Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,75

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 37
Średnia: 7,49
σ=0,95

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Jibaku Shounen Hanako-kun

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2020
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Toilet-Bound Hanako-kun
  • 地縛少年花子くん
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen ; Postaci: Duchy , Uczniowie/studenci ; Pierwowzór: Manga ; Miejsce: Japonia ; Czas: Współczesność
zrzutka

Komedia czy horror? Przygodówka czy romans? Słodka czy upiorna? Ta seria pokazuje, że zacieranie granicy między gatunkami i stylami jest jak najbardziej możliwe.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Wśród wielu japońskich miejskich legend regularnie przewija się ta o Hanako – duchu dziewczynki, zamieszkującym szkolną łazienkę. Istnieje wiele wersji legendy tłumaczących jej pochodzenie, podobnie jak wiele wersji tego, co się dzieje, gdy ktoś wywoła ją po imieniu. W starszych historiach taka próba kończyła się dla śmiałka przerażająco, jeśli nie tragicznie. W nowszych Hanako często chce się tylko pobawić z nowymi znajomymi lub nawet zgadza się spełnić ich życzenie. Takie właśnie plotki krążą w liceum Kamome, zaś postanawia w nie uwierzyć Nene Yashiro, uczennica pierwszej klasy, podkochująca się z oddali w przystojnym starszym koledze. Jak tu lepiej zdobyć szczęście w miłości niż zdając się na pomoc sił nadprzyrodzonych? Cóż, parę sposobów pewnie by się znalazło, ale Nene dzielnie wywołuje Hanako… I przeżywa zaskoczenie, gdyż duch nawiedzający łazienkę na trzecim piętrze jest zdecydowanie chłopcem. Co więcej, odmawia spełnienia życzenia i uzasadnia to całkiem rozsądnie, ale nastoletnie romantyczki nie są znane ze szczególnego rozsądku. Nene pakuje się w o wiele poważniejsze kłopoty, prosząc o pomoc inną zjawę, a chociaż Hanako przychodzi jej z pomocą, wyznacza też cenę – dziewczyna ma zostać jego pomocnicą.

Ta pomoc nie polega na szczęście tylko na sprzątaniu łazienki (acz jest to ważnym obowiązkiem). Hanako ma ważne zadanie polegające na pilnowaniu, by reprezentanci świata nadprzyrodzonego nie przekraczali swoich uprawnień i nie szkodzili żywym. Jak się okazuje, liceum Kamome, piękna i stara placówka, jest idealnym miejscem dla wszelkiej maści stworów i zjaw, wśród których wyróżnia się siódemka tak zwanych szkolnych tajemnic (to kolejna miejska legenda). Problem polega na tym, że istoty nadprzyrodzone są zależne od ludzi – plotki i mity kształtują ich wygląd i zachowanie. Jak się zaś szybko przekonujemy, ktoś z cienia manipuluje uczniami, nadając niewinnym do tej pory opowieściom złowieszcze zabarwienie.

Wszystko to brzmi jak formuła z dawna już sprawdzona i wielokrotnie wykorzystywana (acz fakt, że raczej w starszych tytułach). Jibaku Shounen Hanako­‑kun wyróżnia się jednak zdecydowanie na plus spójnością swojej wizji oraz wyjątkowym klimatem. Fabuła oscyluje pomiędzy slapstikową komedią a mrocznym, emocjonalnym dramatem w sposób, który powinien uczynić ją całkowicie niestrawną, ale z jakichś zaskakujących powodów działa. Myślę, że należy to przypisać przede wszystkim stylistyce, mocno umownej, łączącej słodycz i niewinność z groteską i elementami horroru. Jeśli miałabym wskazać jakąkolwiek serię choć częściowo podobną pod tym względem, byłaby to chyba Princess Tutu. Tak jak tam, podobnie i tutaj to właśnie warstwa wizualna odpowiada za ogólne wrażenie i konwencję – ta sama historia rysowana w bardziej typowy sposób straciłaby bardzo wiele. Jak widać, nie analizuję na razie szczegółowo samej fabuły – można ją streścić jako ciąg różnych spraw, z którymi mierzą się bohaterowie, a spomiędzy których powoli wyłania się poważniejsze zagrożenie. Problem polega na tym, że anime jest tylko reklamówką mangi i do samego końca nie da się oprzeć wrażeniu, że oglądamy zaledwie wstęp do właściwej historii. Co gorsza, w stosunku do mangi pozmieniano trochę kolejność wydarzeń i pominięto pewne epizody. W efekcie udało się uzyskać serię spójną wewnętrznie i w miarę logicznie zamkniętą, ale zdecydowanie utrudnia to ewentualną kontynuację. Mimo to, jak widać z wysokiej oceny fabuły, jest to pozycja warta uwagi. Poszczególne epizody są dobrze przemyślane, potrafią zaskakiwać i trzymać w napięciu, a w odpowiednich momentach docisnąć widza emocjonalnie.

W pierwszej chwili można uznać Nene za „typową bohaterkę shoujo” – niezbyt rozgarniętą, naiwną, o dobrym serduszku i ze skłonnością do zadurzania się w każdym przystojnym chłopcu. Szybko jednak można zaobserwować, że pod wieloma względami przejawia ona zaskakująco dużo zdrowego rozsądku, a przede wszystkim uczy się pomału na własnych błędach (co zresztą, logicznie, nie oznacza, że nigdy ich nie powtarza). Przystojnych kolegów idolizuje z daleka, ale gdy ma z nimi do czynienia, potrafi dość realistycznie ocenić ich faktyczny charakter. Jest też aktywną uczestniczką wydarzeń oraz osobą zdolną do refleksji i oceny poznanych faktów, co zdecydowanie wyróżnia ją z grona typowych protagonistek (a może i protagonistów) podobnych serii. Notabene, uroczym akcentem było dla mnie to, że źródłem kompleksów Nene uczyniono nie za mały biust czy też nieodpowiedni wzrost, ale grubość nóg – detal, który zdecydowanie ją uczłowieczał. Nie można też nie wspomnieć o jej seiyuu – Akari Kitou, którą słyszeliśmy (choć to może za dużo powiedziane) jako Nezuko w Kimetsu no Yaiba oraz (tu już bez wątpienia) jako Kotoko w Kyokou Suiri, tworzy tutaj zupełnie odmienną od tamtych ról kreację i pokazuje, że ma naprawdę szeroką skalę możliwości.

Aczkolwiek, przyznajmy, nie tak szeroką jak weteranka Megumi Ogata, która od lat wciela się w postaci zarówno męskie, jak i żeńskie. Okazała się idealnym wyborem do roli Hanako – chłopca o niełatwej przeszłości, której przebłyski poznajemy, najczęściej niepoważnego żartownisia, chwilami zachowującego się z szokującą bezwzględnością. Tytułowy bohater ma być postacią kontrowersyjną – widz, podobnie jak Nene, powinien mieć trudności z jego oceną. Jest to w pełni zamierzone unikanie stereotypu biednego, skrzywdzonego chłopca, którego może uleczyć czyste serduszko bohaterki, zaś kunsztowi mangaki (i scenarzysty, który tego nie popsuł) należy zawdzięczać, że Hanako nie staje się postacią odpychającą. To zdecydowanie jeden z bardziej fascynujących i charyzmatycznych bohaterów ostatnich lat, jakich widziałam, w dodatku będący po prostu świetnie napisaną postacią, a nie chodzącym zlepkiem fanserwisu i cech mających się podobać docelowej widowni.

Samo śledzenie relacji Nene i Hanako jest czystą przyjemnością, dlatego miałam pewne wątpliwości, gdy na scenie pojawił się jeszcze jeden bohater pierwszoplanowy – Kou, potomek rodziny egzorcystów. Początkowo obawiałam się, że jego rolą będzie zostanie elementem komediowym i etatową „przeszkadzajką”, ale okazał się on postacią znacznie ciekawszą i bardziej złożoną niż się wydawało (i to mimo że pominięto między innymi istotny fragment fabuły dotyczący jego osoby). O innych bohaterach, w szczególności antagonistach, także można by napisać sporo pochwalnych słów, ale w tego rodzaju serii zdradzanie czegokolwiek na ich temat byłoby niewybaczalną zbrodnią wobec widzów, proszę więc, by mi uwierzyć bez dodatkowych analiz.

