Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
grafika: 4/10
fabuła: 6/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 5
Średnia: 6,6
σ=1,5

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Honou no Tenkousei

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1991
Czas trwania: 2×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Blazing Transfer Student
  • 炎の転校生
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Dzielny młodzieniec w walce o swoje ideały… W dwóch odcinkach.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Noboru Takizawa od razu może dostrzec, że liceum Honjakuniku, do którego właśnie się przeniósł, nie jest przeciętną placówką edukacyjną. I to nie tylko z powodu olbrzymiej rzeźby lwa na dachu, ale przede wszystkim bezlitosnych zasad, jakie tu obowiązują, w pełni oddających określenie „prawo pięści”. Ale też nasz bohater nie jest byle jakim mięczakiem… Już na samym wstępie czekają go dwie potyczki. Pierwszą, z groźnym dyżurnym, wygrywa – częściowo dzięki pomocy pięknej nieznajomej. W drugiej, z podstępnym kolegą z nowej klasy, ponosi niestety porażkę.

To wszystko jednak nic: w czasie długiej przerwy dowiaduje się, że ów nieczysto grający łajdak, Ibuki, staje właśnie do pojedynku bokserskiego, w którym nagrodą ma być dziewczę imieniem Yukari… Tak, oczywiście – to z nią bohater spotkał się wcześniej. Miałażby teraz stać się łupem podłego drania? Noboru nie zamierza do tego dopuścić. Ale czy determinacja i sekretna technika walki wystarczą, by pokonać najgroźniejszego pięściarza w liceum Honjakuniku?!

Tak, proszę się uspokoić: to nie jest na poważnie. Honou no Tenkousei, od tytułu poczynając, a na zawartości kończąc, jest czystej wody parodią wszelkiego rodzaju „turniejówek”, w których dzielny bohater podnosi się po kolejnych porażkach, dążąc do ostatecznego zwycięstwa w imię swych ideałów. Znamy, widzieliśmy… Chętnie się pośmiejemy. Fabuła jest prościutka jak budowa cepa – i chyba to dobrze, bo jej dodatkowe ubarwianie raczej zaszkodziłoby całości. Znajdziemy tu wszystkie spodziewane elementy: pierwsze starcie, pierwszą porażkę, trening i ostateczną walkę, dziewczę w opałach i długie nazwy ataków, pojawiające się nad bohaterami „wizualizacje” ich technik i tak dalej… A właściwie nie dalej, bo wyliczyłam chyba wszystko, co widziałam. Może poza rozczulającymi latającymi kulkami, podpisanymi na wszelki wypadek „wróbel”. Oraz czołówką, która jest klasą samą w sobie.

Trzeba też powiedzieć, że „nieporadność” zarówno scenariusza, jak i oprawy technicznej, jest wyraźnie zamierzona. Owszem, rzecz nie miała najwyższego budżetu, ale przede wszystkim widać, że poszczególne postaci muszą przypominać określone typy: Bohatera, Rywala, Bohaterki, Komentatora i tak dalej, i tym podobnie. Wszystkie idiotyzmy fabuły zaś są po prostu lekko przerysowanymi motywami, które na pewno widzieliśmy już wiele razy, wykorzystywane ze śmiertelną powagą. Więc… Czy to jest zabawne? Odpowiedź w dużej mierze zależy od potencjalnego widza. Ja muszę przyznać, że całość zyskałaby na skróceniu o 10­‑20 minut. Rozumiem obowiązkowe wątki, ale niektóre gagi (szczególnie w drugim odcinku – „bohater podnosi się po druzgoczącym ciosie”) – zagrano o kilka razy za dużo i zamiast śmieszyć, zaczęły irytować powtarzalnością. Przypuszczam też, że osoby mało jeszcze w japońskiej animacji zagłębione po prostu nie będą miały dość materiału porównawczego, by zobaczyć część „parodystyczną” i odbiorą całość tylko jako zwariowaną komedię. Wreszcie widzowie, którzy przywykli traktować anime i jego Przesłania śmiertelnie serio, po prostu wzruszą ramionami, stwierdzając, że to nie jest śmieszne.

Jak już pisałam, oprawa techniczna jest, uczciwie mówiąc, brzydka. Nawet jeśli było to w sporej mierze celowe, trudno wystawiać w tej kategorii wysoką ocenę – przypuszczam wręcz, że wielu potencjalnych widzów odstraszy kreska. Muszę jednak powiedzieć, że jest w tej króciutkiej serii coś, co zasługuje na miano diamentu: mianowicie czołówka. Zrobiona z ogromnym zadęciem, przedstawia dziesiątki postaci, których oczywiście na ekranie nie zobaczymy, racząc nas piosenką, w której natchniony tenor opowiada o przewagach bitewnych bohatera. Krótko mówiąc, ten fragment – od animacji zaczynając, a na słowach piosenki kończąc – był chyba jedną z najlepszych parodii tasiemcowych serii shounen, jakie widziałam i naprawdę nie przypuszczałam, że japońscy twórcy anime potrafią zdobyć się na taki dystans do swojej dziedziny.

Podstawową zaletą Honou no Tenkousei jest jego długość – z każdym kolejnym odcinkiem ocena spadałaby na pysk (chyba że manga, na której zostało oparte, skrywała jakieś bardziej spójne wątki). Dwa odcinki to tyle, ile można obejrzeć, żeby się pośmiać. Oczywiście, jeśli lubi się takie wygrzebane z głębokiego lamusa osobliwości.

Avellana, 19 lutego 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: GAINAX
Autor: Kazuhiko Shimamoto
Projekt: Yuuji Moriyama
Reżyser: Katsuhiko Nishijima
Scenariusz: Sumio Watanabe