Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

Devilman: Crybaby

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    Ciku 15.01.2018 12:15
    No tak średnio bym powiedział.
    Nie jest źle, ale dobrze też nie.

    Największym minusem jest oprawa wizualna. Niby specyficzna, ale strasznie to wszystko brzydkie. W pierwszym odcinku jak zobaczyłem ten bieg, to z żenady musiałem to aż rozchodzić po domu ;)

    Pewnie znajdą się osoby, które uznają, że nie potrafię w tym odnaleźć duszy artystycznej czy coś, ale na mój chłopski rozum jest to wszystko strasznie słabe.

    Poza tym za dużo erotyki, a za mało istotnych rzeczy. No chyba, że głównym założeniem tej serii są cycki.

    Fabularnie może być, ale jest nierówno.

    Jedyne co daje radę, to oprawa dźwiękowa i seyuu.

    Powiem tak, gdybym miał wykupić pakiet netflixa tylko dla tej bajki, to na pewno bym tego nie zrobił, ale jak ktoś ma już aktywne konto, to można sobie zobaczyć.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Maxromem 14.01.2018 01:34
    Mój seans Yuasowego Devilmana mógłbym opisać w ten sposób: wyobraźcie sobie zjazd z góry na rowerze bez hamulców. Szybko nabieracie prędkości i zasuwacie. Co jakiś czas jakaś raczej niegroźna przeszkoda próbuje was zatrzymać, ale piękne widoki i adrenalina z łatwością pozwalają wam ją pokonać. Czasem jest jakieś wypłaszczenie i robi się nudnawo, ale zawsze w końcu znowu pojawia się zjazd prosto w dół. Pod koniec stoku jedziecie już na pełnej parze mając za sobą wspaniałe ale tez miejscami straszne przeżycia, już myślicie że to koniec, a tu nagle zakręt, a za nim dziura w drodze. Na szczęście jakoś udaję się wam przetrwać i w końcu zwalniacie i zatrzymujecie się wiedząc, że było to świetne przeżycie, nawet jeśli po drodze zdarzyły się jakieś potknięcia i że końcówka prawie was wykoleiła. Zdecydowanie było warto, choć drugi raz raczej się nie przejadę.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    blob 11.01.2018 20:01
    Fajne. Krwawe, bezkompromisowe, szczere do bólu. Grafika może z początku przerazić, ale szybko się można do niej przyzwyczaić. Pod koniec animatorzy już w ogóle dają czadu, takiej epickiej kakofonii już dawno nie widziałem.

    To samo z muzyką. Po seansie ciężko mi sobie wyobrazić serię bez niej.

    Na koniec dopowiem że faktycznie przydałyby się ze 2 odcinki więcej.

    PS: Fabularnie ta seria chyba najbardziej nawiązuje do filmu z 2004 roku co nie?
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Kanivaru 10.01.2018 08:57
    Już dawno nie obejrzałem żadnego anime za jednym podejściem, aaa, uwielbiam.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    DEVILFAN 9.01.2018 04:16
    Anime do śniadanka...
    Ten kto przeczytał tytuł, a przede wszystkim obejrzał anime pewnie się zastanawia, co ten typ głupiego wypisuje? W dobie clicbaitowych tematów praktycznie na wszystkich większych stronach informacyjnych w internecie pozwoliłem sobie pójść za modą i też takowy zrobić, a intencje moje są bardzo proste. We wstępie padło słowo internet nie bez kozery ponieważ Devilman Crybaby jest wydany bezpośrednio do internetu dlatego Japończykom śniadanie w rodzinnym gronie przejdzie przez gardło a Ci którzy będą chcieli obejrzeć anime w której najmniej jest tego czego nienawidzimy najbardziej czyli cenzury z chęcią zasiądzie do seansu wieczorem gdy słonko powie papa. Devilman Crybaby jest opowieścią brutalną, pełną seksu i przemocy to wszystko pokazane jest w bardzo bezpośredni dosadny sposób nie pozostawiający niedomówień co dla mnie jest wielkim plusem. Animacja odbiega sporo od standardów które panowały w 2015 gdy jeszcze można było powiedzieć, że interesuje mnie to i oglądam kilka serii w sezonie chociaż jak ktoś jest konserwatystą animacji serii telewizyjnych może się do Devilmana zrazić ale wtedy go ominie kawał dobrego Anime. Warto się zastanowić co reżyser chciał Nam przekazać tym co obejrzeliśmy? Moimi przemyśleniami się nie podzielę bo jest 4 nad ranem a ja o 7 mam zmianę w pracy i chciałbym dopełnić swoich obowiązków. Na koniec wracając do tego internetu. Czy anime wydane bezpośrednio do internetu są powiewem świeżości i dobrym kierunkiem dla animatorów których będzie ograniczał tylko budżet a nie prawa telewizyjne i wszystkie negatywne rzeczy które się z tym wiążą? Netflix zrobił dobrą robotę! Po seansie Devilmana Crybaby nie mam do tego żadnych wątpliwości. Ode mnie 10 i nadzieja, że ukaże się u Was recenzja. Będę zaglądał!
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    vries 7.01.2018 21:45
    Powiem tak...
    Z jednej strony nie jest to tak dobre jak pozostałe działa Yuasy. Z drugiej… cóż, wcale nie wyszło to tak źle. Całkiem sprawnie odrestaurowano Devilmana. Projekty postaci całkiem ok, wykonanie Yuasowe.
    Muzyka mi się raczej nie podobała – jak dla mnie to zbyt toporna elektronika na tą serię. Owszem, Devilman no Uta jest świetne, ale powinno być openingiem pomimo, ze miałoby się do tematyki serii jak pięść do nosa.
    Fabuła trochą zbyt dziurawa. Za dużo chcieli wrzucić wątków na koniec. Zenon i Devilman Army, po co to? Może to jeszcze jedno skinienie głową w stronę fanów tytułu (a było ich parę). Rozwala to spójność. Z drugiej strony, całościowo bez tragedii. Można powiedzieć, że to kolejne, nawet udane podejście do Devilmana. Problem polega na tym, że nic ponadto. Nie jest to żadna rewelacja. Trochę szkoda. Może następnym razem.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    ukloim 7.01.2018 04:09
    Bez szału
    Ja osobiście nieco się zawiodłem. Jestem wielkim fanem Yuasy, ale w tej serii jakoś tak mało było tych charakterystycznych dla niego elementów. Nie wiem, być może zbyt wiele oczekiwałem.

    1, 2 i 9 odcinek to klasa, reszta natomiast co najwyżej dobra. Mocno zaskakujące zakończenie rekompensuje przeciętny środek serii, ale moim zdaniem i tak nie ratuje całości. Wszystko dzieje się strasznie szybko, a wiele wątków po prostu zbyt szybko zostaje zakończonych bez odpowiedniego rozwinięcia. Myślę, że 2­‑3 dodatkowe odcinki mogłyby tej serii wyjść na dobre.

    Graficznie jest nierówno. Nie od dziś wiadomo, że Yuasa mocno eksperymentuje ostatnimi czasy z Flashem. Przez to raz wszystko wygląda strasznie sterylnie i rusza się niesamowicie płynnie (choć mocno widać wtedy użycie komputera), by w innym momencie (m.in. cały odcinek 3.), przy użyciu tradycyjnych technik, prezentować się bardzo standardowo i statycznie, tworząc przy tym ogromny kontrast. Muzyka natomiast to miód dla uszu, a nowa wersja Devilman no Uta jest naprawdę cudowna (czemu nie użyli jej jako openingu?).

    Podsumowując – to naprawdę dobry tytuł, zdecydowanie warty uwagi i obejrzenia, ale wiele mi w nim nie zagrało. Nie wiem ile w tym winy twórców, a ile materiału źródłowego, bo go po prostu nie znam. Gdyby ktoś jednak po seansie Devilmana miał ochotę na jakąś serię Yuasy o demonach, taką bardziej w jego stylu, to polecam Kemonozume.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Nikodemsky 7.01.2018 02:10
    Świeżo po seansie zapewne miałbym o wiele więcej do powiedzenia – na chwilę obecną jednak po emocjach, które zdążyły już nieco opaść nadal jestem zachwycony.

    Pierwszy odcinek trochę mnie zdezorientował – miałem wrażenie, jakbym oglądał FLCL na kwasie. Od drugiego jednak zacząłem się szybko przyzwyczajać do animacji, całej dynamiki scen i w zasadzie mogłem się też już w końcu zacząć skupiać na fabule, zamiast na tym, co „próbuje” się dziać na ekranie.

    Przy trailerze trochę się obawiałem – ale zupełnie niepotrzebnie, jest to naprawdę kawał dobrego anime stworzonego z pasją.

    Nie ma tutaj całej tej cenzury i „grzeczności”, którą widujemy w normalnych seriach TV – jest golizna, seks, przemoc, krew, narkotyki – seria mocno się nimi podpiera ale sama wystarczająco wzbija na się na tyle, żeby nie były jedynym jej pozytywnym aspektem.

    Czuć połączony klimat klasycznego anime, z nowoczesną technologią sztuką i naprawdę fajnie się to komponuje – klasyka(tj. „stary” devilman) pojawia się tutaj jako smaczek dla widzów.

    Strasznie jarałem się też w zasadzie końcówką – bohaterowie pokazują swoje emocje i próbują zaznaczyć, że to co robili coś znaczy ale wszystko  kliknij: ukryte . No i zakończenie też może pozostawić u niektórych niesmak ale jest bardzo satysfakcjonujące i nie pozostawia niedosytu.

    Czytałem też gdzieniegdzie, że wersja różni się od oryginału ale zapaleni fani Devilmana twierdzą, że im to specjalnie nie przeszkadzało, bo realizacja i tak był naprawdę dobra.

    Warto też posłuchać cudnej wersji Devilman No Uta: [link], cud, miód i orzeszki!

    Całość łyknąłem na raz i serdecznie polecam. 9/10

    PS. Jeśli takie cuda będą wychodzić spod sztandaru Netflixa, to jestem jak najbardziej za i życzę im dalszych sukcesów.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime