Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Komentarze

Devilman: Crybaby

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    Jajco 19.08.2018 05:45
    Jednyna rzecz która zostanie zapamietana z tej seri to :
    Débilman No Uta – ost :)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    tajakjejtam_taka_ona 18.08.2018 15:33
    Miał być Berserk 2
    W naiwności wierzyłam, że Devilman będzie czymś w rodzaju Berserka, z dużą ilością przemocy i nagości oraz ciekawą fabułą, ale niestety nie jest. Zaczyna się ciekawie, ale już 2 odcinek wcisnął mnie w fotel, w złym tego słowa znaczeniu. Akcja rozwija się w tak szybkim tempie, że 3/4 wątków pozostaje niewyjaśnionych. Bardzo słaba psychologia postaci  kliknij: ukryte  oraz ich motywów postępowania. Jakieś mgliste wspomnienia o rządzie, czy tam tajnej organizacji ale nie jest to wyjaśnione do końca. Zmarnowane ciekawe wątki np.  kliknij: ukryte . Można obejrzeć z nudów ale mnie osobiście nie skłoniło do żadnych głębokich przemyśleń o ludzkiej naturze. Ach no i kreska koszmarna, czasami tak koślawa że oczy bolą.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    ReniferZiolo 13.04.2018 04:03
    9/10
    Slabiutka fabula sama w sobie ale genialnie poprowadzona od strony formalnej. Kadry,styl,animacja,tempo,muzyka. Brawo
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Windir 29.03.2018 22:42
    3/10
    Parę miesięcy temu widziałem film z 2000 roku i była to moja jedyna styczność z Devilmanem kiedykolwiek. I wolę ten starawy już film niż to co zaserwował netflix. No i po tym filmie seria jest mocno przewidywalna, co pewnie wpłynęło trochę na moją ocenę.
    Minusy:
    - niesmaczna ilość erotyki. niby dobrze, że dorosły temat w dorosły sposób, ale w slasherze wypada to tragicznie i niesmacznie.
    - rapsy. niby ciekawie przybliżają świat czy postacie, ale nie moja bajka.
    - naiwny scenariusz
    - OP, dawno już nie przewijałem tak „dokładnie”.
    Plusy:
    + grafika. mi się podobało. zdecydowanie lepsze takie kombinowanie i sporo abstrakcji niż 3D.
    + voice acting. scenariusz słabiutki, ale zagrany świetnie.
    + zakończenie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Uratugo 1.03.2018 02:35
    Mieszane uczucia
    Fabuła jest w porządku- niby nieoryginalna, niby nie wyjątkowo ambitna, ale jednak bardzo w porządku. Realizacja? Gdzieś do 5 odcinka było bardzo, naprawdę bardzo dobrze. 6­‑7 odcinki się pogorszyły, ale ostatnie 3, to już czysta tragedia. Autorzy przegięli pałę i widocznie nie miał kto ich przystopować. To, że lubimy słodką herbatę jeszcze nie oznacza, że dobrze jest sypać do niej 15 łyżeczek. Pomysł i początkowa realizacja miały szansę na powodzenie i stworzenie solidnego dzieła; niestety polecieli już w takie tony, że dobry konstrukt zaczął zamieniać się w kicz i groteskę.

    Postacie, to najmocniejsza strona serii. Rozwój Akiry jest ciekawy i choć on sam pozornie jest oklepany i przeciętny (jak na bohatera anime), to i tak oglądało się go z ciekawością. Ryo mu tutaj nie ustępuje na krok, a reszta obsady też jest niczego sobie. Gdyby nie popsuli ich wszystkich na koniec, to byłbym usatysfakcjonowany przynajmniej pod tym względem.

    O ile soundtrack zupełnie nie wzbudził mojego zainteresowania (czasami wręcz męczył), to kreska była genialna- bardzo niestandardowa, niestarająca się być na siłę cukierkową i wliczającą się w kanon piękna. Przy tym jednak mająca swój urok i w pewnych względach estetyczna.

    Akcja została poprowadzona genialnie. Odwaga w brutalności nie jest może rzadkością, ale nieocenzurowana intymność, która jednocześnie w najmniejszym stopniu nie może być zaliczana do fanserwisu, to już coś niecodziennego. Tutaj przedstawiono to genialnie- w połączeniu z przemocą, ale również zahaczając o religijność, co wyszło fenomenalnie, biorąc pod uwagę fakt, że ani razu nie odczułem, żeby cokolwiek miałoby tutaj być obrazoburczego. Napięcie było rozłożone dość nierówno- czasami z nim przeholowywali, a czasami go brakowało. W ostatnich odcinkach było go już tak dużo, że w kulminacyjnych momentach czułem się, jak dziecko, któremu dało się cukierka, a potem nie dość, że mu go zabrano, to jeszcze zdzielono go w twarz, żeby było było bardziej dramaturgicznie.  kliknij: ukryte 

    Symbolizm w „Devilman: Crybaby” był zamyślony bardzo mądrze i wręcz dziwiło mnie, w jaki sposób autorzy łączą rzetelną analizę chrześcijaństwa z dalekowschodnią interpretacją artystyczną. Niestety, pod koniec dostaliśmy dokładnie to, co dostajemy od Japończyków za każdym razem, gdy zabierają się za tematykę chrześcijaństwa…

    Gdyby nie ostatnie 3 odcinki, z czystym sumieniem dałbym za to siedem gwiazdek. Gdyby cała seria utrzymała poziom pierwszych 4­‑5 odcinków, a fabuła byłaby poprowadzona z wiekszym wyczuciem i mądrością, to mogłaby to być nawet dziewiątka. A tak? 5 gwiazdek. Pięć z dużym plusem, ale na 6 niestety nie zasługuje.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    zakuro5 10.02.2018 19:52
    biedna dziewoja nie rozumie dobrych anime dla dorosłych
    Nie za bardzo czaję jaki był sens robienia tego remake'u. Pochwalenie się edgy krwią i seksem? Fabuła niby się klei ale jak na to ile moralizatorskich monologów i motywów religijnych w nią upchnęli to nie widziałam żadnych powalających konkluzji. Grafika za to całkiem niezła, przynajmniej poza tymi kłującymi w oczy momentami kiedy animacja ledwo istniała, no i świetny sountrack
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Turbotrup 8.02.2018 21:17
    Kreska na początku mi nie przeszkadzała, bo z góry wiedziałem, że będzie się dużo działo, i tak faktycznie było… przez pierwsze 2 odcinki. Potem tempo szybko spadło i musieliśmy się nasłuchać raperów i nagapić na śmieszną animację biegania przez zdecydowanie zbyt długi czas.
    Więc tak, Anime lubi powtarzać swoje motywy, co by nie było takie wkurzające, gdyby twórca starał się wpleść w to wszystko więcej walk i aktualnej historii z Mangi. A co do walk – czemu większość z nich była pokazana w takiej ciemnicy? W ogóle nie oddają ani klimatu ze starych kinówek (zakładam, że Mangi też nie) oraz wspomniany czarny ekran strasznie przeszkadza w nadążaniu za akcją jak ledwo co widać…

    Na plus są liczne plot twisty oraz wyróżniające się na tle innych Anime zachowania postaci. W kinówkach z lat 80­‑90 narzekałem na głupkowate dialogi i nierealistyczne zachowanie się ludzi, jednak tutaj jest to już poprawione, a przynajmniej ja tak to odczuwam.

    Podsumowując: pierwsze kilka odcinków było fajnych, środek jest słaby/ok i końcówka znowu fajna.

    Dałbym 6/10, ale do tego trzeba jeszcze wliczyć brak wyjaśnień typu: kim jest Amon? Czemu Akira nagle tak sobie dobrze radził w ostatniej walce, skoro demony z trochę wyższych półek potrafiły go nieźle poturbować?
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Ciku 15.01.2018 12:15
    No tak średnio bym powiedział.
    Nie jest źle, ale dobrze też nie.

    Największym minusem jest oprawa wizualna. Niby specyficzna, ale strasznie to wszystko brzydkie. W pierwszym odcinku jak zobaczyłem ten bieg, to z żenady musiałem to aż rozchodzić po domu ;)

    Pewnie znajdą się osoby, które uznają, że nie potrafię w tym odnaleźć duszy artystycznej czy coś, ale na mój chłopski rozum jest to wszystko strasznie słabe.

    Poza tym za dużo erotyki, a za mało istotnych rzeczy. No chyba, że głównym założeniem tej serii są cycki.

    Fabularnie może być, ale jest nierówno.

    Jedyne co daje radę, to oprawa dźwiękowa i seyuu.

