Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

SixTonBudgie

  • Avatar
    SixTonBudgie 19.11.2010 19:15
    Re: ***
    Komentarz do recenzji "Noriko no Shokutaku"
    Cóż, ja akurat miałem ciut inne odczucia. Wydaje mi się, że pod koniec Sono przegiął (choć może nie w samej końcówce, która interesująco zamyka „problem”).

    Hmm, wartość filmu chyba nie może ujawniać się dopiero po jakimś czasie po projekcji – co najwyżej widz może po projekcji dookreślać wartość, jakość obejrzanego film, kontemplować ją. ;)
  • SixTonBudgie 16.11.2010 22:23:08 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    SixTonBudgie 30.10.2010 10:08
    Bezpłciowe...
    Komentarz do recenzji "Uzumaki"
    Słabiutkie to­‑to. Szczerze mówiąc liczyłem na jakieś wrażenia przed seansem, ale nie było żadnych (no, spać mi się chciało). Patrząc przez pryzmat horroru to oglądałem mizerię – ani trochę straszne czy przerażające, co najwyżej dziwaczne, ale to tylko z powodu swojej irracjonalności. Nie wiem, jeśli ktoś się boi duchów czy innych nieistniejących zjawisk to i może tego filmu się przestraszy, lecz ja do nich nie należę.
  • Avatar
    A
    SixTonBudgie 14.09.2010 07:41
    A to ci niespodzianka ;)
    Komentarz do recenzji "Angel Densetsu"
    Szczerze przyznaję – nigdy bym nie zgadł, że anime zostanie zrecenzowane szybciej niż manga, taki mały paradoks. ;)

    W sumie to te OVA można traktować jako zapowiedź – choć trochę przydługą jak na tę formę – mangi. Może i Yagi jest bardziej znany z „Claymore”, ale uważam, że „Angel Densetsu” jest lepsze. Przede wszystkim ma humor. Poza tym zawsze miałem pewną umiarkowaną słabość do czarnych charakterów – interesujące jest poznanie świata gangów i przyszłych yakuza.

    A poza tym to recenzja mówi wszystko co istotne i co warto powiedzieć jako wstęp i zachęta do mangi. Nic tylko czytać. :)
  • Avatar
    SixTonBudgie 13.07.2010 00:08
    Przecenione...
    Komentarz do recenzji "Bokurano"
    No cóż, trudno mi się nie zgodzić z większością tych słów. Założenia fabularne są absurdalne w porównaniu z treścią, jaką autorzy (czy autor – wszystko jedno) chcieli przekazać. Gra komputerowa, mechy, ratowanie świata i dziesiątki innych szczegółów sprawiają, że całość zamienia się w rozsadzony od wewnątrz dramat, wstrząsany co rusz kolejnymi – dla mnie nie do przetrawienia. W tym wszystkim te zakładane „studium psychologiczne” (zresztą ani specjalnie odkrywcze, ani specjalnie na psychice się nie skupiające – ważniejsza była zewnętrzna otoczka) zamienia się w najzwyklejszy wymuszacz łez doprowadzony wręcz do niemożliwości. Ot, typowa dla anime (i nie tylko) sytuacja, w której zamiast dążyć do minimalizacji środków, robi się zupełnie na odwrót, żyjąc w błogiej nieświadomości kalectwa, jakie się w ten sposób imputuje we własny twór.

    Mimo pewnej ciekawości, nie byłem w stanie zmobilizować się na tyle, by dokończyć serię (zrezygnowałem w połowie) w celu przekonania się, jak rozwiązane zostaną kwestie fabularne (co do których rzetelności mam zastrzeżenia).

    Na podstawie obejrzanego i „widoków na przyszłość” tytuł zapracował sobie na solidną szóstkę, czyli dostateczny w skali szkolnej.
  • Avatar
    SixTonBudgie 10.07.2010 13:23
    Pół metra wyżej, czyli tam, gdzie pomieszkują uczucia...
    Komentarz do recenzji "B Gata H Kei"
    Crossboy napisał(a):
    Czyli kolejny plus dla serii: główne postacie są bezwartościowymi nastolatkami. Nie grają na pianinie, nie są gwiazdami zespołów baseballowych, nie są prymusami. Są po prostu normalni (...)

    Crossboy napisał(a):
    Główna bohaterka chce się za przeproszeniem „rżnąć”...

    ...z tysiącem facetów, co jest – jak rozumiem z Twojej wypowiedzi – uważane za całkiem naturalne dla dziewczyn w jej wieku (i pewnie świadczy o jej dojrzałości w porównaniu z „naiwniaczkami”, których uczucia umieszczone są jakieś pół metra wyżej w ich ciele). Z miłości romantycznej przechodzimy w „miłość”, której zamiennikiem i istotą jest „seks”. Takimi założeniami fabularnymi nie pogardziłby żaden hentai – w końcu nie ważne są żadne cechy osobowe i wszelkie przymioty ducha, liczy się tylko to, co może się przydać w łóżku.

    Nie, no, myślę że ciekawe spostrzeżenia. ;)
  • Avatar
    SixTonBudgie 7.07.2010 18:37
    Prawie jak etat... :b
    Komentarz do recenzji "B Gata H Kei"
    Klopsik z masełkiem napisał(a):
    TANUKI.PL naprawdę zamiast przyjmować masę słabych sztywnych i schematycznych recenzentów polecam ich podzielić na tych co będą oceniać różne typy anime: Przygodowe, kryminały, komedie, ecchi, haremówki, dramaty itp.

    Heh, nie, no – bomba. Zabrzmiało jakby recenzenci pracowali dla tanuki. Ciekawe jeszcze jakie honoraria za to dostają (tego to naprawdę chciałbym się dowiedzieć). ;)

    A tak w ogóle to lubię czytać takie sugestie i przenosić się myślami w cudowny świat teraźniejszych tanukowych malkontentów, w którym to późna w nocy trwa wśród „idealnej redakcji” debata nad tym, kto ma recenzować przygodową komedię ecchi z dramatem w tle. Już widzę te pomysły: „Obliczmy procentową zawartość ecchi!” i „Nie, zróbmy głosowanie!”. Ostatecznie pewnie by wyszło, że zrecenzować musi każdy, kto odpowiada za dany „gatunek/wyróżnik” – tak, coby nikogo z ew. czytelników nie zbulwersować brakiem recenzji z punktu widzenia „główna bohaterka jest nieśmiałą czarownicą, która właśnie trafiła do Japonii”. Zabawny ten wyimaginowany „idealny świat”. :)

    Ale czego się można spodziewać, skoro dla niektórych odwrócenie schematu polegające na zastąpienie męskiego bohatera – żeńskim, jest powiewem świeżości…
  • Avatar
    A
    SixTonBudgie 20.06.2010 16:06
    Zbyt sentymentalne, by było "prawdziwe"
    Komentarz do recenzji "5 centymetrów na sekundę"
    Bardzo lubię gatunek zwany potocznie „okruchami życia”, ale akurat Byousoku 5 cm stanowi pewną odnogę tego gatunku, mniej już przeze mnie cenioną. Tytuł ten porzuca „życiowość”, wynajdując i wzmacniając elementy sentymentalne, nostalgiczne, romantyczno­‑smutne, które owszem, mają swoje miejsce w życiu zapewne większości osób, ale czy w takim natężeniu?

    W zasadzie każda sekunda ocieka tym sentymentalizmem, w efekcie czego powstało coś, co wprawdzie może spowodować ukłucie w sercu, ale mniej więcej takie, jakie w dziecku wywołałaby usłyszana bajka, na końcu której książę odjeżdża w poszukiwaniu następnej księżniczki do uratowania, żałując, że nie może zająć się tą, którą przed chwilą uratował. A ona zostaje w swoim zamku, czekając smoka, który sprawi, że książę znów się pojawi.

    Może troszkę przesadzam, bo znajdą się tam elementy okruchów życia, ale w większości zaprzęgnięte są one do czegoś innego niż do życia. Natomiast zupełnie śmieszne są głosy prawie domagające się, by ona i on na koniec zostali razem – tacy widzowie traktują widać każdy tytuł jako rozrywkę, a jeśli nie otrzymują takiej, jakiej oczekują, są zawiedzeni. Tak w ogóle, to jeśli tytuł wydaje się samozwrotny (tzn. jeśli widz odbiera go tak, jakby cała jego „problematyka” zamykała się w danym utworze i niczego poza samym sobą nie wskazuje) to albo mamy do czynienia z produkcją rozrywkową, albo widz jest „ślepy i głuchy”, a produkcja ambitna. Oczywiście granica jest płynna, a Byousoku 5 cm umieściłbym gdzieś pomiędzy, choć jednak ciut bliżej rozrywki.

    W recenzji pada słowo „sztuka” – nie wiem, czy można to już do sztuki zaliczyć, choć, z drugiej strony, istnieje przecież sztuka lepsza i gorsza, a Byousoku 5 cm akurat do przesadnie ambitnych się nie zalicza. Choć oczywiście na tle anime może błyszczeć.

    O stronie graficznej niczego odkrywczego nie powiem, więc w większości zamilknę. Zwrócę jedynie uwagę na zabawny podział ekrany na jasny i ciemny, z granicą na „drodze dymnej” mknącej rakiety. Sytuacja analogiczna jak z sentymentalizmem – twórcy po prostu przesadzili, wynaturzając rzeczywistość.
  • Avatar
    A
    SixTonBudgie 6.06.2010 19:39
    Koty za płoty... (Schrödingera, oczywiście)
    Komentarz do recenzji "O dziewczynie skaczącej przez czas"
    Nie przepadam za produkcjami, w których operuje się pojęciami wątpliwymi logicznie. Nie dlatego, że z miejsca są one dyskwalifikowane – raczej same się „oczerniają”, próbując swą nielogiczność wyjaśnić/ukazać logicznie. Próbowałem o tym nie rozmyślać w trakcie seansu, ale było z tym trudno (zbyt często do tego nawiązywali, w sposób zbyt wyrazisty). Choć podróż w czasie może być dobrym punktem wyjścia dla opowieści, ale jakoś tak się dzieje, że taka sytuacja niezwykle rzadko ma miejsce. Czemu? Bóg jeden wie…

    No dobrze, pewnie fajnie się skacze przez czas, ale ja jako widz, oczekiwałem czegoś więcej niż tylko tej „fajności”. Fabularnie film przeciętnie, no dobra – wyróżnia się, ale tylko na tle innych anime. Proste, stare jak świat problemy nastolatków wcale nie urastają do nie wiadomo jakiej rangi z powodu wątku „czasowego”, są tak samo „życiowe” jak zawsze. I, niestety, z czasem historia sama się „wykrwawia”. W czym problem? Wcale nie w tym, że tytuł skupia się na prostych problemach, ale dlatego, że próbuje na siłę je uwznioślać. Środki, jakie twórcy przedsięwzięli, aby powstały komizm (które w takich sytuacjach musi się ujawnić) zamaskować, były – jak dla mnie – niewystarczające. Tak to jest, kiedy banały wznosi się na piedestał.

    PS. Zachodzę w głowę, jak można ten film zakwalifikować gatunkowo do science­‑fiction. Żart? Wzmianka o przyszłości i supermoce (bo tym te podróże były, żadnej „nauki” w tym nie było – właściwie tyle w tym było science­‑fiction ile wynoszą proporcję sceny z kotem Schrödingera do całości filmu) to odrobinkę za mało…
  • Avatar
    SixTonBudgie 23.05.2010 19:57
    O Hyperze...
    Komentarz do recenzji "Youkai Ningen Bem [2006]"
    Nie wiem skąd ten Jetix się wziął, bo, jeśli już, to powinna pojawić się tu nazwa ZigZap, a właściwie Hyper – tam właśnie Humanoid Monster Bem był emitowany. Sprawa kolejna – emisja tego tytułu została zakończona (licencja opiewała na cztery wyświetlenia, a wszystkie one miały już miejsce), więc na tym kanale nie dokończysz już oglądania. Znajomość odcinków od 19 do 26 do trochę za mało, by móc napisać rzetelną recenzję.
  • Avatar
    SixTonBudgie 15.05.2010 00:55
    Zanim zapadną decyzje...
    Komentarz do recenzji "Higurashi no Naku Koro ni Rei"
    Jaren, wiesz o co chodzi? Mało kto lubi mieć podaną całą fabułę na tacy zanim za dany tytuł się zabierze. O to chodzi by zainteresować ewentualnego widza (ewentualnie zniechęcić), ale nie poprzez opis wydarzeń krok po kroku. Zamiast dążyć do uogólnień, Ty zmierzałeś do uszczegółowień, ale, powiedz mi, co to za radość z oglądania, jeśli wiesz, jak co się potoczy (oglądałbyś mecz, którego wynik znałbyś z góry?).

    Nie wiem, być może to Twoja pierwsza recenzja w ogóle, ale w każdym razie polecam na przyszłość (która mam nadzieję nastąpi, gdyż, mimo wszystko, ciekaw jestem Twojej „normalnej” recenzji) byś zamiast na opisie skupił się na analizie. Chodzi o to, by pokazać „dlaczego bohaterka zachowywała się jak pomylona i czy jej zachowanie miało sensowne uzasadnienie”, a nie „dlaczego bohaterka zachowywała się tak a tak”.
  • Avatar
    SixTonBudgie 14.05.2010 17:40
    Czym nie jest recenzja...
    Komentarz do recenzji "Higurashi no Naku Koro ni Rei"
    Dżul napisał(a):
    Recenzja nie jest(...) Ani analizą. Ani interpretacją.

    Że tak wtrącę ni z gruchy, ni z pietruchy – a to w takim razie czym jest, jeśli nie analizą i nie interpretacją? Pisząc o fabule, o postaciach, co innego robisz jeśli nie analizujesz właśnie? Czym są spostrzeżenia i uwagi jeśli nie interpretacją? Czy opisując dany tytuł piszesz o jego jedynej i właściwej formie, czy tylko o tym, co samemu w nim widzisz? No, to takie moje małe uwagi w kwestiach formalnych.
    Na nieszczęście tej recenzji Higurashi jest ona przede wszystkim porównaniem (opis fabuły stanowi około 90% tekstu, czy to nie za dużo? – zapytam retorycznie). Jej autor wprawdzie nie powinien się zniechęcać, jeśli chce pisać, ale zastanawia mnie stanowisko redakcji…
  • Avatar
    SixTonBudgie 10.04.2010 15:56
    Re: Krótka animacja jest dobra, bo jest krótka i dobra
    Komentarz do recenzji "La Maison en Petits Cubes"
    tu następuje etap drugi, to jest refleksyjny. I na tym etapie ja osobiście nie czułbym się dobrze, gdybym nie umiał tak spojrzeć wstecz jak bohater.

    No wiesz… tylko że ja na przykład właśnie tak spojrzeć nie potrafię, z dość prostej przyczyny zresztą – braku takiego bagażu doświadczeń jak bohater. Nie przeżyłem tego i tyle, co on, nie straciłem też „wszystkiego”, co było mi najbliższe. Mogę jedynie antycypować, czyli – mniej więcej – przenieść jego na siebie lub siebie na niego. I właśnie to powoduje tak wielkie wrażenie.

    Ale masz rację – choć nie nazwałbym jej może aż „bardzo optymistycznej”, ale w tej „tęsknocie”, poza żalem, mieści się coś optymistycznego – szczęście, które bohater zaznał.
  • Avatar
    SixTonBudgie 8.04.2010 20:46
    Re: Krótka animacja jest dobra, bo jest krótka i dobra
    Komentarz do recenzji "La Maison en Petits Cubes"
    Miła, refleksyjna animacja. Choć pewnie niezbyt wskazana dla tych, którzy nie mają do czego tęsknić.

    No nie wiem, akurat tu bym się z Tobą nie zgodził. ;) To, o czym jest dany tytuł, nie implikuje bezpośrednio kręgu osób, którzy go docenią. Tzn. jeśli coś jest „o przemijaniu i tęsknocie”, to nie znaczy, że wskazany jest dla osób, które tęsknią (czy „mają za czym tęsknić”). Sęk w tym, że człowiek potrafi postawić się w czyjejś sytuacji, współodczuwać, co pozwala na zrozumienie tego zestroju stanów, w jakim znajduje się np. nasz przykładowy bohater La Maison…[/b]. Oczywiście nie jest to do końca zrelatywizowane, ale akurat taka „tęsknota” jest stanem na tyle powszechnym, znanym, „zrozumiałym”, że nie trzeba mieć za czym tęsknić, by „prawidłowo” dzieło odebrać (co zresztą jeszcze nie jest równoznaczne z jego docenieniem, ale to już zupełnie inna historia).
  • Avatar
    SixTonBudgie 20.02.2010 16:27
    Re: Tragedia
    Komentarz do recenzji "Dancouga Nova"
    Uważam, że porównywanie Dancougi Novy do Humanoid Monster Bem jest mocno krzywdzące dla tego drugiego. W Dancoudze, jak mawiał Kononowicz, nie było niczego, natomiast HMB, cokolwiek by o nim nie mówić, posiadał klimat. Owszem, był on specyficzny na tyle, że większość widzów od niego odrzucało (nie ma się co łudzić, czterdzieści lat temu ludzie oglądali co innego). No i przede wszystkim posiadał świetną ścieżkę dźwiękową – bogatą, oryginalną i różnorodną (bardzo polubiłem tamtejsze utwory jazzowe), a Dancouga nie posiada żadnych mocnych stron. Co ja mówię – ona nie posiada nawet przeciętnych stron.
  • Avatar
    A
    SixTonBudgie 15.02.2010 16:55
    Pysznie pokręcone
    Komentarz do recenzji "Kuuchuu Buranko"
    Heh, po tym „chorym” anime aż człowiek zaczyna się zastanawiać, czy sam nie jest chory – Irabu pewnie z kilkanaście „dolegliwości” by znalazł. ;)
    Natomiast nie żałuję czasu spędzonego z tym tytułem, bo mało które anime potrafiło dać mi tyle rozrywki co szalony doktorek. Spodobało mi się, jak połączyli wątki wszystkich pacjentów, choć szkoda, że nie było „niczego więcej” – czegoś ponad poszczególne wątki z pacjentami. Jak dla mnie świetnie zbalansowane zostały oryginalność i dziwaczność z twardym umiejscowieniem w rzeczywistości. Szkoda, że nie wychodzi zbyt wiele podobnie ciekawych tytułów.
  • Avatar
    A
    SixTonBudgie 16.12.2009 22:10
    O tym jak pewien narrator zepsuł nastrój...
    Komentarz do recenzji "Kanojo to Kanojo no Neko"
    Graficznie tytuł bardzo mi się spodobał – pomimo tego, iż ma już dziesięć lat wygląda świeżo i równie dobrze mógłby być nakręcony wczoraj.
    Nie potrafiłem się jednak wczuć w nastrój. Starałem się, ale ten narrator zrobił wszystko, by do tego nie dopuścić. Co gorsza, dopiął swego. Może mam inne spojrzenie niż reżyser, ale uważam, że same napisy, z wyłącznie muzyką w tle, dużo lepiej przelałyby nastrój tytułu w widza – tzn. przynajmniej takiego jak ja.
    A właśnie największym atutem tej miniaturki jest jej nastrojowość i gdy jej zabraknie pomimo starań widza, obraz całościowo traci.
  • Avatar
    A
    SixTonBudgie 26.11.2009 15:59
    Fenomen
    Komentarz do recenzji "Muminki"
    Nie waham się przed użyciem tego słowa w stosunku do „Muminków”, bo to tytuł wyjątkowy. Minęło kilkanaście lat, zmienił się mój punkt widzenia i kryteria oceny, a nawet dziś jestem w stanie czerpać przyjemność z oglądania tego anime. I nie jestem wyjątkiem – znam wielu ludzi – że tak powiem – zachwycających się nim.

    „Muminki” posiadają niesamowity klimat, z niepowtarzalnym bajkowym światem, będącym czymś na granicy utopii. Miejscami to był nawet horror – taka Buka albo hatifnatowie budziły grozę w dziecku (jedna z osób, która nie lubi „Muminków” stwierdziła, że za młodu się bał i stąd ta niechęć). We mnie szczególnie ci drudzy, bo Buka jaka by nie była, miała w sobie pierwiastek „człowieczeństwa” i „ludzkiej racjonalności”, a hatafinatowie byli jak obcy, inni.
    Na pewno spory wpływ na klimat miała oprawa muzyczna, świetnie podkreślająca atmosferę scen (np. akcji czy sielanki). Najbardziej upodobałem sobie „solówki” Włóczykija na harmonijce.

    Osobna sprawa to bohaterowie, czyli proste konstrukcje, obok których jednak nie sposób przejść obojętnie, które jeszcze dodatkowo wzbogacały całość. Także swym zachowaniem, bo np. takie zwracanie się do Mamy Muminka przez Tatę Muminka „Mamo Muminka” samo w sobie jest fenomenem. (W ogóle dialogi to kolejny plus tytułu – przy niektórych nic tylko zrywać boki).

    „Muminki” to zdecydowanie moja ulubiona wieczorynka, na dodatek bijąca na głowę wiele nowych tytułów, które poza „opakowaniem” (i tak najczęściej już zużytym) nie mają wiele do zaoferowania. Śmiem przypuszczać, że za dziesięć lat z tą samą przyjemnością będę oglądał przygody tych trolli.
  • Avatar
    SixTonBudgie 17.11.2009 06:40
    Re: ...
    Komentarz do recenzji "Saki"
    Tyle że ja nikomu nie próbuję narzucać własnego „gustu”, a na dodatek dobrze sobie zdaję sprawę z mankamentów ewentualnych bubli, które lubię.
    Z jednej strony masz gdzieś zdanie ogółu, prezentując egocentryczną postawę względem kultury, a z drugiej chcesz, by inni uwzględniali cudze „gusty”. To chyba nie tak powinno działać. W tym miejscu to wszystko zaczyna zahaczać o hipokryzję.

    Bo widzisz, możesz pisać dziesiątki komentarzy – nie sądzę, by to komuś przeszkadzało. Natomiast problem w tym, że – trochę sprzeniewierzając się własnym ideom – próbujesz wymusić na innych swoje zdanie.
  • Avatar
    SixTonBudgie 16.11.2009 22:36
    Re: ...
    Komentarz do recenzji "Saki"
    No cóż, teoria może i dobrze brzmi (a przy tym jest taka demokratyczna), tylko jak się ona ma do rzeczywistości? Przekładając przykłady biologiczne na dzieła kultury – może w przyrodzie jest tak, że wszelkich zmian środowiskowych łatwiej przystosować się co prymitywniejszym stworkom niż tym „wyższym” (wysoce wyspecjalizowanym), ale w kulturze – niekoniecznie. Jakoś tak się składa, że przeszłości dotrwały do naszych czasów w zdecydowanej większości dzieła wybitne, podczas gdy mierne (których pewnie było dużo więcej) gdzieś sczezły po drodze. A te dzieła, które przetrwały „próbę czasu” są już bardzo oporne na jakiekolwiek próby nadwyrężenia ich wartości. (A bynajmniej nie jest tak, że dzieła te uważane są za wartościowe tylko dlatego, że z przeszłości do nas dotarły).
    Wbrew temu, co piszesz, nawet Przyroda wartościuje – ostatecznie „lepszy” okazuje się ten gatunek, który przeżywa, a „gorszy” ten, który ginie.
    Czy „Imię róży” jest lepsze od, dajmy na to, „Zmierzchu” tylko dlatego, że np. mnie się bardziej podoba?

