludów Środkowej Ameryki zaczerpnięto przede wszystkim styl graficzny, co pozostawia niesmak zmarnowanej szansy. Rokka no Yuusha zdecydowanie nie ma ambicji zajmowania się analizą kulturową i historyczną, ale przedstawienie choć kilku ciekawostek i niuansów pomogłoby zbudować świat żywszy i bardziej realny. Nie zmienia to faktu, że pod względem oryginalności to i tak dużo więcej, niż oferuje większość fantasy, co należy pochwalać.

Nie należy natomiast pochwalać prób zwodzenia widza. Początek jest skrajnie niereprezentacyjny w stosunku do całości. To typowe kino podróżnicze, gdzie postęp akcji najczęściej pociąga za sobą zmianę lokacji (co wiąże się z oczywistymi kosztami produkcyjnymi). Natomiast dalsze odcinki przedstawiają bohaterów uwięzionych w jednej lokacji, skąd nie ruszają się oni dalej niż dwa, trzy kilometry od centralnego punktu, a większość czasu spędzają wręcz w obrębie pojedynczego wnętrza. Pozwala to na ogromne oszczędności przy produkcji tła, jak też jest mordercze dla widza. Ludzki umysł po prostu działa w ten sposób, że postępy akcji wiąże ze zmianą otoczenia, a ruch fizyczny wiąże z postępem fabularnym. Gdy postacie kręcą się w kółko w sensie dosłownym, trudno oprzeć się wrażeniu, że to samo dzieje się z akcją. Efekt ten jest dodatkowo wzmocniony, gdy serial na początku ewidentnie utożsamia zmianę lokalizacji z rozwojem historii, a później ten koncept porzuca. Pierwsze odcinki zawsze służą wypracowaniu i oswojeniu języka, za pomocą którego twórcy zamierzają porozumiewać się z widzami. W tym przypadku ten język w czwartym odcinku ulega brutalnej zmianie, co wywoła u wielu widzów zagubienie i rozczarowanie.

Tego zawodu można by było uniknąć, gdyby Rokka no Yuusha od początku podkreślała, na jakich aspektach będzie się koncentrować. Przyczyna tej dezinformacji wydaje się głównie komercyjna – opowieść kryminalna, za jaką należy uznać dalsze dwie trzecie serii, ma zdecydowanie mniejszy potencjał sprzedaży niż anime podróżniczo­‑przygodowe. Strata tym większa, że to całkiem przyzwoita opowieść kryminalna, choć niepozbawiona wad. Zbrodnią, której tajemnica domaga się rozwiązania, jest aktywacja magicznej bariery, co spowodowało, że bohaterowie zostali uwięzieni na obszarze Mglistego Lasu. Winowajcą musi być siódmy, fałszywy heros, stojący najprawdopodobniej po stronie Władcy Demonów. Zadanie jego znalezienia spada głównie na protagonistę Adleta, który sam jest podejrzany. Daleko mu do typowego detektywa – jest emocjonalny, momentami nawet porywczy, a bardziej niż na starannym planowaniu, opiera się na intuicji oraz improwizacji. To sprawia, że śledztwo posuwa się do przodu bardziej zrywami niż konsekwencją, co samo w sobie nie świadczy o fabule źle, ale kiepsko się komponuje z ogólnym wrażeniem bezwładności akcji. Niemniej intryga jest sensowna, a jej rozwiązanie wymaga logicznego połączenia ciągu faktów, sukcesywnie odkrywanych w kolejnych odcinkach. Większość z nich jest dla widza nieoczywista i raczej nie ma co liczyć na samodzielne rozwiązanie zagadki – reguły rządzące światem, a w szczególności magią, nie są dostatecznie wcześnie i czytelnie wyjaśnione, aby było to możliwe. Większe znaczenie przy weryfikacji detektywistycznych teorii ma zachowanie bohaterów, i w tym aspekcie twórcy sprytnie przerzucają podejrzenia z jednej postaci na drugą, choć analizując, czyja wina ma sens z narracyjnego punktu widzenia, można mocno zawęzić kręg podejrzanych.

Da się zresztą ogólnie zauważyć, że twórcy mają więcej serca do warstwy społeczno­‑psychologicznej niż kryminalnej. Widać to w momencie rozwiązania zagadki – o ile dowiadujemy się, co i przez kogo zostało zrobione, to nie dowiadujemy się, jak; nie wiemy niemal nic o tym, jak antagonista zdołał przygotować i zaplanować wymyślną pułapkę. Zbrodnia, bardziej niż jako logiczną zagadka, jest traktowana jako katalizator konfliktu między bohaterami. Jest to więc raczej kryminał obyczajowy, a nie śledczy. Przy tym to doskonale wyreżyserowany konflikt, pełen zwrotów, wolt i dramatycznych momentów, będący głównym paliwem napędowym całej serii. Największa w tym zasługa zmyślnie napisanych dialogów, sprytnie oddających osobowości postaci oraz ich wzajemne stosunki. Rozmowy te zostały przeniesione do anime z książkowego oryginału niemal bez zmian, co z jednej strony stanowi jego największą zaletę, a z drugiej jedną z gorszych wad – przegadanie. Książka jest utworem zbudowanym ze słów i jako taka zyskuje, gdy jej akcja zamiast suchym opisem, jest przekazana przy pomocy emocjonalnego dialogu. Animacja jest tworem zbudowanym z obrazów i zdecydowanie traci, gdy postacie co chwila zatrzymują się, aby ze sobą pogadać. Trzeba oddać ekipie tworzącej serial, że starali się przynajmniej urozmaicić dialogi, ukazując bohaterów z wielu ujęć i zmuszając ich do ciągłego ruszania się i gestykulacji w ich trakcie, co wypada naturalnie i dynamicznie.

Niestety ich trud w dużej części idzie na marne przez koszmarny wybór lokalizacji. Mglisty Las, jak sama nazwa sugeruje, jest szary, wypłowiały i monotonny. Nadałby się do podkreślenia nastroju refleksji, niesamowitości i tajemnicy, a jako że żadna z tych emocji nie jest w serialu obecna, wyłącznie wysysa energię z każdej sceny, która się w nim toczy. Bohaterowie albo błąkają się między zasnutymi mgłą drzewami, tak że nie sposób określić ani ich dokładnej lokalizacji, ani celu, albo spędzają czas w centralnej świątyni, czyli w punkcie wyjścia. To prosta i potężna metafora, której destrukcyjny wpływ na ten serial jest niebagatelny. Znowu jest to wina niedostosowania historii do potrzeb medium – w książce można w dużej mierze ignorować lokację, lub przywoływać ją tylko w określonym kontekście, zwyczajnie jej nie opisując, gdy nie trzeba, w serialu natomiast z konieczności jest obecna w każdym kadrze. To, co się na tych kadrach dzieje, jest całkiem efektowne, nie tylko dialogi, ale i walki są energiczne i różnorodne. Część z nich została jednak upośledzona przez animowane komputerowo demony, sztywne i słabo dopasowane do reszty grafiki. Magiczna bariera, która więzi bohaterów, jednocześnie zatrzymuje demony, co po czterech odcinkach eliminuje ten problem z serialu, zastępując go opisanym już problemem samej lokacji. Wszechobecne nijakie chaszcze dałoby się jeszcze ożywić za pomocą odpowiednio dobranej muzyki, ale to chyba najsłabszy element całego serialu. Nie jest to zła ścieżka dźwiękowa, ale jest okropnie, hollywoodzko nijaka oraz powtarzalna, można o niej zapomnieć w sekundy po usłyszeniu. Orkiestralne uderzenia budują dramatyzm walk i nadają się wyłącznie do tego, oddanie pozostałych emocji spada wyłącznie na barki seiyuu, którzy na szczęście spisują się dobrze.

Z uwagi na niewielką długość serii na przedstawienie szerokiego spektrum emocji nie starczyło czasu. Większość uczuć jest naszkicowana pobieżnie, podobnie jak sylwetki siedmiu bohaterów. Ich zestaw nawiązuje do mangowych schematów, ale poza nie wykracza, pozwalając na ciekawe interakcje i konfrontacje. Bliżej poznajemy przede wszystkim Adleta Mayera, wokół którego koncentruje się akcja, oraz Fremy Speeddraw, postać wewnętrznie skonfliktowaną, wokół której koncentrują się najważniejsze emocje. To ona jest osobą ulegającą wewnętrznej przemianie i jako taka często przykuwa większą uwagę niż Adlet. On z kolei jest protagonistą kłopotliwym, bo stosunkowo mało ciekawym. Jest zdeterminowany, pozbawiony wątpliwości i bardzo pewny siebie, co zmniejsza siłę wielu scen, gdy widz przyjmuje jego perspektywę i zrelaksowaną postawę. Niemniej to bohater bardziej zniuansowany niż typowy prowodyr z anime, co widać w retrospekcjach z jego życia pokazujących, jak doszedł do swojej obecnej postawy. Problem polega na tym, że te retrospekcje są dużo ciekawsze niż jego obecne losy, ukazując postać dynamiczną i ciągle szukającą swojego miejsca w życiu.

Źródła trudności z głównym bohaterem należy upatrywać w fakcie, że zaprezentowana historia ewidentnie została pomyślana jako część większej całości. Cykl książkowy obejmuje już sześć tomów, a pierwszy z nich, będący podstawą serialu, koncentruje się przede wszystkim na Fremy. Reszta postaci została nakreślona na tyle, aby zaintrygować i napędzać konflikt, co się udało. Pozostawia to jednak wrażenie niekompletności, a przedstawione wydarzenia nie bronią się jako samodzielna historia. Na to trzeba by było zwyczajnie więcej czasu antenowego, który pozwoliłby też lepiej rozplanować pobyt bohaterów w nieszczęsnym Mglistym Lesie. Nie oznacza to, że seans nie jest w stanie dostarczyć rozrywki, ale bardzo wiele zależy od oczekiwań, z jakimi widz zasiądzie do Rokka no Yuusha. W zależności od nich można się albo odbić od zmiany typu narracji, jaki następuje po czterech odcinkach, albo ją kupić i dobrze bawić się dalej.

Tablis, 27 września 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Passione
Autor: Ishio Yamagata
Projekt: Miyagi, Sayaka Koiso, Yoshinori Iwanaga
Reżyser: Hijiri Sanpei, Takeo Takahashi
Scenariusz: Tatsuhiko Urahata
Muzyka: Michiru Ooshima

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Rokka no Yuusha - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl