Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 10/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 13 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,38

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 240
Średnia: 7,89
σ=1,55

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mouryou no Hako

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 13×23 min
Tytuły alternatywne:
  • Box of Goblins
  • 魍魎の匣
zrzutka

Interesująca i wciągająca seria dla wybrednych, ale i wytrwałych miłośników nietypowych opowieści z dreszczykiem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Nieśmiała i cicha Yoriko Kusumoto od dawna podziwia koleżankę z klasy, Kanako Yuzuki, która to ku zaskoczeniu dziewczyny pewnego dnia proponuje jej wspólny powrót do domu. Później dziewczęta zaczynają się częściej spotykać. Kanako wciąga koleżankę w świat swoich niezwykłych marzeń i sprawia, że Yoriko całkowicie zmienia podejście do życia, tracąc powoli kontakt z rzeczywistością, co owocuje m.in. pogłębieniem konfliktu z matką, przeciwną jej znajomości z Kanako. Początkowa ciekawość i radość z nowej znajomości przeradzają się w chorobliwą fascynację oraz zamknięcie we własnym świecie.

W połowie sierpnia dziewczęta planują podróż nad jedno z dalekich jezior. Zanim jednak Yoriko i Kanako wsiądą do pociągu, ma miejsce tragedia, której przyczyny stara się potem ustalić będący przypadkiem w pobliżu Shuutarou Kiba – detektyw z Tokio. Jak się później okazuje, „wypadek” jest prawdopodobnie powiązany z serią brutalnych zbrodni, popełnianych na młodych i ładnych dziewczynach, których rozczłonkowane ciała znajdowane są w różnych pudełkach na terenie całego kraju.

Prawdopodobnie większość osób obejrzawszy pierwszy odcinek stwierdzi, iż ma do czynienia z pochodną Maria­‑sama ga Miteru (z cyklu: kolejne szkolne shoujo­‑ai) i będzie się zastanawiać, gdzie te morderstwa, o których można przeczytać w streszczeniach na różnych portalach poświęconych anime. Powyższy opis stanowi jedynie preludium do historii przedstawionej w Mouryou no Hako, historii niezwykłej i wciągającej. Scenariusz stworzono na podstawie drugiej powieści Natsuhiko Kyougoku, z kryminalnego cyklu Kyougokudou. Wszystkie z tych książek łączy motyw youkai – nadprzyrodzonych bytów, pochodzących z japońskich legend, oraz postać tytułowego bohatera, którego prawdziwe imię brzmi Akihiko Chuuzenji. Debiutujący w 1994 roku autor zaskoczył czytelników bardzo oryginalnym sposobem wykorzystania rodzimej mitologii, wplatając demony do historii, w której, pomijając wątek naukowy, wszystko to, co się dzieje, jest realistyczne. W powieściach Natsuhiko Kyougoku (w tym przypadku mouryou – trudny do zdefiniowania byt, który najczęściej utożsamiany jest z demonem pożerającym ludzkie zwłoki; czasem nazywa się też tak złe duchy gór i wody) demony nie są dosłownie obecne, stanowiąc metaforę zła czającego się w zakamarkach ludzkiej duszy. Mouryou to ukryte pragnienia i myśli, popychające człowieka do zbrodni, czasem wyjątkowo okrutnych. Teoretycznie, biorąc pod uwagę tematykę i popularne ostatnimi czasy zamiłowanie twórców do eksponowania przemocy, anime mogło skończyć jako kolejny przedstawiciel gatunku gore, pokroju Elfen Lied czy Kurozuki. Jednakże w tym przypadku zdecydowano się na subtelny sposób przedstawienia bardzo brutalnej historii, przez co zdecydowanie nie jest to anime dla wszystkich. Seria udowadnia, iż nie potrzeba dokładnie pokazywać przemocy, a już samo wspomnienie czy słowny opis zbrodni może wystarczać, by poruszyć widza. Forma, w jakiej zdecydowano się przedstawić wydarzenia, wymaga od oglądającego nie tylko ogromnego skupienia, ale też wytrwałości, błądzenia w gąszczu niedopowiedzeń i długich, bardzo specyficznych dialogów. Całość skomponowano w sposób, który uniemożliwia dosłowny odbiór wszystkich przedstawionych wydarzeń. Liczne surrealistyczne sceny obrazują niekiedy to, co dzieje się w umysłach bohaterów i pokazują treść książek pisanych przez nich samych. Jednak ciekawy przekaz nie gwarantuje sukcesu i czasami bywa jedynie próbą ukrycia dziur w scenariuszu. Jednakże nawet po ujawnieniu wszystkich szczegółów, Mouryou no Hako nadal pozostaje skomplikowaną, perfekcyjnie napisaną i przede wszystkim oryginalną historią.

Trudno powiedzieć, o czym dokładnie jest to anime. Z pewnością nie można ograniczyć się jedynie do nazwania go zwyczajnym kryminałem, bowiem przedstawione tu zbrodnie stanowią tylko pretekst do rozważań na temat tego, dlaczego w ogóle do nich doszło i jakie czynniki czy przypadki zadecydowały o tym, że stało się tak, a nie inaczej. Ukazano tu również motyw szaleństwa, które zrodziło się z młodzieńczych fantazji – jak w przypadku Kanako i Yoriko, które niczym bohaterki Niebiańskich Istot, zamknięte we własnym świecie powoli traciły kontakt z rzeczywistością. W tym celu autor przywołał buddyjskie wierzenia dotyczące reinkarnacji i śmiertelnych aniołów, zwanych Devy. Dokładnie przedstawił go i opisał znany japoński pisarz Yukio Mishima w powieści Tennin Gosui – dosłownie „pięć oznak śmierci anioła”. Może to także być szaleństwo wynikające z obsesyjnego uczucia – miłości i zazdrości. Do przemyśleń skłonił mnie również wątek naukowy, któremu poświęcono niewiele ponad dwa ostatnie odcinki. Nie służy on pokazaniu okrucieństwa świata wobec niewinnych istotek, będących ofiarami bezdusznych eksperymentów, a raczej ma prowokować dyskusje bohaterów na temat ludzkiego umysłu i tego, w którym momencie „obiekt” badań przestaje być człowiekiem. Wreszcie jest to dramat ludzi uwikłanych w trudne i skomplikowane związki i zbrodnie. Bardzo subtelnie zaakcentowano również czasy, w jakich rozgrywa się akcja. Rok 1952, powojenna Japonia – zderzenie tradycyjnych wartości z nowoczesnością i obcą kulturą, zagubieni w tej rzeczywistości bohaterowie. Wszystkie te elementy połączono tak umiejętnie, że tworzą niezwykle bogatą i złożoną układankę. Adaptowanie udanej powieści również jest sztuką, a debiutującemu reżyserowi udało się to bezbłędnie. Oceniam jedynie anime, gdyż z powieścią nie miałam styczności, lecz odwołując się do wypowiedzi innych (zapewniających o zgodności z oryginałem oraz pominięciu w ekranizacji jedynie poszczególnych, nieistotnych scen) i objętości pierwowzoru (ponad 1000 stron!), tę trzynastoodcinkową serię oceniam celująco.

Ważną częścią tej układanki są bohaterowie. Przedstawione na samym początku Yoriko i Kanako rzeczywiście mają w sobie coś z nieśmiertelnych istot, którymi tak bardzo chciały się stać. Rola obydwu dziewcząt jest bardzo istotna, ale ich obecność w serii ulotna i krucha. Są elementem, który spaja fabułę, jednak to nie im poświęcono najwięcej czasu ekranowego. Same charaktery bohaterek zostały przedstawione dosyć pobieżnie i najwięcej informacji widz uzyskuje z rozmów innych postaci, ale zarówno osobowość Kanako, jak i jej przyjaciółki prezentują się ciekawie. Yoriko to teoretycznie typowa szara myszka, niepewna siebie i skryta. Z powodu sytuacji rodzinnej ma trudności z adaptacją wśród koleżanek, gdyż uważa się za gorszą od nich. Jej matka sprawia wrażenie osoby surowej i niezbyt zainteresowanej córką, a gdy nastolatka zaczyna spotykać się z Kanako, najbardziej boi się opinii sąsiadów. To jednak pozory… W osobie przyjaciółki Yoriko odnajduje bratnią duszę, której nigdy nie miała. Ich więź jest bardzo nietypowa – przekraczająca granice zwykłej przyjaźni, powoli zmienia się w obsesję i ostatecznie prowadzi do zagubienia we własnych fantazjach, z pozoru niewinnych, które okazują się wyjątkowo niebezpieczne. Kanako jest najbardziej intrygującą i tajemniczą postacią w całej historii, a przy tym najważniejszą. O niej samej widz dowiaduje się stosunkowo niewiele, mogąc patrzeć na nią jedynie przez pryzmat jej marzeń i zastanawiającej filozofii, która stanowi jedyny metafizyczny element w całej serii. Zyskała ona jednak moją sympatię wraz z kolejnymi wydarzeniami bezpośrednio z nią związanymi, które pokazały, jak mimo wszystko była niewinna i zwyczajnie zagubiona. Zupełnie inaczej postrzegała ją Yoriko, w której oczach Kanako to istota idealna, inteligentna i wrażliwa, zupełnie nie zdająca sobie sprawy, że tak naprawdę miały ze sobą wiele wspólnego, zwłaszcza biorąc pod uwagę problemy rodzinne. Sytuacja w domu Kanako to jedna z największych zagadek serii, której ujawnienie odpowiada na wiele pytań. Pojawia się starsza siostra (niegdyś sławna aktorka) i opiekun dziewczyny, którego rola również do pewnego momentu pozostaje tajemnicą. Prowadzący śledztwo powoli odkrywają ponurą i zarazem szokującą prawdę.

Wydawać by się mogło, że głównymi bohaterkami są Yoriko i Kanako, jednak jest to mylące wrażenie. W rzeczywistości najwięcej czasu poświęcono ludziom prowadzącym śledztwo, którzy z różnych przyczyn są zainteresowani tajemniczą sprawą. Jednym z nich jest znany pisarz i znajomy detektywa Kiby, Tatsumi Sekiguchi, pomagający dwójce dziennikarzy – Morihiko Toriguchiemu i Atsuko Chuuzenji. Młodzi i ciekawscy, pragną dowiedzieć się jak najwięcej o sprawie, która jest o wiele bardziej skomplikowana niż im się wydaje. Zadanie ułatwiają im znajomości w policji oraz Kyougokudou, starszy brat Atsuko, który w nietypowy sposób analizuje wszystkie informacje i zdaje się wiedzieć o wiele więcej niż decyduje się wyjawić swoim towarzyszom. Pojawia się również bardzo sympatyczna postać – obdarzony niezwykłą intuicją Reijirou Enokizu, detektyw, który na prośbę rodziny Kanako wraz z innymi próbuje ustalić prawdę. Urzekł mnie nietypowym podejściem do sprawy, momentami graniczącym z bezczelnością, a także tym, że całość zdaje się traktować jak dobrą zabawę. Jego przeciwieństwem jest Shuutarou Kiba, który angażuje się emocjonalnie w sprawę i kiedy wydaje mu się, że już wszystko wie, postanawia działać… Sam morderca nie jest zwyczajnym psychopatą, a opętanym artystą, który pragnie stworzyć dzieło według niego doskonałe, okupione wielką ofiarą w postaci życia młodych i niewinnych dziewcząt. Jakkolwiek by nie patrzeć, bohaterów przedstawiono nam sporo, a czas antenowy uniemożliwił dokładną analizę ich osobowości, ale nie to było najważniejsze. Całą uwagę widza starano skupić się na historii, która z nawiązką wynagradza brak rozbudowanych osobowości. Jednak twórcom udało się wykreować je poprzez rozmowy i reakcje w przeróżnych sytuacjach, które wystarczająco zarysowywały charaktery. Bohaterowie nie zachowują się jak maszyny analizujące problem: angażują się w sprawę, zdarza im się przeoczyć niektóre rzeczy i potrafią okazać wrażliwość i zwyczajnie ludzkie emocje w całej tej zakręconej, niczym świński ogon intrydze. Potrafią również wykorzystać umiejętność myślenia i dedukcji. I właśnie w tym leży ich siła oraz niezwykłość.

Całości dopełnia bardzo miła dla oka i ucha oprawa techniczna. Projekty postaci są szczegółowe, staranne i prezentują się bardzo efektownie. Wiotkie i smukłe sylwetki kobiet, a także panowie o szerokich ramionach przypominają o stylu pań z grupy CLAMP, wygląd bohaterów nie jest jednak na tyle charakterystyczny, aby od razu rozpoznać kreskę. Na szczególną pochwałę zasługuje płynna animacja i to, że bohaterowie poruszają się jak ludzie, nie roboty, a ich twarze potrafią wyrazić przeróżne emocje. Zadbano również o takie szczegóły jak włosy, które potrafią zsunąć się z ramienia, gdy dana postać się pochyla, a poruszać mogą się nie tylko całe pukle, ale nawet pojedyncze kosmyki. Kolorystyka jest bardzo stonowana i pasuje do klimatu opowieści, co przede wszystkim widać w szczegółowych i bogatych tłach. Nie znajdziemy tu z księżyca wziętych kolorów włosów, a osoby spokrewnione są do siebie podobne, ale nie wyglądają jak klony. Nie wszystkim muszą spodobać się wszechobecne w pierwszym odcinku płatki kwiatów wiśni: owszem jest ich może zbyt dużo, ale jednocześnie wprowadzają one unikatową atmosferę. Wspominałam wcześniej o tym, że twórcy oszczędzili widzom wyjątkowo drastycznych scen. Owszem, nie pokazano bezpośrednio żadnej ze zbrodni, jednak pojawia się tu krew, a ujęcia te przy odpowiednim oświetleniu i akompaniamencie potrafią wywołać niepokój i wystarczająco przemawiają do wyobraźni. Bardzo ciekawy zabieg zastosowano również przy bardziej spokojnych epizodach, gdzie jedno pomieszczenie pokazywane jest z kilkunastu perspektyw i w różnym oświetleniu, co rekompensuje statyczność. Bardzo elegancko wykonano surrealistyczne sceny, które zachwyciły mnie bogactwem kolorów. Gdzie tkwi szkopuł? Oczywiście w zastosowaniu grafiki komputerowej. Niestety wszelkie trójwymiarowe pojazdy pasują do całości jak pięść do nosa i oszpecają niektóre sceny. Przepięknie skomponowano natomiast animacje do czołówki i napisów końcowych, które nie tylko olśniły mnie wizualnie, ale też zostały wykonane z pomysłem i dbałością o drobne szczegóły, które mogą stanowić wskazówki do niektórych zagadek. Szczególnie spodobał mi się opening, gdzie jedna warstwa przenika się z obrazami wyjętymi z kalejdoskopu, pozostającymi w ciągłym ruchu.

Klimat serii idealnie podkreślają piosenki towarzyszące napisom początkowym i końcowym. Nastrojowe i niepokojące Lost in Blue oraz Naked Love wykonuje znany j­‑rockowy zespół Nightmare, który współpracował już ze studiem Madhouse przy okazji Death Note. Utwory instrumentalne, które wzbogacają tło, można określić jako melancholijne, bardzo spokojne i doskonale wpasowujące się w subtelny i cichy nastrój anime. Usłyszymy delikatne melodie grane na fortepianie i skrzypcach, okazjonalnie w towarzystwie wiolonczeli. Bardzo spodobał mi się utwór prawdopodobnie na cymbałki (nie mam aż tak dobrego słuchu muzycznego), słyszany przy zapowiedzi kolejnych odcinków. Rzadko kiedy zwracam uwagę na udźwiękowienie, czyli jakiekolwiek odgłosy natury czy ulicy, jednak zapamiętałam dźwięk dzwonka, który rozlegał się zwykle w głuchej ciszy. Postaci nie potrafiłyby wyrazić swoich emocji bez odpowiednio podłożonych głosów. W produkcję zaangażowani zostali znani seiyuu, tacy jak Hidenobu Kiuchi, Houko Kuwashima, Daisuke Namikawa, Hiroaki Hirata czy Haruka Tomatsu i Aya Hisakawa. W roli Shuutarou Kiby wystąpił również praktycznie nieznany w przemyśle anime Takaaki Seki. Wszyscy oni mieli swój wkład w tworzenie postaci i spisali się bardzo dobrze.

Serię obejrzałam z nieukrywaną przyjemnością i stwierdzam, iż było to jedno z najlepszych anime, jakie widziałam. Niezwykła, starannie przemyślana fabuła nieraz zaskakuje, i to nie dzięki nagłym, nieuzasadnionym niczym zwrotom akcji. Mouryou no Hako jest cichą, subtelnie opowiedzianą historią, która skłania do refleksji i sama jest pełna przemyśleń, nie próbując jednak wciskać ich widzowi siłą do głowy. Tempo wydarzeń oraz ich skomplikowanie dyskwalifikują tę serię jako materiał dla amatorów prostych, sensacyjnych opowiastek. Jest to anime wymagające uwagi i cierpliwości, w zamian oferujące wciągającą i niezwykłą fabułę, która jest nie tylko oryginalna, ale i poruszająca. Wybredni i wyrobieni widzowie powinni spróbować sięgnąć po tę serię, nie sugerując się pierwszym odcinkiem. Może on zmylić, gdyż w rzeczywistości mamy do czynienia z inteligentną i niecodzienną serią, bogatą w trudno dostrzegalne motywy, delikatnie wkomponowane w całość. Na koniec przytoczę mój ulubiony cytat, padający pod koniec ostatniego odcinka: „Żeby stać się szczęśliwym, wystarczy przestać być człowiekiem”.

Enevi, 18 stycznia 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Natsuhiko Kyougoku
Projekt: Asako Nishida, CLAMP
Reżyser: Ryousuke Nakamura
Scenariusz: Sadayuki Murai
Muzyka: Shuusei Murai