Wspominałam wyżej, że za klimat serii w dużej mierze odpowiada grafika, co potwierdziłam odpowiednio wysoką oceną tego aspektu. Tu należy się wyjaśnienie – nie oceniam tutaj animacji jako takiej. Ona jest przeciętna, żeby nie powiedzieć, że dość ograniczona, nawet w scenach dynamicznych. Jeśli dla kogoś udane anime musi być dopracowane pod tym względem, raczej będzie rozczarowany. Nie zmienia to faktu, że Jibaku Shounen Hanako­‑kun jest charakterystyczne i konsekwentne, zaś anime dobrze oddaje nietypowy styl mangi. O ile stylizowane tła zdarzają się regularnie w seriach mających jakieś pretensje artystyczne (patrzę na ciebie, studio SHAFT), o tyle uwagę mogą zwracać projekty postaci, odbiegające wyraźnie od typowego „tylko żeby była z tego ładna figurka”. Właśnie w tym widziałabym ich największą siłę – to są projekty przeznaczone na karty mangi, a nie do produkcji gadżetów i wbrew pozorom to naprawdę w nich widać. Poza tym mimo wszelkich ograniczeń i oszczędności twórcy doskonale panują nad oświetleniem, kolorystyką i kadrowaniem. Da się to zauważyć w scenach akcji – jak pisałam, animacja jest w nich raczej uboga, ale mimo to potrafią robić wrażenie. Jeśli już, nawet korzystają na tym o tyle, że ich sposób pokazywania pozwala podkreślić raczej emocje niż samą akcję.

Jeśli miałabym na coś narzekać, to chyba tylko na to, że muzyki nie skomponował Shinkichi Mitsumune – byłby do tego absolutnie idealny. Jednakże Hiroshi Takaki to również twórca z dużym dorobkiem, który staje na wysokości zadania. Ścieżka dźwiękowa jest w wielu momentach bardzo oszczędna, ale w sposób zamierzony, żeby nie odwracać uwagi widza i dosłownie pojedynczymi instrumentami podkreślać nastrój danej sceny. Czołówka, No.7, nie była do końca w moim stylu, nie mogę jednak nie docenić animacji, idealnie zgranej z dźwiękiem i fascynującej (acz odnoszę wrażenie, że była wypchana aluzjami do rzeczy, które w anime się jeszcze nie znalazły). Przy napisach końcowych usłyszymy Tiny Light – wykonywaną przez Akari Kitou, przyjemną dla ucha balladę, której towarzyszą obrazy mocno niepokojące i też warte uważniejszego przyjrzenia się.

Zazwyczaj nie przepadam za seriami mieszającymi gatunki, ponieważ najczęściej polega to na chaotycznym miotaniu się z nastrojem od ściany do ściany. Jibaku Shounen Hanako­‑kun radzi sobie na tym tle doskonale, chyba przede wszystkim dzięki temu, że z wyjątkowym wyczuciem i delikatnością podchodzi do emocji i przeżyć swoich bohaterów. To nie jest seria dla każdego i zdecydowanie zalecam osobom, które taka stylistyka męczy, żeby nie próbowały się zmuszać. Dla mnie było to jedno z największych zaskoczeń (mocnego zresztą) sezonu i kolejny przykład na to, że nawet obecnie da się znaleźć tytuły niesztampowe i niszowe w dobrym znaczeniu tego słowa.

Avellana, 24 maja 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Lerche
Autor: Iro Aida
Projekt: Mayuka Itou
Reżyser: Masaomi Andou, Yoshihito Nishouji
Scenariusz: Yasuhiro Nakanishi
Muzyka: Hiroshi Takaki