Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 4/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 9
Średnia: 6,78
σ=1,13

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Jigoku Shoujo: Yoi no Togi

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 地獄少女 宵伽
Gatunki: Horror
Postaci: Duchy; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Powrót do przeszłości czy próba wskrzeszenia trupa? Ai Enma powraca po raz kolejny, by w imieniu pokrzywdzonych śmiertelników wyrównywać rachunki.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Odgrzebywanie popularnych niegdyś anime i próby nakręcenia mniej lub bardziej udanych kontynuacji po latach lub też odświeżonych wersji dawnych hitów nie należą do rzadkości. Do grona powyższych produkcji należy najnowsza odsłona znanej swego czasu serii Jigoku Shoujo, o której blisko dziesięć lat wcześniej słyszał w zasadzie każdy szanujący się fan japońskiej animacji. Pomimo prostoty, by nie rzec wręcz prymitywizmu koncepcji, przygody piekielnego dziewczęcia i towarzyszącej mu świty cieszyły się niemałą popularnością. Niebagatelną rolę odgrywało w tym bogate czerpanie z dalekowschodniego folkloru i bardziej współczesnych opowiadań grozy, podlane karykaturalnym sosem przerysowanych zachowań i absurdalnych rozwiązań. Do tego sam pomysł zakładający kontaktowanie się z zaświatami za pomocą strony internetowej powstawał w czasie, gdy filmowy The Ring i jego rozmaite klony biły rekordy popularności. Zdawać by się mogło, że w takich warunkach niewiele trzeba, by stworzyć murowany hit.

Pierwsze odcinki Jigoku Shoujo wspominam ciepło. Mimo sporych dawek absurdu i epizodycznej formuły oglądało się je przyjemnie, próbując odgadnąć, jak Ai wraz z towarzyszami podejdą do kolejnego życzenia zemsty ze strony swych zdesperowanych klientów. Scenariusz prezentował szereg urozmaiconych sytuacji, które pchały pozornie spokojnych ludzi do ostateczności i zaprzepaszczenia własnej duszy w celu odegrania się na swych krzywdzicielach. Niezwykła kreatywność kar wymierzanych grzesznikom również przykuwała do ekranu, jednakże szybko stało się oczywiste, że obrana formuła jest bardzo ograniczona i bez wprowadzenia spajającego odcinki wątku niełatwo będzie utrzymać zainteresowanie widza. W tym celu pojawiły się kolejne postaci, śledzące Piekielne Dziewczę, próbujące zająć jej miejsce w otchłannej hierarchii, czy zwyczajnie stojące w sprzeczności z odwiecznymi tradycjami zaświatów i mogące zburzyć ustalony porządek rzeczy. Niestety, każdy kolejny pomysł okazywał się gorszy i mniej spójny od poprzedniego, na siłę przedłużając tytuł, który powinien już dawno się zakończyć. Dwa kolejne sezony wciąż oglądałem z zainteresowaniem, jako fan nieco naiwnych i balansujących na granicy śmieszności opowieści z dreszczykiem, jednakże na prywatnej numerycznej skali za każdym razem odejmowałem jedno oczko.

Gdy wydawało się już, że po średnio udanym Jigoku Shoujo Mitsuganae temat upadnie ostatecznie i nikt już nie będzie próbował do niego wracać, w 2017 roku Studio Deen postanowiło puścić oko do fanów wcześniejszych części, wydając nietypowe pożegnanie z cyklem (o ile oczywiście za jakiś czas nie nadejdzie ponowna koniunktura na tego typu historie). Yoi no Togi podzielono na dwie sześcioodcinkowe części, z których pierwsza do złudzenia przypomina dotychczasową epizodyczną formułę połączoną dodatkowym wątkiem nowo wprowadzonej postaci. Przypominająca kolorystyką brokułowego skrzata Michiru pałęta się za Ai i kwestionuje jej rolę w świecie, w którym powinno liczyć się przede wszystkim wybaczanie. Sama nie pamięta jednak swej przeszłości, która szybko okazuje się skomplikowana i traumatyczna, podając przy okazji w wątpliwość szlachetnie brzmiące słowa o pojednaniu i miłości. Zakończenie jest przewidywalne, tym bardziej że anime obejrzą, poza nielicznymi wyjątkami, wyłącznie fani wcześniejszych sezonów, doskonale obeznani ze wszelkimi chwytami stosowanymi przez twórców Jigoku Shoujo. Ot, takie odgrzewane, nie do końca pierwszej świeżości kotlety dla zadeklarowanych miłośników tego rodzaju kuchni.

