Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Final Fantasy XV: Gwardia Królewska

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    Lenneth 12.12.2017 16:30
    Nie mam pojęcia, jak to ocenić
    Tak jak „FFXV: Brotherhood” jest, moim zdaniem, najlepszym z dotychczas animowanych Finali, tak „FFXV: Kingsglaive” jest wśród nich najlepszą animacją komputerową, bijącą na głowę „Advent Children” i „The Spirits Within”. Czy to jednak wystarcza, żeby się zachwycić?

    Prawdę powiedziawszy, nie umiem obiektywnie ocenić tego filmu. Ani on słaby, ani przeciętny, ani rewelacyjny. Gdyby tak wyciągnąć średnią ze wszystkiego, co działo się na ekranie, pewnie wyszłaby ocena przeciętna. Ale to byłoby jak nazwanie „trójkowym” ucznia, który ma w szkole same czwórki/piątki oraz jedynki/dwójki, i tak naprawdę ani jednej trójki.

    Fabularnie jest akurat najbliżej przeciętności. Historia Nyxa i Lucis nie jest skomplikowana, głęboka czy oryginalna, ale wciąga w przyzwoitym stopniu i układa się zgrabnie. Wszystkie wątki dostają porządne domknięcie, nie ma tu też miejsca na coś, co nazywam „mistycznym bełkotem” – nie, losy bohatera są przejrzyste od początku do końca, uwzględniając nawet działanie magii oraz pierścienia. Fakt faktem, piszę to wszystko z perspektywy osoby, która zna także grę i potrafi dopisać sobie między wierszami sporo niedopowiedzianych treści, zwłaszcza w przypadku Regisa, Luny i Ardyna. Świadomość istnienia drugiego dna w przypadku tych postaci na pewno wpływa korzystnie na odbiór filmu, ale sądzę, że i bez tej świadomości fabuła broni się sama.

    Postacie są w porządku, choć w większości nie porywają. Nyx na plus – w swoim niezachwianym bohaterstwie dość sztampowy i do zapomnienia, ale też czuję, że twórcy zrobili ile mogli, by wśród zalewu kolorowej, magicznej naparzanki nadać swojemu protagoniście jakąś przeszłość, motywację, cień wątpliwości i ogółem ludzki rys. Da się mu kibicować bez poczucia nudy. Regis i Luna jako szlachetny król i dobra księżniczka stereotypowi do bólu, ale także na plus – darzę ich wielką sympatią właściwie głównie dzięki temu filmowi, gdzie mieli bodaj więcej czasu antenowego niż w grze, zwłaszcza Regis. Reszta postaci, w tym zdrajcy i jawni antagoniści, spełniali swoją rolę i budzili nienawiść bądź ambiwalentne uczucia od pierwszego wejrzenia.

    Strona wizualna filmu raz zachwyca, a innym razem przywodzi na myśl inne, nieco mniej budżetowe produkcje. Oczywiście, ogólnie rzecz biorąc, film plasuje się w ścisłej czołówce dzieł z animacją komputerową tworzoną od podstaw. Być może po rewelacyjnym dopieszczeniu całej masy elementów, z wyglądem głównego protagonisty na czele, zabrakło już nie tyle umiejętności, ile czasu i środków na dopieszczenie części innych rzeczy; wcale by mnie to nie zdziwiło. Tak czy inaczej, film jest mocno nierówny. Regis potrafi naprzemiennie zachwycać mimiką, mikroekspresjami, emocjami uchwyconymi w nieznacznym drgnięciu warg czy lśnieniu oczu – oraz wyglądać jak pusta, plastikowa lalka, do której doklejono sztuczną krew czy zmarszczki. To samo tyczy się absolutnie wszystkich ważniejszych postaci. Najlepiej wypada oczywiście Nyx, choć i jemu zdarza się marszczyć nos w sposób, jakby miał skórę z gumy. Mimo to, w całej masie scen twarz głównego bohatera mało różni się od twarzy żywego człowieka, i gdyby tak zmrużyć oczy, spokojnie by jako żywa twarz przeszła.

    Reszta świata przedstawionego została wykreowana porządnie, ze sporym rozmachem i zadowalającą ilością detali. Insomnia czy Tenebrae od początku miały być nieco przekombinowanymi settingami fantasy, więc brak fotorealizmu w tłach mi nie zgrzyta. Jedyne, co mi naprawdę zgrzytało, to tłumy na ulicach: wypadają fatalnie i ubogo, zarówno pod względem ilości, jak i wyglądu tworzących je osób.

    Na razie piszę głównie o tym, że było poprawnie i przyzwoicie w stronę dobrego, więc skąd niby moje ambiwalentne odczucia wobec filmu? Cóż, największym rozczarowaniem tego filmu akcji okazały się dla mnie walki i inne sceny akcji.

    Widowiskowe? A gdzie tam. Chaotyczne i przekombinowane poza granice absurdu. Zamiast podziwiać piękną, dopracowaną choreografię poszczególnych ciosów, uników etc., podczas pierwszego seansu męczyłam się, by nadążyć za tym, co dzieje się na ekranie. Styl walki głównego bohatera, oparty na zawrotnych prędkościach i magii teleportacyjnej, bynajmniej nie ułatwiał tego zadania. Facet równie dobrze mógłby miotać się na oślep. Szczytem wszystkiego była zaś długa scena ostatecznej konfrontacji. Zastanawiam się, jakim cudem sami walczący w ogóle ogarniali ten chaos, gdzie góra, dół, lewo, prawo, przeciwnik, spadający gruz, wszystko. Gorzej niż w AC, bo tam ogólna rozpierducha całego miasta jakoś nie przysłoniła głównej walki, a tutaj było dokładnie na odwrót. No i ta scena w slow motion, w której Nyx i jego oponent, a razem z nimi dwaj giganci, skaczą sobie do gardeł. W założeniu miała być pewnie epicka jak nie wiem, ale mnie przyprawia raczej o głuchy jęk i facepalma. „Lepsze wrogiem dobrego”, jakoś tak to szło. Krztynę przesadzili.

    Ale jest coś jeszcze. Coś tak kuriozalnego, że gdyby nie moja szczera chęć, żeby ten film lubić – jak wszystko, co wiąże się z Piętnastką – musiałabym zachować obiektywizm i mocno obniżyć ocenę. To nie jest kino o superbohaterach, do cholery. Nyx może i jest świetnie wyszkolonym wojownikiem, może i umie posługiwać się magią, Libertus teoretycznie też swoje potrafi, Luna także jest wyjątkowa, ale to są nadal tylko ludzie z krwi i kości. Zawieszenie niewiary i cieszenie się sprawnością oraz sukcesami bohaterów jest w tym filmie po prostu niemożliwe. Gdyby rzeczy pokazane na ekranie działy się naprawdę, bohaterowie umarliby dziesiątki razy – od otwartych obrażeń czaszki, z powyrywanymi ze stawów kończynami, zmiażdżonymi żebrami, krwotokami wewnętrznymi, poparzeniami trzeciego stopnia i tak dalej. Magia lecząca? Nah, po co to komu. Zamiast tego Luna popyla na szpilkach i skacze jak małpka nawet setki metrów nad ziemią po opadającym niemal pionowo w dół, cieniutkim relingu wstrząsanego wybuchami statku (CO!?) i zalicza tuziny podobnych przygód (!), a nawet nie porwie sobie eleganckiej, wąskiej (!) i bielusiej sukienki. Co najwyżej tę sukienkę przybrudzi, a i to ledwie nieznacznie. Boru i jeżu, fabryczne rozcięcie z tyłu niczego nie zmienia – w tak skrojonej kiecce ciężko byłoby wziąć głębszy oddech, szerzej rozstawić nogi, a co dopiero zaliczać podniebne akrobacje. Nie ogarniam, co tu się zadziało.

    Sukienka księżniczki to nie jedyny, obok ludzkiego ciała, niezniszczalny materiał na Eos. Samochody także są pancerne. Ja rozumiem, że limuzyny rodziny królewskiej musiały być wytrzymałe, rozumiem lokowanie produktu i względy reklamy, naprawdę, ale czy to ludzie z Audi wymusili na twórcach filmu, by prezentowali ich auta wyłącznie w idealnym stanie, bo inaczej konsument z powrotem zabierze portfel czy coś? Po wielokrotnych dachowaniach, kraksach, ostrzelaniu, rozbijaniu się z dużą prędkością, wbijaniu w budynki etc. – wszystkie samochody w tym filmie są nie tylko idealnie sprawne, ale też wyglądają jak igły prosto z salonu. Płaczę – zwłaszcza jak sobie przypomnę, jak realistycznie wyglądały uszkodzenia auta w samej grze.

    Nie wiem, czego zabrakło, żeby dopieścić realizm, jakiego oczekuję nawet od fantasy oraz kina akcji – pieniędzy, czasu, a może chęci, bo technologię niewątpliwie mieli. Tak czy inaczej, za same podniebne fikołki podczas walki z Ultrosem, jazdę autem po pionowej ścianie budynku i inne rzadko spotykane durnoty mam ochotę wlepić temu filmowi maksymalnie dwie, trzy gwiazdki. Ale nie mogę – bo strona wizualna, mimo niedoróbek, zdecydowanie zasługuje na więcej. Wypada też docenić progres fabularny od czasów AC, no i jakże miałabym ocenić nisko cokolwiek z uniwersum FFXV?… Daję siedem w ramach zgniłego kompromisu. Z nadzieją, że tendencja zwyżkowa w filmach S­‑E nadal się utrzyma i następna produkcja będzie już po prostu dobra bez żadnego ale.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    anmael 31.08.2017 09:47
    Mało, Mało... 8/10
    Jako fan FF, napisze krótko, mało, potrzeba mi jeszcze…:)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Keicam 30.11.2016 01:07
    Jest ok
    Dobra animacja. Fabuła dość zawiła, ciężko się z początku wgryźć w uniwersum, które jest cholernie rozbudowane, ale z każdą minutą wciąga. Postacie dość charyzmatyczne, chociaż główny bohater jakiś taki niemrawy w moim odczuciu – tak jakby nie do końca czuł się wyjątkowy, co chwilami drażniło. Na potwierdzenie słów doszła końcówka, gdzie został potraktowany jak totalnie nieistotny, smutne. Reszta jest ok, Luna prześliczna i przyjemna w odbiorze postać.

    Grafika genialna, tak niesamowitej animacji postaci, przepiękności świata, detali i wszystkich dopracowanych elementów to dawno nie widziałem na oczy. Rzeczywiście, miejscami wgniata w fotel i ciężko podnieść szczękę z podłogi. Jedynym minusem i plusem zarazem są walki. Chwilami zbyt chaotyczne, ale nie można odmówić im dopieszczenia.

    Ogólnie wyszło dobrze, jestem pod wrażeniem że twórcom udało się skompresować świat gry w +-2h i dobrze ją zapowiedzieć. Mi się podobało.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Sakakibara 23.10.2016 13:21
    Final Fantasy - Eos - Alternatywna Ziemia z Futurystycznym Fantasy
    Świat ,,Final Fantasy” nie jest mi do końca dobrze znany, ale oglądając tą animację – chociaż nawet nie wiem czy to można już animacją nazwać ze względu na to, że wygenerowane przez potężne silniki graficzne postacie wyglądają jak normalni aktorzy – muszę stwierdzić, że rzeczywistość Final Fantasy to normalna rozwijająca się ludzkość, z normalną technologią taką jak np. obecne telefony komórkowe, super auta itp, ale Eos dodatkowo pogrążył się w świecie fantastyki – mamy Demony, dziwny specyficzny na fantastykę ubiór postaci i bardzo strzeliste i ogromne – jak ze średniowiecza budowle. Po prostu Eos to alternatywny świat tylko, że Mamy tam lekki ,,steamPunk” – technologia i społeczeństwo nie opiera się na Parze – jako jedyne źródło energii – dla nich tym na czym się dalej opierają jest Magia w tym pradawna Moc kryształu, o którego toczy się wojna między królestwami (czyli u nas Państwami, albo kontynentami). W ciągu dnia normalny ,,Kowalski” widać, że nosi typowy strój: koszulka, buty, jakąś czapkę, spodenki – nic nie wyróżniającego się – nic co mogłoby świadczyć o ich lub jego związku z magicznym światem – może wiedzą o tym – dla nich jest to normalne, ale to ignorują. Autorzy Animacji świat fantastyki zintensyfikowali bardziej na głównych organach władzy – na tych którzy muszą chronić świat przed wrogami. Świat fantasy, który mi się kojarzy raczej z rozległymi krainami – których nazwy ciężko jest wymówić, magami, kuglarzami, stworami, wiedźmami i z epoką średniowiecza itp. i zestawienie tego z normalną technologią : typu nowoczesne auta, super smartfony itd. – to mi nie pasuje. Przynajmniej to kontrastuje z jak wspomniałem wyżej normalnie funkcjonującymi mediami – ot typowo tętniąca życiem metropolia. Mógłbym jeszcze przyczepić się do tych gigantycznych murów i wielkich strzelistych budowli, których ogrom na tle innych struktur jest imponujący – typowy ogrom i przepych świata Fantasy – bo tak logicznie rzecz biorąc kto byłby w stanie zbudować coś takiego – zajęło by to kilkanaście lat – może dłużej, nawet przy pomocy nowych technologii – lanie betonu, jakieś stalowe wzmocnienia i sama grubość muru – koszty pewnie astronomiczne… no ale cóż to świat Eos który istnieje już pewnie setki lub tysiące lat.

    Mury mogą nasuwać skojarzenia z ,,attack on Titans” – gdzie w końcu ok.50m wysokości Mura Maria został przerwany przez gigantycznego Tytana, tu przełamane zostały nie mury ale bariera przez imperatora Niflheimu

    Efekty specjalne: bomba: doskonałość ludzkiej myśli technologicznej, wyobraźni i grafiki komputerowej. A sam pojedynek Kapitana Gwardii Królewskiej , który odziany był w mroczną zbroję czy kombinezon jakby Rycerza i przypominał Saurona z jednym z jej członków głównym bohaterem : świetny..Szkoda, że nie obejrzałem w Blu_rayu..Jak będzie do kupienia to odpalę na telewizorku bo mam Full HD 40cali – przydałby się większy hohoh, a w 4k- to dopiero mind blowed!!!
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 4
    ... 3.09.2016 10:54
    słowa wstępne
    ...obej­rzeć mo­że za­rów­no fan, jak i laik, będący nie ty­le kupo­nem od­ciętym od zna­nej mar­ki..


    Nie wiem, czy bardziej czuję się fanem, czy też laikiem, który mimo wszystko nie jest kuponem. O ile ogólny sens zdania jest oczywiście wiadomy, to wyszedł straszny potworek językowy. Właściwej części tekstu nie chciało mi się już czytać.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime