Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 7/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,60

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 26
Średnia: 7,31
σ=2,09

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Akagi

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2005
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Legend of Mahjong: Akagi
  • Mahjong Legend Akagi: The Genius Who Descended Into the Darkness
  • Tohai Densetu Akagi -Yamini Maiorita Tensai-
  • 闘牌伝説アカギ 闇に舞い降りた天才
Tytuły powiązane:
Gatunki: Sensacja
Widownia: Seinen; Postaci: Przestępcy; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Mahjong, życie, śmierć… Dla Akagiego to za mało. Dla twórców to wystarczająco dużo, by stworzyć coś naprawdę dobrego, choć nie dla każdego.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Pewnego razu naszła mnie ochota na coś nowego, innego, trudno mi nawet powiedzieć, na co dokładnie – ot, pewnie szukałem nowych wrażeń. Tak się złożyło, że w tym czasie ujrzałem gdzieś tytuł Akagi i kadr przedstawiający głównego bohatera (jak się później dowiedziałem). Czemu nie? – pomyślałem, i zabrałem się za oglądanie…

Pierwsze wrażenie. Opening – Nantoka Nare, śpiewane przez Furuido. Do tej pory nie zdarzyło się, aby piosenka otwierająca spodobała mi się już za pierwszym razem, a tak było w tym przypadku. Można powiedzieć, że jest to klasyczna ballada rockowa, która uparcie przywodziła mi na myśl Lynyrda Skynyrda. Nawet jeśli nie rozumie się słów, czuć bijącą z tego utworu melancholię i tęsknotę. Dopiero po obejrzeniu całej serii mogłem stwierdzić, jak bardzo wpisuje się on w jej klimat – ponury, smutny, choć mający w sobie jakąś siłę, która uparcie pcha do przodu, dalej i dalej, siłę niepozwalającą upaść.

Skoro już jestem przy muzyce, to zahaczę i o ending autorstwa Maximum The Hormone. I tak jak opening jest świetny, tak ten utwór uważam za kompromitację. Gdy już się z nim zapoznałem, kolejne razy starannie go omijałem – jest to taki worek, do którego powrzucano prawie wszystkie popularniejsze gatunki „cięższego” brzmienia, czyli od „nowoczesnego” punku, poprzez różnorodne nurty popularnego, „płaskiego” rocka, aż po tzw. nu­‑metal. Wielka szkoda, że tak dobra, klimatyczna muzyka z całej serii, świetnie się do niej dopasowująca, podsumowywana jest czymś takim. Jeśli jednak uznać, że endingu nie ma, to muzyka dostaje 9.

O czym właściwie opowiada anime? Przedstawia historię jednego człowieka, Shigeru Akagiego. Właściwie mamy wgląd tylko w trzy krótkie fragmenty z jego życia, zbyt wąskie, byśmy mogli go dobrze poznać. Pierwszy raz ukazuje się nam jako kilkunastoletni dzieciak, który w ciemną, deszczową noc wchodzi do siedziby miejscowych mafiosów, gdzie kilku nieprzyjemnie wyglądających facetów gra właśnie w mahjonga (z czego jeden, Nangou, gra o życie – jest zadłużony po uszy). I tu nasuwają się ciekawe pytania – kim ten Akagi właściwie jest, że wchodzi do „jamy węża”? Czemu się nie boi? Co robi w tym miejscu, o tak późnej porze i to jeszcze w czasie deszczu? Na niektóre z nich otrzymujemy odpowiedzi, które zamiast rozjaśnić sytuację, jeszcze ją zaciemniają. Ten człowiek nie jest normalny – ta myśl nasuwa się sama, choć może nie jest to do końca trafne spostrzeżenie. Jego zachowanie, postępowanie w konkretnej sytuacji, jest śmiertelnie logiczne, wręcz nieludzkie, i ściśle odpowiada jego dążeniom (a dąży do najmocniejszych wrażeń, najwyższego ryzyka), to tylko jego system wartości odbiega od zdroworozsądkowego. Dodatkowo brak jakichkolwiek oznak emocji, nawet w wydawałoby się najbardziej stresujących sytuacjach, sprawia, że niektórzy widzą w nim „potwora”.

Kiedy Akagi się pojawił, sytuacja Nangou nie była zbyt ciekawa. Grał, ponieważ winny był sporą sumę mafiosom – poprzez grę mógł anulować dług a nawet wygrać pieniądze, jednak w razie niepowodzenia dług mógłby stać się tak duży, że mafiosi nie darowaliby mu życia. Musiał wygrać tę rundę (pozwolę sobie nie opisywać dokładniej samych zasad gry w japońską odmianę mahjonga – widz na tym nie ucierpi, gdyż w anime wszystko jest bardzo przejrzyście wyjaśnione). Jego kolej. Sięga po płytkę – jeśli wyciągnie „złą”, może zginąć. Jest spanikowany i przerażony, błaga w myślach o pomoc, nawet diabła. W tym momencie drzwi się otwierają, w blasku pioruna pojawia się Akagi. Mafiosi pewnie by go przegonili siłą, gdyby nie Nangou, który zrozumiał, iż to może być zrządzenie losu, i przedstawił dzieciaka jako swojego bratanka. Po przerwie gra toczy się dalej, Nangou w końcu dostaje szansę na zmianę nurtu gry – musi tylko odłożyć jedną z dwóch płytek, a dla jednego z mafiosów to może być właśnie zwycięska płytka. Nangou waha się, chce zagrać bezpiecznie, i gdy już miał zamiar odłożyć wybraną płytkę słyszy Akagiego: „Jeśli chcesz przetrwać, musisz najpierw zginąć”. Zmienia decyzję i udaje mu się. Wygrywa rundę. Nangou widzi w Akagim to coś, co wznosi ludzi na szczyty i proponuje mu, by go zastąpił w kolejnej rundzie. W czasie dalszej gry przychodzi glina (tej nocy miał miejsce wypadek – dwa samochody pędząc w stronę klifu, miały wyłonić „tchórza”... w jednym z samochodów znaleziono ciężko rannego nastolatka, drugi był pusty). Podejrzewa, że to Akagi jest tym, kogo szuka, ale nie ma dowodów. Przyglądając się grze, zauważa w Akagim potencjał. Organizuje kolejne gry chłopaka w zamian za zyski… Aż w pewnym momencie tracimy Akagiego z oczu. Odnajduje się po kilku latach, z zupełnie innym charakterem. Czy to naprawdę Akagi? Dalszych szczegółów nie będę zdradzał.

Fabuła sama w sobie niczym mnie nie powaliła, aczkolwiek jej kompozycja bardzo przypadła mi do gustu – podzielenie na części, przeskoki między epizodami z życia. Dzięki temu poznajemy bohatera, tak naprawdę go nie poznając. Nie od środka, tylko z zewnątrz – widzimy powłokę, a nie jądro. Można by go nazwać chorym (choć potrafi żyć – a przynajmniej egzystować – normalnie w społeczeństwie), bo zdaje się dążyć do samozagłady. Jednak ja bym go tak nie nazwał – za to bardzo przypomina mi bohaterów romantycznych, którzy mieli cel w życiu (często tak naprawdę nieosiągalny), których cechowała wiara i nadzieja, którzy z uporem dążyli do celu, dla których własne życie było niczym w porównaniu z ich marzeniem. Na szczęście na tym podobieństwa się kończą – Akagi wprawdzie ciągle dąży do swojego celu (tzn. nie zapomina o nim, ciągle ma go przed oczyma), lecz trzeźwo ocenia swoją sytuację i swoje możliwości. I o ile romantyczni bohaterowie mieli tendencje do kurczowego trzymania się beznadziejnej sprawy i idąc naprzód nie przyjmowali do wiadomości, iż z góry są skazani na porażkę, o tyle Akagi szedł dalej pomimo braku nadziei – wie, że nigdy nie dotrze do celu, ale mimo wszystko idzie dalej, nic innego mu nie pozostaje, jeśli nie chce się go wyrzec (a tym samym wyrzec się samego siebie). Moim zdaniem sprawia to, że jest on bohaterem bardziej tragicznym (choć i tu wyczuwam niejednoznaczność) niż tamci zapaleńcy. A zakończenie serii znakomicie to podkreśla. Oczywiście nie samo w sobie, bo patrząc na nie z boku, wygląda całkiem banalnie… Ale wrażenie i klimat.

Gdy zacząłem oglądać Akagiego, byłem całkowitym laikiem, jeśli chodzi o mahjong, a przynajmniej ten mahjong (gra kojarzyła mi się tylko z kupą płytek, które trzeba było odpowiednio zdejmować, i to na czas) – nie wiedziałem nic. Dlatego obecność narratora, który w odpowiednich momentach wkraczał do akcji, by wytłumaczyć znaczenie poszczególnych słów, układów płytek, zaistniałej sytuacji, zaszłych zdarzeń, czy (tak jak na początku) po prostu wyjaśnić podstawowe zasady gry, była bardzo dobrym pomysłem. Dzięki temu na bieżąco wiemy, co się dzieje, a akurat w anime tego rodzaju jest to bardzo istotne (w końcu kto by chciał oglądać coś, gdzie przez większość czasu mają miejsce jakieś zupełnie niezrozumiałe wydarzenia). Nawet jego głos był odpowiednio dobrany – pasował do roli narratora. I co ważne, nie przeszkadzał mi w oglądaniu.

Tu warto zwrócić uwagę na stylizację mowy, szczególnie narratora, chociaż nie tylko. Otóż dość często pojawiają się takie sformułowania, jak „ucieleśnienie boga” czy też wszelkie odmiany i rangi „diabłów” oraz „demonów” itp., a wiele zdań (także tych w myślach) wypowiadanych jest z wykrzyknikami – całkiem ciekawie wbudowuje się to w ciężki i pełen napięcia klimat gry. Warto też zauważyć, że nierzadko zdarza nam się obserwować grę z perspektywy różnych graczy (łącznie ze znajomością ich myśli, obrazowo ukazywanych emocji oraz przewidywaniem przyszłych kolei gry), ale nigdy Akagiego. To dodatkowo oddziela go od otoczenia i sprawia, że nie sposób go tak naprawdę zgłębić i poznać.

W tym miejscu można powiedzieć, że osobom, które lubią, gdy ciągle jest coś w ruchu, a akcja pędzi jak światło w próżni, ten tytuł może nie przypaść do gustu. Ostatni „pojedynek” w serii trwa… Jedenaście odcinków. Jednak nie jest też powiedziane, że jest to tytuł, który spodobać się może tylko miłośnikom mahjonga, bo na przykład ja nigdy się do tej grupy nie zaliczałem. Mnie porwał klimat, specyficzna atmosfera, rysunek i główny bohater.

No właśnie. Rysunek… O nim jeszcze nie wspominałem. Mówiąc w największym skrócie, jest tak samo specyficzny i subtelny, jak całe anime. Wystarczy spojrzeć na kilka kadrów i już widać tę kanciastość postaci, do której przez pewien czas musiałem się przyzwyczajać. Czyli co? Twórcy spaprali robotę? Nic podobnego. Wystarczy spojrzeć na tło, szczególnie gdy akcja toczy się poza wnętrzami budynków (choć to akurat rzadko się zdarza) – z przyjemnością mogę zatrzymać i przez dłuższą chwilę cieszyć oko rysunkiem. A więc jak z tą kreską w końcu jest? No cóż… Jest to oczywiście kwestia gustu, choć i to nie do końca, bo być może gdybym podobną kreskę spotkał w innym tytule, to bym tylko się uśmiechnął na jej widok, a w Akagim ona… pasowała. Takie odniosłem wrażenie i przypuszczam, że autorzy właśnie taki efekt chcieli osiągnąć – dopasowanie rysunku postaci do klimatu tego tytułu. Moim zdaniem bardzo dobrze to im się udało.

Na osobną uwagę zasługuje też mimika postaci, bardzo ważna w grach hazardowych. Od razu wykluczyć tu trzeba samego Akagiego, o czym już wcześniej wspominałem. Tam, gdzie fortunę można stracić w jednym ruchu, gdzie jedna płytka może zadecydować o życiu lub śmierci (i to nie tylko gracza), w świecie mafii i hazardu, można spodziewać się silnych emocji, i to z reguły złych emocji. Oczywiście gracze starają się nie okazywać uczuć, nie ujawniać stanu ducha, jednak nie zawsze im to wychodzi, w zależności od sytuacji oraz ich charakteru. Mamy więc całe bogactwo wyrazów strachu, paniki, przerażenia, pogardy, pychy, triumfu, szyderstwa, ulgi itd. Można podziwiać „od wewnątrz” poszczególne postaci, kiedy patrzymy ich oczami. Emocje przedstawione są w sposób bardzo wyrazisty, a specyficzna kreska tylko to podkreśla.

Na pewno nie każdemu to anime się spodoba, ale mnie porwało. To coś nieuchwytnego, co nazywam tutaj klimatem, stawia Akagiego w ścisłej czołówce moich ulubionych tytułów (nie tylko anime). Jest on kolejnym przykładem na to, że można zrobić coś naprawdę dobrego, nie idąc z nurtem – nawet jeśli z tego powodu krąg ludzi, którzy to docenią, się zmniejsza.

SixTonBudgie, 20 stycznia 2009

Recenzje alternatywne

  • Avellana - 4 lutego 2007
    Ocena: 6/10

    Japonia w połowie XX wieku, mafia i mahjong jako niebezpieczna gra hazardowa. Seria interesująca, ale dla większości widzów zbyt hermetyczna.
    więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Nobuyuki Fukumoto
Projekt: Takahiro Umehara
Reżyser: Yuuzou Satou
Scenariusz: Hideo Takayashiki
Muzyka: Hideki Taniuchi