Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
grafika: 8/10
muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 120
Średnia: 7,66
σ=1,46

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (IKa)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Zan Sayonara Zetsubou Sensei

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 懺・さよなら絶望先生
zrzutka

Kontynuacja czy „jeszcze raz to samo”? Trzecia seria telewizyjna na podstawie opowiadań Koujiego Kumety.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Skoro dwie serie telewizyjne i jedna OAV sprzedały się dostatecznie dobrze, by mogła powstać kolejna część cyklu, naprawdę trudno byłoby się spodziewać poważniejszych eksperymentów z formułą. Dalej mamy do czynienia z ciągiem epizodów, przypominających najbardziej kabaretowe skecze i traktujących o bolączkach i śmiesznostkach współczesnego społeczeństwa. Różnice są w większości kosmetyczne, na przykład absurdalne „streszczenia książek” na końcu odcinka zastąpiono równie absurdalnymi „streszczeniami dotychczasowych wydarzeń” na jego początku – nadal są to nawiązania do klasycznych powieści japońskich i zachodnich.

Zdecydowano się jednak na pewną innowację: z trzech tworzących odcinek segmentów dwa stanowiły (jak dotąd) oderwane epizody, trzeci natomiast ukazywał kolejny fragment dość dziwacznej, ale mimo wszystko ciągłej fabuły. Tego rodzaju spoiwo byłoby na wagę złota, niestety jednak po kilku odcinkach wątek rozmył się bez słowa wyjaśnienia, został zastąpiony innym, równie szybko porzuconym, a potem jakakolwiek ciągłość znikła już całkowicie. Trudno uśrednić poziom poszczególnych historii: składają się na nie rzeczy dobre, bardzo dobre, kiepskie, hermetyczne i odgrzewane, w rozmaitych proporcjach. Właśnie – odgrzewane. Ze względu na natłok pomysłów nie jest to może łatwe do zauważenia, jednak uważni widzowie zaczną rozpoznawać tematy i koncepcje wykorzystane już we wcześniejszych seriach. Brak pomysłów? To nie jest wykluczone, ostatecznie przewałkowano już w tym cyklu chyba wszystko, co było warte przewałkowania i możliwe, że zaczął się kończyć materiał, potrzebny do zapełnienia czasu ekranowego. Świadczyć może o tym także powtarzająca się kilka razy maniera polegająca na powtórzeniu w kolejnym odcinku większej części „segmentu” z odcinka poprzedniego, z dodanym rozwinięciem lub zmienioną puentą.

Coraz wyraźniej widać także, że oparcie serii tylko i wyłącznie na gagach musiało się w końcu zemścić. Schematyczne postaci nie tylko nie mogą budzić zainteresowania widza, ale także coraz częściej mają problemy ze znalezieniem swojej roli w kolejnych historiach. Najlepiej z oczywistych powodów radzą sobie te, których „cechą charakterystyczną” jest sposób patrzenia na świat: niezłomnie optymistyczna Kafuka i maniakalnie pedantyczna Chiri występują praktycznie w każdym epizodzie. Potrzebne „spojrzenie na świat” mają jeszcze „normalna dziewczyna” Nami oraz otaku Harumi, także dość często wykorzystywane. Dalej zaczynają się schody: większość dziewcząt jest definiowana tylko przez jakąś pojedynczą cechę, niemającą większego wpływu na ogólne poglądy. Stąd już na przykład „ofiara przemocy”, czyli Abiru, stalkerka Matoi, hikikomori Kiri czy nawet uzależniona od telefonów Meru, podobnie jak cała reszta, w większości przypadków po prostu nie mają niczego „od siebie” do powiedzenia, a ich rola sprowadza się do wygłaszania ogólników. Stąd chyba bardziej niż wcześniej bledną one, stając się wyłącznie tłem, bezbarwnym tłumkiem, który tylko wspomniane wcześniej cechy charakterystyczne ratują od całkowitej anonimowości. Jeśli więc ktoś polubił którąś z dziewcząt i kontynuuje oglądanie z nadzieją znalezienia poświęconych jej epizodów, prawdopodobnie będzie rozczarowany.

