Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 9/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 13 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 251
Średnia: 7,78
σ=1,42

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hai to Gensou no Grimgar

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Grimgar of Fantasy and Ash
  • 灰と幻想のグリムガル
Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Nastrojowa opowieść o tym, że życie awanturnika wcale nie jest takie łatwe, a walka z goblinami bynajmniej nie okazuje się prosta.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Graliście kiedyś w Baldur’s Gate? Albo w Dungeons & Dragons? Jeśli tak, to z pewnością kojarzycie ten krótki moment z początku, gdy drużyna dopiero rozpoczyna karierę w świecie gry: zanim jeszcze gracz przypomni sobie podstawowe zasady przeżycia, a bohaterowie zdołają zgromadzić złoto, by zakupić choćby podstawowy ekwipunek, nauczyć się zaklęć oraz zyskać na tyle doświadczenia, żeby awansować poziom albo dwa i poprawić statystyki. Moment, gdy każdy, nawet najsłabszy przeciwnik stanowi śmiertelne zagrożenie, a jeden za bardzo udany (lub w wypadku maga: po prostu udany) rzut na obrażenia wystarczy, by posłać postać do grobu? Czy zastanawialiście się kiedyś, co w tym momencie czułyby wasze postacie, gdyby były prawdziwymi ludźmi? Jeśli tak, to mam anime dla was.

Na wzgórzu w pobliżu niewielkiego miasta budzi się grupa ludzi obojga płci. Nie wiedzą, kim są, nie mają też żadnych wspomnień. Po głowach kołacze się im się kilka pojęć, których znaczenia nie rozumieją i dojmujące uczucie, że zapomnieli o czymś bardzo ważnym. Wkrótce odkrywają, że „trafili do typowego świata fantasy” (choć właśnie co to jest ten „typowy świat fantasy”, nie mają pojęcia) i są „żołnierzami­‑ochotnikami”. Od teraz przyjdzie im stać się wojownikami, złodziejami, magami, kapłanami, łowcami i czarnymi rycerzami, wyruszającymi w dzicz, by walczyć z potworami, oraz żyjącymi ze sprzedanych łupów. Jak w grze cRPG.

Tyle tylko, że w grze cRPG postacie nie mają oporów przed wbiciem ostrza w ciało przeciwnika, a przerażone gobliny nie bronią się rozpaczliwie, walcząc o życie do ostatka. Nie planują i nie zastawiają pułapek w obronie swego terytorium, a nawet jeśli postacie głodują, to gracz tego nie czuje. Śmierć i kalectwo nie są w niej ostateczne, bowiem jest wskrzeszenie i opcja zapisz­‑wczytaj…

Nie da się ukryć, że ostatnimi czasy namnożyło się wszelkiego typu anime w konwencji „MMO fantasy”, zastanawiających się, co by było, gdyby gry były naprawdę. Hai to Gensou no Grimgar oczywiście jest jednym z nich i moim zdaniem jest to tytuł naprawdę udany. Przy czym muszę od razu zauważyć, że to opinia subiektywna. Niestety, już w momencie jego premiery można było zauważyć, śledząc komentarze w sieci, że jest to tytuł, który generalnie rzecz biorąc dzieli ludzi. Tekst ten będzie pisany z pozycji jego zwolennika.

W odróżnieniu od poprzedników: Sword Art Online, Log Horizon, Overlord etc., omawiana seria nie skupia się jednak na uwięzionych w grze mistrzach, którzy otrzymują możliwość zabawy swoimi ulubionymi bohaterami i co za tym idzie: wymiatania, oraz którzy znają wszystkie zasady i metazasady rozgrywki. Tym razem przyjdzie nam śledzić losy osób dopiero wchodzących w ten świat, nieznających jeszcze jego reguł, technik przetrwania, taktyki etc., dopiero poznających otaczającą je rzeczywistość. Pod wieloma względami Hai to Gensou no Grimgar przypomina bardziej klasyczne tytuły fantasy z lat dziewięćdziesiątych niż współczesne gry i anime. Atmosfera i problematyka poruszana w serii wyraźnie kojarzy mi się z takimi tytułami, jak Record of Lodoss War, Dragon Lance, Baldur’s Gate, czy, żeby pozostać w tym samym kręgu kulturowym: wczesne gry z serii Dragon Quest. Nawet w grafice widać nawiązania do tej epoki, bowiem często jest ona postarzana i wykorzystuje efekt „kredki woskowej”, charakterystyczny dla lat osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych, którego nie spodziewałem się więcej ujrzeć.

Opowieść traktuje natomiast o tym charakterystycznym, początkowym okresie w życiu każdej RPG­‑owej drużyny, gdy zagrożeniem może być każdy przeciwnik, pieniędzy nie ma, zespół i ekwipunek są dopiero kompletowane, a świat gry badany. Oraz o wzajemnym docieraniu się bohaterów i postaci. Słowem: o całym tym międzypokoleniowym już doświadczeniu RPG­‑owców. Z jednej strony jest to bardzo nostalgiczne i myślę, że uniwersalne. Każdy, kto miał do czynienia z subkulturą graczy jakiegokolwiek typu, na pewno zna to z własnego doświadczenia. I zastanawia się, jakby dał sobie radę, gdyby znalazł się na miejscu swojej ulubionej postaci, a być może sam najchętniej przeprowadziłby się do świata fantasy. Anime to jest niezwykle nostalgiczne pod wieloma względami. Oglądając je, nieraz miałem wrażenie, że za chwilę usłyszę głos Piotra Fronczewskiego i sławne: „Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę!”. Z drugiej: tak naprawdę to nie nostalgia jest głównym tematem tej serii, tylko to, co zawsze było prawdziwym wątkiem przewodnim całego nurtu high fantasy, związanego z Advanced Dungeons & Dragons: przyjaźń, współpraca, budowanie międzyludzkich relacji. A także pokonywanie własnych słabości, wzajemne wspieranie się podczas walki z przeciwnościami losu i poświęcenie dla innych.

Największą zaletą Hai to Gensou no Grimgar jest element, za który seria jest chyba najbardziej krytykowana: scenariusz oraz sposób prowadzenia fabuły i akcji. Są one dalekie od typowego przygodowego fantasy, a nawet tak przegadanych serii, jak Log Horizon. Fabuła rozwija się powoli, jest tak naprawdę niewiele walk, mało efektownych starć, rzucania potężnymi zaklęciami, szermierczo­‑choreograficznych wygibasów, objaśniania świata czy politycznego gadania i negocjacji. Zamiast tego otrzymujemy masę nastrojowych ujęć, widoczków i krajobrazów, podczas gdy drużyna wędruje z miejsca w miejsce, robi zakupy, przygotowuje się do snu lub gotuje obiad. Mimo to anime nie jest nudne. Wręcz przeciwnie, jest, jak już mówiłem, bardzo nastrojowe i przejmujące. Osiągnięcia twórców pod wieloma względami przypominają mi to, czego dokonuje Vince Gilligan w swej twórczości, wyczarowujący niesamowite widowiska nie dzięki efektom specjalnym, ale dzięki doskonałej pracy kamery i prawdziwemu aktorstwu. Studio A­‑1 Pictures zrobiło to samo dzięki prawdziwemu rysunkowi oraz przemyślanym scenom.

Taki styl prowadzenia fabuły ma zarówno wady, jak i zalety. Zalety już omówiłem. Wadą jest niestety jego wolne tempo, które wielu widzom przeszkadzało i wcale mnie to nie dziwi. Jeśli ktoś nastawiał się na serię przygodową, to obawiam się, że nie jest to tytuł dla niego. Z drugiej strony właśnie z tej przyczyny każde wydarzenie nabiera znaczenia. Teoretycznie nic się więc nie dzieje, ale kolejne pokonywane gobliny wywierają na widzu większe wrażenie niż ostateczne zwycięstwo nad głównym złym w innych seriach. Tym bardziej że walka (i tak naprawdę świat) w Hai to Gensou no Grimgar jest naprawdę okrutny. Seria wyraźnie pokazuje, że odbieranie życia nie jest zabawą. Robi to bez teatralnych bryzgów krwi, demonstracyjnego bicia widza po głowie emocjonalnym młotkiem czy wystawiania plansz z napisem „tu masz płakać!”, „tu masz być smutny”, albo robienia z przeciwników graczy biednych, pokrzywdzonych Indian.

O postaciach na razie nie napisałem wiele, bo powiedzmy sobie szczerze: nie grzeszą one charyzmą. Bohaterowie są dość normalnymi (nie napiszę „zwykłymi”, bowiem „zwykły nastolatek” w kontekście anime źle się kojarzy) nastolatkami, którym przyszło żyć w świecie rodem z gry RPG. Nie jest powiedziane, czy zostali oni do owej gry wciągnięci, czy też tacy ludzie znikąd jak oni są lokalnym fenomenem, tak samo, jak nie jest pewne, jakiego rodzaju była to gra RPG (Single czy multi? Komputerowa czy papierowa?) oraz czy w ogóle była to gra. Jak często w takich tytułach, bohaterowie wcielają się (czy też może raczej: ucieleśniają) w pewne archetypy. Tak więc mamy wojownika (Moguzo), pozującego na chaotycznego złego czarnego rycerza (Ranta), czarodziejkę (Shihoru), łowczynię (Yume), kapłana­‑uzdrowiciela (Manato) oraz głównego bohatera (Haruhiro), który jest złodziejem. Postacie są bardziej zarysowane indywidualnie, niż miało to miejsce w przypadku choćby Record of Lodoss War czy kilku innych tytułów wykorzystujących klasyczny schemat retrofantasy, tak więc ich kreacje nie ograniczają się do „wojownik zawsze odważny, mag zawsze głodny potęgi, złodziej zawsze sprytny”, wręcz przeciwnie, są wyraźnie ludzkie i prawdę mówiąc, dość zagubione w świecie, choć akurat w tym przypadku to nie przeszkadza. Trudno też nazwać ich szczególnie bohaterskimi: przez większość czasu chcą zwyczajnie związać koniec z końcem, dopiero wraz z rozwojem akcji zaczynają dochodzić dodatkowe, bardziej osobiste motywy. Więcej jest w nich troski o własne bezpieczeństwo niż odwagi, a żądzę krwi przejawia tylko Ranta, który nawiasem mówiąc, chyba najlepiej się w tym świecie czuje. O reszcie powiedzieć można słowami poety, że „to nie ich zawód jest zabijać”.

Ogromną zaletą anime są przeciwnicy. O ile czasem w japońskich kreskówkach da się spotkać przeciwników, których można naprawdę znienawidzić, tak w Hai to Gensou no Grimgar udało się osiągnąć coś, co rzadko się udaje, a w anime jeszcze chyba tego nie widziałem: uczłowieczyć wrogów. W efekcie widzimy, że gobliny nie są tylko zwykłymi pomiotami ciemności, których jedynym celem istnienia jest zabijanie i które dosłownie pchają się pod miecze postaci. To żywe istoty, których uśmiercenie jest niełatwe, i to nie tylko dlatego, że planują i bronią się, ale też z tej przyczyny, że czyn ten (odebranie życia) z całą pewnością nie jest moralnie neutralny. Okazuje się, że wystarczy po prostu pokazać przeciwników w trakcie zwykłych, neutralnych czynności: jak nudzą się na warcie, przygotowują posiłki, odpoczywają lub grają w szachy, a przestaną być wstrętnymi potworami, które bezwzględnie należy zniszczyć, lub ruchomymi punktami doświadczenia. Właśnie przez takie potraktowanie przeciwników udaje się w tej serii budować nastrój oraz emocje.

Ogromną zaletą Hai to Gensou no Grimgar jest jego oprawa, w szczególności zaś grafika tła. Ogólnie rzecz biorąc, rysunek w serii jest bardzo plastyczny, momentami kreskówkowy. Anime chwilami wyraźnie stylizuje się na retro, posługując się charakterystycznymi ujęciami wykorzystującymi „efekt kredki świecowej”, który niekiedy pojawiał się w starszych tytułach dla dzieci. Wprawdzie z czasem jakość grafiki trochę się niestety pogarsza, jednak zanim do tego dochodzi i tak mamy na co się napatrzyć. Całość jest bardzo nastrojowa i raczej spokojna. Anime to nie zachwyca widza dynamicznymi scenami walki czy efektami specjalnymi. Jest raczej statyczne i spokojne, bardzo stonowane, to jednak tylko uwydatnia kunszt jego autorów. Nie próbują oni bowiem rzucić widza na kolana spektaklem, sztuczkami czy olśnić technicznymi rozwiązaniami i wysoką jakością. Wykonują po prostu rzetelną pracę, kładąc nacisk na kompozycję, talent i faktyczne umiejętności plastyczne, a nie tanie efekciarstwo.

Jak pisałem na wstępie, Hai to Gensou no Grimgar jest anime, które oceniać można dwojako. Ja, jak łatwo zgadnąć z treści tekstu, zakochałem się w nim i będę go polecał każdemu. Za największą zbrodnię uważam też fakt, że na jego kontynuację raczej nie ma co liczyć. Niestety jednak (jak widać choćby w komentarzach) jest to tytuł, który dzieli ludzi i moim zdaniem zasługuje na recenzję alternatywną. Nie zdziwiłbym się, gdyby dostał wówczas ocenę o 3­‑4 punkty niższą.

Zegarmistrz, 3 maja 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: Ao Juumonji
Projekt: Eiri Shirai, Mieko Hosoi
Reżyser: Ryousuke Nakamura, Tomotaka Shibayama
Scenariusz: Ryousuke Nakamura
Muzyka: Know Name, RON

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Hai to Gensou no Grimgar - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl