Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 14
Średnia: 5,5
σ=2,16

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Zegarmistrz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Dragon Drive

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2002
Czas trwania: 38×25 min
Tytuły alternatywne:
  • ドラゴンドライブ
Widownia: Shounen; Postaci: Smoki; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia, Rzeczywistość wirtualna, Świat alternatywny; Czas: Współczesność
zrzutka

Jak wiadomo, smoki są różne: czarne, czerwone i w ciapki. Dobre, złe i nijakie. Jedno-, dwu- i stugłowe. Europejskie, chińskie i pokemoniaste. Smoki: złap je wszystkie!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Reiji Oozora jest zwykłym uczniem liceum, nie wyróżniającym się z tłumu sobie podobnych niczym szczególnie wartym naśladowania. Przesypia całe dnie, nie przykłada się do nauki, a w sportach jest ostatnią nogą. Jego sytuacja w szkole jest bardzo zła. Maiko, jego serdeczna przyjaciółka, zdająca sobie sprawę z całej sytuacji oraz faktu, że nie tak dawno temu nasz bohater wyrwał się z uzależnienia od gier komputerowych, pokazuje mu nowy ekskluzywny salon gier (prawdopodobnie po to, by jeszcze bardziej go pogrążyć). Reiji szybko wciąga się w fascynujący świat rozgrywek i walkę o tytuł mistrza ekscytującej gry virtual reality pod tytułem Dragon Drive. Nie wie jeszcze, że program jest tak naprawdę wrotami do innego wymiaru (bo czymże innym może być?). Wymiaru, który pragnie podbić pewna złowroga organizacja. Reiji i jego wierni przyjaciele, dosiadając swych wirtualnych smoków, będą musieli przeciwstawić się jej mrocznym zamiarom.

Prawdę mówiąc, fabuła Dragon Drive przyjemnie mnie zaskoczyła. Po pierwszych kilku odcinkach spodziewałem się, że będę miał do czynienia z kolejnym nudnym anime turniejowym. Dodatkowo długim i sztucznym, bo jak można wykrzesać emocje z walki, w której pobity wróg odtwarza się za kilka minut? Na szczęście jednak twórcy szybko poszli po rozum do głowy i zmienili realia na dość typowy świat fantasy. Niestety, nie pomogło to bardzo serii. Owszem, jeźdźcy smoków są tematem ciekawym i nośnym, ale w tym wypadku temat zostaje uśmiercony przez realizację. Dragon Drive nie jest bowiem serią, do której produkcji szczególnie się przyłożono i posiada wady, które skutecznie obniżają przyjemność oglądania. Nie jest ich szczególnie dużo – zaledwie trzy, ale mimo to są dość istotne.

Pierwszą z wad jest fabuła. Powiedzcie mi państwo, ile oglądaliście serii anime o licealistach, ratujących ten czy inny świat przy pomocy Czegoś (smoków, mechów, magii, paskudnych zwierzaków trzymanych w czerwono­‑białej kulce; niepotrzebne proszę skreślić)? I w ilu z nich bohaterowie przenosili się do niezwykłego obcego świata, rekrutowali drużynę wiernych przyjaciół, walczyli w turniejach, szukali magicznych artefaktów i nowych wyzwań, którym sprostanie mogłoby uczynić ich jeszcze potężniejszymi? Nie wiem, jak wy, ale ja takich serii widziałem już ze dwadzieścia. Dragon Drive nie wyróżnia się na ich tle niczym szczególnym. Powiedzmy sobie szczerze: przyjemność z oglądania tego tytułu jest tak imponująca, że zacząłem je na początku kwietnia, a skończyłem z końcem listopada. Podpowiem, że nie zabrało mi to tyle czasu dlatego, że delektowałem się każdym odcinkiem…

Niewiele też zyskuje dzięki swym bohaterom: występujące tu postaci są zwyczajnie bezbarwne. Wprawdzie stanowią dość liczną grupę, ale – poza nielicznymi wyjątkami – trudno nazwać je szczególnie ciekawymi. Owszem, bohaterowie mają jakieś charaktery i motywacje, szkoda tylko, że w sposób wręcz doskonały pasują do utartych schematów. Mamy więc Bohatera – Zbawcę, będącego przywódcą drużyny, jego Bogdankę i konkurenta do jej ręki. Do tego dochodzi jeszcze Szlachetny Zbir o Mrocznej Przeszłości oraz Odwieczny Rywal głównego bohatera. Ich szeregi uzupełnia ponadto kilkanaście innych sztampowych indywiduów, zbieranych po bezdrożach i gościńcach.

Innymi słowy, galeria bohaterów sprawia przygnębiające wrażenie. Oglądając anime, miałem wrażenie, że ktoś zagrał w kilka jRPG, wyciągnął średnią z zachowania postaci i tworzył scenariusz wedle wytycznych w rodzaju „główny bohater musi minimum 2,5 minuty w odcinku gadać bzdury”. Postacie są tak sztuczne i papierowe, że aż strach. Swoim zachowaniem przypominają robociki, które – raz nakręcone – maszerują przed siebie i powtarzają non stop tę samą kwestię (...Bij się ze mną!… Bij się ze mną!… Bij się ze mną!… – przykład autentyczny ze środka serii) jak zdartą płytę.

Ostatnią słabą stroną serii jest sam pomysł. Walki smoków nie są może ideą szczególnie nowatorską, przeciwnie: męczono je już setki razy i na wszystkie sposoby. Każdy chyba słyszał o świecie gier fabularnych Dragonlance (i towarzyszącym mu cyklu książkowym), powieściach o smoczych jeźdźcach z Pern czy starej grze konsolowej Panzer Dragoon. Niestety należy powiedzieć z całą mocą, że Dragon Drive nie idzie w ich ślady. Zamiast tego próbuje powtórzyć fenomenalny sukces innej znanej serii, także opowiadającej o hodowaniu zmyślonych stworków.

Pokemonów mianowicie…

Odbija się to może nie tyle na warstwie fabularnej, co na projektach smoków, które z mitologicznymi bestiami (w jakimkolwiek wydaniu) mają niewiele wspólnego. Zwłaszcza Chibi, zwierzak głównego bohatera, żywo przypomina wygląd stworków w wyżej wymienionym anime. Także w projektach innych bestii, będących schematycznymi, prostymi produktami grafiki komputerowej, łatwo dostrzec inspiracje tym tytułem. Cechy charakteryzujące gady wykorzystano w niewielkim stopniu. Prawdę mówiąc, te smoki w ogóle nie zachowują się jak istoty żywe, które muszą jeść, pić, oddychać etc. W anime pełnią rolę wyłącznie broni masowego rażenia, używanej też jako środek transportu. Prawdę mówiąc, równie dobrze można by je zastąpić na przykład mechami albo innymi maszynami. Jedyna różnica polega na tym, że w odróżnieniu od pojazdów, posiadają otwarte kabiny, co jedna z postaci (niejaki Rokkaku) wykorzystuje, gdy jest to wygodne dla scenarzysty.

Grafice, animacji ani muzyce nie poświecę wiele miejsca. Owszem, kreska nie należy do totalnych koszmarów… Jednakże Dragon Drive nie ma czym się pochwalić, również jeśli chodzi o oprawę techniczną. Jest ona dość uboga, by nie powiedzieć – oszczędna. Animacja postaci kuleje, a walki są schematyczne i uproszczone. Polegają też głównie na wykrzykiwaniu kolejnych komend i nazw ataków z grzbietu swojego smoka. W serii wykorzystano komputery, ale trudno powiedzieć, by w pełni użyto ich możliwości. Muzyka natomiast jest. Jej słuchanie nie rani uszu, ale powiedzmy sobie szczerze: ścieżki dźwiękowej do tej serii nikt raczej nie będzie ściągał. Nie mówcie mi też, proszę, że anime jest stare: pochodzi z 2002 roku. Wtedy już naprawdę potrafiono robić świetnie wyglądające serie w ilościach prawie hurtowych.

Dragon Drive należy do tytułów, których najbardziej nie lubię recenzować. Uwielbiam, gdy produkcja, którą opisuję, wyróżnia się czymś konkretnym: ma znaczące wady albo wyraźne zalety, które mogę odnaleźć, przyczepić się do nich jak rzep do psiego ogona i wywlec na światło dzienne. Jeśli przy tym mogę jeszcze się wyżyć, wyładować swoją frustrację, rzucać pomysłowymi obelgami lub popisywać pseudoelokwencją, jestem wniebowzięty. Niestety Dragon Drive nie należy do tej kategorii. Jego jedyną zaletą, którą mogę śmiało wskazać, jest brak dyskwalifikujących wad, co – zważywszy na fakt, że mamy do czynienia z serią silnie naśladowczą i niskobudżetową – jest sporym osiągnięciem. Jednocześnie jednak jest to 38 odcinków serialu z nudną, sztampową i przewidywalną fabułą, głupimi, papierowymi bohaterami oraz schematycznymi, nieciekawymi walkami.

Szczerze mówiąc, nie polecam tej serii nikomu, chyba że akurat w tym momencie bardzo się nudzi. Nawet wtedy jednak nie sądzę, żeby Dragon Drive w jakiś sposób zaradziło temu stanowi.

Zegarmistrz, 12 grudnia 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios, NAS
Autor: Ken'ichi Sakura
Projekt: Takahiro Umehara, Takahiro Yamada
Reżyser: Toshifumi Kawase
Scenariusz: Toshiki Inoue
Muzyka: Shinkichi Mitsumune