Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,83

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 133
Średnia: 7,28
σ=1,61

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Azag)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Juu Ou Sei

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 11×23 min
Tytuły alternatywne:
  • Planet of the Beast King
  • 獣王星
Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Inne planety; Czas: Przyszłość
zrzutka

Kolejna opowieść o cywilizowanym człowieku, który musi przeżyć w brutalnej rzeczywistości. Ciekawe, ale wyraźnie okrojone.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Rok 2436 – gdzieś daleko, daleko w bezkresnym Kosmosie, 50 lat świetlnych od Ziemi. Bliźniacy Thor i Rai całe dotychczasowe życie spędzili na stacji kosmicznej. Ich ojciec jest wysoko postawionym człowiekiem w zarządzie nie tylko tejże stacji, ale i całego układu planetarnego. Planety te zostały poddane terraformacji, by mogli żyć na nich ludzie.

Jedna z nich została przeznaczona na więzienie dla zbrodniarzy, przestępców i innych „niewygodnych” jednostek. To Chimera, przez połowę roku pokryta śniegiem i lodem, w drugiej połowie zmieniająca się w niebezpieczną dżunglę, pełną drapieżnych i potężnych roślin. W tym okrutnym miejscu walka toczy się nie tylko o władzę, ale i o życie. Z tej planety są tylko dwie drogi ucieczki – ta prostsza, czyli śmierć i trudniejsza – pokonanie przywódców czterech kręgów (ugrupowań) i stanie się nowym Jyu Oh – „Królem Bestii”. Tylko co ma to wszystko wspólnego z dwójką dzieciaków?

Fabuła zgrabnie łączy elementy typowe dla science­‑fiction ze światem, w którym ludzkość została zmuszona do brutalnej walki o przetrwanie z siłami natury. Do pewnego stopnia przypomina to uproszczoną wersję cyklu Franka Herberta Diuna. Poziom techniki jest nierówny: niby można latać na skuterach powietrznych, ale jednocześnie podstawowym ekwipunkiem jest nóż albo miecz. Takie realia stanowią ciekawe tło dla opowieści, wątki żywo się rozwijają, nie brak też naprawdę zaskakujących zdarzeń i wartkiej akcji. Mimo to podstawowym mankamentem fabuły jest fakt, że seria zwyczajnie jest za krótka, licząc nietypowe jedenaście odcinków. Okazuje się, że właśnie brak tego jednego czy dwóch odcinków powoduje nienaturalne skondensowanie części wydarzeń. Brakowało mi wątków obyczajowych (których jest naprawdę niewiele, o ile w ogóle), którymi można by bardziej umotywować pewne sceny, zamiast zmuszać widza do różnych domysłów.

Jyu Oh Sei cechuje też niecodzienne, wręcz dziwne podejście do dramatu. Okrutne sceny przedstawiane są tak, jakby były czymś normalnym i codziennym (w tych realiach zresztą są). Często też brutalna agresja sąsiaduje z niemal sielankową łagodnością. Mimo to seria na pewno należy do poważniejszych – jest „twarda” i bardzo krwawa. Bohaterowie dużo i często walczą z różnymi przeciwnikami, tak więc na pewno amatorzy walk będą zadowoleni. Do tego wszystkiego w tle dołożono także wątek romantyczny, który z jednej strony pasuje, ale z drugiej jest tak spłycony, że może lepiej, gdyby wcale go nie było. Seria nawiązuje do mitologii nordyckiej (imiona bohaterów takie jak Thor czy Odyn, system komputerowy Valkiria, plan badawczy Midgard, statek kosmiczny „Asgard”) i greckiej (planeta Hekate) – nie mam pojęcia, po co? Zauważyłem też dwa poważne błędy. Po pierwsze: znajdujące się w mniejszości kobiety same decydują o wyborze partnera – w takich realiach świata wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne. Po drugie: szarża człowieka uzbrojonego w nóż na dwóch ludzi do niego strzelających powinna zakończyć się natychmiastową śmiercią tego pierwszego (nawet jeśli wziąć pod uwagę element zaskoczenia i rozrzut naboi)...

Zarówno sam pomysł uczynienia bliźniaków bohaterami, jak i ich osobowości bardzo przypadły mi do gustu. Thor – silniejszy, śmielszy i odważniejszy – opiekuje się słabszym bratem, który z kolei jest dobry w nauce. Bardzo odpowiadało mi to, że od początku w ich wyglądzie widać było pewne różnice – nie tylko pod względem ubioru. Autorzy ciekawie zarysowują profile psychologiczne postaci, niestety z braku czasu pewne przemiany dokonują się za szybko i mało wiarygodnie – trudno wytłumaczyć wszystko realiami, w jakich przyszło im żyć. Pojawiający się później bohaterowie (a jest ich sporo jak na tak krótką produkcję) są przez to spłyceni, pokazani bardzo skrótowo – mimo że odgrywają ważną rolę w wydarzeniach. Natomiast oczywistym plusem serii było pokazanie różnic pomiędzy postaciami: chyba każda z nich kieruje się własnymi pragnieniami, wynikającymi zarówno ze zdarzeń w przeszłości, jak i z aktualnej sytuacji. Bardzo dobrze pokazano tu brak porozumienia pomiędzy nimi – różnice dążeń i celów.

Szata graficzna prezentuje się bardzo ciekawie. Niemal zawsze jej elementy są naprawdę staranne: bogactwo żywych kolorów, urozmaicone tła, dobra gra światła, ładne cienie, dopracowane animacje (choć zdarzały się też sceny słabsze), detale. Najlepiej można to zauważyć, przyglądając się bujnej roślinności. Równie dobre są projekty postaci, które jednak szpeci mały, ale dobrze widoczny szczegół – mają brzydkie nosy. Jak to często bywa, mniej ciekawie prezentują się krajobrazy, choć i tu bywają wyjątki, czego przykładem jest potężna skalna architektura jednego z kręgów.

Twórców należy pochwalić za dźwięki tła, takie jak odgłosy dżungli czy noża świetlnego. Muzykę stanowią przyjemne dla ucha utwory z nutką dramatyzmu, opierające się często na skrzypcach i fortepianie. Czołówka na pewno zawiera najdziwniejszy japoński kawałek, jaki dotychczas słyszałem – początkowo uznałem go za najgorszą szmirę, potem nawet zaczął mi się podobać. Za to od razu pokochałem utwór końcowy: Te wo Tsunaide – rockowy, ale stonowany i bardzo romantyczny. Nie tylko świetnie brzmi, ale i na tyle dobrze puentuje wydarzenia, że ja uznawałem go za element fabuły!

Seria dostałaby ode mnie oczko więcej, gdyby nie niektóre szczegóły finału – do tego stopnia patetyczne, że aż głupie. Zakończenie wielu widzom wyda się też na pewno mało oryginalne. Jyu Oh Sei na pewno jest warte obejrzenia przez fanów gatunku. Myślę też, że wielbiciele dynamicznych walk i akcji mogą zainteresować się serią ze względu na te elementy – i też będą zadowoleni. Ogólnie jednak pozostawia wrażenie niedosytu – czy napisałem już, że jest za krótka…?

Azag, 7 października 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES
Autor: Natsumi Itsuki
Projekt: Hiroshi Ousaka, Takashi Watanabe
Reżyser: Hiroshi Nishikiori
Scenariusz: Reiko Yoshida
Muzyka: Hajime Mizoguchi