Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 40
Średnia: 6,45
σ=1,86

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kagewani

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 13×8 min
Tytuły alternatywne:
  • 影鰐
Tytuły powiązane:
Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Eksperymentalne
zrzutka

Horror pod tytułem „Krokodyl cienia”? Potworze Spaghetti, jakim cudem to jest dobre?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Dziwny plakat, nic niemówiący opis, krótki czas trwania odcinków i średnia ocena sześć i pół na MyAnimeList sugerowały jasno, że w tym oznaczonym metką z napisem „horror” anime horrorem niekoniecznie będzie jego zawartość, a raczej ono samo. W półtorej godziny trudno jest bowiem opowiedzieć wciągającą i ciekawą historię, szczególnie jeśli jest się twórcami Kagewani i postanowiło się podzielić ten czas pomiędzy trzynaście w większości niezwiązanych ze sobą opowiastek.

Ekipa ze studia Tomovies wyszła jednak z tego z twarzą, pilnując, by w odcinkach nie zmarnowała się ani sekunda. Choć za każdym razem zmieniamy miejsce i bohaterów, nie traci się czasu na nadmierną ekspozycję, a niemal od razu przechodzi się do sedna sprawy. Pełno tu obowiązkowych ciemnych miejsc, pechowców i potworów przerabiających chyba wszystkie taktyki polowań, od wyczuwania wibracji do używania sonaru. Napięcie cały czas wisi w powietrzu, a że główny bohater zazwyczaj jest gdzieś daleko, fabularny pancerz nie istnieje i zasadniczo każdy może zostać pozbawiony życia przez jakąś zbłąkaną mackę czy kleszcze. Na dodatek te ważniejsze dla fabuły odkrycia czy znaleziska zbierane przez antagonistę na koniec składają się w przewidywalny, ale interesujący finał. On i przedstawiony świat w pełni wynagrodziły mi słabsze pierwsze odcinki i brak widocznej ciągłości historii.

Trochę gorzej sytuacja wygląda z postaciami. Teoretycznie seria ma głównego bohatera i jest nim genialny inżynier genetyczny Sousuke Banba. Teoretycznie, bo przez dwie trzecie serii jest on niemal zupełnie nieobecny, a jego osobowość można opisać jednym tylko słowem –„drewniana”. Jest niby miły i odważny, ale jego postaci nie rozwinięto niemal w ogóle, a sam w sobie interesujący nie był. W jeszcze gorszej sytuacji znajduje się antagonista (jeśli to nie jest zbyt duże słowo) serii – Masaki Kimura. Mając naturalnie jeszcze mniej czasu ekranowego niż Banba, został po prostu przedstawiony jako żądny pieniędzy drań, który lekceważył wiążące się z eksperymentami na potworach zagrożenia. Oprócz nich, jak już pisałem wcześniej, większość odcinków ma własnych protagonistów, którzy jednak znikają wraz z napisami końcowymi. Nie mają czasu, by pokazać się z więcej niż jednej strony, ale ich emocje przedstawione są na tyle dobrze, że przez te krótkie chwile spędzone z nimi kibicujemy ich przetrwaniu.

O ile pod względem postaci i fabuły seria nie wyróżnia się w ogóle na tle innych, z odległości kilometra widać, że oprawa wizualna to zupełnie inna para kaloszy – Kagewani wygląda bowiem jak nieślubne dziecko visual novel i malarstwa akwarelowego. Od pierwszych sekund w oczy rzuca się specyficzny sposób animowania bohaterów. Wyglądają oni jak kartonowe wycinki z niekompletnymi i nienaturalnymi ruchami, przywodzące na myśl amatorskie animacje prosto z YouTube. Tak samo dziwnie zachowują się wygenerowane komputerowo potwory, które dodatkowo nie zawsze dobrze wpasowują się w dwuwymiarową animację. Poza tym jednak nie ma na co narzekać. Doskonale dopracowane są projekty – zarówno monstrów, pełne macek, kolców i bóg wie czego jeszcze, jak i lokacji, realistycznych i pełnych szczegółów (czasem były to po prostu zdjęcia). Interesujący był również sposób kolorowania rysunków, który bardziej przypominał to, co można zobaczyć na obrazach w galerii sztuki, niż zwykłe, jednolite plamy barw z anime. Nawet w połowie tak dziwna nie jest oprawa dźwiękowa, składająca się z dopasowanych do klimatu serii utworów, z których jednak żaden, poza rockowym endingiem, nie wyróżnia się jakoś szczególnie.

Kagewani okazało się dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Nie ma co ukrywać, że dziwna oprawa graficzna odrzuciła mnie na początku, ale to raczej ona wydaje się główną przyczyną nieszczególnie wysokich ocen. Po przyzwyczajeniu się do niej, co zajmuje ze dwa odcinki, serię ogląda się naprawdę przyjemnie. Nie można nazwać tego produkcją bardzo ambitną, ale patrząc na to, że jest, zdaje się, pierwszym dziełem tego studia, z pewnością można zaliczyć ją do tytułów udanych. Jako że jest naprawdę krótka, można dać jej szansę, nie martwiąc się o ilość straconego czasu – a nuż spodoba się na tyle, by czekać na wychodzący w kwietniu 2016 roku sequel.

Ao desu, 3 marca 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Tomovies
Autor: Tomoya Takashima
Projekt: Ami Fujikawa, Ryouma Hori, Shunsaku Matsurida
Reżyser: Tomoya Takashima
Scenariusz: Hiromu Kumamoto

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Kagewani - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl