Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,80

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 21
Średnia: 7,14
σ=1,52

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kyoukai no Rinne [2016]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • RIN-NE 2
  • 境界のRINNE [2016]
Gatunki: Komedia
Postaci: Duchy, Shinigami, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Całkiem udana kontynuacja przygód ubogiego shinigami i jego rezolutnej koleżanki. Tym razem z mnóstwem demonicznych kotów na dokładkę!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

W życiu Rinne i Sakury nie ma czegoś takiego, jak spokojny, normalny dzień. Nawet jeśli dusze grzecznie same idą w zaświaty, a demony omijają ich szkołę, co zdarza się niezwykle rzadko, zawsze zostają dziwaczni znajomi w rodzaju Agehy czy Jumonjiego. Pierwszy odcinek drugiej serii skupia się na zażartej walce Rinne z duchami węży, które wydostały się z zaświatów przez niejakiego Oboro, kociego demona, teoretycznie na usługach Agehy. Chociaż shinigami i kocura łączy kontrakt, ich współpraca nie należy do wzorowych, zaś problem polega na tym, że w wyniku ich awantur zazwyczaj cierpią postronne osoby…

Jak widać po powyższym opisie, Kyoukai no Rinne nie zmieniło formuły i jego fabuła nadal kręci się wokół pojedynczych starć z demonami i odsyłania nieco ekscentrycznych duchów w zaświaty. Twórcy, zapewne za autorką, poszli nawet o krok dalej i zrezygnowali z kilkuodcinkowych epizodów na rzecz bardzo krótkich opowiastek, nierzadko zajmujących zaledwie pół odcinka. Tym razem zabrakło również wyraźnego wątku głównego – w poprzedniej części protagoniści co i rusz mieli do czynienia z damashigami, czyli fałszywymi shinigami, zajmującymi się uprowadzaniem dusz żyjących, których przywódcą jest Sabato, ojciec Rinne. W kontynuacji licznych pracowników firmy zastępuje jedna postać – uczennica specjalnego liceum prowadzonego przez Sabato, Renge, acz nie pojawia się ona tak często jak poprzednicy i dużo rzadziej krzyżuje plany Sakurze i Rokudou. Nie powiem, żebym była zachwycona takim rozwiązaniem, uczciwie mówiąc, trochę brakowało mi starć z damashigami oraz prób złapania Rokudou seniora. W ogóle mam wrażenie, że pod względem fabularnym druga seria wypada nieco słabiej. Po pierwsze, dwadzieścia pięć odcinków to dużo, a epizodyczna formuła szybko się zużywa, sprawiając, że historia wydaje się wtórna. Po drugie, ojciec Rinne to drań nad dranie, ale przy tym szalenie charyzmatyczna osobowość, dlatego jego brak jest mocno odczuwalny. Po trzecie i najważniejsze, wątek pączkującego uczucia między głównymi bohaterami praktycznie leży odłogiem i dopiero w dwóch ostatnich odcinkach ktoś postanowił tycnąć go patykiem, żeby sprawdzić, czy żyje.

Potencjalny romans naprawdę ożywiał i ubarwiał pierwszą serię, tym bardziej że między Sakurą i Rinne pięknie iskrzyło od samego początku. Do tego dochodziły potyczki z zazdrosnym Jumonjim i nieudolne umizgi Agehy do Rinne. Niestety kontynuacja obfituje jedynie w to ostatnie, przez co relacje między bohaterami wydają się spłycone i odarte z uroku. W sumie, jakby się dokładniej przyjrzeć, zarówno Mamiya, jak i Jumonji dość często są spychani na drugi plan (zwłaszcza ten ostatni) i nie pełnią już tak istotnej roli, jak w pierwszej serii, co trudno uznać za zaletę.

Warto jednak wspomnieć, że anime ma też kilka dużych plusów, jak na przykład przybliżenie widzom demonicznych kotów. Oprócz Rokumona na scenę wkraczają wspomniany wcześniej Oboro oraz nierozgarnięta i głupiutka koteczka Kaina, Suzu, a także stojący wyżej w hierarchii, cwany i pewny siebie Kurosu. Koty są urocze i szalenie zabawne, ale też bardzo różnorodne, co doskonale widać podczas egzaminu, jaki ma miejsce. Kolejną zaletą jest garść retrospekcji i informacji na temat edukacji w zaświatach, łączących się z nowymi bohaterami. Oprócz Renge, odrobinę irytującej, ale zaskakująco sprytnej jak na damashigami, oraz wspomnianych już kocich pomocników, poznajemy też rodzeństwo Raito i Refuto, trudniące się naprawą ostrzy należących do shinigami, a także przyjaciela Rinne z dzieciństwa, Matsugo. Jak na Kyoukai no Rinne przystało, wszyscy są więcej niż lekko szurnięci, a ich pojawienie się zazwyczaj zwiastuje kłopoty dla głównych bohaterów.

Cóż, mimo iż relacja Rinne i Sakury straciła na intensywności, miło jest zobaczyć, jak nasz duet współpracuje z innymi. Zaskakująco często Rokudou musi łączyć siły z Kainem, który chyba przetrawił już fakt, że młody shinigami nie ma nic wspólnego z ojcem i podobnie jak on najchętniej ukręciłby oszustowi łebek. Poza tym autorka ślicznie pokazuje, że pod płaszczykiem służbisty i ostoi sprawiedliwości Kain kryje całkiem spore pokłady sprytu i złośliwości, co doskonale widać, kiedy stara się nie zauważać psot swojej koteczki. Mimo to jego sposób bycia blednie w porównaniu z Matsugo, czyli wcale­‑nie­‑zakochanym­‑w-Rokudou przyjacielu z podstawówki, który zrobi wszystko, by zasłużyć na przywilej przebywania w towarzystwie Rinne. Oderwanie od rzeczywistości i zupełny brak umiejętności nawiązywania znajomości to jego znaki rozpoznawcze – Matsugo żyje we własnym, wyimaginowanym świecie, gdzie najważniejsze miejsce zajmuje bóstwo, Rinne. Jest przy tym szalenie zabawny, nawet jeśli w nieco żałosny sposób. Ale największe brawa należą się Rokumonowi, który po raz kolejny udowadnia, że nie jest słodką maskotką – to przesympatyczny, odpowiedzialny i troskliwy przyjaciel, który służy swojemu panu pomocą i radą, i świetnie radzi sobie w kryzysowych sytuacjach. Nawet ząbka sam sobie wyrwie, byle nie robić Rinne kłopotu! Ot, dzielne, kochane kocię.

Podobnie jak w przypadku fabuły, strona audiowizualna pozostawia trochę do życzenia. Widać, że tym razem budżet nie był tak duży, tudzież rysownicy i animatorzy nie przyłożyli się jak trzeba. Nie jest to znaczący spadek formy, a sporo drobnych potknięć, które nakładają się na siebie, psując nieco efekt końcowy. Rysunek twarzy nie jest tak dokładny, jak poprzednio – wpadki anatomiczne i dziwne krzywizny nie są rzadkością, podobnie ma się kwestia proporcji. Jakieś to wszystko niewykończone i chwilami nieładne. Na szczęście ciepła i żywa kolorystyka pozostała bez zmian, takoż dbałość o jakość tła. Animacja nie jest tragiczna, zdarzają się naprawdę dynamiczne i efektowne pojedynki, ale razi zbyt duża ilość efektów komputerowych, brzydko odcinających się od tradycyjnie wykonanych teł.

Słabiej wypada także ścieżka dźwiękowa, która tym razem prawie w ogóle nie zapada w pamięć. Kyoukai no Rinne ma zresztą pecha do czołówek i piosenek towarzyszących napisom końcowym. Co z tego, że animacje są szalenie zachęcające, wykonane z pietyzmem i energiczne, skoro same utwory straszą kiepskim wokalem. Za dużo tu lukru i wysokich tonów, nawet jeśli seria zalicza się do lekkich i przyjemnych. Trzeba natomiast pochwalić seiyuu, którzy ponownie wykonali kawał świetnej roboty, umiejętnie oddając specyficzne charaktery postaci.

Druga seria Kyoukai no Rinne to bardzo miły i w sumie udany zapełniacz czasu, ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że tym razem czegoś zabrakło. Anime nie ma poważnych wad, człowiek nie zgrzyta zębami podczas seansu, ale co i rusz rzucają mu się w oczy drobiazgi, o których jednak trudno zapomnieć. Nie powiem, dobrze bawiłam się podczas seansu, niejednokrotnie zaśmiewałam się, patrząc na wyczyny bohaterów, ale gdzieś tam czuję niedosyt. Jak już pisałam, zabrakło mi pogłębienia relacji między Sakurą i Rinne, a także straszno­‑śmiesznych starć z Sabato i jego świtą. Znaczy, to pierwsze jestem jeszcze w stanie zrozumieć – zapewne autorka uznała, że zbyt szybko rozwinęła relację bohaterów i w tym tempie zabraknie jej materiału na następne tomy, więc zepchnęła wątek romantyczny na dalszy plan. Bywa i tak, akurat w przypadku Rumiko Takhashi nie jest to nowością. Drażniło mnie także ciągłe przypominanie przez narratora wydarzeń sprzed pięciu minut oraz zbyt mało reklam narzędzi potrzebnych każdemu shinigami. Natomiast całkiem fajnie, choć ryzykownie wypadł pomysł z podkreślaniem ubóstwa Rokudou. Naprawdę trzeba nie lada talentu i wyczucia, żeby z tak niewesołej rzeczy uczynić jeden z lepszych powodów do żartów. Poza tym miło, że na horyzoncie pojawiły się kolejne potencjalne pary, na pierwszy rzut oka niedopasowane, ale za to szalenie urocze. Cóż, mam nadzieję, że w trzeciej zapowiedzianej już serii nie zabraknie tego, co w Kyoukai no Rinne najlepsze. Chociaż jestem odrobinę (ale naprawdę odrobinę) zawiedziona kontynuacją, z przyjemnością sięgnę po następną odsłonę przygód Sakury, Rinne i ich przyjaciół, bo co jak co, ale Kyoukai no Rinne komedią jest przednią.

moshi_moshi, 8 listopada 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Rumiko Takahashi
Reżyser: Seiki Sugawara
Scenariusz: Michiko Yokote