Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

NiuCon 8 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 5/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 12
Średnia: 5,58
σ=1,44

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Alice to Zouroku

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Alice & Zouroku
  • アリスと蔵六
Widownia: Seinen; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Niecodzienna historia Alicji, tym razem z krainy czarów.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Gdyby kierować się wnioskami płynącymi z lat oglądania anime, można by pomyśleć, że Japonia jest krajem obfitującym w tajne rządowe i pozarządowe laboratoria, których zadaniem jest badanie kosmitów, przybyszów z innych wymiarów i wszystkich innych istot mogących stanowić potencjalne zagrożenie. W myśl klasycznego schematu zawiązania fabuły nieodmiennie ktoś lub coś z tych placówek ucieka i dostaje się do tętniących życiem metropolii, gdzie skrywa się przed swymi niedawnymi prześladowcami, próbując odnaleźć spokój i sens życia. Taśmowa produkcja anime opartych na powyższym pomyśle ustępowała swego czasu pod względem powszechności chyba tylko szkolnym komediom romantycznym i haremówkom. Choć okres największego rozkwitu gatunku przypadał na pierwszą dekadę XXI wieku, od czasu do czasu ukazuje się tytuł, który powiela znany, ale lubiany przez twórców motyw, czasami z zaskakującym skutkiem.

Przyznam się szczerze, że do seansu Alice to Zouroku podchodziłem odrobinę nieprzygotowany, spodziewając się przede wszystkim lekkich „okruchów życia”, a tymczasem pierwszy odcinek zaoferował mieszankę bezkrwawego i stonowanego Elfen Lied, fatalnej komputerowej animacji oraz dziwnych mocy, które sprowadzały akcję na granicę śmieszności mimo prób zachowania poważnej atmosfery. Byłem skołowany i zaniepokojony, obawiałem się też, że trafiłem na niskobudżetowego chaotycznego potworka, który swą nijakość udanie zamaskował zachęcającymi plakatami i wprowadzającymi w błąd opisami. Ponieważ z natury jestem człowiekiem upartym i oglądam wszystko do końca, choćbym miał przy tym cierpieć katusze, postanowiłem kontynuować przygodę z anime, już bez wielkich nadziei. Na szczęście, gdyż moja cierpliwość została nagrodzona jak rzadko kiedy.

Należy błyskawicznie doprecyzować pewne fakty, by potencjalny widz przed przystąpieniem do seansu nie dał się zwieść niefortunnie dobranym opisom szufladkującym Alice to Zouroku do kategorii, z którymi niewiele ma tak naprawdę wspólnego. Anime wydaje się kolejnym klonem Elfen Lied, pozbawionym groteskowej brutalności, ale w gruncie rzeczy sprowadzającym się do konfliktu obdarzonej nadnaturalnymi zdolnościami istoty z organizacjami, które chcą jej moce wykorzystać do własnych, jednoznacznie złych celów. Tymczasem anime bardzo szybko udowadnia, że wątek sensacyjno­‑fantastyczny jest jedynie dodatkiem, który stanowi pretekst do wprowadzenia większej dynamiki w relacjach między bohaterami i urozmaicania spokojnej codzienności ich życia.

Wydarzenia obracają się wokół losów Sany, cherlawej dziewczynki potrafiącej dowolnie manipulować otaczającą ją rzeczywistością. Po ucieczce z ośrodka badawczego, w którym była więziona, za aprobatą władz zostaje umieszczona w domu zaawansowanego wiekiem florysty Zouroku, który zrządzeniem losu pomógł jej podczas ucieczki. Kwiaciarz okazuje się człowiekiem o złotym sercu, ale surowych, bardzo konkretnych zasadach. Wychowuje już samotnie wnuczkę imieniem Sanae, tak więc kolejna podopieczna nie wydaje się przesadnie poważnym wyzwaniem. Sprawy komplikuje nieznajomość przez Sanę reguł rządzącym światem i relacji międzyludzkich, wynikająca z długotrwałej izolacji, a także jej wrodzona tendencja do radzenia sobie z każdym problemem za pomocą nadnaturalnych zdolności. Drobna Sana wprowadzi do życia Zouroku i Sanae sporo zamieszania. Przysporzy zarówno trosk, jak i radości, okazjonalnie stawiając swych opiekunów przed zdecydowanie nietypowymi dylematami, w postaci choćby pozbycia się stada magicznie stworzonych prosiaków z sypialni…

Fabuła Alice to Zouroku koncentruje się w przeważającej mierze na powolnym przystosowywaniu Sany do życia w społeczeństwie w myśl obowiązujących powszechnie reguł i zdrowego rozsądku. Dziewczynka musi nauczyć się empatii i przestać polegać wyłącznie na swych mocach, w czym dzielnie wspierają ją nie tylko nowi „krewni”, ale też rosnące grono przyjaciół. Kolejne dylematy są logicznym następstwem wieloletniego odosobnienia i doskonale ilustrują proces powolnego integrowania się młodego człowieka ze społeczeństwem. Odbywa się to bez zbędnego moralizowania, co wynika przede wszystkim z prostego, uczciwego charakteru większości postaci. Zouroku stanowi przykład idealnego mentora, mającego proste zasady i potrafiącego wychowywać swych podopiecznych bez nowomodnych psychologicznych dyrdymałów. Jego uczciwe stawianie spraw i niezłomne zasady są kojące w czasach, gdy rodzice mają dla swych dzieci mało czasu i preferują zrzucanie odpowiedzialności za porażki wychowawcze na wszystkich, tylko nie siebie samych. Co ważniejsze, florysta prezentuje postawę prawdziwą i godną pochwały niezależnie od kręgu kulturowego, tak więc zarówno widz japoński, jak i zagraniczny łatwo może się z nim identyfikować. Kluczem do sukcesu jest zwyczajna ludzka przyzwoitość, która tryumfuje w nieprzyjaznym świecie.

Również postać Sany okazuje się wyjątkowo udana jak na tak młodą protagonistkę. Prezentuje szczere, entuzjastyczne reakcje typowe dla dziecka dopiero poznającego świat. Tworzy własne stronnictwo i priorytety, nie do końca jeszcze poprawnie interpretuje wszystkie wskazówki i nierzadko pakuje się w kłopoty w dobrej wierze, zwyczajnie z braku zdolności przewidywania konsekwencji swych czynów. Jej sympatyczna osobowość i władczy charakterek idealnie kontrastują z nieustępliwością Zouroku, a jednocześnie doskonale się uzupełniają. To jedne z bardziej przekonujących obrazów relacji rodzinnych, jaki miałem okazję oglądać w anime. Osobne brawa należą się Hitomi Oowadzie, która wczuła się w rolę i nadała Sanie dodatkowy rozbrajający urok. W podobnych superlatywach mógłbym wypowiadać się w zasadzie o każdej z przedstawionych postaci. Pozytywnie zaskoczył mnie pozornie niczym niewyróżniający się policjant, który gotów był na wszystko, by zapewnić dzieciom przyszłości i bezpieczeństwo, pozornie beztroska, ale odpowiedzialna Sanae, czy nawet czarne charaktery, mające wiarygodne i w ich mniemaniu uzasadnione powody, by podejmować się moralnie nagannych czynności. Obsada Alice to Zouroku jest bez wątpienia podstawowym powodem, dla którego tytułem tym warto się zainteresować.

Ponieważ pokazywanie tylko i wyłącznie codziennych starań o przygotowanie Sany do życia w społeczeństwie byłoby na dłuższą metę zapewne nieco nużące, akcję urozmaicają wątki dodatkowe, powiązane z genezą i rozwojem mocy dziewczynki. Na przestrzeni dwunastu odcinków pojawiają się dwa podstawowe motywy. Pierwszy związany jest z działalnością instytutu, który wcześniej więził bohaterkę, i który za wszelką cenę chce ją odzyskać, najchętniej bez przesadnego zwracania na siebie uwagi. Ponieważ siły rządowe są na tropie, nie jest to tak proste, jak mogłoby się wydawać, nawet gdy dysponuje się pomocnikami o mocach zbliżonych do tej, którą posługuje się Sana. Następny wątek dotyczy pojawiających się w społeczeństwie spontanicznych „przebudzeń” nadnaturalnych zdolności i związanych z tym zagrożeń, na przykładzie uczennicy chcącej naprawić za ich pomocą zepsute relacje między rodzicami. Obie historie można uznać za udane, choć nie zaskakują ani oryginalnością, ani też nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Ich logika momentami kuleje (zwłaszcza w przypadku toku postępowania strony rządowej), ale można to wybaczyć, wiedząc, że stanowią jedynie w miarę poprawne tło, które nie powinno przesadnie absorbować widza. Co ważne, przez całe anime wszelkie walki i konflikty rozwiązywane są przy minimalnych nakładach przemocy, przez co nie razi ona przesadnym kontrastem z ciepłym, pozytywnym przekazem serialu. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że anime miejscami świadomie i celowo parodiuje pewne gatunkowe schematy, śmiejąc się do rozpuku z klasycznych w gatunku rozwiązań i prezentując je w skrzywiony, pozornie naiwny sposób.

