Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 225
Średnia: 6,34
σ=1,96

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Mitsurugi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Asura Cryin'

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 13×23 min
Tytuły alternatywne:
  • アスラクライン
Tytuły powiązane:
zrzutka

Tomoharu nieodłącznie towarzyszy duch jego przyjaciółki. Przy okazji zostanie też właścicielem mecha, znajdzie się w centrum walki trzech organizacji i zapozna się bliżej z demonem. Czyli co? Średnio i bez zachwytów.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Tomoharu Natsume, przeciętny japoński uczeń, ma pewien niecodzienny problem. Widzi on i rozmawia z duchem swojej przyjaciółki z dzieciństwa, Misao. Duch dziewczyny „żyje” wraz z bohaterem, chodząc z nim do szkoły, mieszkając u niego w domu, rozmawiając, śmiejąc się i zawstydzając go swoją nocną koszulą. Nikt oprócz bohatera nie dostrzega Misao. Spokój życia tej dwójki zostaje zniszczony wraz z pojawieniem się w ich domu Shuri Kurosaki, starszej uczennicy ze szkoły, do której uczęszcza Tomoharu. Shuri na polecenia brata głównego bohatera, znajdującego się gdzieś za granicą Naotaki, dostarcza mu ciężką, stalową skrzynkę, zwaną extractorem, przykazując przy tym, by dbał o jej bezpieczeństwo. Tajemnicza przesyłka staje się przyczyną nielichych kłopotów. Pewnej nocy Tomoharu zostaje uwięziony we własnym domu przez siły Divine Guards, fanatycznej organizacji walczącej z demonami. Ich przywódca żąda natychmiastowego wydania im extractora. W tym momencie do akcji wkracza Shuri, która okazuje się nie człowiekiem, lecz androidem. Wdaje się ona w walkę z nieproszonymi gośćmi. Na domiar złego na miejsce przybywa trzecia strona, dowodzona przez władającego ogniem demona. Krótko mówiąc, dom bohatera staje się polem bitwy. Poinstruowany przez Shuri Tomoharu próbuje ukryć extractor. Plany mają jednak to do siebie, że często nie wypalają i bohater kończy otoczony przez trzy strony konfliktu. Nie mając innego wyjścia, w ostatniej chwili otwiera extractor. Ze stalowej skrzynki wydobywa się niemalże żywa, namacalna ciemność, która po chwili odsłania Kurogane, potężnego czarnego mecha, Machinę Asury, i, od teraz, sługę Tomoharu. Życie tego chłopaka nigdy nie będzie takie samo…

Tak, tak. Wy, czytający ten wstęp i ja, oglądając pierwszy odcinek, mieliśmy zapewne podobne myśli. Namieszali twórcy, oj namieszali. Duchy, mechy, demony, androidy. Wszystko naraz. Czy zdołano to logicznie połączyć i wyjaśnić? Utworzyć spójną, ciekawą koncepcję, nie zaskakującą na każdym kroku brakiem logiki? Nie bardzo. Choć twórcy się starali, wyszło to słabo. Ale po kolei. Zaczniemy od świata: istnieją ludzie, którzy otworzyli stalowe skrzynie, zwane extractorami, wchodząc w posiadanie mechów, Machin Asury. Nazywani są oni „handlers”. Mechy różnią się wyglądem i rozmiarami, każdy posiada też inne zdolności, na przykład kontrolę grawitacji, władanie lodem itp. Jednak aby móc kontrolować Machinę Asury, aby móc otworzyć extractor, człowiek potrzebuje mieć za towarzysza ducha, zwanego spectral apparition, będącego niegdyś dla handlera bliską osobą. To właśnie ten duch znajduje się w rdzeniu Machiny Asury, dając jej moc i życie. Oprócz tego pośród ludzi żyją istoty będące demonami. Człowiek, który zawrze kontrakt z demonem, przekształca go w swojego chowańca (familiara), łącząc się z nim potężną więzią wierności i przyjaźni. Są jednak tacy, którzy posuwają się o krok dalej. Ludzie zwani Asura Cryin’. Ale tę kwestię pozostawiam już wam do samodzielnego odkrycia w anime.

Fabuła anime, nie powiem, mogłaby być dobrą stroną tej produkcji. Nie stało się tak jednak, a szkoda, bo całość stwarzała dobrą okazję, by popisać się oryginalnymi pomysłami (pomijając naturalnie nastolatka, mecha i ratowanie świata). Ciekawy wydawał mi się sposób wykorzystania duchów jako rdzeni mechów, mieszanka mistycyzmu i technologii, a także dobrze zapowiadający się klimat. Ale nic z tego nie wyszło. Przez trzynaście odcinków powoli odkrywamy, kim są handlerzy, na czym polegają kontrakty z demonami, kim są poszczególni bohaterowie, kim jest tajemniczy antagonista, jakie motywy stoją za działaniami postaci itd. Krótko mówiąc, nie ma tutaj głównego wątku fabularnego, do którego wyjaśnienia zmierza anime. Nie jest to dziwne, jeśli Asura Cryin’ miałoby w zamierzeniu liczyć co najmniej kilka sezonów. Sama fabuła jest wystarczająco ciekawa, by nie wywołać u widza zbytniego znużenia i chęci natychmiastowego porzucenia serii. Jednakże z powodu zbyt małej ilości wyjaśnień, licznych błędów logicznych i dziur fabularnych, trudno się naprawdę połapać, o co chodzi, dlaczego coś się dzieje i po co. Nie licząc bowiem końcówki, anime składa się z pojedynczych przygód bohaterów, dość luźno powiązanych, w których poznajemy naprawdę dużą liczbę postaci i wątków, aż proszących się o chociaż najkrótsze sensowne wyjaśnienie. Serię ogląda się równo, choć nie zawiera ani dużej dawki dobrej akcji, ani wystarczającej ilości dramatyzmu i zwrotów fabularnych, by wywołać u widza głębsze zainteresowanie. Wymieszanie tylu wyróżników i specyficznych elementów gatunkowych w jednej serii wymaga bowiem sensownego uzasadnienia i spójnego połączenia. Wydaje mi się, że upchano zbyt wiele w zbyt małą liczbę odcinków. Po zakończeniu nadal nie znam odpowiedzi na najważniejsze, wręcz podstawowe pytania. Skąd się wzięły Machiny Asury? Dlaczego w naszym świecie obecne są duchy i demony? Czemu jedni mogą widzieć owe duchy, a inni nie? Czym lub kim jest ta Asura? Między innymi odpowiedzi na takie pytania zapewniłyby pewną spójność historii i świata, której tak mi tutaj brakowało. Dopiero ostatnie trzy odcinki mnie zaciekawiły, bo niestety dopiero na końcu fabuła przyspiesza, a my dostajemy garść ważnych odpowiedzi na ważkie pytania.

Jednakże trudno było twórcom skupić się na wyjaśnieniach, kiedy czas antenowy i fabułę serii topili w beznadziejnych gagach, fanserwisie i tanich, schematycznych motywach. Asura Cryin’ zupełnie brakuje sensownego balansu między humorem a powagą wydarzeń. Oto bohaterowie stają do walki z antagonistą, który bez wątpienia zmierza do zabicia lub przynajmniej porządnego poranienia wesołej kompanii Tomoharu. Walka jest długa, nieźle pokazana i emocjonująca, z charakterystycznym zwrotem akcji pod koniec, gdy wydaje się, że wszystko stracone. A co po walce? Wszyscy sobie stoją, wrogowie rozmawiają jak starzy znajomi, rzucają tanie przycinki i żegnają się, jakby właśnie wrócili z herbatki, robiąc przy tym urocze minki i uśmiechając się wesoło. Totalna porażka. Postacie konwersują sobie jak gdyby nigdy nic, nieważne, że niedawno próbowali się pozabijać i dalej deklarują podobne chęci, że skrzywdzili się nawzajem, stoją po przeciwnych stronach konfliktu i nieraz mierzyli do siebie z broni. Do tego bohater zostaje otoczony do bólu schematycznymi, obowiązkowo pięknymi bohaterkami, które, niespodzianka, mieszkają u niego w domu. Taki chwyt haremowy skutkuje oczywiście pewną ilością wyświechtanych gagów, mimo że co chwila ktoś chce kogoś uśmiercić, ktoś przepowiada koniec świata itp. Bohater oczywiście wszystkim stara się pomóc, każdego ochronić, zmniejszyć ilość obecnej w świecie przemocy, kierując się wysoką naiwnością i wrodzoną głupotą. Do ponad połowy serii nie wiadomo, czy postacie są wrogami, sojusznikami, rywalami, przyjaciółmi, a walenie do siebie z rakiet uważają za oznakę uczucia czy prywatny, rozkoszny żarcik. Do tego nie wiem po co wprowadzono tak dużo, jak na taką serię, fanserwisu. Wielkie piersi, skąpe wdzianka, zbliżenia na biusty bohaterek, krępujące sytuacje, część do mecha pełniąca rolę wibratora w biuście bohaterki. Tak to pasowało, jak śnieg do lata. Do tego często gęsto po czymś takim anime próbuje się silić na dramatyzm, ale wychodzi to groteskowo i niezbyt zgrabnie. Gdyby skupiono się na fabule, nadano serii więcej powagi, ograniczono humor, sielankowe gagi i fanserwis, to z pewnością oglądałoby się to dużo lepiej.

Kolejną rzeczą, która mnie w tym anime uderzyła, są liczne niedorzeczności i braki logiczne. Garść przykładów. Nasz bohater chodzi do szkoły, w której działają trzy potężne organizacje (w szkole…), będące przy tym, uwaga, szkolnymi klubami lub „radami uczniowskimi”. Pierwsza, fanatyczna grupa Divine Guards, ma pozwolenie na swobodne mordowanie demonów (w szkole również). Druga, Royal Dark Society, ma pozwolenie na bezwarunkową ochronę demonów, trzecia natomiast, tak zwana Druga Rada Uczniowska, stoi chyba tylko po własnej stronie i walczy ze wszystkim i wszystkimi. Chyba z nudów. Pomijając tandetne nazwy, jest to wyjątkowo durny pomysł, a przy tym zaprezentowany wprost koszmarnie. Trzy potężne grupy działające w jednej szkole, zabijające przy okazji, co tylko mogą, biegają z bronią po terenie szkoły. I pal licho, że nieraz mechy latają po ulicach, a rakiety i wybuchy świecą wesoło. Wszak to miasto wyludnione i opustoszałe (naprawdę, przechodniów nie uświadczysz). Cudownie. Kolejna sprawa. W pewnym momencie nasza Misao staje się trochę bardziej materialna. Dość powiedzieć, że oto nauczyciel przedstawia ją klasie, mówiąc, że jest to duch, który towarzyszył do tej pory Tomoharu. Misao unosi się nad ziemią i wita radośnie. Oczywiście nikt się nie dziwi, że duch został uczniem. W dodatku w kolejnych odcinkach bohater usilnie przekonuje Misao, by nie pokazywała, że jest duchem, a w szkole wydaje się, że nikt o tym nie pamięta. To co? W tej szkole duchy to normalka? Czy tam mają o tym jakąś wiedzę? A może nikt nie zauważył, że jest duchem? Zero wyjaśnień, a logika leży i płacze. Kolejną chodzącą niedorzecznością jest Shuri, której z rąk i nóg wysuwają się karabiny i rakietnice z nieskończoną ilością pocisków, nieproporcjonalne w ogóle do jej ciała. Do tego lata sobie to tu, to tam, z podwieszonymi minigunami, z armatą wielkości wagonu pociągu, widzi duchy itd. Niedorzecznie to wygląda, a i wyjaśnień nie uświadczymy. Nie mam nic przeciw cyborgom i androidom, ale proszę o troszkę realizmu i konsekwencji. Skąd taka technologia w tym świecie? To jest cyberpunk jakiś czy coś? Bo Machiny Asury to twory na poły mistyczne, ale skąd taki poziom cybernetyki? Brak też logiki, w tym, kto walczy tak naprawdę z kim, dlaczego, o co, po co? Za dużo pytań, za mało odpowiedzi.

Kolejnym niezwykle irytującym elementem serii są zakończenia każdego odcinka. Są one przedstawiane w formie taniego, patetycznego, beznadziejnego zwiastuna, jakich pełno przy zapowiedziach produkcji Hollywood. Szybkie ujęcia, urywki scen, i łańcuszek wyrwanych z kontekstu pojedynczych słów typu: „Wszystko”, „Skończy się”, „Początek”, „Proszę, poczekaj”, „Dla dobra wolności”, „Ochronię”. Wszystko wypowiadane dramatycznym szeptem kawaii panienek. Jeśli to miało budować nastrój i dramatyzm, to wyszło śmiesznie i żałośnie.

Bohaterowie. Nuda, bezpłciowość i schematyczność. Plejada panienek, od aroganckiej arystokratki, przez bezpośrednią, nie znającą poczucia wstydu Shuri, po kompletnie niedoświadczoną, słodziutką, nieśmiałą demonicę Takatsuki i archetyp przyjaciółki z dzieciństwa, Misao, która względną oryginalnością wykazuje się jedynie w tym, że nie żyje. Jednakże bohaterki da się w jakimś stopniu polubić, podobnie jak dumnego, aroganckiego bishounena, Reishirou Saekiego, dowódcę Divine Guards, a także inne postacie. Niestety tym, kogo polubić nie zdołałem, jest główny bohater, nijaki, mdły i raczej nieprzydatny, nie licząc tego, że może przywołać mecha. Jego charakter składa się z chłopięcej niewinności, naiwności i determinacji, by chronić wszystkich, nawet wrogów, albowiem nie może on patrzeć na cierpienia innych. Od czasu do czasy błyśnie głupotą lub patetycznym tekstem, po którym wszyscy naokoło prawie płaczą z uwielbienia dla jego męskiej osobowości. Tu krzyknie, tam porozpacza, czasem pomyśli. Czyli wszystko po staremu, dziękujemy za uwagę. Choć być może osobowość Tomo wynika z pewnych problemów psychicznych. Bo ja, mając taką fryzurę, bez wątpienia popadłbym w głębokie kompleksy, a wizyty u psychiatry przedkładałbym nad wizyty u fryzjera. Oprócz tego dość ciekawie prezentują się antagoniści. Przynajmniej jako tako są indywidualnymi osobowościami. Usilnie się staram, wierzcie mi, ale nie potrafię napisać o bohaterach nic wyjątkowego. Jeśli nie jest to wasze pierwsze anime czy recenzja, to na pewno po dwóch odcinkach będziecie znali bohaterów lepiej niż oni sami. Bo w sumie, nie ma czego poznawać.

Grafika. Pozwolę sobie zacząć od zalet, a później zajmę się wymienianiem wad. Zaletą jest na pewno ładna i wyraźna kreska, głęboka i śliczna kolorystyka, a także bardzo dobra animacja. Znakomite są także wszelkie efekty świetlne, działania mocy, wybuchy i takie drobnostki animacyjne, jak lot rakiet czy pocisków. Wszystko, w większości, działa płynnie i równo. Jeśli chodzi o liczne efekty 3D, czyli przede wszystkim mechy, to jednak, po zastanowieniu, zaliczam je do zalet. Mimo że czasami 3D gryzie się z resztą grafiki (ale tylko czasami), wygląda to wszystko bardzo fajnie, a animacja ruchów mechów i same ich projekty, które od razu mi się spodobały, prezentują dobry poziom. Niewątpliwie takie drobne smaczki, jak rozwiewanie włosów i dobra animacja płomieni wpływają na mój pozytywny odbiór oprawy graficznej. Żeby jednak nie było zbyt pięknie, przejdźmy do wad. Po pierwsze, tła, przedmioty, elementy natury i świata są mało szczegółowe. Pustki na ulicach, pustki w tłach i naprawdę bardzo duża ilość powtarzanych, nieruchomych kadrów, szczególnie w odniesieniu do bohaterów. Brak mimiki twarzy. Bardzo podobne projekty postaci, szczególnie twarzy. Bohaterowie wydają się nieraz różnić jedynie fryzurą i akcesoriami. Są naturalnie projekty mniej i bardziej udane, ale nie postarano się tutaj zbytnio. Okropne, brzydkie ujęcia z profilów. Profile bohaterów były nieraz tak paskudne, że całą uwagę skupiałem na przedmiotach z drugiego planu. Do tego, mimo że kreska jest absolutnie z 2009 roku, to jednak wszystko jest takie… proste i klasyczne, bez jakiegoś wyróżniającego się pomysłu, bez polotu, rozmachu. Jak na dzisiejsze czasy, to z pewnością nie jest pełnia możliwości, co nieraz pokazują znacznie starsze produkcje.

Muzyka. Oj, tutaj bardzo przesadzono. Otóż muzyka jest ładna i bardzo przyjemnie się jej słucha. Utrzymana często w gotyckim, niemal kościelnym stylu, ma klimat i bez wątpienia nadrabia brak atmosfery samego anime. Inne utwory, bardziej standardowe, są również dobre. Tak więc pod względem jakości na ścieżkę dźwiękową nie mogę za bardzo narzekać. Ale mogę na coś innego: muzyka rzadko kiedy pasuje do tego, co się dzieje na ekranie. Nieraz wręcz czułem, jak starała się na mnie wymusić dostrzeganie dramatyzmu albo podniosłości jakiejś chwili, bo bez niej byłoby to raczej niemożliwe. Ścieżka dźwiękowa jest ładna, choć nikt jej nie nazwie wyjątkową, ale znaleźć ładne utwory to jedno, a odpowiednio dopasować to drugie. Szkoda. Opening w moich uszach brzmiał okropnie, słaby wokal, chaotyczna muzyka, beznadziejna melodia. Za to ending trafił w moje gusta. Nastrojowy, klimatyczny, gości już na moim sprzęcie muzycznym.

Asura Cryin’ nie jest ani okropnym, ani dobrym anime. Jest do bólu przeciętne. Można je oglądać z przyjemnością, ale nic ponad to. Anime charakteryzuje się dużą różnorodnością wyróżników, więc ma szansę trafić do dość szerokiej, niewymagającej widowni. Jednakże brak spójności, brak wyjaśnień i liczne błędy logiczne sprawią, że seria nie spodoba się starszym, doświadczonym widzom, poszukującym innowacji i wciągających, dojrzałych historii. Polecam, naturalnie, fanatykom mechów, widzom młodym, szukającym typowo rozrywkowych serii, którzy na schematyczność i irytujące szczegóły są jeszcze odporni. Również wielbicielom podobnych mieszanek, typu mechy i mistycyzm czy demony i technologia. Anime pozostawiło wiele niewyjaśnionych kwestii i dlatego pewne nadzieje (nikłe…) wiążę z drugą serią, po którą sięgnę z recenzenckiego obowiązku. Nie jest tragicznie, ale jeśli twórcy chcą zajść wyżej, powinni się skupić przede wszystkim na fabule, a nie na tanim, płytkim humorze i wysłużonych motywach. Więcej powagi, chłopcy.

Mitsurugi, 20 listopada 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Seven Arcs Pictures
Autor: Gakuto Mikumo
Projekt: Atsushi Komori, Hideki Fukushima, Nao Watanuki
Reżyser: Keizou Kusakawa
Scenariusz: Katsuhiko Koide
Muzyka: Mitsutaka Tajiri