    A czemu jest skala ocen? Czy wyraża tylko subiektywną opinię? Może w pojedynczych przypadkach, ale gdy takie „La Maison en Petits Cubes” dostaje od redakcji same 10 to czy świadczy to tylko o tym, że akurat mają ci oceniający podobne zdanie na jego temat?

    Być może żyję w złudnym przeświadczeniu, że dzieła wybitne od bubli wyróżnia coś więcej niż tylko gust pojedynczego człowieka (nawet jeśli czasem i bubel mi się spodoba), aczkolwiek chyba nie tylko ja.
  • Avatar
    SixTonBudgie 16.11.2009 21:21
    Re: ...
    Komentarz do recenzji "Saki"
    Kultura zaś jest jedna i nie stopniuje się jej – nie ma gorszej i lepszej kultury.

    Nie piszecie tych recenzji dla samych siebie. A nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie spokojnie czytał n­‑tej recenzji, która krzycząc do niego że „seria była do kitu” poddaje w wątpliwość jego gust.

    Czytając Twoje komentarze nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Ty naprawdę uważasz, że „kultura jest jedna”, a poszczególne dzieła wartościować może każdy, przy czym wszystkie oceny są względem siebie równe. Innymi słowy – że o tym, czy dzieło jest majstersztykiem czy też bublem, decyduje każdy z osobna, wedle upodobań. Raz, że kompletnie nie zdajesz sobie sprawy z mechanizmów „kariery dzieła”, a dwa – jak dla mnie, Twoje teorie świetnie nadają się do uspokajania sumienia tych, którzy wstydzą się, że podobają im się buble. (W tej kategorii mieszczą się także pomysły, aby dany tytuł oceniać podług „swojego gatunku”, przez co buble miałyby szansę na najwyższą notę – pośród jeszcze większych bubli).
  • Avatar
    SixTonBudgie 10.11.2009 15:58
    Re: Mały błąd w tekście.
    Komentarz do recenzji "Jisatsu Circle"
    Zgadza się. Podając „informacje techniczne” do recenzji nie dodawałem wyróżnika „pierwowzór” właśnie z tej przyczyny. Zresztą o kolejności wydania wspomniałem w pierwszym akapicie (z którego jasno wynika, w jaki sposób i kiedy powstała manga). Przypuszczalnie ten wyróżnik dodany został automatycznie, niejako z rozpędu.
  • Avatar
    A R
    SixTonBudgie 7.11.2009 21:00
    Znakomite?
    Komentarz do recenzji "Tetsuwan Atom [2003]"
    Czy Tetsuwan Atom (2003) jest anime znakomitym? Owszem, myślę, że można by było tak powiedzieć, ale z zaznaczeniem, że w swoim gatunku (a nie w skali bezwzględnej). Jak słusznie Grisznak zauważył porusza ono problemy poważne i ciekawe także dla dorosłego człowieka. A co istotne nie robi tego w naiwny sposób, szeroko unikając wszelkich jednoznaczności oceny. Wprawdzie cały czas temat „praw robotów” jest pojęciem wyjętym z twórczości science­‑fiction i futurologii, ale rozważania na ten temat prowadzone są już od kilkudziesięciu lat i jak dotąd nie udało się dojść do ostatecznego kompromisu, nie tylko dlatego, że to ciągle pojęcie abstrakcyjne. W Tetsuwan Atom (2003) wprawdzie żadnych specjalnych rewelacji na ten temat nie usłyszymy (a przynajmniej nie usłyszą ich osoby, które trochę siedzą w fantastyce naukowej), ale i tak skłania do kilku chwil refleksji.

    Mnie aż tak łatwo nie przyszło przebijać się przez niektóre odcinki. Bo o tyle, o ile te z dr Tenmą w tle (lub pierwszym planie), czy problemami społecznymi, połykałem jednym tchem – zresztą dr Tenma to mój ulubiony bohater tego tytułu, tak jednoodcinkowe historie, jak to Atom przeszkadza złym ludziom w ich złych zamiarach skrzywdzenia (ludzi bądź robotów, albo ich obu na raz), do bólu przewidywalne, wyciskały ze mnie „siódme poty”, bym jednak na nich wysiedział. Na Tetsuwan Atom (2003) spoglądałem przez jeszcze jeden pryzmat (który niewątpliwie odbił się na odbiorze), a była nim manga Naokiego Urasawy – Pluto. Wprawdzie z samym tytułowym bohaterem odcinków było niewiele, ale czerpałem z nich dodatkową przyjemność. I tak jak recenzent czerpał z ją z odniesień do twórczości Tezuki, odnajdując kolejne szczegóły, tak mnie satysfakcję przynosiły porównania Pluto i Tetsuswan Atom (2003), a nie odnosiły się one tylko do samego Pluto – można je było znaleźć w całej rozciągłości anime, czasem w zupełnie niespodziewanych miejscach (np. w odcinku o ataku pluszowych misi, który to motyw wykorzystał i Urasawa, przy jednej z ważniejszych ról w swojej mandze).

    Pod względem obrazu i dźwięku wysoko sobie cenię te anime. Jak Grisznak wspomniał, efekty komputerowe, liczne przecież, świetnie wpasowywały się w standardową animację. Efektem jej wykorzystania było wyłącznie dodanie jej kolorytu. Oprawa muzyczna także mi się spodobała – charakterystyczna gitarowo­‑elektroniczna muzyka, według mnie, nie dość, że dobrze brzmiała, to i dobrze została dopasowana do scen. Innymi słowy – spodobała mi się (stąd oceniłbym ją trochę wyżej niż Grisznak).

    Nie wiem, jak było z popularnością serii – jak czytam, niespecjalnie była wysoka. Wielka szkoda – tytułów tak dobrych jak ten, a jednocześnie skierowanych przede wszystkim do dzieci (acz nie tylko do nich się ogranicza), obecnie praktycznie nie ma.
  • Avatar
    SixTonBudgie 6.11.2009 22:35
    Re: Ocena w recenzji OK
    Komentarz do recenzji "Jisatsu Circle"
    Recenzent mimo uwag uparcie podtrzymuje swoje stanowisko na temat kiczu – dalej uważa, że głowa wybuchająca płomieniem po rozjechaniu przez pociąg, jak i beczki czerwonej cieczy rozbryzgiwane po podróżnych w tym wykonaniu noszą znamiona kiczu.

    W dalszej części recenzent chce stwierdzić, że w ogóle nie przepada za horrorami, co jednak nie zabrania mu nazwania kiczem tego, co za kicz uważa. A groza? Nie dostrzegł jej, bo śmiać mu się chciało, gdy dziewczyna odkrajała sobie palec z uśmiechem na ustach. I jak napisał – te sceny w żadnym razie go nie szokowały, chyba tylko ich wykonaniem.

    Na koniec recenzent cieszy się, że jego tekst dostarczył Czytelnikowi pewnej rozrywki. Chciałby też poinformować, że trzecioosobowa forma nie jest wyrazem lekceważenia do Czytelnika, lecz dystansem, z jakim jego osoba odnosi się do napisanego.
  • Avatar
    A
    SixTonBudgie 1.08.2009 11:28
    Raz, dwa, raz, raz... czy mnie słychać? ;)
    Komentarz do recenzji "One Outs"
    Bardzo zainteresowałem się tym tytułem, gdyż faktycznie jego podobieństwo do Akagiego jest widoczne. Ciekaw jestem, jak wypadną te dwa tytuły w porównaniu.

    Jednak jako drobną uwagę należy dodać, że wspominany Akagi jak i Kaiji to oryginalnie mangi autorstwa Nobuyki`ego Fukumoto, natomiast One Outs Shinobu Kaitani. Stąd też wyniknąć mogą pewne różnice, między tymi tytułami (m.in. w kresce, bo to Fukumoto stosuje tą, dla mnie miłą dla oka, „kanciastość” postaci).

    PS. Masz ciekawe podejście do sportu zawodowego, bardzo idealistyczne. Dziś, gdy najlepsi zawodnicy zarabiają krocie, a nawet szantażują swoich pracodawców, czysto rozrywkowe podejście do sportu jest mrzonką. ;)