Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 23
Średnia: 5,48
σ=2,12

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Wakaba Girl

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 13×8 min
Tytuły alternatywne:
  • わかば*ガール
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé, moé… Mało? To w takim razie dorzucimy jeszcze większą porcje moé.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Pewnego pięknego wiosennego poranka rozpoczyna się nowy rok szkolny w jakimś bliżej nieznanym japońskim liceum. Z drzew spływają płatki kwiatów, gołąbki gruchają na gałęzi, a do rzeczonej placówki edukacyjnej zmierza piękna dziewczyna o nienagannej postawie i wzorowo skrojonym mundurku. W powietrzu czuć nerwowość, ale i radosne oczekiwanie na to, co przyniesie dalsza część dnia. W końcu nowa szkoła to nowe doświadczenia, nowe znajomości i wspaniała okazja, by wreszcie zostać gyaru! A to jest największym marzeniem Wakaby Kohashi, czyli naszej uroczej protagonistki, będącej klasycznym okazem bogatej panienki z dobrego domu. Wraz z trzema nowo poznanymi koleżankami – energiczną Mao, niezdarną Moeko i rozsądną Nao – odkryje ona nowy świat, pełen prozaicznych czynności, normalnych rozmów i mnóstwa innych różowych i puchatych rzeczy.

Jest szkoła, są słodkie bohaterki i ich codzienne, pełne szczęścia życie. Czyli w skrócie: to samo, co widzieliśmy już milion razy. Zawsze jednak musi być coś, pewien motyw przewodni, wyróżniający daną serię. W K­‑ON! mieliśmy do czynienia z klubem muzycznym, Gochuumon wa Usagi desu ka? skupiło się na kawiarniach, Hanayamata – na tańcu yosakoi, Kiniro Mosaic opowiadało o zderzeniu kultur, zaś Yama no Susume podejmowało tematykę górskich wycieczek. I tak dalej, i tak dalej. Każdą serię o słodkich dziewczętach robiących słodkie rzeczy można scharakteryzować w taki oto sposób. Nie przedłużając więc, przejdę od razu do konkretów, a mianowicie tego jaką tematykę podjęto w Wakaba Girl.

W opisie z pewnością rzuciło wam się w oczy słowo gyaru i o ile dysponujecie choćby podstawową wiedzą na temat japońskiej popkultury, od razu skojarzycie to z pewną specyficzną subkulturą, czy też rodzajem mody ulicznej, jak to również bywa określane. Wiecie, to są te panie z pofarbowanymi na blond włosami, mocnym makijażem, modnymi strojami, a w skrajnej wersji także i wiecznie opaloną, częstokroć pomarańczową skórą. Czyli co – główna bohaterka tej serii ma zamiar podążać za takim ideałem urody, wprowadzając nas w ten, wciąż jakże egzotyczny, skrawek japońskiego świata? Otóż nie. Pojęcie gyaru funkcjonuje tutaj w odniesieniu do zwyczajnych dziewczyn. Tych pięknych, wyluzowanych i stanowiących duszę towarzystwa, których zainteresowania oscylują wokół mody, urody i podobnych pierdółek. Dla Wakaby wszystkie zachowania normalne dla przeciętnej dziewczyny stanowią szczyt marzeń, coś do tej pory dla niej niedostępnego, a przez to tajemniczego i fascynującego. Wyjście z przyjaciółkami na lody jest gyaru. Posługiwanie się młodzieżowym slangiem jest gyaru. Noszenie minispódniczki jest gyaru. Ba, nawet rozmowa o byle czym ze szkolnymi koleżankami jest gyaru! Faktycznie definicja ta, choć obecnie dość wąska, może być również stosowana w takim kontekście. Dawniej zresztą styl ten wykształcił się w opozycji do dotychczas istniejącego ideału tak zwanych ojousama, czyli bogatych, dobrze wychowanych panienek, myślących tylko o etykiecie. Zatem Wakaba, mówiąc o byciu gyaru, myśli przede wszystkim o oderwaniu się od sztywnych zasad ograniczającej ją konwencji, by prowadzić zwykłe licealne życie tak jak pozostali uczniowie.

Brzmi to niestety o wiele mądrzej, niż się prezentuje na ekranie. Wakaba Girl to w końcu jedynie kolejna adaptacja czteropanelowej mangi i jako taka w całości opiera się na luźno powiązanych ze sobą gagach. Największą rolę odgrywa tu nieprzystosowanie głównej bohaterki do współczesnego świata, co w zamyśle ma być urocze i zabawne… i generalnie takie właśnie jest. Nieporadność życiowa protagonistki potrafi wywołać uśmiech przede wszystkim dlatego, że żarty nie wyszły zbyt nachalnie. W niektórych komediach można odnieść wrażenie, iż twórcy mają wewnętrzną misję doprowadzenia nas do spazmów śmiechu i starają się to robić poprzez bombardowanie setką żartów na minutę. Im więcej elementów humorystycznych, tym według nich lepiej, co, przynajmniej w moim przypadku, skutkuje efektem wręcz odwrotnym i odpycha od ekranu. Tu postawiono na prostotę. Pod nos podtyka się nam, z czego mamy się śmiać, a nieraz i jakie będzie zakończenie konkretnej sceny, a więc z czego będziemy się śmiać za chwilę. Schemat goni schemat, przy czym udało się to na tyle zgrabnie ująć, iż owa konwencja nie razi. Zasiadając przed ekranem, wiemy, czego należy się spodziewać i dokładnie to dostajemy, w zamian zaś za tę nieoryginalność mamy gwarancję, że nic nas negatywnie nie zaskoczy.

Niespodziankę stanowią za to bohaterki… taaaaak, jasne – bo ktokolwiek w to uwierzy. W anime o słodkich dziewczątkach robiących słodkie rzeczy po prostu muszą być… no… słodkie dziewczątka. To zaś oznacza, że wszystkie one będą śliczne, miłe i porządne, a urok każdej oparty zostanie na jakiejś jednej cesze, popularnej wśród fanów moé seryjek. Tej, jakby nie patrzeć, żelaznej zasady gatunku po prostu nie da się złamać, więc nie inaczej wygląda to tutaj. O Wakabie praktycznie napisałam już wszystko (tak, to właśnie tak mało skomplikowana postać, że kilka słów na jej opisanie zdecydowanie wystarczy), powtórzę więc tylko, że jej znakiem „słodyczogennym” jest bycie dobrze wychowaną panienką z bogatej rodziny, która nic nie wie o zwykłym życiu. Jej trzy koleżanki w pewien sposób ucieleśniają za to schematy kojarzone z normalnymi dziewczętami. Moeko Tokicie najbliżej do określenia jako „ciepłe kluchy” – jest niezdarna, nieco dziecinna i głupiutka, za to świetnie radzi sobie w kuchni. Nao Mashiba prezentuje typ byłej chłopczycy, obecnie starającej się nabrać więcej kobiecości, a przy okazji będącej fujoshi (czy też yaoistką, jak to się u nas mówi). Grupę uzupełnia Mao Kurokawa, rozpuszczona i kapryśna nastolatka o egocentrycznym charakterze, która lubi o sobie mówić w trzeciej osobie. Od czasu do czasu na scenę wkraczają jeszcze matka oraz starsza siostra Wakaby, ale ponieważ robią to rzadko, można o nich powiedzieć tylko tyle, że są miłe… i równie zakręcone życiowo jak Wakaba.

Wszystko to opakowano w naprawdę bardzo ładną grafikę. Nie są to oczywiście wyżyny japońskiej animacji, ale podejrzewam, że nikt ich w takich seriach nie szuka. Zresztą mamy tu do czynienia głównie ze statycznymi kadrami, akcji jest niewiele, a jeśli już się przydarza scena wymagająca większej dynamiki, to całość operuje raczej w stylu super­‑deformed, względnie poprzestaje na pokazie slajdów (czego przykładem jest bitwa na śnieżki). Tła zostały uproszczone, z zachowaniem tylko niezbędnych szczegółów potrzebnych do rozpoznania konkretnej lokacji. W wielu komediowych momentach zastąpiono je zresztą kolorowymi planszami. Natomiast to, co najważniejsze, czyli projekty postaci, z pewnością może przyciągnąć wzrok tego czy innego fana takich bohaterek. Szkoda trochę, że przez to są one tak mało charakterystyczne, boleję też, że nie wyglądają adekwatnie do swego wieku. Główna czwórka, sądząc po wyglądzie, powinna uczęszczać maksymalnie do gimnazjum, zaś ich miejsce w liceum swobodnie mogłaby zająć rodzina Wakaby. Plusem za to są częste zmiany ubioru dziewczyn. Większość akcji dzieje się w szkole, więc dominują szkolne mundurki, jednak w pozostałych scenach jasno widać, że każda z bohaterek dysponuje nie tylko bogatą szafą, lecz przede wszystkim własnym stylem. Świetnie dobrano tu kolorystykę, paleta barw ogranicza się do żywych, ciepłych kolorów, zwłaszcza tych najbardziej „dziewczęcych”, jak róż, pomarańcz, czy czerwień. Stylistycznie wpasowano się więc modelowo w klimat serii.

Zdecydowanie słabiej wypada warstwa muzyczna. Gdy myślę o udźwiękowieniu, przychodzą mi do głowy tylko bardzo cieniutkie głosiki bohaterek i bardzo pin­‑pon zakręcony pin­‑pon opening. Tak, zdecydowanie potrafi się on przyczepić do człowieka i nie daje się wyrwać nawet z użyciem przemocy. Na nic słuchanie czegoś lepszego – owo uciążliwe „pin­‑pon” uparcie powraca i czyni to na tyle skutecznie, że obecnie nie jestem już w stanie jawnie skrytykować tej piosenki. Reszta ścieżki dźwiękowej składa się z absolutnie przeciętnych nutek, których jedyną zaletą jest to, że nie drażnią, bo zwyczajnie nie zwraca się na nie uwagi.

Tytuł ten spodoba się zapewne zagorzałym fanom moé okruchów życia, pod warunkiem wszakże, że nie straszna jest im żadna dawka słodyczy. Tę upchano tutaj w zastraszająco wielkiej ilości, lukier wręcz wylewa się z ekranu, nie ma zaś absolutnie żadnego elementu, który by go tonował. Grafika jest cukierkowa, obdarzone cieniutkimi głosikami bohaterki – miłe i urocze, a przeciwności losu czy jakichkolwiek negatywnych emocji brak. Krótkie odcinki pozwalają przez to przebrnąć niemal bezboleśnie i nawet się dobrze bawić. Nie przeczę, że mnie seans nie znużył, nadmiar różu od ekranu nie odrzucił, zaś gagi potrafiły rozśmieszyć, niemniej wszystkie te zalety zostały ostatecznie pochłonięte przez odmęty przeciętności, więc o tej serii raz dwa zapomnę. Natomiast jako szybka, stężona dawka cukru (ot, choćby do popołudniowej herbaty) sprawdza się wcale nieźle i właśnie w takiej formie przede wszystkim bym to polecała.

Kysz, 5 listopada 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Nexus
Autor: Yui Hara
Projekt: Kana Ishida
Reżyser: Masaharu Watanabe
Scenariusz: Jukki Hanada
Muzyka: Kenji Kawai

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Wakaba Girl - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl