Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 2/10 grafika: 5/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,75

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 93
Średnia: 7,18
σ=1,91

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Seval)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Heroic Age

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 26×25 min
Tytuły alternatywne:
  • ヒロイック・エイジ
zrzutka

Trochę jak „Tarzan w kosmosie”. Trochę jak Gwiezdne wojny z mechami. Trochę jak skrzyżowanie X­‑menów z Parkiem Jurajskim. Brzmi strasznie? No właśnie…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Daleko, poza horyzontem czasu, istnieli ci, którzy nazwali się Złotą Rasą. Posiadali moc patrzenia w przyszłość i tworzenia gwiazd. Zawołali do innych ludów, wówczas jeszcze młodych, by dołączyły do nich w przestrzeni. Cztery rasy odpowiedziały na to wezwanie. Złoci nazwali je: Srebrnymi, Brązowymi, Bohaterskimi i Żelaznymi. W odległej przeszłości Bohaterska Rasa rozpętała wojnę i wiele gatunków znalazło się na krawędzi zagłady. Gdy Złotym udało się ich powstrzymać, pozostało już tylko pięcioro Bohaterskich. Złoci uznali ich winnymi zbrodni i za karę nakazali im pomagać słabszym rasom. Tak powstali Nodosi – istoty dzielące ciało z przedstawicielem Bohaterskiej Rasy, który w sytuacji zagrożenia może powrócić do własnej postaci. Są uznawani za klucz do przyszłości Wszechświata. Każdego z nich wiąże kontrakt, zawierający spis prac, jakie musi wykonać. Najsilniejszy z Bohaterskich, Bellcross, związał się z Żelaznymi, czyli ludzkością – najmłodszą i najsłabszą z ras, które o własnych siłach dotarły w kosmos. Po odejściu Złotych, Srebrni uznali się za ich następców. Wspierali rozwój wielu ras, ale ludzkość potraktowali wrogo, dążąc do jej eliminacji. Wówczas dysponująca mocami parapsychicznymi księżniczka Deianeira, podróżując na statku o znaczącej nazwie „Argonauta”, odnajduje na zniszczonej planecie wychowanego przez Złotych Nodosa ludzkości. Chłopiec o imieniu Age jest prawdziwym zaskoczeniem dla wiernej załogi „Argonauty”. Rozczochrany dzikus, nie potrafiący nawet liczyć, wprowadza chaos i jest katastrofą z politycznego punktu widzenia. Jednak wkrótce ludzie go akceptują, w czym znaczny udział ma to, że po transformacji w Bellcrossa jest praktycznie niezwyciężony.

Wprowadzenie wygląda obiecująco, niestety jednak na obietnicach się kończy. Heroic Age jest dla mnie serią zmarnowanych szans. Wojna przeciwko bardziej zaawansowanym rasom, rozgrywki polityczne wśród samych ludzi, krucjata mająca na celu odzyskanie Ziemi, nie wspominając już o poszukiwaniu tajemniczego dziedzictwa, pozostawionego przez Złotych – doprawdy, trudno zmarnować tematy o takim potencjale. Chylę czoła przed twórcami serii: im się to udało. Fabuła jest jednotorowa, a poszczególne wydarzenia następują po sobie właściwie bez uzasadnienia. Jeśli któryś z bohaterów ma wątpliwości, dokąd się udać, scenarzysta życzliwie mu podpowiada. Widz musi przyjąć bez pytań, dlaczego Srebrni postanowili zniszczyć właśnie ludzkość, czy Bohaterscy w ogóle stworzyli cywilizację i dlaczego ktokolwiek miałby słuchać rozkazów braci Deianeiry. Kilka razy w czasie oglądania serii kiełkowała we mnie nadzieja, że dane wydarzenie zwiastuje ciekawy obrót akcji – niestety za każdym razem było to mechaniczne odtwarzanie schematu akcja­‑reakcja. Elementy w założeniu humorystyczne (piskliwe bliźniaczki, AI statku jako rybka z aureolą) przede wszystkim irytowały. Fabuła nie tylko jest naciągana, jednotorowa i nudnawa. Ma też spore dziury. Dotąd nie jestem pewna, czy zmartwychwstanie części postaci w ostatnim odcinku było wynikiem przeoczenia czy cudu, który wydarzył się „poza kadrem”... Podwyższyłam ocenę o jedno oczko po końcówce, która miała w sobie nieco dramatyzmu, ale jak widać, niewiele jej to pomogło.

Jedną z największych słabości serii są bohaterowie. Całkowicie dwuwymiarowi, przypominają kukiełki, a ich charaktery można podsumować jednym przymiotnikiem. Age tylko formalnie jest człowiekiem. Jeśli nie odgrywa właśnie Tarzana, cytuje natchnione frazesy Złotych. Deianeira jest co najmniej półboginią, a na jej widok klękają narody (niechlubny wyjątek stanowią jej bracia­‑półgłówki). Pewne nadzieje wiązałam z Paeto Ou, upartym Srebrnym, ścigającym „Argonautę”, ale choć rzeczywiście okazał się jedną z ciekawszych postaci, tu też czekało mnie rozczarowanie… Pojawia się kilka wątków romansowych, choć trudno właściwie powiedzieć po co, biorąc pod uwagę poświęcony im czas (ktoś prawdopodobnie zasugerował scenarzyście, że w space operze bez tego ani rusz).Bohaterowie nie tylko są bezbarwni, są także zawieszeni w próżni. Momenty, w których widz dowiaduje się czegoś o przeszłości (dowolnej) postaci lub podłożu kulturowym można policzyć na palcach. Nie zdejmując przy tym skarpetek.

Nodosi zasługują na osobne omówienie. Age/Bellcross ma przeciwko sobie czwórkę kontrolowaną przez Srebrnych (jedno z nich pochodzi z tej rasy, pozostałych wiąże z nimi kontrakt). Nawet w swojej zwykłej postaci są praktycznie niezniszczalni (najmniejszym z ich talentów jest poruszanie się w próżni bez osłony). Po transformacji w formę Bohaterskich mogą niszczyć planety tylko dlatego, że stanęły im na drodze. Nodosa może powstrzymać tylko inny Nodos, a świadkowie takiej walki dla własnego bezpieczeństwa powinni znajdować się bardzo daleko. Każdy z tej piątki posiada inną moc, np. kontrolę nad czasem lub superregenerację. Z wyglądu przypominają organiczne mechy (jeśli ktoś widział Evy w Neon Genesis Evangelion, może mieć pewne wyobrażenie), co silnie kontrastuje z tradycyjnymi mechami pilotowanymi przez ludzi (w serii określa się je jako Organy). Niesamowita siła Nodosów, choć istotna dla rozwoju akcji, odbiera dramatyzm bitwom. Przez pierwsze odcinki starcia rozgrywają się według schematu: wróg atakuje „Argonautę”, ludzie starają się go bronić, Age uwalnia Bellcrossa i przechodzi przez wrogów jak ciepły nóż przez masło. Już za drugim razem staje się to nudne.

Grafika przeważnie jest poprawna, ale nie zachwyca. Tła, z kilkoma wyjątkami, są mało szczegółowe i dość monotonne. Szczególnie rozczarowują krajobrazy, choć w ogólnym rozrachunku jest to nieco kompensowane przez efekty w kosmosie: świetlne pasma Gwiezdnych Dróg i widoki planet. Nie zauważyłam problemów z animacją, za to przy dalszych planach twarze i sylwetki stają się schematyczne. Nie wysilono się przy strojach. Rozumiem, że załogi statków noszą mundury (choć wyraźnie nie dotyczy to Nilval, której biust jest niemal jedynym przejawem fanserwisu w serii), ale dlaczego moda jest tak podobna w całej galaktyce? Muzyka wypada równie przeciętnie. Motyw przewodni jest przyjemny i odpowiednio monumentalny, żeby wspierać legendarny w założeniu charakter serii. Piosenki otwierające i zamykające odcinki to miłe w odbiorze kawałki j­‑popu, ale trafiły dopiero w okolicę trzeciej dziesiątki w moim osobistym rankingu.

Czy seria może się komuś spodobać? Nie wykluczam. Młodsi widzowie, szczególnie jeśli lubią mechy i bitwy w przestrzeni, pewnie nie uznają czasu spędzonego przed ekranem za całkiem stracony. Istnieje jednak wiele dużo lepszych serii, zawierających te elementy, dlatego nie polecam Heroic Age nikomu. Ja mam zamiar o nim zapomnieć zaraz po wysłaniu tej recenzji.

Seval, 27 października 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: XEBEC
Autor: Tou Ubukata
Projekt: Hisashi Hirai, Ken Ootsuka, Naohiro Washio
Reżyser: Toshimasa Suzuki
Scenariusz: Tou Ubukata
Muzyka: Naoki Satou