Osobną kwestią jest zaskakująca kreatywność w przedstawieniu elementów nadnaturalnych. Jak już wcześniej wspomniałem, początkowo wydawały mi się one nie na miejscu, ale błyskawicznie dałem się wciągnąć w ten nieco zwariowany świat, w którym pióro nie jest mocniejsze od miecza, ale miotła już owszem. Alicja w tytule to nie tylko nawiązanie do terminu, którym naukowcy opisują owe dziwne zdolności, ale też zapowiedź nietypowych, surrealistycznych momentami scen, które widz ma okazję ujrzeć. Sana nie tylko manipuluje rzeczywistością, ale posiada też własny wymiar, zwany Krainą Czarów, w którym na każdym kroku roi się od zaskakujących stworzeń i miejsc. Większą rolę odgrywa on dopiero pod koniec serii, a podróż po nim stanowi interesujące przeżycie, urozmaicające wcześniejszą monotonię scenerii japońskiego miasta.

Nawiązując do wyglądu anime, nie mogę niestety pominąć podstawowego problemu gnębiącego Alice to Zouroku, a mianowicie kiepskiej oprawy wizualnej, momentami aż rażącej oczy amatorszczyzną i pośpiechem. Stylizacji nie mam nic do zarzucenia – modele postaci są urocze, a bohaterowie doskonale wyrażają wszelkie emocje mimiką i gestami. Również wiele elementów tła, przede wszystkim w Krainie Czarów, prezentuje się zaskakująco mimo prostoty rysunku i animacji. Niestety, próby wplecenia w to wszystko animacji komputerowej wykonanej chyba na maszynie opalanej węglem i wyposażonej jeszcze w lampy elektronowe, prezentują się koszmarnie. Do legendy przejdzie pierwszy odcinek, w którym widzów straszą sceny samochodowej ucieczki Mini Morrisem, mackowate łańcuchy i inne potworki. Dalej nie jest lepiej, bo choć natężenie CG się zmniejsza, to jakość klasycznej animacji i rysunku momentami mocno kuleje. Sytuację ratuje kolorystyka oraz fakt, że ilość dynamicznej akcji z czasem systematycznie spada. Jedynym ponadprzeciętnie prezentującym się wizualnie fragmentem jest czołówka, okraszona niestety popową łupanką, równie przeciętną, jak i reszta muzycznego tła serii.

Z pewnym zaskoczeniem stwierdziłem, że Alice to Zouroku spotkało się z dość chłodnym przyjęciem. Winna jest przede wszystkim niejednoznaczność w określeniu charakteru serii już od początku, przez co wiele osób rozpoczynających przygodę z serialem miało prawo poczuć się rozczarowanych, spodziewając się innego rozwoju wypadków. To propozycja zdecydowanie nie dla każdego, nieśpiesznie i lekko pokazująca, jak fascynujące dla dziecka może być poznawanie otaczającego je świata i jak znaczącą rolę odgrywa właściwe podejście rodziny oraz przyjaciół. Element fantastyczny jest tylko urozmaiceniem, które równie udanie wprowadza do klasycznych „okruchów życia” nieco ożywienia, co na nieszczęście dla serialu tworzy mylny obraz całości, przyciągający odbiorców, którzy od początku szukali czegoś zgoła odmiennego. Mam nadzieję, że nie będzie to przeszkodą w powstaniu kontynuacji, gdyż z chęcią poznam resztę tej przyjemnej, relaksującej historii.

Tassadar, 11 lipca 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Tetsuya Imai
Projekt: Kazunori Iwakura
Reżyser: Katsushi Sakurabi
Scenariusz: Fumihiko Takayama
Muzyka: To-Mas

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Alice to Zouroku - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl