Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 10/10 grafika: 7/10
fabuła: 9/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 17
Średnia: 5,59
σ=2,17

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Ancietejka)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Pet

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2020
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ペット
Widownia: Seinen; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Manipulacja wspomnieniami w wykonaniu Ranjou Miyake i Geno Studio. I to w wyśmienitym wykonaniu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Istniejące zaledwie nieco ponad cztery lata i mające na koncie niewielką liczbę tytułów (jeden film i trzy serie) Geno Studio wie, że jednym z najprostszych sposobów na zrobienie interesującego anime jest adaptacja nietuzinkowego materiału. Ciekawy pierwowzór rzecz jasna nie gwarantuje dobrego poziomu produkcji, który zależy od wielu innych czynników, pozwala jednak ją wyróżnić np. intrygującym konceptem świata przedstawionego. W końcu dużo lepiej, już na etapie promocyjnym, prezentuje się historia tocząca się wśród ajnoskiego ludu niż kolejna seria przygodowa w krainie fantasy. Postawienie bohaterów wobec niebezpieczeństw rzeczywistości, w której zatrzymał się czas, czy obserwowanie problemów któregoś z kolei szkolnego klubu? Cóż, ja wolę spróbować najpierw tego pierwszego. Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku recenzowanego anime. Geno Studio nie tylko ponownie dokonało świetnego wyboru mangi, ale też stworzyło na jej podstawie bardzo udane anime, w moim przekonaniu najlepsze w ich dotychczasowym dorobku.

Wymyślona przez Ranjou Miyake historia opowiada o ludziach obdarzonych umiejętnością wpływania na wspomnienia i działających w związku z tym dla pewnej firmy. Że potrafią oni doprowadzić nawet do śmierci człowieka, przekonuje się Kenji, który wkrótce sam staje się ich celem. Również Inui styka się z niebezpiecznymi ludźmi. Losy powyższych bohaterów, obserwowane w trzech pierwszych odcinkach, stanowią wstęp do głównego wątku, dotyczącego pracowników firmy i osób z nimi związanych. Nie chcę zdradzać więcej szczegółów i psuć przyjemności innym widzom, ponieważ seria aż do końca zaskakuje zwrotami akcji i nie ucieka się do schematycznych rozwiązań. Co ważniejsze, przy jednoczesnym braku przewidywalności fabuła jest bardzo przemyślana i dobrze podana. Początek co prawda może się wydawać zagmatwany, z czasem jednak poszczególne kwestie stopniowo się wyjaśniają, tak że wrażenie dezorientacji znika, a na jego miejsce pojawia się zaintrygowanie wydarzeniami, zwłaszcza że część z nich toczy się w fascynujących lokalizacjach.

Świat wspomnień – wydawałoby się, że wystarczy wymyślić parę co dziwniejszych miejsc, a reszta jakoś wyjdzie. Na szczęście autorka tak nie uważała i, podobnie jak w przypadku fabuły, postawiła na dobrze zaplanowany koncept, zarówno jeśli chodzi o ukazanie tajników pamięci ludzkiej, jak i funkcjonowania firmy. Szczyty i doliny (kolejno obrazy najlepszych i najgorszych wspomnień człowieka), łamacze, „robienie dzieci”, które bez sprzeciwu wykonują polecenia firmy – to tylko niektóre z pojęć, które przewijają się w serii, tworząc uporządkowany i nieprzekombinowany system. Nie będę udawać, że wszystko zrozumiałam i że nie marzyłoby mi się dokładniejsze objaśnienie zasad obowiązujących w tym świecie, ważniejsze jednak, że nie odniosłam wrażenia, że zostały wymyślone naprędce, byle czymś wypełnić fabułę.

Mimo niezwykłego konceptu omawiana opowieść porusza zaskakująco rzeczywiste i przyziemne wątki. Parokrotnie przewija się chociażby motyw trudnej przeszłości bohaterów, od której wybawiło ich spotkanie z drugim człowiekiem. „Podzielenie się szczytem” jawi się więc jako piękna metafora zmiany tragicznego losu. Na głębsze wniknięcie w powyższe kwestie czy omówienie innych brakuje tu miejsca, podkreślę jedynie dwie rzeczy. Rozwój wątków, choć połączonych prawie identycznym początkiem, przebiega różnorodnie w przypadku poszczególnych postaci, autorka potrafiła bowiem wydobyć z nich odpowiedni potencjał i tym samym uniknąć nużących powtórek. Najbardziej zasługuje na docenienie to, że anime podaje wszystkie te metafory w sposób naturalny, jak gdyby mimochodem obok zasadniczej akcji. Nikt nie bawi się w bombardowanie widza refleksyjnymi rozważaniami, ale nie ulega wątpliwości, że seria nie jest „pusta”.

Nie jest nijaka także dzięki bohaterom, ba, zwłaszcza dzięki nim, to bowiem ich kreacje stanowią najjaśniejszy punkt serii. Pomijając z dwa wyjątki, z dalszego planu zresztą, postaci nie dają się łatwo zakwalifikować jako złe lub dobre. Taki Hiroki, na początku wynajmujący pokój u Kenjiego, to chłopak zarówno serdeczny i troskliwy, jak i charakterny, niecierpliwy, a nawet niewahający się skrzywdzić drugiego człowieka wyłącznie z powodu kiepskiego nastroju. Za odwrotny przykład niech posłuży Katsuragi, jeden z pracowników firmy, który przez większość seansu nie wzbudza ani odrobiny sympatii, za to pod koniec pretenduje do miana osoby najbardziej zasługującej na szczere współczucie (przy czym podpowiedzi, że nie mamy do czynienia z czysto negatywną postacią, pojawiają się już we wcześniejszych odcinkach, tak że ów zwrot akcji nie następuje ot tak). Poza wyżej wymienionymi bohaterami w centrum wydarzeń znajduje się Tsukasa – przyjaciel Hirokiego, Satoru – współpracujący z Katsuragim, oraz Hayashi – były członek firmy, powiązany w przeszłości z Satoru i Tsukasą. Żeńską część obsady z kolei reprezentują Gin oraz Meiling, „dziecko” stworzone na potrzeby przedsiębiorstwa. Każdemu można by poświęcić długi akapit, zaś najbardziej barwną i wywołującą skrajne emocje postacią jest… Oczywiście nie napiszę! Dość powiedzieć, że ta właśnie postać w pewnym momencie zaczęła mi się wydawać największą gnidą (bardzo łagodne określenie), jaką kiedykolwiek widziałam w anime. Sądziłam, że w recenzji nazwę tę osobę antagonistą, ale autorka po raz kolejny pokazała, że nic nie jest oczywiste. Niejednolicie przedstawiają się też relacje między bohaterami. Odnajdujemy tu i bliskich przyjaciół, i coś w rodzaju synowskiego przywiązania do „przybranego ojca”, ale też związki opierające się na wrogich uczuciach, prowadzących (lub starających się prowadzić) do dramatycznych wydarzeń. Nad którąkolwiek relacją by się nie pochylić, każda potrafi zaskoczyć choćby swoją zmiennością czy obraniem kierunku, jakiego widz się nie spodziewał.

Ocena grafiki może wydawać się nieco zawyżona – i rzeczywiście, długo wahałam się, czy nie wystawić niższej. Pewne jest, że to najsłabszy element anime, które nierzadko wygląda po prostu brzydko. Postacie potrafią być zdeformowane i nie przypominać samych siebie nawet na pierwszym planie. Ponadto Geno Studio znów zaserwowało nam paskudne CGI w animacji zwierząt, na szczęście tylko motyli (choć momentami sporych rozmiarów), bo złotej rybki, głównego znaku rozpoznawczego serii, komputerowa sztuczność nie dotknęła. Najbardziej nie podobało mi się przedstawienie niektórych reakcji bohaterów, np. szoku, wyglądające niczym wyjęte z jakiejś serii akcji. Jakkolwiek jednak wiele kadrów domagałoby się porządnych poprawek, tak tyle samo, jak nie więcej, aż prosi się o powieszenie na ścianie i podziwianie. Prym wiodą tu, co nie dziwi, sceny ze świata wspomnień, cechujące się przepiękną kolorystyką. Bywa i urokliwie, i przerażająco, i dziwnie. Ogólnie można odnieść wrażenie, że animatorzy poświęcili im więcej uwagi niż akcji toczącej się w rzeczywistości, choć i tam znajdzie się trochę przyciągających wzrok ujęć. Osobną kwestią pozostaje kreska. Manga sprzed kilkunastu lat pod tym względem dzisiaj raczej nikogo nie zachwyci, tym bardziej więc brawa należą się twórcom za udane przełożenie stylu rysowania autorki na anime. Dotyczy to głównie projektów postaci, w pierwowzorze dość koślawych, w serii zaś prezentujących się całkiem ładnie i różnorodnie.

Nie miałam natomiast żadnych wątpliwości przy ocenianiu muzyki. Ta w tle pewnie nie zdobyłaby nagrody w kategorii najlepszej ścieżki dźwiękowej sezonu, dobrze podkreśla jednak klimat serii. Piosenki to już inna sprawa – są rewelacyjne. Nawet jeśli nie przepada się za podobnymi brzmieniami, trudno zaprzeczyć, że zarówno opening (Chou no Tobu Suisou zespołu Ling Tosite Sigure), jak i ending (image _____, wykonywany przez Memai Siren) wybija się ponad muzyczną miałkość, jaką raczy nas większość anime. Co więcej, obydwu utworom towarzyszy ciekawa i doskonale przemyślana animacja, dlatego też nie tylko dobrze się ich słucha, ale i ogląda. Praca seiyuu ani przez moment nie pozwala myśleć, że dokonano złych wyborów w kompletowaniu obsady. O każdym aktorze mogłabym napisać, że spisał się bez zarzutu: Yuuki Ono jako Satoru czy Mao Ichimichi jako Gin. Ich role bledną jednak przy tych zagranych przez Keisuke Uedę i Kishou Taniyamę, wcielających się odpowiednio w Hirokiego i Tsukasę. Pierwszy dotychczas nie miał zbyt wielu sposobności, by wykazać się talentem (poza Pet wystąpił jedynie w trzech produkcjach), a szkoda, bo świetnie operuje głosem i potrafi nim oddać całe spektrum emocji, będąc przy tym niezwykle autentycznym. A Taniyama? O, ten dopiero zagrał! Wcześniej kojarzyłam go głównie z roli Jeana Kirsteina z Shingeki no Kyojin, teraz będzie dla mnie Tsukasą, do czasu oczywiście, aż ponownie popisze się jako inna złożona postać.

Czy zatem uważam Pet za anime bez wad? Jasne, że nie, parę słabszych punktów by się znalazło. Na przykład tempo akcji w końcówce wydało mi się zbyt szybkie i lepiej by się sprawdziło rozbicie tych wydarzeń na dwa odcinki. Trochę też zabrakło mi przybliżenia relacji między dwoma bohaterami przed ich konfrontacją – bo że później zostały one lepiej naświetlone, to co innego. Pewnie znalazłoby się więcej takich drobnostek, ale, po pierwsze, mowa właśnie o mało istotnych kwestiach, po drugie, zdecydowanie przeważają zalety, do których można zaliczyć główne składowe anime: fabułę, bohaterów czy świat przedstawiony. Nie mogę zatem i wręcz nie chcę ukrywać swojego zachwytu, tym bardziej że rzadko miewam okazję do jego wyrażania w recenzji. Pet stuprocentowo trafiło w moje gusta, co tydzień sprawiając mi niemałą przyjemność z oglądania i nigdy nie rozczarowując, co po kilku niedawnych zawodach dużo dla mnie znaczy. Potrafiło mnie i rozbawić, i wzruszyć, i zaniepokoić. Nie zamierzam jednak przekonywać społeczności Tanuki, że to seria, która na pewno wszystkim się spodoba. Wręcz przeciwnie – Pet jak mało która produkcja nie jest dla każdego, ba, większość pewnie się od niego odbije już po jednym odcinku. Szczególnie osoby, które spodziewałyby się pełnej akcji serii przygodowej, raczej niczego tu dla siebie nie znajdą, podobnie jak osoby, które miałyby ochotę odprężyć się i wyłączyć myślenie podczas seansu. Także widzowie żądający od produkcji wyjaśnień niezwykłych umiejętności bohaterów będą zawiedzeni, tu bowiem nikt nie bawi się w tłumaczenie, skąd się one wzięły. Kto zatem powinien sięgnąć po anime? W pierwszej kolejności może przypodobać się tym widzom, którzy docenią ciekawy i dobrze pomyślany świat przedstawiony, a także niebanalną i wielokrotnie zaskakującą fabułę, niepozbawioną też różnych dziwności. Jeśli jednak musiałabym wskazać jeden konkretny powód, dla którego Pet jest wart obejrzenia, byliby to przede wszystkim bohaterowie – nieoczywiści, z wieloma twarzami i znakomicie zagrani. Bardzo ucieszyło mnie, że prawdopodobnie jeszcze się z nimi spotkamy. Co prawda anime objęło całość mangi, zapowiedziano jednak jej kontynuację, a to daje pewną nadzieję na drugi sezon. Milszej wiadomości po zakończeniu najlepszego seansu z zimy 2020 nie mogłam sobie wymarzyć.

Ancietejka, 16 kwietnia 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Geno Studio
Autor: Ranjou Miyake
Projekt: Daisuke Niizuma, Jun'ichi Hayama, Masashi Kudou
Reżyser: Ayumu Kotake, Takahiro Oomori
Scenariusz: Sadayuki Murai
Muzyka: Hideyuki Shima