Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

NiuCon 8 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 9
Średnia: 6,89
σ=1,45

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kaitou Saint Tail

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1995
Czas trwania: 43×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Mysterious Thief Saint Tail
  • Saint Tail
  • 怪盗セイント・テール
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Księża/zakonnice, Magical girls/boys, Przestępcy, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Opowieść o uroczej złodziejce i ścigającym ją detektywie. Pełna wdzięku, choć niezbyt skomplikowana seria dla młodszych dziewcząt.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Historia nie zaczyna się, jak można by oczekiwać, wraz z początkiem przestępczej kariery nieuchwytnej złodziejki, znanej jako Saint Tail. Poznajemy ją podczas któregoś już z kolei skoku, tym się od innych różniącego, że na miejscu, oprócz policji, pojawia się także nastoletni syn jednego z inspektorów, Daiki Asuka. Oczywiście jemu także nie udaje się pochwycić uciekającej dziewczyny, jednak i tak wykazuje się większą pomysłowością i skutecznością od stróżów prawa. W uznaniu tych zasług burmistrz wręcza mu specjalną odznakę i czyni odpowiedzialnym za śledztwo w sprawie Saint Tail. Chłopakowi to bardzo odpowiada: i tak nie potrafi zapomnieć o tajemniczej pannie, od której zresztą uzyskał przyrzeczenie, że poinformuje go o swej następnej akcji. I tak zaczyna się zabawa w kotka i myszkę, niekończący się pościg za szlachetną wprawdzie (wszystko, co kradnie, trafiło do obecnych właścicieli bezprawnie), ale jednak kryminalistką. Bystry i pomysłowy Asuka nie wie jednak, że Saint Tail to tak naprawdę… jego koleżanka z gimnazjalnej klasy, wiecznie drąca z nim koty Meimi Haneoka. Meimi po ojcu odziedziczyła talent iluzjonistyczny, a po matce – zdolności akrobatyczne i żyłkę awanturniczą. Ona oczywiście wie, kto ją ściga, ale chyba w jakiś sposób jej to odpowiada, skoro zawsze zostawia kolejne zawiadomienia?

Manga i anime opowiadające o przygodach Saint Tail są o kilka lat starsze zarówno od Kamikaze Kaitou Jeanne, jak i D.N.Angel – a przypuszczam, że wspólnym pierwowzorem dla wszystkich tych tytułów była jakaś jeszcze dawniej opublikowana manga. Fabuła w gruncie rzeczy jest prościutka. Z wyjątkiem kilku finałowych odcinków resztę serii zajmują jednoodcinkowe historie o kolejnych kradzieżach w wykonaniu bohaterki. Zadbano o całkowite odsunięcie wątpliwości moralnych, związanych z tym procederem. Kradzieże zleca bohaterce jej koleżanka z klasy, która po lekcjach „pracuje” jako zakonnica­‑nowicjuszka w pobliskim kościele i wysłuchuje historii zrozpaczonych ludzi, którym bezprawnie coś odebrano (tak, z jej egzemplarza przykazań jedno musiało zniknąć, względnie przekształcić się w „nie kradnij, chyba że w słusznej sprawie”). Wspomniani wyżej obecni właściciele to praktycznie co do sztuki osoby podłej aparycji i jeszcze podlejszego charakteru, zazwyczaj mające na sumieniu tyle ciemnych sprawek, że to one, a nie Saint Tail, na koniec odcinka zostają słusznie aresztowane. Mniejszość stanowią przypadki, w których dana rzecz nie została zabrana ze złej woli lub właściciel po prostu nie wie o jej istnieniu. Jak na serię z nurtu shoujo brak tu pogłębionych relacji między postaciami. Owszem, pojawia się jakiś kandydat do serca Meimi, a pewna panna zagina parol na bohatera, jednak są to bardzo epizodyczne wątki, a o postaciach dalszego planu nie dowiadujemy się praktycznie niczego. Na minus zapiszę jeszcze umieszczoną wśród wyróżników „magię”: teoretycznie jest wiele razy podkreślane, że bohaterka z magii tak naprawdę nie korzysta, posługując się jedynie sztuczkami iluzjonistycznymi. W praktyce autorka nie próbuje uciekać od formuły magical girls i niemal w każdym odcinku Meimi bez przygotowania wykonuje rzeczy, które bez „prawdziwej” magii byłyby absolutnie niewykonalne. Zabawna wydała mi się także ciężka kurza ślepota, na którą bez wątpienia cierpi bohater, niezdolny do rozpoznania „tajemniczej” (i niezamaskowanej) złodziejki nawet z całkiem bliskiej odległości. Ciekawe, że nie umie jej także poznać po głosie…

Wszystko to zapewne nie brzmi interesująco – ot, kolejny zakurzony staroć, po który dzisiaj nie warto sięgać. A jednak Kaitou Saint Tail broni się całkiem dobrze, nawet bez brania poprawki na jego wiek. Zaletą tego tytułu jest przede wszystkim niesamowity wręcz urok, jakim promieniuje. Jest oczywiście bardzo słodki, prawdopodobnie dla sporej części widzów – za słodki, ale jest to naturalna i niewymuszona słodycz, bardzo różna od sztucznych „słodzików”, którymi faszeruje się współczesne serie. Wbrew pozorom nie jest też źle z powtarzalnością formuły odcinków – okazuje się, że w jej ramach można wymyślić naprawdę dużo wariacji i nawet jeśli ogólny schemat pozostaje dość podobny, zróżnicowanie użytych metod (a czasem także środków zaradczych) sprawia, że nie mamy wrażenia oglądania w kółko tego samego. Po raz pierwszy chyba zobaczyłam przypadek, w którym zostawianie wiadomości „Jutro o tej i o tej godzinie w tym i tym miejscu zamierzam ukraść to i to” ma jakiś sens. Nie jest to bowiem w tym przypadku nieuzasadniony niczym sposób utrudniania sobie roboty, ale po prostu rodzaj flirtu, jaki nawiązuje się między „złodziejką” a „detektywem”. Wątek romantyczny zazwyczaj nie wysuwa się na pierwszy plan, ale śledzenie scenek rodzajowych z udziałem bohaterów (w obu ich wcieleniach) było zdecydowanie najprzyjemniejszą częścią seansu.

Meimi jest słodka i energiczna, bardzo dziewczęca, ale i bardzo porywcza – w sumie sprawia zaskakująco normalne wrażenie i chociaż nie nazwałabym jej „realistyczną”, z pewnością jest to postać dobrze i konsekwentnie skonstruowana. Problemy z trzymaniem nerwów na wodzy ma także Asuka, który – o dziwo – nie wpada w żaden z najczęstszych schematów męskiego bohatera w seriach shoujo. Warto podkreślić, że żadne z nich nie jest zagrane „na jedną nutę”: ich zachowania zmieniają się zależnie od nastroju i okoliczności, czasem w sposób nieprzemyślany przez nich samych, ale z pewnością przemyślany przez autorkę. Początkowo wydawało mi się, że wiecznie powtarzający się schemat pogoni i ucieczki odbierze tej parze wiarygodność, ostatecznie jednak doszłam do wniosku, że gdzieś zupełnie na marginesie i w tle udało się nakreślić jeden z ładniejszych romansów, jakie widziałam w tym gatunku. Niestety postaci drugoplanowe są już znacznie bardziej uproszczone. Przyjaciółka Meimi, Seira, jest z nich chyba najmniej ciekawa – urocza i dystyngowana „zakonniczka”, wspierająca bohaterkę i dostarczająca jej informacji, pozbawiona została jakiejkolwiek własnej historii, tłumaczącej chociażby, dlaczego w ogóle w to wszystko dała się zamieszać (lub, jeszcze lepiej – czemu zamieszała w to Meimi). Szkolny fotograf, przystojny (i zainteresowany Meimi) Manato Sawatari, a także kręcąca się wokół Asuki Rina Takamiya służą głównie za elementy komediowe (i przeszkadzające), chociaż w ich przypadku dowiemy się przynajmniej, czym się pasjonują. Poza tym Meimi oczywiście musi mieć swoje zwierzątko: w tym przypadku jest to samiczka jeża (o zdolnościach akrobatycznych wysportowanej wiewiórki i mówiąca „piuuuu!”) imieniem Ruby. Z jednej strony jest ona kolejnym egzemplarzem okazowym na wystawie osobliwości „jak Japończycy widzą zwierzęta”, z drugiej jednak jako maskotka sprawdza się nieźle i bywa źródłem całkiem udanych żartów. Zdecydowanie największą moją sympatię wzbudzili jednak rodzice bohaterki: urocza i nieodmiennie zakochana w sobie para, pełna ciepła i tej samej naturalności, która jest najmocniejszą stroną bohaterki.

Po grafice widać upływ lat, przede wszystkim dzięki namalowanym i odcinającym się wyraźnie od reszty rysunku tłom. Wielbiciele starszych serii na pewno wiedzą, o czym mówię: nie jest to wada, ale pewien element charakterystyczny, którego czasem bardzo brakuje w nowszych produkcjach, wypełnionych tłami rysowanymi komputerowo. Tła są oczywiście statyczne, ale bardzo udane zarówno pod względem kompozycyjnym, jak i kolorystycznym, w dodatku zmieniają się zależnie od pory dnia i pory roku. Biorąc pod uwagę rok produkcji trzeba powiedzieć, że animacja jest płynna i ładna, chociaż z oczywistych względów nie może się równać z nowszymi tytułami. W każdym odcinku widzimy sekwencję „transformacji” bohaterki, poza tym jednak niewiele jest tu powtarzających się ujęć. Postaci niestety są dość mało zróżnicowane. Bohaterowie oczywiście wyróżniają się bardzo wyraźnie na tle innych, uwagę zwraca też ich bogata mimika. Jednakże postacie epizodyczne są już wyciągnięte spod jednej sztancy i mało interesujące, oparte na kilku typach i wariacjach na ich temat. Za to warto podkreślić, że Kaitou Saint Tail obchodzi się doskonale bez włosów w kolorze tęczy, a bohaterka ma całkiem zróżnicowaną garderobę. Muzyka po prostu nie zapada w pamięć – przyznam, że liczyłam na trochę więcej, a otrzymałam tylko bardzo poprawne, ale także przeciętne piosenki w stylu słodszego j­‑popu, którym towarzyszyła mało oryginalna animacja. Podobnie jest z muzyką w tle – trudno obcinać za nią punkty, ale na pewno nie ma czego specjalnie słuchać.

Kaitou Saint Tail to jedna z serii zupełnie „bezpiecznych” – owszem, sposób potraktowania przez Japończyków motywów chrześcijańskich jest dość zabawny (widać, że autorka nie zauważa różnicy między zakonnicą a miko w świątyni szintoistycznej), ale nie ma tu nic, co mogłoby kogokolwiek dotknąć czy wydać się niestosowne. Nie ma tu także cienia przemocy, ani też dramatycznego i zapierającego dech w piersiach wątku romantycznego (co wielu widzów może rozczarować). Jeśli ktoś poszukuje dowolnych mocniejszych emocji, niech szuka dalej. Ten tytuł jest idealny dla młodszych widzów, a także dla tej części starszego pokolenia, która czasem nie ma nic przeciwko cieplutkiej i pełnej wdzięku prostej opowieści, nawet jeśli trąci ona troszeczkę myszką.

Avellana, 3 maja 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Megumi Tachikawa
Projekt: Junko Abe
Reżyser: Osamu Nabeshima
Muzyka: Hayato Matsuo