Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 8/10
fabuła: 5/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 36
Średnia: 7,83
σ=1,34

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fruits Basket [2019]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2019
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Fruits Basket 1st Season
  • フルーツバスケット 1st season
  • フルーツバスケット [2019]
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Komedia, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci, Zwierzęta; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia, Męski harem
zrzutka

Czy jedna postać może skutecznie zepsuć przyjemność z oglądania całkiem dobrego anime? Jeśli jest jak Tooru Honda – zdecydowanie tak. Plus parę bolączek fabuły.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Fruits Basket, powiadacie?” – pomyślałam po pierwszych zapowiedziach nowej ekranizacji popularnej mangi shoujo autorstwa Natsuki Takayi. Tytuł ten wcześniej był mi nieznany, najwyżej obiłam się o niego parę razy podczas zabawy w losowanie recenzji na Tanuki, ale bez wchodzenia w szczegóły, choć widziałam, że zarówno pierwowzór, jak i anime z 2001 roku (które tak w ogóle objęło jedynie część mangi) spotkały się z ciepłym przyjęciem. Kolejna, tym razem planowana jako pełna, adaptacja, mogła liczyć na jeszcze większe zainteresowanie – osób chętnych do rzucenia okiem na uznaną serię nie zabrakło, gdy wiosną 2019 roku zaczęto emisję pierwszego sezonu. Pierwszy odcinek, drugi odcinek, trzeci odcinek… wielu nowych widzów się zauroczyło, starzy podekscytowali się ponownie, a czy recenzentka oszalała z zachwytu? Nie, ba, daleko mi było nawet do przynajmniej częściowego zadowolenia. Po części wynikało to z pewnością z tego, że nie byłam wcześniej fanką omawianej opowieści i ogólnie pomijałam raczej klasyczne tytuły shoujo (a raczej odbijałam się od nich, bo próby obejrzenia zwykle kończyły się szybkim zniechęceniem). Przede wszystkim jednak na moich odczuciach zaważyły dwie kwestie, których nie mam zamiaru traktować ulgowo. Jak i zresztą całego anime.

Zacznę jednak od pozytywów, czyli wyjściowego pomysłu na fabułę. Oczywiście nie myślę tu o tym, że nastoletnia Tooru Honda musiała nocować w namiocie z powodu remontu w domu dziadka, u którego mieszkała po śmierci ukochanej matki, ani o tym, że w wyniku zbiegu okoliczności zamieszkała w posiadłości rodziny Souma. Powyższe zawiązanie akcji nie porywa, znaczy niezbyt by porwało, gdyby chodziło jedynie o umieszczenie bohaterki w otoczeniu ładnych chłopaków. Na szczęście historia przewiduje znacznie więcej urozmaiceń i dla Tooru, i dla widzów, bowiem na rzeczonej rodzinie ciąży klątwa sprawiająca, że niektórzy Soumowie po przytuleniu się do osoby przeciwnej płci zamieniają się w zwierzęta z chińskiego zodiaku. Brzmi interesująco, prawda? Pewnie, każda historia z klątwą w tle intryguje, każąc się zastanawiać, jak, dlaczego i czy wyjście z beznadziejnej (?) sytuacji jest możliwe. Choć pierwszy sezon prezentuje głównie losy i uroki kolejnych przeklętych członków rodziny, których poznajemy razem z Tooru, domyślamy się, że nie chodzi wyłącznie o miękkie futerka czy okrągłe oczka, zaś sceny utrzymane w poważniejszym, czasem wręcz niemal mrocznym klimacie utwierdzają nas zaś w tym przekonaniu. Pod tym względem seria wciąga, nawet jeśli ogólne wrażenia – jak w moim przypadku – pozostawiają wiele do życzenia.

Niestety, gorzej się robi, gdy spojrzy się na konstrukcję fabuły pierwszej części ekranizacji, tzn. na jej rozplanowanie i sposób przedstawienia. Uciec przed „zwierzakiem tygodnia” się nie dało, ponadto swoje pięć minut dostały również przyjaciółki Tooru oraz sama protagonistka. Innymi słowy, co odcinek (dwa, trzy) otrzymujemy wątęk innej postaci. Epizodyczność fabuły sama w sobie nie jest zła, przydałoby się jednak, by historie sobą coś prezentowały. Tymczasem większość trąci naiwnością, przesadzonym dramatem lub banalnością – nie ma potrzeby wymieniać innych wad. W sumie dopiero wydarzenia z końcówki, związane z Kyou, bardziej przyciągnęły moją uwagę, reszta zaś nie porwała, co więcej, krótko po obejrzeniu niektórych już prawie nie pamiętam. No, jeszcze wątek poświęcony Hatoriemu okazał się w miarę dobry, przede wszystkim dlatego, że możemy przyjrzeć się okrucieństwu innej postaci. Podium ulubionych epizodów (nie będę złośliwa i nie zrobię rankingu najgorszych) zamyka historia Momijiego, bodajże najlepiej ukazująca, ile cierpienia potrafi przynieść z pozoru niewinna klątwa. Przy wymienionych wątkach można rzeczywiście poczuć jakiejś emocje, ot, choćby się wzruszyć.

Daje się też wyróżnić coś w rodzaju wątku przewodniego, spajającego poszczególne historie, i nie, nie chodzi mi o kwestię klątwy. Znajomość z rodziną Souma bez wątpienia zmienia dotychczasowe życie Tooru – zyskuje nowy dom, przyjaciół itp. – ale jeszcze bardziej na nowej znajomości zyskują przeklęci, dla których obcowanie z dobrą i zawsze pozytywnie nastawioną do świata dziewczyną okazuje się częściowym ratunkiem od okrutnego losu. Tooru samym swoim uśmiechem potrafi uszczęśliwić innych, a z pomocą szczerych przemówień sprawić, że przynajmniej na trochę zapomną o sytuacji, w jakiej się znajdują. Mimo pozytywnego wydźwięku tego opisu i tu muszę pomarudzić. Powtarzający się co rusz schemat odcinków – Tooru skutecznie pomaga kolejnemu przedstawicielowi rodziny Souma lub innej osobie – szybko zaczyna męczyć. Jestem w stanie machnąć ręką na miałkość pojedynczych historii, nie widzę jednak usprawiedliwienia dla ciągłego przypominania o cudownym oddziaływaniu licealistki na bohaterów.

Gdybym mogła, postaciom wystawiłabym dwie oceny: jedną dla protagonistki, drugą dla reszty. To 5/10, jak łatwo się domyślić, jest wynikiem średniej tych ocen. Omawianie bohaterów zacznę nietypowo, bo od całego szeroko przeze mnie rozumianego zbioru postaci towarzyszących Tooru. Jedne z nich pełnią większą, inne mniejszą rolę w opowieści; niektóre towarzyszą Tooru przez cały czas, inne natomiast pojawiają się sporadycznie. Pierwszeństwo należy przyznać Kyou i Yukiemu Soumie, będącymi, obok dziewczyny, głównymi bohaterami serii. To ich, razem z ich starszym krewnym, Shigure, Honda poznaje najwcześniej i właśnie u nich zamieszkuje. Kyou i Yuki, czyli kot i szczur, szczerze się nie znoszą, co z jednej strony wprowadza sporo intrygującego dramatu (wzajemne oskarżenia o zły los itp.) mającego źródło w klątwie, z drugiej – komicznych scen z ich udziałem. Patrzyło mi się na nich zdecydowanie najlepiej. Intrygująco wypada także Shigure, przez większość czasu pokazywany jako bohater łagodny i rozsądny, ale skrywający ciemną stronę, która, jak sądzę, w następnym sezonie zacznie bardziej dochodzić do głosu. Pozostali bohaterowie, których pojawia się całkiem sporo, prezentują się różnie – trafiają się zarówno normalne jednostki, jak zupełne dziwaki; osoby towarzyskie, a także ciche i nieśmiałe. Niestety, kilkoro z nich jest robione na jedno kopyto: z początku spokojni, z czasem okazują się mistrzami w darciu paszczy. Mimo narzekań byłabym jednak skłonna ocenić bohaterów na szóstkę, może nawet słabą siódemkę. Byłabym, ale muszę wziąć pod uwagę także Tooru Hondę.

Każdy z łatwością potrafiłby wymienić chociaż jedną produkcję, w której wygląd bohaterów nie współgra z ich wiekiem. Nazbyt wyrośnięci gimnazjaliści lub dorosłe kobiety o ciałach małych dziewczynek to chleb powszedni w anime. Fruits Basket poszło na całość – główną bohaterką uczyniło słodkiego przedszkolaka obdarzonego wyglądem nastolatki, co więcej, kazało mu chodzić do szkoły średniej. Ach, Tooru naprawdę jest licealistką i ma naście lat? Wybaczcie, mój błąd. Przepraszam też za złośliwość, ale obserwując jej zachowanie, nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, iż zatrzymała się na etapie wczesnoszkolnym. A mówiąc już naprawdę poważnie, nigdy wcześniej żadna inna postać nie drażniła mnie tak jak ona – a że jest bohaterką pierwszoplanową, towarzyszy widzom przez cały czas, innymi słowy, uczucie irytacji nie opuszczało mnie przez ani jeden odcinek, choć rzecz jasna pod koniec nieco przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy. Tooru to chodząca dobroć i naiwność, co jeszcze nie jest najgorsze, jednak w połączeniu z infantylnością daje mieszankę bardzo ciężkostrawną. Jedynie w dwóch momentach – w scenie z Akito i w wątku Kyou pod koniec serii – potrafiła pokazać charakter.

Mogłabym się dłużej pastwić nad główną bohaterką, ale wiem, że odbiór postaci zależy zawsze od widza i chociaż mnie Tooru wyraźnie denerwowała, w innych osobach może wzbudzić sympatię. Inna sprawa, że bardziej niż ona sama przeszkadzało mi zachowanie wobec niej pozostałych bohaterów, a konkretnie fakt, iż było do bólu jednakowe. Najprościej mówiąc, każdy uwielbiał dziewczynę; nawet jeśli początkowo ktoś źle o niej myślał, szybko zmieniał zdanie i stawał za nią murem. Niezbyt chcę wierzyć, że w prawdziwym życiu wszyscy po kolei akceptowaliby taką postać; jasne, rozmawiamy o anime, ile jednak by tytuł zyskał, gdyby pojawił się bohater stale (nie tylko przez krótki czas) „odporny” na urok Tooru – od razu zrobiłoby się ciekawej i przede wszystkim wiarygodniej.

Kolejną kwestią, którą Tooru w moich oczach psuje swoją osobą, jest wątek romantyczny. Co prawda serię określa się mianem „męskiego haremu”, bardziej jednak pasowałby tu wyróżnik „trójkąt romantyczny” (przynajmniej na omawianym etapie). Jakkolwiek Tooru styka się z wieloma osobnikami płci przeciwnej, rolę jej wielbicieli pełni tylko dwójka chłopaków, Kyou i Yuki i to z nimi najczęściej przebywa w domu i szkole. W wątkach romantycznych ważne jest nie tylko, by między bohaterami istniała chemia, ale by widz czuł, że właśnie te dwie osoby są sobie przeznaczone, nawet jeśli wokół kręcą się inni potencjalni kandydaci lub potencjalne kandydatki do serca jednej z nich. Tymczasem we Fruits Basket zarówno kotu, jak i szczurowi życzyłam, by nie wygrał – na razie ledwie zarysowanej – walki o serce dziewczyny, bo było mi obydwu szkoda. Wiem, pewnie się to wydaje śmieszne i mało ważne (tak tę kwestię traktuję – bardziej jako drobiazg niż wadę dyskwalifikującą anime), pierwszy raz jednak odczuwałam nieprzyjemność podczas patrzenia na perypetie uczuciowe bohaterów, gdy wcześniej zwykle kończyło się na obojętności. Już lepiej obserwowało się nieudane próby przypadkowych dziewczyn zwrócenia na siebie uwagi Yukiego czy scenki powstałe z myślą o miłośniczkach związków męsko­‑męskich – cóż, przynajmniej były zabawne.

Z muzyki zapamiętałam jedynie to, że mi nie przeszkadzała w seansie, co od biedy można uznać za zaletę. Także piosenki przewodnie nie trafiły w mój gust muzyczny i wylatywały z głowy zaraz po wysłuchaniu. Nie wątpię jednak, że nastrojowe kompozycje z pierwszego openingu (Again Beverly) i endingów (Lucky Ending Vickeblanki; One Step Closer INTERSECTION) oraz nieco żywszy utwór z drugiej czołówki (Chime Ai Otsuki) urzekną niejedną osobę. Ja wolę mniej nijakie dźwięki. Dużo pozytywniej oceniam pracę seiyuu, ze szczególnym wyróżnieniem Satomi Satou (Chiya Ujimatsu z Gochuumon wa Usagi Desu ka?, Eru Chitanda z Hyouka), która idealnie wykreowała postać Saki Hanajimy. Jak zawsze przyjemnie słuchało mi się też Yuumy Uchidy (Chika Kudou z Kono Oto Tomare!, Nagisa Kiryuu z Classroom Crisis), czyli Kyou; Nobunaga Shimazaki (Makoto Sunakawa z Ore Monogatari!!, Keiichi Katakura z Nijiiro Days) bynajmniej mu nie ustępował w roli jego odwiecznego rywala, Yukiego. Także Tooru otrzymała seiyuu (Manaka Iwami – m.in. Maquia z Sayonara no Asa ni Yakusoku no Hana o Kazarou, Teresa Wagner z Tada­‑kun wa Koi o Shinai) potrafiącą oddać jej słodki urok i dobroć, choć nie muszę dodawać, że głos tej postaci wywoływał u mnie co rusz jęk rozpaczy. Oprócz powyższych aktorów głosowych mamy okazję usłyszeć takie znane nazwiska jak: Maaya Sakamoto, Miyuki Sawashiro, Makoto Furukawa czy Yuuichi Nakamura. Graficznie natomiast anime bez wątpienia cieszy oko – i tła, i projekty postaci są ładne, podobnie jak zastosowana kolorystyka. Najbardziej podoba mi się Tooru, jest w jej w wygladzie coś „innego”, wyróżniającego ją spośród bohaterek anime zwykle prezentujących się jakby zeszły z jednej taśmy produkcyjnej.

Długo wahałam się nad ostateczną oceną anime. Czy postawić na obiektywność, która, jak chciałoby wielu, powinna cechować każdego recenzenta, czy jednak być wierną swoim odczuciom? Wziąć pod uwagę zachwyt ogółu widzów, mimo że moja satysfakcja przez większość seansu utrzymywała się na dość średnim poziomie? Udać, że nieustanna irytacja główną bohaterką nie miała miejsca i przyznać, że anime jednak oglądało się nieźle? W sumie racja – fakt, że dotrwałam do końca serii (z dłuższą przerwą, ale jednak) też sporo mówi, wspomniałam przecież na początku recenzji, iż większość podobnych tytułów szybko ląduje u mnie w kategorii porzuconych. Fruits Basket nie jest złym anime, trudno go nazwać nawet tylko średnim, a w swojej kategorii pewnie zajmuje wysoką pozycję. Niewątpliwie odznacza się porządnym wykonaniem, ma również ciekawy pomysł na siebie, którym zachęca do zerknięcia do pierwowzoru lub – w przypadku bardziej wytrwałych – do niecierpliwego wyczekiwania drugiego sezonu. Bohaterowie w większości również raczej się bronią, nawet jeśli nie zostali obdarzeni szczególnie interesującymi osobowościami. Uwględnienie powyższych argumentów kazałoby mi wystawić przynajmniej 6/10, obawiam się jednak, że nie byłaby to do końca moja ocena. Mimo wszystko nie potrafię zignorować najsłabszej w moim przekonaniu strony anime, czyli kreacji protagonistki; drażniło mnie także prowadzenie fabuły oparte niemal wyłącznie na jednym schemacie. Parę razy się uśmiechnęłam i zaśmiałam, spodobało mi się kilka postaci, ale to nie czyni z Fruits Basket w moich oczach ciekawego tytułu. Dlatego też kończy ono u mnie z oceną 5/10 i nadzieją, że drugi sezon okaże się lepszy, a przede wszystkim mniej męczący.

Ancietejka, 28 listopada 2019

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Natsuki Takaya
Projekt: Yuu Shindou
Reżyser: Yoshihide Ibata
Scenariusz: Taku Kishimoto

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Fruits Basket [2019] - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl