Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 4/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 47
Średnia: 6,55
σ=1,66

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Karo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hakata Tonkotsu Ramens

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 博多豚骨ラーメンズ
Tytuły powiązane:
Gatunki: Sensacja
Postaci: Łowcy nagród, Przestępcy; Rating: Nagość, Przemoc, Seks; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Wesołe przygody autystycznych zabójców szukających przyjaźni i zrozumienia. Przeciętna seria sensacyjna, która przy lepszej reżyserii mogłaby być znakomitą komedią.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jakiś czas temu jedna z tanukowych recenzji przypomniała mi popularną tezę, jakoby w hobbystycznej krytyce najprzyjemniejsze było pisanie o utworach szczególnie dobrych bądź szczególnie złych, natomiast utwory przeciętne sprawiały największe trudności. Twierdzenia tego – obiektywnie rzecz biorąc słusznego – nigdy jednak nie potrafiłem zastosować do samego siebie. Tak się złożyło, że los obdarzył mnie gustem z grubsza pokrywającym się z upodobaniami potocznie rozumianego „ogółu”, zatem ilekroć siadam do recenzowania produkcji w moim mniemaniu dobrej, tekst szybko przybiera formę nudnej kompilacji powszechnych w internecie zachwytów. Co się zaś tyczy recenzji utworów kiepskich, to jak większość konsumentów kultury uwielbiam je czytać, ale ich pisanie uważam za sztukę najbardziej ambitną, wymagającą lekkości pióra i poczucia humoru, czyli cech, do których mam zdecydowanie najdalej. Dlatego właśnie prawdziwie inspirujące są dla mnie dzieła ze środka skali, przy których mogę zmarginalizować klasyczne kryteria oceny i czepiać się mniej istotnych kwestii, snując w ten sposób przekombinowane dygresje bardziej dla siebie, niż dla czytelnika. Zdecydowanie najłatwiej pisze mi się o rzeczach przeciętnych.

Powyższy wstęp ma na celu nie tylko zaspokojenie grafomańskiej potrzeby personalizacji tekstu, ale też zobrazowanie ogólnego poziomu opisywanej produkcji, a tym samym zwolnienie z konieczności dalszej lektury osób oczekujących od recenzji wyłącznie funkcji oceniającej. Hakata Tonkotsu Ramens to seria sensacyjna ze środkowej półki – nie nadwyręża cierpliwości, ale niepoświęcony na nią czas z pewnością da radę spożytkować lepiej. Poszukiwacze dzieł ambitnych pod względem formy czy treści, bądź uzależnieni od internetowych dyskusji konsumenci hitów i rozczarowań sezonów, nie znajdą tu nic dla siebie. To utwór skierowany do odbiorców oglądających anime niejako z przyzwyczajenia, którzy po sprawdzeniu wszystkich nowości danego kwartału nadrabiają to, co z powodu niedużej popularności wcześniej im umknęło. Produkcja dla amatorów okołotekstowego gdybania – spekulowania nad tym, co można by zrobić lepiej lub gorzej, zgłębiania biografii członków ekipy produkcyjnej, klasyfikowania fandomowych trendów czy doszukiwania się przesłania tam, gdzie go nie ma. Oczywiście, jeśli kogoś interesuje po prostu rozrywkowa historia, opisywane anime nie będzie najgorszym wyborem, jednak w tej kategorii bez trudu znaleźć można masę oryginalniejszych, efektowniejszych i bardziej angażujących tytułów.

Akcja rozgrywa się w alternatywnej wersji Fukuoki, gdzie z fabularnie umownych przyczyn trzy procent populacji stanowią zabójcy na zlecenie. Obserwujemy tu codzienne życie powiązanych zawodowymi relacjami kilerów, zleceniodawców, informatorów oraz zdeprawowanych funkcjonariuszy służby publicznej. Jeśli po takim opisie ktoś spodziewa się porywającej wielkomiejskiej sagi żonglującej ogromem wątków za pomocą wymyślnych chwytów narracyjnych, na Hakata Tonkotsu Ramens srodze się zawiedzie. Dwanaście odcinków przedstawia cztery niezależne epizody, z których żaden nie prowadzi do niczego konkretnego, i których kolejność determinują wyłącznie stopniowo poznawani bohaterowie. Narrację cechuje wprawdzie mnogość pozornie niezależnych zdarzeń i okazjonalne gry wielością perspektyw czy zaburzoną chronologią, ale nie są to triki ani nowe, ani stosowane ze szczególną biegłością, a ponadto seria, z powodu natłoku zbiegów okoliczności i kuriozalności niektórych scen, wymaga znacznego zawieszenia niewiary. Kiedy jednak zwalczymy wstępne rozczarowanie, jakie może wywołać pierwszy epizod, trudno taką konstrukcję scenariusza traktować jako jednoznaczną wadę. Anime bowiem szybko (choć umiarkowanie wyraźnie – o tym nieco dalej) daje do zrozumienia, że chodzi w nim mniej o przedstawienie spójnej historii, a bardziej o rozegranie specyficznej komedii charakterów.

