Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 2/10 grafika: 3/10
fabuła: 2/10 muzyka: 1/10

Ocena redakcji

1/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 1,00

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 70
Średnia: 4,74
σ=2,86

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Nanami)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Chokotto Sister

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ちょこッと Sister
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Wielkie biusty
zrzutka

Pewien chłopiec zapragnął mieć siostrzyczkę… Czyli o tym, że niektórych rzeczy powinni bezwzględnie zabronić.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jako małe dziecko, Haruma Kawagoe zapragnął mieć siostrzyczkę. Rodzice się postarali, mamusia zaszła w ciążę i niedługo rodzina miała się powiększyć. Niestety mama poroniła… Wtedy chłopiec poprosił Świętego Mikołaja o zdrowie dla mamy i siostrzyczkę. Jak się okazało, marzenia jednak się spełniają… Studiującego w Tokio Harumę odwiedza zmotoryzowana Pani Mikołajowa (tak, Kopernik była kobietą… A żeński odpowiednik Świętego Mikołaja porusza się latającym motocyklem) i zostawia mu upragniony prezent z dzieciństwa w postaci młodszej siostry. Dziewczynka otrzymuje imię Choko i pod opieką braciszka zaczyna poznawać otaczający ją świat.

Z początku może się wydawać, że jest to kolejna komedia obyczajowa. To jednak tylko pozory, a pod tym płaszczykiem kryje się jedno z najobrzydliwszych anime, jakie miałam okazję oglądać. Dlaczego? O tym za chwilę, najpierw o samej fabule. Wszystko kręci się wokół „rodzeństwa” oraz ich znajomych z domu, w którym Haruma wynajmuje pokój. Komedii anime jest wiele, a Chokotto Sister to kolejna z nich. Pomysłowość twórców sprowadza się do powielania wszelkich możliwych schematów, które wałkuje się tutaj z lubością po raz enty. Przez bite dwadzieścia cztery odcinki towarzyszymy postaciom w ich życiu codziennym, które (żeby nie było nudno) zostało wzbogacone o kilka Dramatów, Problemów oraz zupełnie nieprawdopodobnych wydarzeń. Kłopoty i dylematy bohaterów są co najmniej śmieszne i żałosne. Naturalnie każdy dostaje swoje pięć minut, w czasie których może ponarzekać, posmucić się i tak dalej. Najwięcej do powiedzenia mają jednak Choko i Haruma. Początkowe założenia fabularne przypominają Chobits z całkowicie niesamodzielną bohaterką i facetem fajtłapą, który ma jej pomagać, jednakże… Anime pokazało, że małe dziewczynki mogą być urocze, a to, że nie mają pojęcia o otaczającym je świecie, tylko potęguje to wrażenie i służy za źródło wielu żartów (sztandarowym przykładem jest tutaj Kure­‑nai, które podbiło moje serce podejściem do tematu i sposobem realizacji). Nie wszystkim jednak ta sztuka się udaje, a bywają i tacy, którzy w ogóle nie próbują, zaś napisany na kolanie scenariusz jest tylko pretekstem by pokazać „coś” więcej. W tym przypadku można by tak podejrzewać, gdyby nie wspomniany wcześniej dramatyzm i żarty… Tak… Jeżeli chodzi o komediowy aspekt serii trzeba powiedzieć, iż twórcy mają wyjątkowo… wyszukane sposoby, aby rozśmieszyć widza i pozostawić miłe wrażenie po seansie tegoż anime.

Nie wiem i nie chcę wiedzieć, komu podoba się specyficzny fanserwis, jakim postanowiono mnie uraczyć. „Ecchi jak ecchi”, powiedzą zapewne miłośnicy gatunku, którym do szczęścia wystarczy bielizna głównych bohaterek. Owszem, może to być dodatek do fabuły (jeśli już twórcy nie potrafią wymyślić niczego innego, żeby przyciągnąć widzów), ale w żadnym przypadku scenariusz nie powinien być wyłącznie pretekstem do pokazywania co bardziej pikantnych scen (w tym przypadku przyprawiających raczej o mdłości). W szczególności, kiedy głównym obiektem fanserwisu staje się dziecko, bo w przypadku Chokotto Sister mamy do czynienia z materiałami, którymi z chęcią zajęłaby się policja. To jest pedofilia… A najgorsze jest to, że całą tę (z początku ukrytą) perwersję połączono z osobą niczego nieświadomej dziewczynki, która chyba przez to ma wydawać się jeszcze bardziej podniecająca… Oczywiście w programie nie zabraknie takich wątków jak wyprawa do sklepu po stanik (tak, dla góra dziesięcioletniej dziewczynki, która jest płaska jak deska…), wyprawa na basen i do gorących źródeł. Wszystko kręci się wokół bielizny i niewybrednych żartów, które chyba miały być śmieszne… A scenę, w której Choko trzyma wibrator i zastanawia się, co to jest, lepiej przemilczeć. I nie uwierzę komuś, kto będzie mi się starał wmówić, że to zupełnie odmienne podejście do spraw seksualnych, i że to nieszkodliwe i normalne. To, co pokazano w Chokotto Sister, jest chyba ukłonem w stronę różnych dewiantów, którzy podniecają się widokiem małych dzieci w scenach, które nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do zamierzeń twórców. Tutaj już nawet parafraza „Ecchi dla ecchi” nie jest adekwatna do zaprezentowanego materiału. A co gorsza, całość jest śmiertelnie nudna. Scenarzysta (jednocześnie twórca oryginalnej mangi) w jednym z ostatnich odcinków doznaje olśnienia i próbuje „ratować” całość czymś, co nie jest zboczone i obrzydliwe. Będę uczciwa i powiem, że ten jeden jedyny odcinek na całą serię jest rzeczywiście ładnie zrobiony (zupełnie jakby nie z tego anime! Chyba do scenariusza dorwał się wtedy ktoś inny i nie zauważono tego „dodatku”), ale w połączeniu z resztą nie ma najmniejszych szans. Zostaje bowiem przygnieciony przez skandaliczne i chore pomysły, które stanowią o „wartości” Chokotto Sister.

Bohaterowie stanowią jedynie dodatek do wyjątkowo odpychającego fanserwisu. Naturalnie nie prezentują sobą nic ciekawego, a ich „osobowości” można przejrzeć na wylot już po pierwszym odcinku. Tytułowa Choko to oczywiście „upośledzone” dziecko, które nie zna realiów świata, i korzystając ze swojego notesika i rad innych, uczy się powoli egzystować w społeczeństwie. Jej faktyczna rola sprowadza się do bycia robotem kuchennym i ukochaną maskotką, której inteligencja objawia się w momencie, gdy przedstawia się ona innym ludziom: „Witaj! Jestem Choko – młodsza siostrzyczka mojego braciszka”. Oczywiście sposób jej rozumowania jest tak niewinny, że przeinacza wszystko w taki sposób, by zawsze można było w tym odnaleźć podteksty. Haruma to typowy haremowy fajtłapa o złotym sercu, który jest wybitnie nieśmiały, ma problemy z okazywaniem uczuć i zdecydowanie nie nadaje się do wychowywania dziecka. Jestem wdzięczna twórcom, że nie spełniły się moje obawy dotyczące jego postaci, gdyż po pierwszym odcinku obawiałam się, że na każdym kroku będzie się on podniecał zachowaniem swojej siostrzyczki. Wystarczyło już to, że rumienił się niezdrowo na jej widok, ale jego uczucia zostały na szczęście skierowane w innym kierunku. Reakcja otoczenia na pojawienie się nowej lokatorki była bardzo zastanawiająca. Naprawdę nikogo nie zdziwiło to, że dziewczynka zjawiła się zupełnie nagle i nie chodzi do szkoły, tylko robi za wzorową… kurę domową? Pojawia się też nowa i nieśmiała aż do przesady gospodyni Chitose (nie, w ogóle nie kojarzy się to z Chobits), która po „bohaterskiej” akcji Harumy na początku ich znajomości przez całą serię się w nim podkochuje. Sama Chitose pada ofiarą molestowania ze strony natrętnej lokatorki, Makoto. Kobieta ta nie tylko jest alkoholiczką, ale również z lubością wykorzystuje fakt, iż Choko niewiele wie o świecie, co prowadzi do wielu sugestywnych zachowań dziewczynki. Nie wiem jak inni, ale ja na miejscu Harumy odizolowałabym dziecko od takiej delikwentki, a chłopak oczywiście nic w tym kierunku nie robi. Pojawia się również skrywająca bolesną tajemnicę kwiaciarka oraz kolega Choko, który oczywiście przypadkiem pomaga rodzicom prowadzić łaźnię… Gdyby wyrzucić z charakterów tych postaci kosmate myśli, byłyby to kolejne sztampowe kukiełki. Jednak w tym przypadku wszystkim wyszłoby to na zdrowie.

Nie będę dla odmiany zachwycać się oprawą techniczną, gdyż zwyczajnie nie ma czym. Grafika jest do bólu uproszczona, a widać to szczególnie w kanciastych projektach postaci, które nie dość, że wyglądają źle, to jeszcze poruszają się, jakby ktoś je połamał. Mój największy zachwyt wzbudził bohater z włosami sterczącymi do góry, jak u smarkaczy z tasiemcowych shounenów. W zestawie z ubogimi tłami i koszmarną animacją sprawiają, że anime wydaje się starsze przynajmniej o parę lat, a w rzeczywistości pochodzi przecież z 2006 roku. Przy grafice nie sposób nie wspomnieć o oryginalnej cenzurze, która w wersji telewizyjnej objawia się jako żółte tasiemki z napisem „Caution Keep Out”, znane z amerykańskich filmów i nie tylko. Zabieg ten sprawia, że wszechobecne podteksty da się jakoś przełknąć. Jednak w wersji DVD postanowiono, że to niesprawiedliwe, żeby wierni widzowie musieli się domyślać, co też pod tasiemkami się znajduje i ku mojemu oburzeniu cenzurę zniwelowali, przez co w odcinku na basenie miałam okazję oglądać roznegliżowaną Choko… Oczywiście zaczepiający ją chłopak zupełnie nieumyślnie odciągnął jej ramiączka kostiumu, a rysownicy tylko przypadkiem wykonali swoją pracę bardzo szczegółowo. Przez pewien czas zastanawiałam się, czy w ogóle kontynuować seans, ale w końcu przemogłam się i oglądałam dalej, tylko po to, aby usłyszeć znienawidzony ending jako utwór przewodni całego anime. Obydwie piosenki towarzyszące serii to kwintesencja schematycznego i słodziutkiego j­‑popu, który po jakimś czasie wyłazi bokiem, a o utworach świadczą już same tytuły: Doki Doki! My Sister Soul i Neko­‑nyan Dance. Naturalnie obie śpiewane są wyjątkowo dźwięcznym i miłym dla ucha głosem, a towarzyszą im równie specyficzne demonstracje fanserwisu… Czy pojawiające się w tle melodyjki można nazwać oprawą muzyczną? Moim zdaniem nie, gdyż byłaby to obraza dla ścieżek dźwiękowych, które rzeczywiście prezentują sobą jakiś poziom, o tych najlepszych nawet nie wspominając.

Chokotto Sister to twór wyjątkowo szkodliwy i zdecydowanie niepożądany. Sposób, w jaki przedstawiono całą historię, przekracza wszelkie granice nie tylko dobrego smaku, ale również podpada pod coś, co powinno być odgórnie i bezwzględnie tępione. Najgorsze jest to, że z pozoru to anime jawi się jako sztampowa, ale zupełnie niegroźna komedia o perypetiach pewnego studenta i jego siostrzyczki. Właśnie dlatego postanowiłam napisać tę recenzję, by ktoś przypadkiem nie sięgnął po to, oczekując lekkiej i niewymagającej seryjki. Potencjalny widz zdziwiłby się bardzo, zobaczywszy roznegliżowaną małolatę biegającą po publicznym basenie. Szczerze mówiąc, nie jestem sobie w stanie wyobrazić ludzi, którym mogłoby się to podobać, a jeśli tacy są, to zdecydowanie nie chciałabym mieć z nimi do czynienia, gdyż wydaje mi się, że Chokotto Sister powstało dla niewyżytych osobników, którzy podniecają się małymi dziećmi, a to już niebezpiecznie zbliża się do pochwały pedofilii. Z drugiej strony widzowie widzami… Ale twórcy… Co z nimi musi być nie w porządku, skoro tworzą coś takiego? Naprawdę… Kto mógłby zachwycać się obleśną chałą, która nie ma do zaoferowania nic więcej, jak tylko rozbierane sceny z udziałem dzieci? Nie radzę się do tego zbliżać nawet na kilometr, gdyż jest to po prostu „dziecko” chorej wyobraźni japońskich twórców, którzy w tym przypadku nie mają czym się chwalić. Jedno jest pewne: u nas by coś takiego nie przeszło. Już chyba niżej upaść się nie da.

Enevi, 21 lutego 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Nomad
Autor: Gou Zappa, Sakura Takeuchi
Projekt: Yukihiro Kitano
Reżyser: Yasuhiro Kuroda
Scenariusz: Gou Zappa
Muzyka: Masara Nishida