    Powiem tak, gdybym miał wykupić pakiet netflixa tylko dla tej bajki, to na pewno bym tego nie zrobił, ale jak ktoś ma już aktywne konto, to można sobie zobaczyć.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Maxromem 14.01.2018 01:34
    Mój seans Yuasowego Devilmana mógłbym opisać w ten sposób: wyobraźcie sobie zjazd z góry na rowerze bez hamulców. Szybko nabieracie prędkości i zasuwacie. Co jakiś czas jakaś raczej niegroźna przeszkoda próbuje was zatrzymać, ale piękne widoki i adrenalina z łatwością pozwalają wam ją pokonać. Czasem jest jakieś wypłaszczenie i robi się nudnawo, ale zawsze w końcu znowu pojawia się zjazd prosto w dół. Pod koniec stoku jedziecie już na pełnej parze mając za sobą wspaniałe ale tez miejscami straszne przeżycia, już myślicie że to koniec, a tu nagle zakręt, a za nim dziura w drodze. Na szczęście jakoś udaję się wam przetrwać i w końcu zwalniacie i zatrzymujecie się wiedząc, że było to świetne przeżycie, nawet jeśli po drodze zdarzyły się jakieś potknięcia i że końcówka prawie was wykoleiła. Zdecydowanie było warto, choć drugi raz raczej się nie przejadę.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    blob 11.01.2018 20:01
    Fajne. Krwawe, bezkompromisowe, szczere do bólu. Grafika może z początku przerazić, ale szybko się można do niej przyzwyczaić. Pod koniec animatorzy już w ogóle dają czadu, takiej epickiej kakofonii już dawno nie widziałem.

    To samo z muzyką. Po seansie ciężko mi sobie wyobrazić serię bez niej.

    Na koniec dopowiem że faktycznie przydałyby się ze 2 odcinki więcej.

    PS: Fabularnie ta seria chyba najbardziej nawiązuje do filmu z 2004 roku co nie?
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Kanivaru 10.01.2018 08:57
    Już dawno nie obejrzałem żadnego anime za jednym podejściem, aaa, uwielbiam.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    DEVILFAN 9.01.2018 04:16
    Anime do śniadanka...
    Ten kto przeczytał tytuł, a przede wszystkim obejrzał anime pewnie się zastanawia, co ten typ głupiego wypisuje? W dobie clicbaitowych tematów praktycznie na wszystkich większych stronach informacyjnych w internecie pozwoliłem sobie pójść za modą i też takowy zrobić, a intencje moje są bardzo proste. We wstępie padło słowo internet nie bez kozery ponieważ Devilman Crybaby jest wydany bezpośrednio do internetu dlatego Japończykom śniadanie w rodzinnym gronie przejdzie przez gardło a Ci którzy będą chcieli obejrzeć anime w której najmniej jest tego czego nienawidzimy najbardziej czyli cenzury z chęcią zasiądzie do seansu wieczorem gdy słonko powie papa. Devilman Crybaby jest opowieścią brutalną, pełną seksu i przemocy to wszystko pokazane jest w bardzo bezpośredni dosadny sposób nie pozostawiający niedomówień co dla mnie jest wielkim plusem. Animacja odbiega sporo od standardów które panowały w 2015 gdy jeszcze można było powiedzieć, że interesuje mnie to i oglądam kilka serii w sezonie chociaż jak ktoś jest konserwatystą animacji serii telewizyjnych może się do Devilmana zrazić ale wtedy go ominie kawał dobrego Anime. Warto się zastanowić co reżyser chciał Nam przekazać tym co obejrzeliśmy? Moimi przemyśleniami się nie podzielę bo jest 4 nad ranem a ja o 7 mam zmianę w pracy i chciałbym dopełnić swoich obowiązków. Na koniec wracając do tego internetu. Czy anime wydane bezpośrednio do internetu są powiewem świeżości i dobrym kierunkiem dla animatorów których będzie ograniczał tylko budżet a nie prawa telewizyjne i wszystkie negatywne rzeczy które się z tym wiążą? Netflix zrobił dobrą robotę! Po seansie Devilmana Crybaby nie mam do tego żadnych wątpliwości. Ode mnie 10 i nadzieja, że ukaże się u Was recenzja. Będę zaglądał!
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    vries 7.01.2018 21:45
    Powiem tak...
    Z jednej strony nie jest to tak dobre jak pozostałe działa Yuasy. Z drugiej… cóż, wcale nie wyszło to tak źle. Całkiem sprawnie odrestaurowano Devilmana. Projekty postaci całkiem ok, wykonanie Yuasowe.
    Muzyka mi się raczej nie podobała – jak dla mnie to zbyt toporna elektronika na tą serię. Owszem, Devilman no Uta jest świetne, ale powinno być openingiem pomimo, ze miałoby się do tematyki serii jak pięść do nosa.
    Fabuła trochą zbyt dziurawa. Za dużo chcieli wrzucić wątków na koniec. Zenon i Devilman Army, po co to? Może to jeszcze jedno skinienie głową w stronę fanów tytułu (a było ich parę). Rozwala to spójność. Z drugiej strony, całościowo bez tragedii. Można powiedzieć, że to kolejne, nawet udane podejście do Devilmana. Problem polega na tym, że nic ponadto. Nie jest to żadna rewelacja. Trochę szkoda. Może następnym razem.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    ukloim 7.01.2018 04:09
    Bez szału
    Ja osobiście nieco się zawiodłem. Jestem wielkim fanem Yuasy, ale w tej serii jakoś tak mało było tych charakterystycznych dla niego elementów. Nie wiem, być może zbyt wiele oczekiwałem.

    1, 2 i 9 odcinek to klasa, reszta natomiast co najwyżej dobra. Mocno zaskakujące zakończenie rekompensuje przeciętny środek serii, ale moim zdaniem i tak nie ratuje całości. Wszystko dzieje się strasznie szybko, a wiele wątków po prostu zbyt szybko zostaje zakończonych bez odpowiedniego rozwinięcia. Myślę, że 2­‑3 dodatkowe odcinki mogłyby tej serii wyjść na dobre.

    Graficznie jest nierówno. Nie od dziś wiadomo, że Yuasa mocno eksperymentuje ostatnimi czasy z Flashem. Przez to raz wszystko wygląda strasznie sterylnie i rusza się niesamowicie płynnie (choć mocno widać wtedy użycie komputera), by w innym momencie (m.in. cały odcinek 3.), przy użyciu tradycyjnych technik, prezentować się bardzo standardowo i statycznie, tworząc przy tym ogromny kontrast. Muzyka natomiast to miód dla uszu, a nowa wersja Devilman no Uta jest naprawdę cudowna (czemu nie użyli jej jako openingu?).

    Podsumowując – to naprawdę dobry tytuł, zdecydowanie warty uwagi i obejrzenia, ale wiele mi w nim nie zagrało. Nie wiem ile w tym winy twórców, a ile materiału źródłowego, bo go po prostu nie znam. Gdyby ktoś jednak po seansie Devilmana miał ochotę na jakąś serię Yuasy o demonach, taką bardziej w jego stylu, to polecam Kemonozume.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 7.01.2018 02:10
    Świeżo po seansie zapewne miałbym o wiele więcej do powiedzenia – na chwilę obecną jednak po emocjach, które zdążyły już nieco opaść nadal jestem zachwycony.

    Pierwszy odcinek trochę mnie zdezorientował – miałem wrażenie, jakbym oglądał FLCL na kwasie. Od drugiego jednak zacząłem się szybko przyzwyczajać do animacji, całej dynamiki scen i w zasadzie mogłem się też już w końcu zacząć skupiać na fabule, zamiast na tym, co „próbuje” się dziać na ekranie.

    Przy trailerze trochę się obawiałem – ale zupełnie niepotrzebnie, jest to naprawdę kawał dobrego anime stworzonego z pasją.

    Nie ma tutaj całej tej cenzury i „grzeczności”, którą widujemy w normalnych seriach TV – jest golizna, seks, przemoc, krew, narkotyki – seria mocno się nimi podpiera ale sama wystarczająco wzbija na się na tyle, żeby nie były jedynym jej pozytywnym aspektem.

    Czuć połączony klimat klasycznego anime, z nowoczesną technologią sztuką i naprawdę fajnie się to komponuje – klasyka(tj. „stary” devilman) pojawia się tutaj jako smaczek dla widzów.

    Strasznie jarałem się też w zasadzie końcówką – bohaterowie pokazują swoje emocje i próbują zaznaczyć, że to co robili coś znaczy ale wszystko  kliknij: ukryte . No i zakończenie też może pozostawić u niektórych niesmak ale jest bardzo satysfakcjonujące i nie pozostawia niedosytu.

    Czytałem też gdzieniegdzie, że wersja różni się od oryginału ale zapaleni fani Devilmana twierdzą, że im to specjalnie nie przeszkadzało, bo realizacja i tak był naprawdę dobra.

    Warto też posłuchać cudnej wersji Devilman No Uta: [link], cud, miód i orzeszki!

    Całość łyknąłem na raz i serdecznie polecam. 9/10

    PS. Jeśli takie cuda będą wychodzić spod sztandaru Netflixa, to jestem jak najbardziej za i życzę im dalszych sukcesów.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime