Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Animatsuri 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,50

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 6
Średnia: 5
σ=1,91

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Grisznak)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Makeru na! Makendo

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1995
Czas trwania: 30 min
Tytuły alternatywne:
  • Don't Lose, Makendo!
  • 負けるな!魔剣道
Postaci: Magical girls/boys; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Co by się stało, gdyby zmieszać Sailor Moon z Pokémonem? Powstałoby pewnie coś na kształt tego anime…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Sceneria rodem z horroru firmy Hammer, przykuty do stołu mężczyzna, krzyczący przeraźliwym głosem, aby zwrócić mu jego ciało. Krzątający się wokół naukowiec (niewątpliwie szalony, o czym świadczą bujne włosy w kolorze gumy do żucia) ma jednak insze plany i po chwili ofiara zbrodniczego eksperymentu budzi się odziana w biało­‑niebieski, obcisły strój, kojarzący się z superbohaterami. Nasz heros mimo woli oswobadza się i zabija swego oprawcę, po czym ucieka z miejsca kaźni, chcąc za wszelką cenę powrócić do normalności. Jednak chwilę później z ruin wyłazi… poruszający się na kłębowisku macek mózg naukowca, który ma zamiar odzyskać stworzonego przez siebie wojownika.

W tym samym czasie położone nieopodal miasteczko przeżywa inwazję potworów. W zasadzie przeżywa ją już od pewnego czasu i nawet zdążyło do niej przywyknąć, tym bardziej, że powołano specjalną policję, która powinna pilnować, by potwory za bardzo nie szkodziły ludziom. Zająć się tym mają tak zwani łowcy potworów, spośród których najlepsza jest Mai. Problem polega na tym, że Mai niespecjalnie podoba się opcja ganiania za bestiami w kusym mundurku, typowym dla magical girl. Dobrze, jest jeszcze jej siostra, ale Mai pilnuje, aby i ona nie narażała się na wstyd, jaki niewątpliwie łączy się z bieganiem po mieście w fanserwiśnym stroju. Kiedy jednak pewnego wieczora dom, w którym mieszkają obie siostry (samiusieńkie, w końcu to anime) najeżdża uzbrojony w mecha pierwowzór Zespołu R (Pokémon), przychodzi czas dokonania wyboru.

Pozornie dwóch powyższych akapitów nic ze sobą nie łączy. To prawda, podobnie jak niewiele łączy ze sobą poszczególne sceny w tym anime, będącym tak naprawdę zbiorem mniej lub bardziej udanych gagów. To, co uderza, to fakt, iż bez trudu dostrzeżemy w tej produkcji elementy znane z takich hitów, jak Sailor Moon czy Pokémon. Gdyby Don’t Lose, Makendo! powstało jakieś dziesięć lat później, uznałbym ten tytuł wręcz za parodię ww. anime. Problem polega na tym, że powstało wtedy, kiedy powstało, kilka lat przed Pokémonem (przy czym podobieństwo dwójki sługusów dr. Muda do Zespołu R jest cokolwiek zastanawiające). Nietrudno tu także zauważyć pewne wątki parodiujące motywy znane z Zachodu – chodzący i gadający mózg w roli naczelnego knuja, konstruujący roboty, jako żywo przypomina Kranga z Wojowniczych żółwi ninja.

Mam przeczucie, że to jedno z tych anime, nad którymi pracował zespół alkoholików, niezbyt zapewne skorych do roboty (całość trwa niespełna trzydzieści minut), ale mających niczym nieograniczoną swobodę twórczą, wrzucających do tworzonego przez siebie tytułu co bardziej absurdalne pomysły, jakie przychodziły im do głów po kilku głębszych. Nie pokuszę się tu nawet o wymienianie wszystkich tego typu rozwiązań, tym bardziej, że tym samym zepsułbym skutecznie to, co w Don’t Lose, Makendo! najlepsze – głupie, absurdalne, a przez to śmieszne motywy. Widzieliście już pewnie wiele rzeczy, które służyły magical girlsom do transformacji, nieprawdaż? Ale czy wśród tych rzeczy był złoty słonik na kiju i hasło, zawierające masę literek „l” i „r”, dla przeciętnego mieszkańca Wysp Japońskich niemal niewymawialne? Tego rodzaju humoru się tu spodziewajcie.

Nie twierdzę, że to anime jest wyjątkowo udane, bo nie jest. Jednakże jego humor jest niewymuszony, a o to w produkcjach powstających ostatnimi laty trudno. Nawet gdy ktoś bierze się za produkcje operujące absurdem (jak choćby Sayonara Zetsubou Sensei czy Maria Holic), nietrudno odnieść wrażenie, że jest to absurd kontrolowany, brakuje tylko typowego dla sitcomów śmiechu z taśmy, podpowiadającego widzowi, co jest śmieszne. Na tym tle takie OAV jak ta, niekiedy nawet mocno już staroświeckie, w moim odczuciu wygrywają. Rolą komedii jest bowiem bawić – więcej od niej trudno wymagać.

Utrzymane w konwencji graficznej typowej dla swojej epoki Don’t Lose, Makendo! nie oszałamia, ale też nie kłuje w oczy niedoróbkami i oszczędnościami technicznymi. Ot, rzetelna, solidna robota rzemieślnicza, która w swoich latach stanowiła pewien standard, dziś ma zaś głównie walory muzealne, aczkolwiek bardziej znanych eksponatów prezentujących ów styl nie brak. To samo tyczy się piosenek. Gdyby nie ów szczególny humor i tchnący z każdego kadru tej produkcji osobliwy absurd, byłaby to pewnie całkowicie przeciętna i niczym niewyróżniająca się produkcja.

Nie jest moją ambicją nawracać zadeklarowanych sympatyków nowomodnej kreski, przekonanych, że wszystko, co powstało przed rokiem 2000, nadaje się tylko do kosza. Nawet gdybym chciał to robić, użyłbym w tym celu innych anime niż Don’t Lose, Makendo!. Jednak, jeśli wychowaliście się w latach 90., a pewne klasyczne tytuły tego okresu nie są wam obce, to istnieje pewna szansa, że ta krótka OAVka sprawi, iż kilka razy wybuchniecie śmiechem. Więcej obiecywać nie mogę.

Grisznak, 4 września 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: OLM
Projekt: Sayuri Ichiishi
Reżyser: Kazuya Murata
Muzyka: Kouji Sakumura