O wiele przyjemniejszym doświadczeniem okazuje się pozostałych sześć odcinków, będących wyborem sześciu najlepszych epizodów sprzed lat. Nie różnią się one od pierwszej emisji zanadto, pomijając wstęp pod postacią animowanego teatru kukiełkowego i nieznaczne, w zasadzie niezauważalne poprawki kosmetyczne. O jakości tego fragmentu decyduje nie tylko nostalgia i tęsknota starych wyjadaczy za dawnymi czasami, ale też autentycznie przemyślany i logiczny dobór historii. Każdy z sześciu odcinków zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych, nieujętych już w zbiorze epizodów. Pomimo upływu lat doskonale pamiętałem ich treść, czego nie mógłbym powiedzieć o wielu innych. Zazwyczaj nie jestem fanem powtórek, jeśli jednak przyjąć, że Yoi no Togi to faktyczne pożegnanie z bohaterami, a nie tylko próba wysondowania gruntu pod piątą część, ich obecność jest jak najbardziej uzasadniona. Co najważniejsze, występują już po właściwym wątku fabularnym, przez co łatwo po prostu je zignorować, jeżeli ktoś nie poczuje się zainteresowany. Doceniam, że żaden „spec” od marketingu nie wpadł na pomysł by stare i nowe odcinki losowo wymieszać, przysparzając odbiorcy niepotrzebnej frustracji.

Spore zastrzeżenia mam do faktu, że Studio Deen stworzyło serial po kosztach. Nie mam nic przeciwko wykorzystaniu starych odcinków w niemalże niezmienionej formie, choć bardziej kasowy tytuł zapewne czekałby bardziej zauważalny retusz, czy wręcz nakręcenie wszystkiego od podstaw. Bardziej boli potraktowanie po macoszemu świeżych fragmentów. Jeśli pominąć całkiem gustowny opening, miałem wrażenie, że czas dla Jigoku Shoujo stanął w miejscu i dziesięć lat różnicy miało miejsce tylko na papierze. Oprawa wizualna cechuje się minimalizmem, koślawymi konturami i brzydką kolorystyką, która w założeniu miała zapewne kreować ponurą atmosferę, a w praktyce powoduje głównie odruch wymiotny. Sprawdzają się jedynie nieliczne efekty towarzyszące scenom wyszukanej zemsty na czarnych charakterach, choć i te przez lata niewiele się zmieniły na lepsze. Oczywiste jest, że anime od samego początku planowano z myślą o minimalnych nakładach i nikt nie zamierzał ryzykować. Przy tak marnych środkach pomogłaby zapewne zmiana stylu, ale ortodoksyjni fani, do których tytuł jest wszak kierowany, odsądziliby twórców od czci i wiary. W efekcie jedynie utrzymująca stały poziom ścieżka dźwiękowa postarzała się z godnością.

Zgodnie z dotychczasowym trendem bez wahania wyceniam Jigoku Shoujo: Yoi no Togi na pięć oczek, o jedno mniej niż pochodzące z 2008 roku Mitsuganae. Powinno być nawet mniej, gdyż wtórność rozwiązań i rosnący poziom absurdu sprawiają, że niełatwo dotrwać do końca. Tym niemniej sentyment do lubianego cyklu i deser w postaci najbardziej soczystych kąsków na zakończenie sprawiły, że z pewną przyjemnością powspominałem stare czasy i zapewne wielu fanów Ai i spółki poczuje się podobnie. Oby okazało się to rzeczywistym zwieńczeniem anime, przynajmniej o ile ktoś nie postanowi kiedyś odświeżyć tematu i nie nakręci serialu od nowa, z zupełnie innej perspektywy.

Tassadar, 12 listopada 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Hiroshi Watanabe
Projekt: Mariko Oka
Reżyser: Takahiro Oomori
Scenariusz: Ken'ichi Kanemaki
Muzyka: Yasuharu Takanashi