Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Nejiro 8 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 27
Średnia: 6,59
σ=1,39

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Costly)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Koutetsu Tenshi Kurumi

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1999
Czas trwania: 24×14 min
Tytuły alternatywne:
  • Steel Angel Kurumi
  • 鋼鉄天使くるみ
Widownia: Shounen; Postaci: Androidy/cyborgi, Kapłani/kapłanki religii wschodnich; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość; Inne: Ecchi, Harem, Supermoce
zrzutka

Romans, ecchi, podróże w czasie, dużo akcji i mechaniczne anioły. Czyli dla każdego coś miłego.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Cóż pozostaje ludzkości, gdy uratować nie może jej technologia, pieniądze ani siła militarna? Pozostaje zawsze wiara, miłość, magia czy mistycyzm. A najlepiej połączenie tego wszystkiego. Tym właśnie są tytułowe Stalowe Anioły, ostatnia nadzieja ludzkości na przetrwanie. Decydującą rolę przyjdzie odegrać Kurumi, Stalowemu Aniołowi niezwykłemu nawet pośród innych istot tego rodzaju. Brzmi enigmatycznie? Nie bez powodu. Naturę tytułowych istot, jak i wszystkie informacje na ich temat, widz odkrywać będzie systematycznie przez cały czas trwania serii, nie będę więc na tyle grubiański, aby odsłaniać tutaj wszystkie karty.

Nakahito Kagura pochodzi z rodziny japońskich mistyków, zwanych onmyou. W przeciwieństwie jednak do swojego starszego brata, niezwykle potężnego mistyka Kamihito, zdaje się nie posiadać żadnych niezwykłych zdolności. Tym, co zmienia jego życie na zawsze, jest spotkanie z Kurumi – tajemniczą istotą, zwaną Stalowym Aniołem, którą Nakahito przypadkowo aktywuje, stając się jej panem.

Fabule należy się kilka ciepłych słów. Spodziewałem się tutaj typowego ecchi z walczącymi panienkami, gdzie historia uproszczona jest do granic możliwości, gdyż stanowić ma tylko pretekst dla tworzenia absurdalnego haremu dla głównego bohatera. Nic z tych rzeczy. Pewnie, nikt nie próbuje twierdzić, że Koutetsu Tenshi Kurumi zawiera jakąś wybitną opowieść, ale na tle podobnych produkcji bardzo łatwo zauważyć, że sporo uwagi poświęcono historii. Nie tylko zresztą jej, prawdopodobnie największą zaletą tego tytułu jest staranne dopracowanie zarówno podstawowych elementów, jak i szczegółów. Fabuła ma spójny charakter i jest dobrze zaplanowana – kolejne informacje odsłaniane są przed nami stopniowo, a bohaterowie posuwają się wyraźnie w określonym kierunku. Kilka wątków nie zostało zamkniętych, ale też i historia nie kończy się tylko na pierwszej serii. Bardzo dobrze udało się poprowadzić fabułę, która porusza się po niebezpiecznej ścieżce – z jednej strony w przedstawione wydarzenia zaangażowane są różne, jak najbardziej poważne siły i pewna doza sensu i logiki jest od nich wymagana, a z drugiej strony twórcy konsekwentnie utrzymują całość w dość lekkim klimacie, wysuwając często na pierwszy plan mniej lub bardziej komediowe przygody bohaterów. Nietrudno przy takiej konstrukcji doprowadzić do stanu, gdy seria zacznie parodiować samą siebie. Uspokajam – twórcy zręcznie poradzili sobie z tym zadaniem, choć cały czas seria jest lekka i bardzo sympatyczna, a nawet najpoważniejsze postacie posiadają pewien zestaw cech komediowych, to historia pozostaje ciekawa, a bohaterowie nie rażą sztucznością czy alogicznością.

Akcja umiejscowiona jest w Japonii w latach międzywojennych. Nie jest to zbyt popularny okres w anime, dlatego z zaciekawieniem obserwowałem sposób, w jaki przedstawiono realia. Mam jakąś wizję tego, jak w tym czasie wyglądała Europa czy Ameryka Północna, ale Japonia była dla mnie pewną nowością. Wyglądało to wiarygodnie – poświęcono sporo uwagi strojom, architekturze miast czy środkom lokomocji. Zwłaszcza stroje zapadły mi w pamięć, zauważyć dało się wiele tradycyjnych japońskich okryć, a także właściwe dla okresu kreacje zachodnie. Pojawił się tu jednak jeden duży minus. Chodzi o uniformy, w których występują najczęściej Stalowe Anioły – osoba odpowiedzialna za ich narysowanie albo totalnie nie miała gustu, albo była miłośnikiem dość specyficznych fetyszy.

Seria wyróżnik ecchi dostała nie bez powodu. Twórcy nie unikają nagości, fanserwisowe gagi też do rzadkości nie należą. Choć akurat nie jestem pewien, czy tytuł ten może zadowolić osoby lubiące duże nasilenie takich motywów. Fanserwis tutaj występuje, ale użyty jest w bardzo nieinwazyjny sposób. Przede wszystkim – nagość na ekranie występuje w momentach ją usprawiedliwiających, nie jest ładowana gdzie popadnie czy w scenach, gdzie mogłaby wytrącić widza z rytmu oglądania. Może nie brzmi to jak coś istotnego, ale naprawdę dużo inaczej reagowałem na obecność takich elementów, gdy twórcy poświęcili chwilę na zastanowienie się nad doborem momentów, w których ich użycie nie zrazi widza. Wyjątkiem mogą tutaj być wspomniane przeze mnie wcześniej fanserwisowe stroje Stalowych Aniołów, które momentami faktycznie mnie irytowały.

Twórcy Koutetsu Tenshi Kurumi dysponowali dość pokaźnym budżetem, co wyraźnie widać przyglądając się graficznej stronie serii. Choć od premiery minęło już 10 lat, kreska nadal wygląda naprawdę ładnie. Szczególnie dotyczy to postaci, wiele najnowszych serii mogłoby pozazdrości jakości ich wykonania. A jednocześnie pewna część widzów wzniesie na ich widok okrzyki zgrozy – już 10 lat temu powstawały postacie, które wyglądają jak dzisiejsze moé panienki. Jako osoba pozbawiona takowych uprzedzeń mogłem jednak spokojnie cieszyć oczy pełnymi wdzięku dziewczętami. Także tła wyglądają ładnie, choć nie ma wśród nich niczego wybitnego. Niekiedy w czasie walk czy innych bardzo dynamicznych scen dało się zauważyć, że niektóre animacje swoje lata mają i dzisiejsze serie przyzwyczaiły nas do lepszego ich wykonania. Nie zdarza się to jednak często, przez większość czasu animacja broniła się bardzo skutecznie. Muzyka jest przeciętna – w czasie seansu nie miałem jej nic do zarzucenia, ale też i po każdym zakończonym odcinku nie mogłem sobie przypomnieć żadnej melodii. Wyjątek stanowi tutaj przesympatyczny opening. I podkreślić to muszę, gdyż z reguły odrzucają mnie czołówki w takim stylu, tymczasem tutaj lekki utwór w wykonaniu Rie Tanaki wbił mi się w głowę i za nic nie chce jej opuścić. Ending wypada poprawnie, choć nie ma się co równać z rewelacyjnym otwarciem.

Komu polecić? Spokojnie i z czystym sumieniem polecić mogę tę serię każdemu, kto spełnia jeden warunek – szuka czegoś lekkiego. Jest tu akcja, ciekawa historia, sporo sympatycznych bohaterów, ładna kreska, dużo zwrotów akcji, elementy romansu, co tylko dusza zapragnie. Odcinki trwają po 14 minut, twórcy dzięki temu mogli zapełnić je wieloma ciekawymi pomysłami, bez zbędnych wydłużeń. Na ekranie po prostu cały czas coś się dzieje. Całość jest diablo wciągająca i naprawdę sympatyczna, po prostu idealna na odprężenie po ciężkim dniu w szkole czy pracy.

Costly, 16 czerwca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: OLM
Autor: Kaishaku
Projekt: Takeshi Itou, Yuriko Chiba
Reżyser: Naohito Takahashi
Scenariusz: Naruhisa Arakawa
Muzyka: Toshihiko Sahashi