Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,67

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 121
Średnia: 7,77
σ=1,56

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tassadar)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tate no Yuusha no Nariagari

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2019
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Rising of The Shield Hero
  • 盾の勇者の成り上がり
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Postaci: Anthro, Magowie/czarownice; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

W byciu bohaterem liczą się czyny, nie słowa.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Nastoletni Naofumi Iwatani podczas przeglądania w bibliotece książki fantasy zostaje przeniesiony do opisywanego w niej świata. Scenariusz to jak na anime klasyczny i widzom dobrze znany. Trzeba uratować bezbronne masy przed siłami ciemności, a dokonać tego mogą jedynie legendarni herosi, obdarzeni nadludzką mocą, władający boskim orężem i niemający sobie równych pod względem bojowego potencjału. W czasach, gdy klasyczne fantasy zginęło niemal całkowicie, zastąpione w znakomitej większości właśnie powyższą formułą, trzeba czegoś ciekawego i niespotykanego, by zainteresować potencjalnego odbiorcę i wyróżnić się na tle coraz wyraźniej nawiązującej do gier komputerowych konkurencji. Potrafił to zrobić Overlord, obsadzając głównego bohatera w roli czarnego charakteru, potrafiło Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku o! stawiając na komedię i parodię, a także wiele innych tytułów sięgających po drobne, lecz wystarczająco zróżnicowane chwyty, by nie zniknąć w tłumie pozycji przeciętnych i nijakich. Z każdym kolejnym powstałym anime zadanie staje się jednak trudniejsze, ale na szczęście pozostało jeszcze mnóstwo niewykorzystanych pomysłów.

Tate no Yuusha no Nariagari, podobnie jak wcześniej Overlord, stawia na koncepcję uczynienia z protagonisty złoczyńcy. O ile jednak nieumarły mag Ainz Ooal Gown faktycznie już od początku dokonuje czynów niegodziwych, które z czasem mają miejsce w coraz bardziej spektakularnej skali, tak Naofumi staje się ofiarą pomówień i okoliczności, w wyniku których młodzieńcza naiwność i entuzjazm z pojawienia się w nowym świecie gasną równie szybko, co się pojawiają. W tym miejscu wypada mi przytoczyć treść pierwszego odcinka, co może niestety zepsuć pierwszy zwrot akcji, ale dla dalszej analizy jest kluczowe. Bohater trafia do świata jako jeden z czterech herosów przybyłych z istniejących w równoległych rzeczywistościach wersji Japonii. Jego kompani szybko odnajdują się w sytuacji, ponieważ nowy świat do złudzenia przypomina gry, przy których mieli okazję spędzać czas. Orientują się więc nie tylko w ogólnych założeniach otaczającej ich rzeczywistości, ale i kwestiach technicznych dotyczących magii, czy też czyhających na nich potworów. Pozbawiony owej wiedzy Naofumi jest nieco zagubiony, ale wciąż entuzjastycznie nastawiony do perspektywy zostania bohaterem. Herosi specjalizują się w określonym orężu – mieczu, włóczni i łuku, zaś protagoniście trafia się… wyłącznie tarcza. Szybko wychodzi na jaw, że Nafoumi z jakiegoś powodu nie jest traktowany na równi z nowymi kompanami. Jest pomijany przez tubylców, by nie rzec wręcz ignorowany, otrzymuje o wiele niższe uposażenie, a gdy przychodzi do formowania drużyn spośród poszukiwaczy przygód, nikt nie jest zainteresowany dołączeniem do niego.

Narastającą frustrację rozładowuje młoda magiczka, początkowo chcąca wstąpić do drużyny bohatera włóczni. Lituje się nad samotnym Naofumim i w ciągu długiego dnia jest mu nieocenioną pomocą w poznawaniu świata oraz pierwszym polowaniu na najsłabsze potwory. Czar pryska następnego dnia, gdy po chłopaka nocującego w karczmie przychodzą straże, a towarzyszka oskarża go o gwałt. Ponieważ w krainie, do której młodzi ludzie trafili, kobiety mają do powiedzenia zdecydowanie więcej niż mężczyźni, nikt nawet przez moment nie wątpi w winę oskarżonego – włącznie z jego nowymi japońskimi znajomymi, którzy wolą wierzyć w piękne oczy, niż zastanawiać się nad faktami. Sytuacja wydaje się przedziwna. Mimo braku konkretnych dowodów Naofumi zostaje uznany za winnego i unika najgorszego losu jedynie dlatego, iż wciąż jest potrzebny do walki z siłami ciemności. Jednakże wieści wciąż rozchodzą się błyskawicznie po krainach, co skazuje chłopaka na powszechny ostracyzm i pogardę. Młodzieńcze marzenia pękają niczym mydlana bańka, co zamienia nastolatka w cynicznego, nieufnego człowieka z pogardą patrzącego na resztę ludzkości, a drużynę kompletującego u handlarza niewolników. Jego jedynym pragnieniem staje się jak najszybsze spełnienie celu, dla którego został powołany, by wrócić do domu i porzucić ten niewart uwagi świat.

Tak drastyczna zmiana tonu już na samym początku powoduje, iż Tate no Yuusha no Nariagari zdaje się uderzać w o wiele poważniejsze tony, niż ma to zwykle miejsce w przypadku innych przedstawicieli gatunku. Bohater wzbudza sympatię swym osamotnieniem, statusem ofiary nieuzasadnionych oskarżeń i chęcią odegrania się na krzywdzicielach. Mimo to nie schodzi na złą drogę, co tylko podkreśla paradoks sytuacji. Zakupiona przez niego niewolnica, mająca pomagać w walce w miejsce prawdziwej drużyny, staje się tego najlepszym dowodem. Naofumi traktuje ją z szacunkiem, nie zważając na jej faktyczny status, a i wobec zwykłych ludzi doświadczonych atakami sił ciemności pozostaje uczciwy i honorowy, nie odmawiając pomocy (choć nigdy za darmo). Pomimo krzywdzących opinii krążących na jego temat, oschłości i opryskliwości, chłopak powoli zyskuje zwolenników, najczęściej wśród prostego ludu. Sam również zmienia się pod wpływem otoczenia, od nowa ucząc się zaufania. To żmudny proces, usiany wzlotami i upadkami, który w pełni staje się widoczny na przestrzeni ponad dwudziestu odcinków.

Pomimo powagi zarzutów ciążących na bohaterze i na pozór absurdalnie nieuzasadnionego traktowania, z jakim się spotkał, można wciąż sięgnąć po argument, iż jego reakcja była bardziej emocjonalna, niż być powinna, zaś upór, z jakim odmawia potem wszelkich przejawów bezinteresownej pomocy, jest efektem niepotrzebnego uniesienia się honorem. W moim odczuciu to jednak jeden z niewielu przypadków, w których nastoletni bohater faktycznie reaguje na spotykające go niegodziwości w sposób wiarygodny. Naiwny i dobroduszny człowiek, gwałtownie postawiony w krytycznej sytuacji, zamyka się w sobie i obraża się na świat bez wyjątku. Anime z powodzeniem pokazuje, jak stopniowe nawiązywanie relacji z rozmaitymi ludźmi pozwala zmierzyć się z rzeczywistością, dzięki czemu przyśpieszone wejście w dorosłość nie odbija się destrukcyjnie na psychice. Paradoksalnie to właśnie Naofumi jako jedyny z czterech herosów dokonuje czynów godnych tego miana. Jego towarzysze ubijają bestie, zdobywają legendarne artefakty i obalają dyktatury, ale ponieważ traktują otaczający ich świat niczym dawną grę, nie patrzą na jego mieszkańców jak na rzeczywistych ludzi, a swą misję rozpatrują w kategoriach rozrywki wzbogaconej o zdobywanie zaszczytów, poziomów i dóbr. Nie myślą długofalowo i nie są w stanie uwierzyć, że na świecie są zagrożenia mogące pozbawić ich życia, przez co nie mają szacunku do życia tubylców.

Mechanika rodem z gier komputerowych i fabularnych znajduje swe odzwierciedlenie nie tylko w zachowaniach postaci, ale również konstrukcji przedstawionego świata. Tate no Yuusha no Nariagari, podobnie jak wiele innych opowieści fantasy, posługuje się prostą w przedstawieniu, choć trudną dla zaakceptowania dla części odbiorców (zwłaszcza starszego pokolenia) nomenklaturą poziomów doświadczenia, aktywowanych umiejętności i innych schematów, których w klasycznych tytułach nie sposób uświadczyć. Samo w sobie nie jest to mankamentem, choć w całej dotychczasowej serii nie znalazł się ani jeden powód logicznie uzasadniający ów wybór. W połączeniu z typowymi dla anime naleciałościami sprawia to jednak, że serial mimo poważnego i intrygującego początku trwoni sporą część kapitału zaufania. Z czasem pojawiają się słodkie aż do przesady postaci, dziwne wątki poboczne pokroju wyścigów niezwiązanych w żaden potrzebny sposób z pozostałą treścią, czy magicznych bibelotów rodem z anime o salonach jubilerskich, wyliczone chyba bardziej na sprzedaż gadżetów niż faktyczną pomoc bohaterom (o ile autor w świecie tak wyraźnie nawiązującym do gier nie miał lepszego pomysłu na to, jak uczynić ich potężniejszymi). Co najgorsze, problem rozczarowania mimo sporych możliwości dotyczy także zakończenia głównego wątku. Miałem nadzieję na satysfakcjonujące zwieńczenie i jeśli nie faktyczne odegranie się na krzywdzicielach, to przynajmniej osiągnięty wyższą koniecznością rozejm, a okazało się ono w znacznej mierze żenujące i naciągane. Anime w pomysłowy sposób przedstawia widzom głównego bohatera i robi wszystko co możliwe, by poczuli do niego sympatię, jednak trwoni ten potencjał sztampowością i naiwnością proponowanych rozwiązań. Mam nieodparte wrażenie, że jest to pokłosie złagodzenia treści celem przyciągnięcia jak najszerszego grona odbiorców, w tym także dość młodych. Powoduje to niespójność stylu i atmosfery poszczególnych fragmentów. Nie miałabym nic przeciwko lżejszej formie przedstawienia akcji, ale wówczas twórcy powinni być w swej wizji konsekwentni od początku do końca.

Konflikt najlepiej ilustruje szata graficzna, która najczęściej trzyma się standardów klasycznego anime fantasy, ciesząc dokładnością i wiarygodnością teł ze szczególnym uwzględnieniem miast, miasteczek i fortyfikacji, czy też projektami większości postaci. Niestety, magia jest smutnie sztampowa i obejmuje głównie wielobarwne kręgi (z wyjątkiem umiejętności głównego bohatera, kreatywnie korzystającego ze swej tarczy). Nie zachwycają też niektóre lokalizacje na czele z obowiązkowymi gorącymi źródłami, za których zignorowanie w swoim dziele byłbym skłonny dowolnego japońskiego autora fantasy młodego pokolenia obsypać złotem. Bohater w trakcie podróży kompletuje oklepany harem z młodą dziewoją mówiącą o sobie w trzeciej osobie, obowiązkową tsundere i jeszcze jedną postacią, już pod sam koniec serii, która niestety również nie budzi większych nadziei na przyszły rozwój. Jedynie Raphtalia, pierwsza towarzyszka bohatera, uratowana z niewoli, prezentuje ciekawe cechy charakteru i ma wystarczająco rozbudowaną historię. Sam Naofumi jest nieprawdopodobnie wręcz ślepy na wdzięki płci przeciwnej, co początkowo jest nawet fabularnie uzasadnione, ale z czasem staje się godne tworzenia memów. Szalę goryczy przelała nieudolność kobiety, która na samym początku oskarżała bohatera, i która jest jedną z głównych antagonistek serii. Powraca ona do drużyny bohatera włóczni, pałęta się wszędzie tam, gdzie udaje się Naofumi, i jest raczej wrzodem na czterech literach, niż przebiegłą intrygantką, jaką się być zdawała, albo przynajmniej być mogła. Oczywiście wszystko to jest kwestią wysoce subiektywną, dlatego też za pisanie recenzji wziąłem się spory czas po zakończeniu seansu, ale mimo upływu czasu wciąż nie byłem w stanie zignorować faktu, jak początkowe nadzieje różniły się od rzeczywistości.

Problemem okazała się również niespójna reżyseria, czasami zachwycająca umiejętnym wykorzystaniem minimalistycznych środków do przedstawienia emocjonującej sceny, a czasami waląca widza po głowie narracyjną łopatą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że reżyser główny, Takao Abo, nadzorował zgodność jedynie podstawowych elementów, dając reżyserom poszczególnych odcinków zbyt dużą swobodę, co zaowocowało znaczną losowością stylu i brakiem jednomyślności po względem sposobu przeprowadzenia narracji. W nielicznych momentach, gdy akcja obywa się bez wewnętrznych monologów głównego bohatera, anime zyskuje w moich oczach, pozwalając widzowi samemu domyślić się toku rozumowania Naofumiego, co zresztą przynajmniej dwa razy jest inteligentnie wykorzystane, by trzymać odbiorcę w niepewności. Najczęściej jednak bohater wyręcza widza, streszczając oczywistości tak, by ten nie miał najmniejszych wątpliwości co do nastroju chwili i dalszego rozwoju wypadków.

Mimo krytycznego nastawienia do serialu w poprzednich akapitach nie ukrywam, że to wciąż jeden z bardziej intrygujących, a przynajmniej przełomowych przedstawicieli gatunku. Promuje protagonistę mniej oczywistego i przewidywalnego, niż miało to miejsce do tej pory, dając impuls pozostałym twórcom do poszukiwania kreatywnych metod motywowania postaci i związywania fabuły w sposób czyniący ratowanie świata jedynie aktywnością poboczną. Niestety pada ofiarą popularności swych pobratymców i konieczności zastosowania znanych schematów w celu poszerzenia grona odbiorców. Nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy kilka lat wcześniej, a dokładnie przed równie przełomową, co kontrowersyjną ekranizacją Sword Art Online, zarówno twórca oryginału, jak i autorzy adaptacji mogliby cieszyć się większą twórczą swobodą i możliwością forsowania jednoznacznej wizji, ale niezależnie od pewnego żalu niespełnionych oczekiwań, Tate no Yuusha no Nariagari nieprędko straci popularność i osunie się w cień.

Warto również wspomnieć, że za genialną wprost ścieżkę dźwiękową odpowiada po raz kolejny utalentowany Kevin Penkin, znany szerszej publiczności z pracy przy Made in Abyss i współpracujący z samym Nobuo Uematsu. Z przyjemnością posłucham jego utworów w kolejnych tytułach, gdyż wniósł on do nieco stagnującego świata głównie japońskich kompozytorów potrzebny powiew świeżości, zdając się być zdolnym do tworzenia melodii zróżnicowanych i dostosowanych przede wszystkim do potrzeb anime, ponad wierność konkretnemu z miejsca rozpoznawalnemu stylowi.

Powstanie dalszej części Tate no Yuusha no Nariagari wydaje się jedynie kwestią czasu. Anime napoczyna kilka ciekawych wątków i stawia przed bohaterami niełatwy moralnie wybór pod koniec niniejszej serii. Mam nadzieję, że faktycznie okaże się, iż ratowanie świata będzie miało drugie dno wymagające współpracy, główkowania i nietuzinkowych rozwiązań. Tym razem jednak nie zamierzam mieć wobec ewentualnych kontynuacji żadnych specjalnych oczekiwań. Rozbudzone i zawiedzione nadzieje są groźnym wrogiem każdego w gruncie rzeczy dobrego anime i dlatego mam nadzieję, że przeczytawszy niniejszą recenzję, będziecie w stanie stonować je odpowiednio. Wówczas niemal na pewno spojrzycie na tytuł przychylniejszym okiem i wystawicie mniej surową od mojej ocenę.

Tassadar, 25 lipca 2019

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kinema Citrus
Autor: Yusagi Aneko
Projekt: Junko Sugimura, Masahiro Suwa, Satoshi Mori, Seira Minami, Shinpei Wada
Reżyser: Takao Abo
Scenariusz: Keigo Koyanagi
Muzyka: Kevin Penkin