Jak pisałam wcześniej, coraz wyraźniej można też obserwować zmianę charakteru tytułowego bohatera. Niemal w ogóle nie przypomina on już skłonnego do teatralnych prób samobójczych kabotyna z początku pierwszej serii, a nawet jego tradycyjny okrzyk rozpaczy sprawia często wrażenie umieszczonego w odcinku wyłącznie z obowiązku i poszanowania tradycji. W coraz większej mierze Nozomu Itoshiki jest ukazany jako człowiek niedostosowany do czasów, w jakich mu żyć przyszło (a może po prostu do społeczeństwa): zbyt naiwny i za wiele myślący dla własnego dobra. To postawa zdecydowanie mi bliższa i bardziej odpowiadająca, jednak rozumiem, że nie wszyscy widzowie akurat to zdanie będą podzielać. Należy też pamiętać, że w przypadku tego cyklu nie ma mowy o jakiejkolwiek „ewolucji postaci” – to tylko zmiana koncepcji autora lub scenarzysty. Przy okazji – po raz kolejny zawiodło mnie kompletne niewykorzystanie pozostałych członków rodziny Itoshiki, mających na pewno spory potencjał i pod wieloma względami ciekawszych od stadka uczennic.

Grafika pozostaje w zasadzie na poziomie poprzednich serii, chociaż odnosiłam wrażenie, że szczególnie w drugiej połowie serii zaczyna być już zdecydowanie mniej wysmakowanych kolorystycznie, starannie zakomponowanych ujęć. Poza tym jak zawsze, czyli animacja na poziomie absolutnego minimum (chociaż trzeba przyznać, że od czasu do czasu trafiały się przyzwoicie zanimowane sceny) i bardzo dużo tekstur, nadających serii unikatowy charakter (a przynajmniej unikatowy, jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, że Akiyuki Shinbou powtarza te same chwyty we wszystkich swoich produkcjach). Mniej chyba, o dziwo, jest fanserwisu – trafiają się całe epizody bez choćby jednych majtek Kimury. Na dotychczasowym poziomie pozostają napisy i efekty tekstowe w tle, chwilami wypełniające cały ekran i niemożliwe do odczytania bez wielokrotnego wykorzystywania stopklatki. Bez większych zmian pozostaje również oprawa muzyczna. Jak zwykle w tym cyklu od śpiewanej przez Kenjiego Ootsukiego w czołówce piosenki Ringo Mogire Beam! zdecydowanie bardziej odpowiadały mi piosenki towarzyszące napisom końcowym: Zetsubou Restaurant i Kurayami Shinchuu Soushisouai, którym towarzyszyły bardzo sympatyczne animacje.

Seria jak seria – sceptyków nie przekona, fanów pewnie nie zrazi. Widać jednak, że w ramach przyjętej formuły cykl zaczął już docierać do granic swoich możliwości: poszczególne skecze stają się już przyciężkawe i odgrzewane, a te lepsze giną w powodzi „to już było”. Niestety oprócz nich Sayonara Zetsubou Sensei nie ma nic do zaoferowania – mści się całkowite zaniedbanie postaci, które mogłyby nawet być schematyczne, ale jednak wymagałyby jakiejś uwagi i życzliwości scenarzystów, by dało się je polubić. Dla fanów zostają jeszcze wychwalane przez wielu „nawiązania” do różnych anime, gier i innych łatwo identyfikowalnych elementów popkultury. Nie oszukujmy się jednak – to także może się znudzić, a w dodatku ostatnio zapanowała najwyraźniej jakaś moda, bo tego rodzaju chwyty można spotkać w bardzo wielu innych seriach.

Avellana, 20 grudnia 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: SHAFT
Autor: Kouji Kumeta
Projekt: Hideyuki Morioka
Reżyser: Akiyuki Shinbou