Wśród odbiorców fabularnych utworów popularne jest przekonanie, że udany bohater to bohater dynamiczny – cechujący się przede wszystkim wiarygodną motywacją i postawą, która pod koniec opowieści, wskutek napotkanych trudności, znacząco różni się od postawy wyjściowej (wybaczcie objaśnianie terminów z zakresu szkoły podstawowej). Tymczasem Hakata Tonkotsu Ramens korzysta z wcale nie nowej, ale mniej popularnej techniki: przedstawia bohaterów od początku niemal w pełni ukształtowanych, których poglądy i metody postępowania wydają się niezależne od fabuły. Rzecz jasna w toku akcji napotykają oni przeciwności, którym muszą stawić czoło, jednak przeważnie – niczym w epizodycznej komedii – wpływają one na ich osobowości w minimalnym stopniu i nie prowadzą do długofalowych przemian. Dynamika postaci wynika natomiast z wzajemnych relacji, krótkotrwałego dostosowywania się do nieprzewidzianych okoliczności oraz retrospekcji, stopniowo ujawniających fakty dla nich oczywiste, ale nowe dla odbiorcy. Zwykle są też celowo przejaskrawione – mają czytelne przekonania, nawyki lub fobie, dzięki czemu dają się łatwo scharakteryzować i zapadają w pamięć nawet przy ograniczonym czasie ekranowym. W Hakata Tonkotsu Ramens technika ta stosowana jest nagminnie, w pełni świadomie i daje znakomity efekt, choć są produkcje, w których sprawdziła się znacznie lepiej: adaptacje powieści Ryougo Narity, gdzie dziwactwa bohaterów często stanowią motor fabuły; starsze serie Shin'ichirou Watanabe, gdzie powoli odkrywane fakty z przeszłości dużo silniej działają na emocje; albo Black Lagoon, gdzie umyślne przejaskrawienie nieraz osiąga absolutne ekstremum.

Postaci można więc ująć jednym zdaniem: wszystkie zdają się cierpieć na popkulturową odmianę zespołu Aspergera. Tą, która czyni z bohatera skrajnego ekscentryka, ogarniętego wymyślnymi kompulsjami i egzystującego w swoim świecie, ale niemającego trudności z nawiązywaniem relacji czy codziennym funkcjonowaniem. Są tu m.in.: prywatny detektyw, który regularnie spożywa jeden konkretny rodzaj ramenu, i którego zawodową oziębłość łatwo pomylić z osobowością schizoidalną; tsundere nożownik­‑crossdresser łączący zamiłowanie do higieny i kobiecych strojów ze stereotypowo męską zapalczywością i grubiaństwem; nieobliczany haker­‑informator konstruujący pluskwy podsłuchowe w kształcie pająków, ponieważ według niego „tak jest fajniej”; płatny zabójca, którego shounenowa potrzeba samodoskonalenia i szukania godnego przeciwnika objawia się jako nerwica natręctw, itp. Masowe udziwnianie postaci kosztem charakterologicznej głębi – choć mniej powszechne niż ich „klasyczne” prowadzenie – samo w sobie nie jest niczym nowatorskim, jednak zadbano tu o kilka niebanalnych akcentów. Przede wszystkim duży plus należy się za przełamanie hollywoodzkiej kliszy, wedle której autyzm idzie w parze z wysokim ilorazem inteligencji. Przeciwnie – bohaterowie to w większości urocza zbieranina gamoni, pechowców i nieudaczników, natomiast ich specyficzny komizm polega głównie na rozbieżności między tym, jak postrzegają oni samych siebie, a tym, co na ich temat sugeruje fabuła. Zaskakująco wiarygodnie rozwijane są też lekko anormatywne relacje. Ogółem po paru epizodach formuje się tu coś na kształt dysfunkcyjnej rodziny, której członkowie raz chcą się nawzajem pozabijać, a kiedy indziej wspólnie jedzą ramen i grają w baseball. Powiedziałbym, że właśnie o tym jest to opowieść – o szukaniu własnego miejsca i przebywaniu w gronie ludzi sobie podobnych, nawet mimo najbardziej wypaczonych cech charakteru. W kontekście serii wypada to nad wyraz sympatycznie i postaci nietrudno polubić, o ile oczywiście komuś nie będzie przeszkadzać ich narracyjne wybielanie i fakt, że tak naprawdę mamy tu bandę socjopatów, za pieniądze czy w imię osobistych ideałów gotowych mordować innych bez mrugnięcia okiem.

Regularnie wspominam o humorze i absurdzie, zatem niezbędne jest pewne sprostowanie. Hakata Tonkotsu Ramens absolutnie nie jest produkcją tak zabawną, jak mogłoby wynikać z powyższych wywodów. W pierwszej kolejności jest to anime sensacyjne – przy zaakceptowaniu założeń świata przedstawionego względnie realistyczne, do tego raczej ponure i brutalne. Sęk w tym, że w tej na ogół poważnej historii regularnie dochodzi do idiotycznych sytuacji, przy których niemal słychać melodyjkę z Looney Tunes. Profesjonalny zabójca uśmierca ofiarę maczetą podczas zakupów w supermarkecie; do strzeżonej rezydencji wroga można wejść pod pretekstem skorzystania z toalety; kiedy w trakcie walki wręcz ktoś odkrywa, że przeciwnik jest z jakiegoś powodu niewrażliwy na noże, z szyderczym uśmiechem wyciąga z kieszeni pistolet. Sceny, kiedy jeden z bohaterów likwiduje napastnika, odbijając kataną rzuconą bombę czy nóż, są tak częste, że na pewnym etapie zacząłem ich wyczekiwać niczym błyśnięć Zespołu R w kolejnych odcinkach Pokémonów. Nie są to klasyczne gagi wywołujące salwy śmiechu, a raczej fabularne uproszczenia nasuwające myśli w rodzaju „lol, jakie to głupie”. Mimo realistycznej konwencji występują one w takim natężeniu, że szybko zaczynają sprawiać wrażenie intencjonalnych, a nie wynikających ze scenopisarskiej nieudolności. Nie wymagam śmiechu z puszki, ale wydaje mi się, że komizm to pewien kod wymagający nieco wyraźniejszego zasygnalizowania odbiorcy. Hakata Tonkotsu Ramens nie jest ani komedią, ani niezamierzenie śmieszną groteską w stylu School Days; nie jest też dość umowne, aby takie absurdy wypadały naturalnie, jak np. w Hellsingu czy wspomnianym Black Lagoon. To po prostu niewymagająca ironicznego dystansu historia przeplatana dezorientującymi niedorzecznościami.

Ten narracyjno­‑estetyczny dysonans zaintrygował mnie tak bardzo, że dla porównania sięgnąłem po książkowy pierwowzór i dopiero on dał mi pełny obraz sytuacji: anime jest po prostu zbyt bezpieczną ekranizacją. Jeśli wierzyć anglojęzycznym przekładom, powieść Chiakiego Kisaki to utwór mocno „czasownikowy” – ubogi w szczegółowe opisy i dający czytelnikowi ogromną swobodę interpretacji tonu poszczególnych wydarzeń. Kompetentny reżyser z jasno sprecyzowaną wizją poprzez odpowiednie rozłożenie akcentów mógłby z tego zrobić zarówno depresyjne studium ciemnych stron ludzkiej natury, jak i kuriozalną komedię sensacyjną. Kojarzy mi się to trochę z mangą JoJo's Bizarre Adventure, która zanimowana przez studio A.P.P.P. była mroczną bijatyką rodem z epoki VHS, natomiast twórcy z David Production, teoretycznie przedstawiający tę samą historię, stworzyli kolorową kopalnię memów. W przypadku Hakata Tonkotsu Ramens zbyt wiernie trzymano się pierwowzoru, podążając za opisanymi wydarzeniami, ale nie wzbogacając ich filmowymi środkami przekazu. Tak naprawdę zawiniła różnica w sposobie narracji obu mediów – sceny, którym w książce towarzyszy niejednoznaczna atmosfera, przeniesione na ekran nawet bez reżyserskiej inicjatywy stały się bardziej sugestywne, jednak brak wyraźnego nacisku na ich poważne bądź komiczne aspekty wpłynął negatywnie na spójność konwencji.

Ogólnie historia sporo traci przez brak konkretnego, wizualnego kierunku. Najmocniejsze strony, czyli wielowątkowość i metodę prezentacji bohaterów, anime czerpie z książki, nie dodając prawie nic od siebie. Chwilami widać wprawdzie, że twórcy celowali w szaloną serię gangsterską w stylu studia Brain's Base, ale w praktyce ogranicza się to do dynamicznie zmontowanego endingu i okazjonalnych jazzowych przygrywek, na które przestałem zwracać uwagę w połowie drugiego odcinka. Rzekomo romantyczne miasto zabójców wygląda jak każde inne stereotypowe Tokio czy Nowy Jork, oszczędne choreografie walk bez fabularnego kontekstu nie robią żadnego wrażenia, wymiany zdań są do bólu statyczne, natomiast bohaterowie w porównaniu z towarzyszącymi oryginalnej prozie ilustracjami autorstwa Hako Ichiiro mają znacznie uboższą mimikę, a ich stroje o wiele mniej detali. Widziałem ekranizacje powieści, w których dialogi były na tyle dobre, że celowo rezygnowano z wymyślnej reżyserii, aby pozwolić im wybrzmieć, ale to zdecydowanie nie jest jedna z takich produkcji. Wypowiadane kwestie trzymają solidny, jednak nie wybitny poziom, a biorąc pod uwagę, że jest to seria akcji osadzona w bądź co bądź umownej konwencji, odnoszę wrażenie, że nadanie jej bardziej wyrazistego stylu – niekoniecznie poprzez poprawę jakości animacji, ale np. poprzez urozmaicenie kolorystyki czy montażu – mogłoby znacząco uprzyjemnić seans.

Śledząc z uwagą internetowe postulaty obiektywizacji hobbystycznych recenzji, zauważyłem, że zwykle nie odnoszą się one do opisywanego humoru – nikt nie próbuje kwestionować twierdzenia, jakoby poziom śmieszności zależał wyłącznie od preferencji odbiorcy. W rzeczywistości jest to powszechne przekłamanie. Istnieje bowiem naukowa teoria komizmu, w humanistyce zaliczana do zagadnień najbardziej wymagających i złożonych, pozwalająca obiektywnie wskazać co jest zabawne, a co nie. Podejrzewam, że jakiś uznany autorytet w tej dziedzinie mógłby wiarygodniej opisać problemy z konwencją i estetyką Hakata Tonkotsu Ramens, ale ja, jako niedzielny recenzent, mogę jedynie stwierdzić, iż „w mojej subiektywnej opinii” seria cierpi przez niezgodność poważnego tonu opowieści z kuriozalnością poszczególnych scen, co jest jej największą, lecz nie dyskwalifikującą wadą. Jeżeli kogoś nie zraziłem wstępnymi wywodami o przeciętności tej produkcji i przygody gamoniowatych zabójców wydają mu się interesujące, mimo wszystko polecam raczej zapoznać się z literackim pierwowzorem (o ile rzecz jasna problemu nie stanowi rodzaj medium i bariera językowa). Anime oddaje wiele zalet powieści, która jednak, przeniesiona na ekran bez kreatywnej reżyserii, straciła opisową wieloznaczność, przez co finalny produkt, choć nie nudzi, sprawia wrażenie w najlepszym razie kompetentnej wersji demonstracyjnej. I może właśnie taki był cel? Jeśli bowiem ekranizacja miała zachęcić mnie do sięgnięcia po książkę, to w tej roli sprawdziła się wzorowo.

Karo, 27 stycznia 2019

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Satelight
Autor: Chiaki Kisaki
Projekt: Hako Iichirou, Hideki Inoue
Reżyser: Kenji Yasuda
Scenariusz: Shougo Yasukawa
Muzyka: Koutarou Nakagawa

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Hakata Tonkotsu Ramens - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl