Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 44
Średnia: 8
σ=2,04

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tablis)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Osomatsu-san

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Mr. Osomatsu
  • おそ松さん
Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Hołd dla klasyki anime i zarazem zadziwiająco aktualna krytyka młodego pokolenia, zaprezentowana w konwencji absurdalnej parodii.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Porozmawiajmy o Osomatsu­‑san. Jest to serial, w którym Juushimatsu, aby wyleczyć braci z przeziębienia, dzieli się na mikro­‑Juushimatsu, wnika do ich organizmów, po czym osobiście morduje zarazki podejrzanie przypominające jedną z postaci pobocznych, Shonosuke. Jest to serial, w którym obezwładniająca samoświadomość unosi się jako świecąca na zielono kula nad ulicami miasta; w którym turniej sztuk walki kończy się zagładą ludzkości wywołaną nadmiernym zaskoczeniem. Porozmawiajmy o tym anime w kontekście obiektywizmu analitycznego.

Większość dzieł kultury stara się wzbudzić w odbiorcach uczucia tożsame z odczuwanymi przez postacie, kreując między nimi nić empatii; innymi słowy – każe nam wczuć się w ich położenie. Spojrzenie na bohaterów z zewnątrz jest rzadsze i zwykle ma formę krytyki, stanowiąc podstawę do umiejscowienia tworzonej opowieści w jednej z dwóch najczęstszych konwencji – tragedii lub komedii. Osomatsu­‑san zdecydowanie wybiera to drugie, choć w pewnych momentach, szczególnie pod koniec, różnica zaczyna się zacierać.

Okrucieństwo, z jakim Osomatsu­‑san traktuje swoich bohaterów, jest w ciekawy sposób powiązane z historią całej franczyzny. Sześcioraczki Matsu zostały po raz pierwszy przedstawione przez Fujio Akatsukę, legendę japońskiej mangi komediowej, w paskach Osomatsu­‑kun w roku 1962 i od tego czasu pojawiały się regularnie w kolejnych komiksach i serialach, jednak szybko straciły główną rolę. Postaciami, które przede wszystkim kojarzy współczesny odbiorca, są, początkowo drugoplanowi, Chibita oraz Iyami; szczególnie ten drugi wraz z nieodłącznym okrzykiem i pozą „sheesh” stał się w japońskiej popkulturze najważniejszym symbolem twórczości Akatsukiego. Nie będzie przesadą powiedzieć, że bracia Matsu przegrali własny serial, a już szczególnie najstarszy z braci – tytułowy Osomatsu, czyli ich niespełniony lider. Współczesna adaptacja, czyli właśnie Osomatsu­‑san nas z tą porażką konfrontuje.

Jak wskazuje sam tytuł, jest to spojrzenie na dorosłość braci Matsu. Wcześniejsze serie składały się z bezpośrednich i pozbawionych podtekstów gagów, obficie czerpiących ze slapsticku, czego nie ukrywał zresztą sam Akatsuka. Na tle niewinności poprzedników Osomatsu­‑san robi bardzo niepokojące wrażenie, uzupełniając formułę nutą rozgoryczenia, apatii oraz ogólnie, dużo bardziej negatywnego oglądu rzeczywistości.

Nie oznacza to, że Osomatsu­‑san jest serialem poważnym. Przeciwnie – ogromna część czasu antenowego poświęcona jest na absurdalne i często abstrakcyjne gagi, nieukładające się w spójną całość i przepełnione komizmem opartym na parodiowaniu popkultury i ogólnie pojętym nonsensie. Są to skecze pomysłowe i różnorodne, choć w sporej części mało uniwersalne i skierowane do japońskiego odbiorcy. Nieustanne naigrawanie się z japońskiej telewizji jest z konieczności skierowane do osób poddanych dłuższej ekspozycji na nią, dla Europejczyka wiele motywów będzie niezrozumiałych lub nonsensownych, co też ma swój wymiar komiczny, ale różny od zamierzonego. Jeśli jednak spojrzeć głębiej, to pod warstwą kolorowego chaosu Osomatsu­‑san jest serialem okrutnym dla swoich bohaterów. Bracia Matsu są przedstawiani jako przegrane ikony popkultury i ogólniej – przegrane pokolenie. To serial bezustannie ustanawiający i dekonstruujący ich jako ikony. Już samo otwarcie serii jest pod tym względem znamienne – bracia Matsu próbują się wpisać w standardy współczesnego anime i zaprezentować jako stadko atrakcyjnych, perfekcyjnie skrojonych pod szerokie gusta, bishounenów, jednak sztuczność tej roli szybko sprowadza całą sytuację do absurdu. Zaznaczone jest to nawet kreską. Styl graficzny jest dopracowaną aluzją do rysunku z okresu shouwa, która robi liczne wycieczki w stronę współczesnej animacji, jednak nieodmiennie wraca do swojej nieżyciowej i przestarzałej konwencji. Tym samym kontrastuje rzeczywistość wyidealizowaną i faktyczną. Bracia Matsu, niezależnie od ich chwilowej prezentacji, nieodmiennie są bandą NEET­‑ów trawionych przez własne obsesje i kompletnie niezdolnych do sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie.

Beznadziejność ich sytuacji, oraz sytuacji bohaterów pobocznych, jest głównym wątkiem serii, powtarzanym, wzmacnianym i reinterpretowanym bezustannie. Jest to niewyczerpane źródło żartów, ale jednocześnie i gorzkiej refleksji. Potrzeby serialu komediowego, szczególnie sitcomu, wymagają, aby jego bohaterowie znajdowali się w określonej stabilnej sytuacji, stanowiącej dobrą podstawę do kreowania scen komediowych. Bracia Matsu są darmozjadami marnującymi życie, zdanymi na łaskę utrzymujących ich rodziców, Chibita prowadzi małe i niecieszące się większą popularnością stoisko z odenem, Iyami jest biednym jak mysz kościelna oszustem, którego plany nieodmiennie kończą się klęską, a Totoko jest niespełnioną gwiazdą, pozbawioną talentu i jakichkolwiek szans na sukces. Ich sytuacja jest zła, śmieszna w swojej żałosności, i całkowicie statyczna. Sukces w tej serii odnoszą postacie najbardziej absurdalne: naiwny Hatabou z flagą wbitą w głowę jest szefem korporacji, przygłupi Dekapan jest naukowcem, a Dayon, wyglądem oraz inteligencją ledwo przypominający człowieka, jawi się jako szara eminencja. Nie ma w tym najmniejszego sensu i nie ma być – to celowe poniżenie głównych bohaterów i źródło komizmu. Co więcej, twórcy doskonale zdają sobie sprawę, że niska pozycja braci Matsu wynika z wymogów scenariusza oraz kolejnych gagów, więc bezustannie dręczą tym postacie, dając i odbierając im szansę na jakąkolwiek zmianę.

Aspiracje bohaterów nie mają w tej serii najmniejszego znaczenia, co więcej, są ciągle wyśmiewane. Ładnym przykładem jest obiekt westchnień braciszków, Totoko, przedstawiana jako najbardziej odpychająca z charakteru jednostka płci żeńskiej, jaką można sobie wyobrazić. Jej atrakcyjny wygląd maskuje fakt, że jest głupia, egoistyczna, agresywna i skoncentrowana na żałosnych próbach zdobycia popularności, w które nie wierzy nikt poza nią i gromadnie zakochanym w niej rodzeństwem Matsu. W poświęconych jej epizodach twórcy jasno pokazują, że jest ona w stanie zrujnować każdą sytuację, która mogłaby działać na jej korzyść i na poprawę losu po prostu nie zasługuje. Spojrzenie braci Matsu na nią jest idealistyczne, widzowie tymczasem dysponują realistycznym. Najlepszym, co mogłoby spotkać bohaterów, jest autorefleksja i trzymanie się od niej jak najdalej, lecz w tym, oraz praktycznie we wszystkim innym, są oni niezdolni do działania, nawet gdy chwila namysłu się pojawia.

Im bardziej rozwija się seria, tym bardziej to upodlanie postaci przybiera na sile. Ich próby wyrwania się z pułapki, przedstawiane mniej lub bardziej na serio, przybierają na częstości i dochodzą coraz dalej, ale są niezmiennie beznadziejne. Oglądanie tego jest śmieszne, ale jednocześnie bolesne, ponieważ można się do tych bohaterów przyzwyczaić i ich polubić. Każdy z braci ma epizody poświęcone głównie sobie, z których nie wszystkie są prześmiewcze. Niektóre są całkowicie na serio, bywają ciepłe i wzruszające, starając się wzbudzić autentyczną sympatię do postaci. Poruszają też autentyczne współczesne problemy, jak niestabilność i zła jakość zatrudnienia czy samotność w tłumie. Taki rozrzut tematów się udaje, ponieważ i te poważne, i te komediowe fragmenty są na równym i wysokim poziomie, a ich przeplatanie co chwila na zasadzie kontrastu wzmacnia związane z nimi emocje. Widz nie ma szans przywyknąć do konkretnego nastroju, bo każdy motyw już po kilkunastu minutach jest przerywany dawką oczyszczającego nonsensu. Przez to każda nowa emocja jest zaskoczeniem i nie sposób się na nią przygotować ani się przed nią osłonić. A są to uczucia, z którymi łatwo się identyfikować – samotność, poczucie przegrania, niespełnienia, braku akceptacji. Bracia Matsu są w dużym stopniu przekrojem współczesnego młodego pokolenia, czyli odbiorców tej serii.

Zostali oni wykreowani jako charaktery silne, ale i uniwersalne. Samo posiadanie przez nich indywidualności jest w tej franczyźnie nowością, wcześniej byli traktowani praktycznie jako byt zbiorowy, reprezentowany głównie przez najstarszego Osomatsu. Rozbicie tej jedności jest z jednej strony składową ich dorastania, z drugiej pozwala na lepsze identyfikowanie się z nimi. Przypominają oni worek z frustracjami i obsesjami młodego pokolenia, podzielony na sześć części. Jest w nim wszystko, co najważniejsze: koty, zgrywanie macho, pragnienie niezależności, pragnienie popularności, uznania, miłości, sympatii, statusu, ambicje przywódcze, lęk przed dorosłością, przed zaangażowaniem, przed odpowiedzialnością, ekstrawertyzm i introwertyzm, lenistwo i mania. W jednym z dalszych odcinków twórcy wprost wymieniają, co dręczy którego z bohaterów. Bezpośredniość tego wyznania jest porażająca. To seria z jednej strony skłaniająca widzów do polubienia tych postaci, z drugiej bezustannie przypominająca, że to tylko fikcyjne kreacje, narzędzia fabularne wykorzystywane dla osiągnięcia konkretnego komediowego efektu.

Takie meta­‑spojrzenie na bohaterów jest nietypowe i stanowi ciekawe wyzwanie aktorskie. Jako seiyuu zatrudniono śmietankę tej profesji. Panowie (i mniej liczne panie) bawią się doskonale, tworząc charyzmatyczne i niepowtarzalne kreacje, co najlepiej widać w tych bardziej patologicznych aspektach bohaterów, jak maniakalny kretynizm Juushimatsu czy bzik Ichimatsu na punkcie kotów. Sprawdzają się i w częściach komediowych, i w tych na poważnie, a sympatia do sześcioraczków to w sporej mierze ich zasługa. Ich role są celowo przerysowane, wręcz groteskowe, szczególnie jeśli chodzi o postacie poboczne, np. Iyamiego i Dekapana. Ta przesada ujawnia się też w grafice, która nie tylko z założenia rozmija się z jakimkolwiek realizmem, ale momentami czyni ze swojej surrealistyczności i pozornej niechlujności podstawę skeczy. Sam pomysł, żeby kontury wyznaczać niebieską kreską, potęguje wrażenie nierealności, a połączenie tego z jaskrawymi kolorami i gwałtownością animacji momentami składa się na wizję niemal narkotyczną. Poziom szaleństwa waha się jednak mocno, oscylując od spokojnych obyczajowych scen do momentów obezwładniającego szaleństwa, co też słychać – aktorzy prezentują zakres ekspresji od spokojnego, czasami nawet wyciszonego dialogu, do obłąkańczych wrzasków.

Ten dysonans i bezustanny kontrast stanowią podstawę całej serii. Bezustanna zmiana punktów widzenia i poziomu uwagi skutecznie wytrąca widza z równowagi, i to właśnie ta niezmienna chwiejność wydaje się osią konceptu. Bracia Matsu utknęli w chaosie rzeczywistości i, co ważniejsze, własnych głów. Jest to chaos przejaskrawiony, śmieszny, ale oparty na rzeczywistości. Nękające ich obsesje to autentyczne ludzkie lęki i niepokoje, które są po kolei wyciągane na wierzch i omawiane. Bezwzględność i brak litości, z jakim Osomatsu­‑san się z nimi rozprawia, w pierwszej chwili budzi rozbawienie, w drugiej – smutek i rozgoryczenie. Rzeczywistość, zdaje się mówić, jest barwna, wciągająca, rozbrajająca… i absolutnie pozbawiona nadziei.

Tablis, 7 czerwca 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Fujio Akatsuka
Projekt: Naoyuki Asano
Reżyser: Youichi Fujita
Muzyka: Yukari Hashimoto

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Osomatsu-san - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl