Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 1/10 grafika: 6/10
fabuła: 2/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,00

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 13
Średnia: 4,23
σ=1,62

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

18if

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 13×24 min
zrzutka

Psychoanalityczna wyprawa w głąb snów… Jak widać, każdy temat da się spaprać, jeśli się tylko chce.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Syndrom Śpiącej Królewny to przypadłość nawiedzająca tylko kobiety i objawiająca się tym, że bez wyraźnego powodu zapadają w śpiączkę, z której medycyna nie potrafi ich wyrwać. Mało kto jednak wie, że dotknięte tym osoby w pełni panują nad stworzonym przez siebie światem snu, w którym stają się wszechmocnymi „czarownicami”. Ba, jak się okazuje, ich wpływy mogą też sięgać świata rzeczywistego… Badaniem świata snu zajmuje się profesor Kanzaki, jednak jego możliwości są ograniczone – i zapewne dlatego występuje on z propozycją współpracy do chłopaka imieniem Haruto Tsukishiro, który z nieznanych powodów potrafi „wchodzić” do wnętrza snów czarownic. Od tej pory jego zadaniem staje się może nie tyle pokonywanie, ile przekonywanie ich, by dały jeszcze jedną szansę życiu na jawie, które z tych czy innych powodów tak bardzo je rozczarowało, że wolały uciec w niekończący się sen. Co jednak naprawdę kryje się za syndromem Śpiącej Królewny? Kim jest tajemnicza Lily, widoczna tylko dla Haruto przewodniczka po świecie snu?

Każdy odcinek jest odrębnym epizodem i początkowo wydaje się, że nie ma większego związku z pozostałymi, pod koniec serii okazuje się jednak, że wszystko to były fragmenty większej układanki. Poznajemy prawdę o syndromie Śpiącej Królewny, zaś Haruto ma nawet okazję uratować świat i zupełnie mi nie szkoda, że właśnie to zdradziłam, bo daję słowo – nie ma na co czekać.

Rozpatrywane z osobna pojedyncze historie są najzwyczajniej w świecie słabe. Mój kolega w zajawkach pierwszych odcinków pisał o psychoanalizie dla ubogich i to na pewno pierwsze, co daje się zauważyć. Grzebanie w ludzkiej podświadomości daje ogromne możliwości i pozwala opowiedzieć wiele ciekawych rzeczy, jeśli jednak kogoś by to interesowało, odsyłam do Kuuchuu Buranko, które jest równie abstrakcyjne jak 18if, ale nieporównanie lepsze. Tutaj w większości przypadków problemy, jakie dotykają bohaterki, są albo w ogóle nierealistyczne, albo tak skrajnie wydumane, że nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. No dobrze, może więc nie powinniśmy się tak tej psychologii czepiać – seria jest adaptacją gry komputerowej, więc jak można się domyślić, Haruto to ucieleśnienie postaci gracza rozwiązującego postawione przed nim problemy. Niestety takie spojrzenie na 18if nic nie pomaga, ponieważ pomijając nawet ich sztuczność, poszczególne historie są albo mało wciągające, albo całkowicie chaotyczne, albo jedno i drugie. Zwykle jedno i drugie.

Podręcznikowy błąd popełniono także, jeśli chodzi o główną linię fabularną. Otóż w fikcji w ogóle, a w anime w szczególności zabiegiem często spotykanym jest pokazanie świata całkowicie zwyczajnego, ale z jakimś odmiennym i niepasującym elementem, jakim w tym przypadku mógł być syndrom Śpiącej Królewny i generalnie „namacalność” świata snów. Tyle tylko, że tutaj mamy do czynienia z czymś innym – ze światem działających w oparciu o arbitralne i pozbawione logiki zasady, dla których jedynym uzasadnieniem jest to, że takie właśnie potrzebne są fabule do działania. To właśnie wychodzi na wierzch w końcówce serii, absurdalnej w złym znaczeniu tego słowa, z zarysowanymi i porzuconymi wątkami oraz kulminacją niewynikającą właściwie z niczego. Nie przeczę, w grze komputerowej to się może sprawdzać, ale film czy też serial rządzą się innymi prawami, więc jeśli ktoś (jak ja) obejrzał to anime, żeby się dowiedzieć, o co właściwie chodzi w całej tej historii, będzie paskudnie rozczarowany. Wyjaśnienie jest bowiem niewystarczające z jednej strony, pozbawione sensu z drugiej, a kompletnie oderwane od jakiejkolwiek rzeczywistości z trzeciej.

O dziewczętach dotkniętych syndromem Śpiącej Królewny trudno coś napisać jako o postaciach, mimo że każdej zostaje poświęcony cały odcinek. Poznajemy je jednak jako „czarownice”, co najczęściej oznacza, że są ogarnięte obsesją, która odbiera im zdolność normalnego myślenia i reagowania. Owszem, poznajemy różne fakty z ich życia, jednak tak jak pisałam wcześniej, większość z nich ma problemy zbyt wydumane, żeby widz mógł się tym przejąć, a poszczególne historie są przedramatyzowane do granic możliwości. Jest to irytujące, bo w części z nich – gdyby tylko poprowadzić je z większym wyczuciem – byłby nawet spory potencjał, tyle że wyraźnie nikt nie był zainteresowany jego wydobywaniem. Ostatecznie, jakby na to nie patrzeć, trudno nie uznać ogólnego przesłania tej serii za dość obraźliwe dla kobiet i dające się streścić do kultowego cytatu „sfiksowałyście, boście dawno chłopa nie miały”. Ubieranie tego w symbolikę i mistycyzm nie zdoła niczego zamaskować, szczególnie gdy ta symbolika jest odpustowa, prymitywna, a miejscami zwyczajnie niesmaczna, szczególnie gdy sprowadza wszystko do seksu w sposób, od jakiego Freud by się w grobie przewrócił.

Głównego bohatera natomiast trudno mi uznać za pełnoprawną postać, ponieważ widać aż nazbyt wyraźnie, że Haruto jest tylko pustym szablonem dla gracza. Jest to zresztą jedyna interpretacja, która pozwala go jakoś wybronić, jeśli bowiem spróbować ocenić to, co składa się na jego charakter, byłby on człowiekiem dość odrażającym. Już pomijam odcinek drugi, w którym spokojnie i obojętnie przygląda się morderstwu z zimną krwią (to, że mamy do czynienia z samosądem, raczej pogarsza sprawę), w praktycznie wszystkich historiach widzimy, jak Haruto manipuluje kolejnymi dziewczynami, chwytając się często bardzo nieeleganckich metod. Oczywiście – znowu – ma to sens w grze komputerowej, stawiającej konkretne zadania do rozwiązania, ale w fabularyzowanej opowieści nabiera zupełnie odmiennego i bardzo nieprzyjemnego wydźwięku. Przede wszystkim jednak Haruto jest po prostu posklejany z potrzebnych w danym momencie reakcji i kwestii dialogowych, trudno w ogóle mówić o nim jak o spójnym bohaterze, stworzonym z jakimś zamysłem.

O dziwo, najciekawiej z tego towarzystwa wypada profesor Kanzaki, może dlatego, że zachowuje się dość konsekwentnie, a jego działania mają jasną (choć nieco zbyt często przypominaną motywację): chce mianowicie pomóc swojej siostrze, także dotkniętej syndromem Śpiącej Królewny. Jednocześnie to właśnie Kanzaki całkiem przypadkiem obnaża miałkość konstrukcji świata, ponieważ od początku do końca nikt się nie zajmuje wyjaśnieniem, jakim cudem potrafi on w kontrolowany sposób wkraczać w świat snów, a co więcej – na jawie komunikować się z przebywającym w tym świecie Haruto. To, że jest „naukowcem” i ma jakiś tam sprzęt naukowy, ma wszystko tłumaczyć.

Oprawie wizualnej należy przyznać punkt za oryginalność i obciąć z pięć za całą resztę. Każdy odcinek został utrzymany w innym stylu, co ma zapewne ułatwić widzowi zaobserwowanie odmienności poszczególnych światów snu, a jednocześnie pozwolić rysownikom i animatorom wykazać się inwencją. Możliwe, że taki zabieg zadziałałby w lepszej serii, ale tutaj także zawodzi, nawet nie jestem pewna, dlaczego, ponieważ zwykle lubię takie eksperymenty. Być może chodzi tu o chaos wizualny i to, że w większości przypadków oprawa poszczególnych snów wydaje się wybrana losowo, bez szczególnych artystycznych powodów. Być może problemem jest nadużywanie dość tandetnie wyglądającej grafiki komputerowej. Być może wreszcie nie wystarczy oryginalności, kiedy część projektów wygląda zwyczajnie brzydko, a animacja w całych długich partiach odcinków jest po prostu szczątkowa. Tak czy inaczej uprzedzam, że kadry z tej serii będą się prezentować znacznie lepiej niż ten sam obraz w ruchu.

O ścieżce dźwiękowej i grze aktorskiej niewiele da się napisać, bo jedno i drugie zwyczajnie nie zapada w pamięć. Jedynym ciekawszym utworem jest czołówka, Red Doors, która wprawdzie straszy trochę engriszem, ale pulsująca elektronika w zestawieniu z psychodelicznym obrazem tworzy dobre połączenie i skutecznie wprowadzałaby widza w odpowiedni nastrój, gdyby tylko pierwsze minuty odcinka z reguły tego nastroju nie rujnowały. Nobunaga Shimazaki, wcielający się w rolę Haruto, jest doskonałym dowodem na to, że źle napisanej postaci nawet dobry i doświadczony seiyuu nie pomoże. Główny bohater przez większość czasu brzmi sztucznie i płasko, jakby był kompletnie wyprany z emocji i tylko próbował je udawać. Nie zawodzi Takehito Koyasu jako Kanzaki, tyle że ta rola też nie daje mu żadnych możliwości wykazania się talentem. O rozlicznych paniach nie będę pisać – usłyszymy tu między innymi Inori Minase czy Ayę Endou – bo właściwie żadna nie brzmiała tu interesująco, a większość ról i tak wymagała gry na jedną nutę, bez jakichkolwiek niuansów.

Istnieją serie, które można ocenić po pierwszych odcinkach oraz takie, które do oceny wymagają znajomości całej historii. 18if to ten drugi przypadek i między innymi dlatego wytrwałam do końca, który okazał się jeszcze głupszy, niż sądziłam, ale niestety nie aż tak efektownie katastrofalny, jak miałam nadzieję. Ostatecznie nie jest to seria, którą warto obejrzeć, bo robi się lepsza, ale też nie jest to seria tak zła, że aż zasługująca na uwagę. Intryguje założeniami fabuły, trzeba jednak pamiętać, że to tylko ekranizacja gry komputerowej, schematyczna i bez błysku.

Avellana, 16 grudnia 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: GONZO
Projekt: Hidayat Rianti, Hiroko Kazui, Hisao Muramatsu, Tadashi Oppata
Reżyser: Akira Nishimori, Hiroko Kazui, Kenzaburou Mori, Kouichi Chigira, Kouji Morimoto, Minoru Oohara, Shigatsu Yoshikawa, Takaaki Ishiyama, Toshirou Fujii, Yukio Takahashi
Scenariusz: Atsuhiro Tomioka
Muzyka: Noriaki Kihara, Ryuudai Abe

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
18if - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl