Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 1/10 grafika: 4/10
fabuła: 1/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 4
Średnia: 5,25
σ=3,19

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Zegarmistrz)

Wylosuj ponownieTop 10

Sakura Taisen: École de Paris

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2003
Czas trwania: 3×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Sakura Wars: École de Paris
  • サクラ大戦『エコール・ド・巴里』
Pierwowzór: Gra (bishoujo), Gra (inna), Gra (RPG); Miejsce: Europa; Czas: Przeszłość; Inne: Magia, Mechy
zrzutka

Ekranizacja kolejnej części bestselerowej gry. Niezrozumiała bez znajomości konsolowego pierwowzoru.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jak wiadomo, Tokio nie jest ani największym, ani najważniejszym miastem na świecie, a na pewno nie było takim w pierwszej połowie XX wieku, do której przenosimy się w tym anime. Nie posiada też monopolu na bycie atakowanym przez demony i okrutne monstra. Tym razem bowiem Ciemność za cel obrała sobie Paryż. Na szczęście dumna stolica Franków nie jest bezbronna. Na pomoc jej przybywa bowiem Ichiro Ogami, doświadczony bohater walk z demonami z Japonii. Jego misją jest sformowanie nowej uzbrojonej w parowe mechy drużyny, która zdolna będzie przeciwstawić się potworom z głębin piekieł tak, jak uczynił to jej pierwowzór z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Fabuła tej serii tylko jednym szczegółem różni się od tysiąca innych, które nakręcono w Japonii: jest niemiłosiernie wręcz skopana. Owszem, Sakura Taisen nigdy nie było szczególnie odkrywcze pod względem prezentowanej intrygi. Zarówno seria telewizyjna, jak i film kinowy pod tym względem znajdowały się na cienkiej granicy między kiczem, a totalną sztampą. W zasadzie jedynym, co ratowało je przez pogrążeniem się w odmętach szmirowatości była konsekwentna praca scenarzystów oraz kilka pomysłów, świadczących o tym, że ktoś przemyślał świat, w którym toczy się akcja. Kontynuacja pod tym względem okazała się koszmarem. Twórcom udało się dokonać rzeczy niesamowitej: stworzyli trzyodcinkowe przegadane anime, które – co gorsza – bije rekordy skrótowości. Ja rozumiem, że to, co napisałem jest sprzecznością, ale niestety taka jest prawda. Przez większą część czasu obserwujemy, jak bohaterowie drugoplanowi piją wino, dyskutują o znaczeniu miłości oraz o tym, w jakim wieku kobiety są najpiękniejsze (bo, jak wiadomo, są to główne zajęcia paryżan). Mamy też okazję obserwować pisanie przez Ogamiego raportu dla dowódcy w Japonii. Gdzieś obok tego toczy się akcja: ktoś chodzi po cmentarzu, jacyś ludzie polują na jakąś złodziejkę, która w następnym odcinku przyłącza się do drużyny, powiększającej się co chwila o nowe osoby (prawdopodobnie brane z łapanki), przez ekran przewija się jakiś osobnik w stroju błazna, prawdopodobnie lokalny Główny Niemilec. Z akcji tej wiele nie rozumiemy, bowiem twórcy nie raczyli nas poinformować, o co właściwie chodzi.

Sytuacji nie ratują także postacie, z tej głównie przyczyny, że o bohaterach nie wiemy właściwie nic. Nasz oddział składa się z wyżej już wymienionego Ichiro Ogamiego, który jest postacią najbardziej rozbudowaną, bowiem mieliśmy okazję poznać go w poprzednich seriach, a także: zakonnicy, szlachcianki, złodziejki, nieletniej kolekcjonerki zwierzaków oraz cmentarnicy. Drużyna zbierana jest w sposób nagły, przypadkowy i w większości przed naszym okiem ukryty. Motywacje i cele w zasadzie wszystkich postaci są dla nas taką samą zagadką, jak fabuła.

Ta dość mało komfortowa sytuacja wynika w dużej mierze z faktu, że mamy do czynienia z ekranizacją którejś z kolei części odnoszącego duże sukcesy cyklu gier Sakura Taisen. Jak łatwo przewidzieć, odbiorcami anime mieli być więc w pierwszej kolejności fani gry, którzy z natury rzeczy powinni znać fabułę i postaci na wylot. Niestety, ja do tej grupy się nie zaliczam, wątpię też, by wśród czytelników Tanuki znajdowała się większa liczba osób, mogących się pochwalić znajomością zakrzaczkowanego, nie wydanego w żadnym europejskim języku tytułu. Pozostaje więc nam tylko to, co widzimy na ekranach.

A widzimy bigos.

Dla osoby, która przelotnie zetknęła się z tą serią, ocena grafiki będzie zaskoczeniem. Mamy bowiem do czynienia z dość wprawdzie krzykliwą, ale warsztatowo poprawną – by nie powiedzieć dobrą – grafiką i animacją. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, bowiem serię przygotowywano z dużym rozmachem, o czym świadczy np. fakt, że projekty postaci wykonał sam Kousuke Fujishima, mangaka znany choćby jako autor Oh! My Goddess. Co więcej, do tworzenia tego anime zaprzęgnięto komputery. I szczerze mówiąc, nie potrafię powiedzieć, kiedy ostatnio widziałem taki rendering. Chyba Extatica – gra, która w 1995 roku wyciskała wszystko, co fabryka dała procesorom 486 – prezentowała sobą taki poziom. Elementy animacji komputerowej na tle bardzo dobrej animacji klasycznej po prostu kłują w oczy! Są odrażające, trącą totalnym anachronizmem, sztucznością i niedopasowaniem.

Jedynym elementem, którego twórcom nie udało się zepsuć, jest muzyka. Owszem, nie jest to jakaś rewelacja – ot, przyzwoity standard, do jakiego przyzwyczaiły nas inne przemysłowo produkowane tytuły anime. Nie jestem znawcą tematu, ale wybór utworów jest niezły, świetnie pasują one do stylistyki Paryża, kabaretów oraz lat 20. poprzedniego wieku.

Ogólne podsumowanie: O jeżu miłosierny! O borze bukowo­‑dębowy! Owszem, ekranizacje gier komputerowych nie słyną z wysokiej jakości. Niemniej poziom skopania tego akurat tytułu przekracza wszelkie granice ludzkiego pojmowania. Gdyby seria posiadała więcej niż trzy odcinki, prawdopodobnie nie zdołałbym przez nią przebrnąć. W zasadzie wzdragam się przed nazwaniem tego OAV anime. To bardziej wydłużone filmy z gry niż prawdziwa seria.

Zegarmistrz, 20 września 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: RADIX
Autor: Ouji Hiroi
Projekt: Hidenori Matsubara, Kousuke Fujishima
Reżyser: Hitoyuki Matsui
Scenariusz: Hiroyuki Kawasaki
Muzyka: Kouhei Tanaka