Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 4/10 grafika: 4/10
fabuła: 2/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,40

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 41
Średnia: 6,78
σ=1,88

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (fm)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mahou Shoujo Lyrical Nanoha StrikerS

zrzutka

Trzecie spotkanie z Nanohą i spółką. Kontynuacja, w której udane odcinki można policzyć na palcach ręki pijanego drwala.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Minęło dziesięć lat od wydarzeń z poprzedniej serii. Nanoha, Fate i Hayate jako zasłużone magiczki klasy S zakładają Sekcję Szóstą (jakby nie patrzeć StrikerS też daje w skrócie SS), która ma się zajmować kataklizmami, magicznym terroryzmem i niebezpiecznymi artefaktami zaginionej cywilizacji. Tylko czy pomiędzy kolejnymi sesjami treningowymi z nowymi rekrutami znajdą czas, żeby poradzić sobie z każdym z tych zagrożeń?

Przyznam, że Mahou Shoujo Lyrical Nanoha A's w dużej mierze rozbudziło mój apetyt na kontynuację. Anime to w umiejętny sposób łączyło elementy typowe dla magical girls z efektownymi scenami walk z serii shounen (wystarczyło zresztą popatrzeć na ekwipunek bohaterek – oprócz różdżek pojawiły się młoty, miecze i topory, każde z podręcznym magazynkiem dodatkowych magicznych dopalaczy). Nazwanie StrikerS zawodem byłoby niedopowiedzeniem. Mam wrażenie, że twórcy sporządzili listę zalet i postanowili je po kolei wyeliminować. Zacznę może od liczby odcinków. Dwadzieścia sześć odcinków pozwoliłyby dłużej cieszyć się oglądaniem pod warunkiem, że rzeczywiście byłoby do wykorzystania dwa razy więcej materiału. Zamiast tego mamy do czynienia z następującą formułą: dwa odcinki szkoleń kadetów, a przy następnym należy rzucić monetą. Orzeł – tracimy czas na przegadane sceny, rozwijające wątki, które później i tak zostaną wrzucone do kosza (choćby kwestia konfliktów w strukturach wojskowych). Reszka – niby coś się w końcu dzieje, ale zazwyczaj i tak bohaterki nie walczą przeciw magom, tylko z latającym złomem znanym z wcześniejszych treningów.

Wydawałoby się, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, bo antagonistów tu od groma. W pierwszej części była mamusia z córeczką, w kolejnej Hayate i czwórka przybocznych, natomiast w StrikerS jest ich aż osiemnaście. Wiąże się to z kolejnym problemem – mają oni płaskie, jednowymiarowe charaktery. Trochę szkoda, bo tu akurat wcześniejsze serie błyszczały. Przeciwnicy zazwyczaj walczyli w słusznej sprawie, tylko posługiwali się niewłaściwymi metodami. Tak było do czasu, aż na ich drodze stawała Nanoha i zaprzyjaźniała się z nimi używając najpotężniejszego magicznego ataku (z tego powodu szansę na zdobycie względów bohaterki stracił pewien fretkołak, bo od początku stał po jasnej stronie mocy). Natomiast w tej części można obserwować co najwyżej niecne plany stereotypowego szalonego naukowca (czyli biały fartuch i demoniczny śmiech), jego bandy cybermarionetek i młodszej wersji Rider z Fate/Stay Night (tym razem bez opaski na oczy).

Nasi dzielni esesmani niewiele ustępują siłom zła liczebnością. Najwięcej uwagi poświęcono nowicjuszom, czyli Caro (dziewczynka, która jeszcze nie wyrosła z używania smoczka), Erio (nieduży chłopiec z wielką… lancą), Subaru i Teana (duet pięściarsko­‑rewolwerowy – najwyraźniej różdżki rzeczywiście stały się przeżytkiem). Przedszkole mnie irytowało, ale tak to bywa z małymi dziećmi. Młodzież wypadała lepiej pod warunkiem, że akurat nie płakała z powodu okrutnego świata. Natomiast stara wiara musiała twardo walczyć o pozostały czas ekranowy. O ile Nanoha, Fate, Signum i Vita jakoś sobie radzą, to już reszta może się co najwyżej zadowalać ochłapami. Rodzina tytułowej bohaterki oraz jej pozbawione magicznej mocy przyjaciółki wpadli chyba do dziury w scenariuszu i tyle ich widzieliśmy. Niezbyt to sprawiedliwe zważywszy na to, że co i rusz zdarzają się nudnawe pogawędki z anonimowymi postaciami, które może miały kiedyś tam swoje pięć minut, lecz nie zapisały się w mojej pamięci.

Z innych spraw – scenarzyści posłuchali głosu grupy fanów, którzy za jedyny słuszny związek uznali Fate i Nanohę. W związku z tym kobiety zamieszkały razem, sypiają w jednym łóżku, a w pewnym momencie nawet zakładają rodzinę alternatywną. Bardziej konserwatywni widzowie mogą odrzucić z niesmakiem serię, jako dzieło propagandowe, a fani shoujo­‑ai też mają prawo być niezadowolonymi, bo kończy się na podtekstach.

Grafice zdecydowanie nie przysłużyła się zmiana miejsca akcji. Starą, dobrą Ziemię zastąpiła jakaś zabita dechami planeta. Cała scenografia stała się przez to mocno umowna, miasta sterylne i wyludnione, a pojazdy mechaniczne pokazują ciemniejszą stronę grafiki komputerowej. Wygląd Nanohy i Fate jasno pokazuje, że niektórym dziewczynkom starość nie służy (w realiach tego świata dwadzieścia kilka lat stanowi wiek prawie że przedemerytalny), bo mają wydłużone, końskie twarze. Oprawa muzyczna prezentuje standardowy poziom, czyli nie rani uszu, ale też nie zapada w pamięć. Za to początkowej piosenki Secret Ambition słuchałem z przyjemnością.

Mahou Shoujo Lyrical Nanoha StrikerS mogę polecić jedynie fanom cyklu z wysokim progiem odporności na nudę, lecz nawet wtedy lepiej nie psuć swoich wspomnień. Na kontynuację też bym nie liczył, ponieważ nie sądzę, by sprzedaż DVD przyniosła oczekiwane wpływy. Jeśli bym się mylił, to pozostaje mi mieć nadzieję, że w scenariuszu znajdzie się scena wypadku, który wybiłby nadmiarowe osoby z obsady.

fm, 13 marca 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Seven Arcs Pictures
Autor: Masaki Tsuzuki
Projekt: Shinji Katahira, Tsutomu Miyazawa, Yasuhiro Okuda
Reżyser: Keizou Kusakawa
Scenariusz: Masaki Tsuzuki
Muzyka: Hiroaki Sano