Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 10/10
fabuła: 6/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,25

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 132
Średnia: 8,83
σ=1,11

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tablis)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kimi no Na wa

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 106 min
Tytuły alternatywne:
  • 君の名は.
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Romans
zrzutka

Dziewczyna i chłopak zamieniają się ciałami – odsłona tysiąc pierwsza i najpiękniejsza z dotychczasowych.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: usunięty2

Recenzja / Opis

Najbardziej dochodowy film anime wszechczasów, pierwsze miejsce w japońskim box office przez rekordowe dwanaście tygodni, kawiarnie tematyczne, zorganizowane wycieczki śladami bohaterów – wiele można powiedzieć o Kimi no Na wa, ale nie, że okazał się komercyjną porażką. Sukces kasowy i artystyczny rzadko jednak idą w parze, a przystępność dla szerokiej widowni często okupiona jest rozmyciem własnej tożsamości. Tak stało się w dużej mierze i w tym przypadku, a to najdoskonalsze rzemieślniczo dzieło Makoto Shinkaia jest jednocześnie jego najmniej zaangażowanym filmem, rozdartym między wątkami mającymi grać na sentymentach widzów a chwilami zaangażowanej introspekcji.

Nie znaczy to, że jest to sentymentalizm naiwny, czy też prostacki. Przeciwnie – Shinkai gra na emocjach widzów z niezaprzeczalnym kunsztem. Problemem nie jest w żadnym momencie jakość wykonania, raczej jego wyrachowanie.

Nigdzie nie widać tego wyraźniej, niż w konstrukcji bohaterów. Mitsuha jest córką burmistrza niewielkiej wioski położonej na peryferiach rejonu Hida, a jednocześnie wnuczką poważanej kapłanki shintou, pomagającą jej w obowiązkach. Drugi z protagonistów – Taki, to z kolei typowy licealista mieszkający w Tokio i dorabiający po lekcjach w lokalnej restauracji. Film zaczyna się, gdy w niekontrolowany i nieprzewidywalny sposób zaczynają się zamieniać ciałami, co jest przy okazji sprytnym sposobem na przybliżenie tych postaci widzowi. Mitsuha i Taki muszą poznać nawzajem swoje życie, aby być w stanie względnie normalnie funkcjonować, a z podobnego co oni poziomu niewiedzy startuje również odbiorca. Szybko zostaje to nadrobione i już w ciągu pierwszego kwadransa duet bohaterów zostaje nakreślony na tyle, aby dało się zawyrokować o ich absolutnej nijakości, całkowicie przy tym celowej. To postacie skonstruowane tak, aby łatwo się było z nimi utożsamiać. Nie mają żadnych specyficznych wad, dziwactw, ani w zasadzie jakichkolwiek wyrazistych cech charakteru. Każde z nich reprezentuje za to inny zakres pragnień i obaw młodego pokolenia. Mitsuha czuje się uwięziona na prowincji i przytłoczona osobą ojca, z którym prawie nie ma kontaktu. Taki z drugiej strony ma problemy z pewnością siebie i nieśmiałość przykrywa męskim pozowaniem. Obie kreacje są skuteczne w zdobywaniu sympatii widza, ale stanowią jedynie koloryt. Łatwo to dostrzec, gdy problemy trapiące bohaterów około połowy filmu zostają łatwo porzucone na rzecz wątku nadnaturalnego.

Podobnie jest z resztą postaci, choć poza dwójką protagonistów pragmatyzm ich roli sięga jeszcze dalej. Co do każdego można dokładnie określić, jaką rolę miał do odegrania w fabule. Taka precyzja jest godna pochwały, lecz z drugiej strony odbiera im dużą część człowieczeństwa, doskonale oddanego, jeśli patrzeć na nich tylko z perspektywy poszczególnych scen.

Makoto Shinkai w wywiadach wielokrotnie przyznawał, że przy tworzeniu Kimi no Na wa inspirował się reakcją na awarię elektrowni jądrowej w Fukushimie z 2011 roku. Wpływ tej inspiracji na film jest bardzo prosty do wychwycenia, ale nie przekłada się na żadną spójną historię losów społeczności. Zdaje się być tylko kolejną warstwą tła, pozwalającą widzom mocniej utożsamiać się z bohaterami, ale nieoferującą żadnego komentarza czy refleksji.

Kimi no Na wa jawi się jako konglomerat wątków, kolejno podejmowanych i porzucanych, aby objąć możliwie szeroki zakres interesujących dla japońskiego widza tematów. Żaden z nich nie porywa przy tym oryginalnością, przeciwnie, zdają się wręcz celowo nie odbiegać od gatunkowych schematów, zgodnie z zasadą, że podobają się te melodie, które już znamy. Ich realizacja, jak ze wszystkim, jest doskonała, ale nie czuć, aby Shinkai włożył serce w te wątki jako w całość scenariuszową. Jako drogowskazy prowadzące akcję od sceny do sceny sprawdzają się za to doskonale.

Film jest prawdziwą kopalnią łapiących za serce momentów, a i jako całość okazuje się doskonałą emocjonalną przygodą. Shinkai nie ukrywa, że nastrój oraz emocje przedkłada nad opowieść. Kilka razy posuwa się aż do tego, że porzuca liniową narrację na rzecz korowodu luźnych scen połączonych melodią w formę teledysku. Te sceny działają, bo działa muzyka zespołu Radwimps, z charakterystycznym dominującym wokalem, energicznym, ale też delikatnie nostalgicznym. W spokojniejszych momentach Shinkai wybiera podkład fortepianowy, dużo bardziej stonowany, choć kreujący podobny nastrój.

Patrzenie na Kimi no Na wa bardziej jako na podróż emocjonalną niż fabularną ma dużo sensu. Przede wszystkim ten obraz sprawdza się w tym aspekcie dużo lepiej, w dużej części nawet wybitnie. Jest to film piękny, nawet uderzająco piękny, co pomaga mu porozumiewać się z widzami, omijając skrajnie przewidywalne postępy fabuły. Zapierającymi dech górskimi krajobrazami, ruchliwymi pejzażami współczesnego Tokio i pedantycznie oddanymi do najdrobniejszych szczegółów wnętrzami Shinkai niezwykle mocno zakotwicza bohaterów w otaczającym ich świecie. Nie boi się, paradoksalnie, wysuwać tła na pierwszy plan, tak w mikro, jak i w makroskali. Zapomina o akcji i skupia się na niebie, chmurach, lesie, mieście. Obsesyjnie zajmuje się framugami drzwi, drobnymi codziennymi rytuałami.

Nie zapomina o bohaterach, ale ukazuje ich w dużej części pomimo, a nie dzięki fabule. Motyw zamieniania się ciałami znajduje swoje uzasadnienie i swoją rolę w finale filmu, ale tak naprawdę Shinkai nie jest wyjaśnieniem zainteresowany, szybko przechodzi do epilogu, w którym wraca do tematu fascynującego go od początków kariery – do kontaktu. Do kontaktu tak z ludźmi, jak i z miejscami, do spotkań i rozstań, oraz wspomnień, jakie temu towarzyszą.

Jeśli można znaleźć jakąś wspólną myśl, która byłaby spoiwem tego filmu, to właśnie w tym. Mitsuhę i Takiego oddziela od siebie miejsce, charakter, poglądy, a nawet sam czas i pamięć. Zamieniając się ciałami, nie mogą poznawać się bezpośrednio, więc sytuacja zmusza ich do czynienia tego pośrednio – poprzez ich relacje, przez wyobrażenie innych ludzi o nich, w końcu właśnie przez ich otoczenie – tak ogrom krajobrazu, jak i natłok najdrobniejszych szczegółów. To jest prawdziwe serce tego filmu, temat, który oprócz chwilowych wzruszeń, wzbudza też głębszy i dłuższy rezonans w duszy.

Kimi no Na wa to film doskonały, ale jednocześnie zmarnowany przez tchórzostwo. Makoto Shinkai nie odważył się poświęcić tego filmu tematowi, któremu szczerze odpowiada jego wrażliwość. Zamiast tego rozwodnił własne dzieło wątkami i tematami, z których udało mu się uformować imponujący zestaw pełnych wzruszeń scen, przystępnych dla szerokiej widowni. Dzięki jego mistrzowskiej reżyserii zaowocowało to sukcesem kasowym, ale nie przysłoniło prostej prawdy, że miał tak naprawdę niewiele do powiedzenia. To, co naprawdę chciał przekazać, strachliwie przemycał mimochodem. Zrealizował przez to szansę na rzemieślniczą doskonałość, ale szansę na artystyczną wybitność – zmarnował.

Tablis, 16 maja 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: CoMix Wave
Autor: Makoto Shinkai
Projekt: Masashi Andou, Masayoshi Tanaka, Taisuke Iwasaki
Reżyser: Makoto Shinkai
Scenariusz: Makoto Shinkai
Muzyka: Radwimps